world-of-warcraft-cisza-przed-burza

Dom Wschodzącego Słońca

Natalia "vaapku" Dulińska niedziela, 10 czerwca 2018
dom wschodzącego słońca

"Dom Wschodzącego Słońca" po raz pierwszy został wydany ponad dekadę temu nakładem wydawnictwa Runa. Teraz autorka postanowiła przypomnieć o swoim książkowym debiucie. Jak sama pisze, z szacunku do młodszej siebie oraz do czytelników opowieść pozostawiła w niemal niezmienionej formie, a wprowadzone zmiany są w zasadzie tylko kosmetyczne.

Pierwsze skojarzenie po zobaczeniu tytułu? Oczywiście ze starą, bardzo klimatyczną piosenką. Szybko jednak okazało się, że nie jest to słuszny kierunek. W piosence "Dom wschodzącego słońca" to (przynajmniej zdaniem niektórych) malownicza nazwa burdelu, natomiast u Aleksandry Janusz taką nazwę nosi budynek w mieście Farewell, w którym mieszkają bądź pomieszkują magowie.

Złożona z czterech opowiadań książka przedstawia losy grupki ludzi obdarzonych rozmaitymi rodzajami zdolności magicznych. Każda z postaci ma swoją historię i swoje pięć minut. Mamy więc zbuntowaną nastolatkę, która o mały włos mogłaby nigdy nie dowiedzieć się o swoim talencie, jest odrobinę narcystyczny lider grupy muzycznej – uzdrowiciel, który boi się krwi. Nocą miasto chronione jest przed złem przez tajemniczego szermierza, zaś kaleki mężczyzna nie ma sobie równych, jeśli chodzi o kwestie informatyczne. Grupę uzupełnia wierząca w siłę modlitwy zakonnica i Podróżnik, który podobno już dawno utracił swoją moc. Czy ktoś jeszcze? Niewykluczone, niecały tydzień po skończeniu czytania mam niejaki problem z przypomnieniem sobie pewnych szczegółów i tym razem nie jest to wina mojej kiepskiej pamięci.

Gdy zaczynałam lekturę, nie miałam pojęcia, że całość jest podzielona na części. Z miejsca zaciekawiła mnie historia nastolatki, która w niebanalny sposób radzi sobie z zagadkami znalezionymi na jakiejś stronie internetowej, czym zwraca na siebie uwagę rozmaitych, niekoniecznie przychylnych jej osób. Nie żeby to było przesadnie oryginalne, ale ukazanie reguł rządzących magią z perspektywy uczącej się dziewczyny byłoby dość sensownym rozwiązaniem. Zamiast tego następuje przeskok. Inny bohater, inna historia. I znowu, i raz jeszcze. Eunice, która przed chwilą nie miała pojęcia o istnieniu magii, teraz jest już z grubsza obeznana z realiami. Czytelnik wie trochę mniej.

Paradoks tej książki polega na tym, że przy dużym nagromadzeniu pomysłów i treści jest ona jednocześnie nudna i niewiarygodnie wręcz nijaka. W wykreowanej rzeczywistości znalazło się miejsce dla różnych typów magii, a czary oparte na samej wierze są równie dobre jak każde inne. Ważną rolę gra nauka i technologia, ale pojawiają się także wątki mitologiczne. Wyraźnie widać też, że choć skupiono się głównie na tym, co przydarzyło się osobom związanym z Domem Wschodzącego Słońca, to jest to jedynie wycinek większej całości, a rzeczywistość jest bardzo złożona. Autorka wykazała się dużą wyobraźnią i nie można powiedzieć, że były to pomysły złe.

A jednak coś poszło nie tak. Żadna z czterech opowieści nie zapada w pamięć. Na upartego pierwsze trzy dałoby się streścić jednym zdaniem, i to bez wielkiej straty dla treści. Ostatnia część jest wyraźnie bardziej dopieszczona, stanowi połowę całej objętości książki i okazuje się... równie nudna jak pozostałe. Trudno też przejąć się losem postaci, skoro zostały one przedstawione tylko wyrywkowo. Ponadto – a może przede wszystkim! – nie widać celu. Co prawda wydaje się, że możliwa jest kontynuacja, w której bohaterowie mogliby wziąć udział w wydarzeniach rzeczywiście dużej wagi, jednak jak na razie nie mam pojęcia, co autorka chciała osiągnąć poprzez tę powieść. Cóż tu po rozmachu, z jakim wymyślała kolejne elementy świata przedstawionego, skoro całość zwyczajnie do niczego nie prowadzi?

Z mojego punktu widzenia Aleksandra Janusz najlepiej wyraziłaby szacunek do samej siebie, gdyby nie zdecydowała się na ponowne wydanie swojej pierwszej książki, a w każdym razie nie bez gruntownego jej przeredagowania. Autorka wydała jeszcze kilka innych, nieco lepiej ocenianych tytułów, ale jak do tej pory nie zwojowała rynku fantastyki. A "Dom Wschodzącego Słońca" raczej zniechęca niż przekonuje do kolejnych spotkań z twórczością pisarki. Przez większość czasu wieje nudą, a gdy z rzadka robi się ciekawiej, wkrótce następuje przejście do następnego opowiadania i czytelnik pozostaje z uczuciem niedosytu.

Dziękujemy wydawnictwu Grupa Wydawnicza Foksal za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...