dziki_zachód

DeathSpank

5 minut czytania

Nigdy nie byłem fanem gier typu hack’n’slash. Po kilku godzinach gry w Sacred zmiękłem i odinstalowałem grę, zaś kultowe Diablo odepchnęło mnie po 30 minutach monotonnej wyżynki. Jeśli jednak za grą hack’n’slash stoi Ron Gilbert, człowiek współodpowiedzialny za "The Secrets of Monkey Island", to jest to dobry moment na refleksję oraz ponowne spróbowanie nielubianego gatunku. Jak się prezentuje gra "DeathSpank", czyli zeszłoroczne dzieło tegoż człowieka? Dowiecie się za moment!

DeathSpank DeathSpank

Fabułę i głównego bohatera gry można streścić w jednym akapicie, co też uczynię. Otóż w grze "DeathSpank" wcielamy się w rolę tytułowego DeathSpanka, Rozproszyciela Sprawiedliwości, Niszczyciela Zła i Bohatera Uciśnionych, słowem najbardziej bohaterski bohater, jakiego można sobie wyobrazić. No i oczywiście nosi stringi, które są źródłem… czegoś, nie będę spoilował. Cóż, owy DeathSpank wyrusza na iście epicką wyprawę w poszukiwaniu artefaktu, zwanego po prostu „Artefaktem”. Nie jest to oczywiście proste, bowiem na drodze stoją liczni przeciwnicy, zagadki oraz problemy zwykłych ludzi, które musimy rozwiązać (i zabijać cholerne kurczaki!). Jak widać, fabuła nie jest najwyższych lotów, ale to nie ona jest głównym motorem tej gry.

Zadania w "DeathSpank" dzielą się na "Ważne Rzeczy, Które Muszę Zrobić" oraz "Nieważne Rzeczy, Które Muszę Zrobić". Jak można się domyśleć, te pierwsze związane są z głównym wątkiem, a drugie są poboczne. Obydwa rodzaje w 90% przypadków sprowadzają się do podobnego zestawu celów: pójdź do miejsca A, by zatłuc X sztuk B/zdobyć X sztuk B i wróć odebrać nagrodę. Proste? Proste! Można rzec, że to złoty standard jak na gry H&S. Czasami zdarzają się jednak zadania, gdzie musimy troszkę pokombinować, jednak z reguły rozwiązania są oczywiste. A nawet jeśli ktoś jakimś cudem utknie w którymś momencie, to zawsze może odblokować szereg wskazówek za pomocą znalezionych ciasteczek z przepowiedniami.

DeathSpank DeathSpank

Zajmijmy się teraz walką, czyli głównym elementem każdej szanującej się gry H&S. Nie jest ona zbyt skomplikowana, ale nie jest też banalna. "DeathSpank" trzyma po jednej broni w każdej ręce w dowolnej kombinacji melee/dystansowa. Można mieć łącznie dwa zestawy broni, między którymi przełącza się za pomocą jednego klawisza. Prawy przycisk myszy odpowiada za atak jedną bronią, a lewy drugą. „Gdzie tu skomplikowanie?”, spytacie się zapewne. „Toż to proste jak drut.” Odpowiem wam: „W mierniku Sprawiedliwości oraz atakach specjalnych”. I śpieszę z wyjaśnieniem. Niektóre bronie lub kombinacje broni mają potężny i efektowny atak specjalny, wyzwalany po naładowaniu miernika Sprawiedliwości. A ładujemy go poprzez atakowanie, a także zabijanie przeciwników oczywiście. Niektóre bronie mają premię do ładowania miernika. Więcej punktów zdobywamy również poprzez naprzemienne atakowanie obydwoma dzierżonymi brońmi oraz przełączanie się pomiędzy dwoma kombinacjami, a także przy trafieniach krytycznych. Jest tu zatem trochę pola do eksperymentowania, ponieważ niektóre ataki specjalne sprawdzają się lepiej od innych w różnych sytuacjach. Muszę tutaj niestety zwrócić uwagę, że po pewnym czasie walka zaczęła mnie lekko nużyć, bo mimo wspomnianych elementów, sprowadza się ona do mashowania obydwu przycisków myszy. A szkoda, bo gdyby w pełni wykorzystać możliwości dawane przez zdobywany ekwipunek, można by dodać trochę więcej głębi.

Właśnie, ekwipunek, zwany popularnie „lootem”. Druga istota gier h’n’s, obok możliwości zabijania milionów stworów. Fani zbieractwa nie będą zawiedzeni – "DeathSpank" oferuje całe tony lootu w postaci broni, pancerzy, mikstur, jedzenia oraz starych puszek istotnych dla jednej upierdliwej „Nieważnej Rzeczy, Którą…”. Broń i pancerze mają różne współczynniki, takie jak rodzaj zadawanych obrażeń (różne żywioły), bonus lub kara do statystyk i inne. Słowem – standard. Oprócz nazw. Nie zdziwcie się, że znajdziecie sprzęt mający słowa „Epicki”, „Badziewny” albo „Zajebisty” w nazwie, albo równie dowcipne opisy. Nie wiem jak wy, ale zawsze marzyłem o młocie bojowym, który dosłownie „wyciska kupę z demonów” (w org.: „beats the crap out of deamons!”). Zróżnicowanie w broni jest niestety niewykorzystane w pełni, gdyż w zasadzie każdego przeciwnika zabijemy każdą bronią, niezależnie od tego, czy jest ona ognista, lodowa czy zwykła. A szkoda.

DeathSpank DeathSpank

Jakieś 440 słów temu wspominałem, że nie fabuła jest głównym motorem gry. Jest nim genialnie zaserwowany i dawkowany humor spod pióra Rona Gilberta, obecny w praktycznie każdym elemencie gry. "DeathSpank" ma zwyczaj komentowania bieżących wydarzeń w zabawny sposób, a jego bezpośrednie podejście do postaci niezależnych („Witaj obywatelu-mający-kłopoty!”) wielokrotnie wywoła uśmiech na twarzy. Jednym z motorów humoru jest, co prawda niezbyt rozbudowany, system dialogów. Radzę graczom zawsze eksplorować najbardziej pokręcone opcje, by usłyszeć równie pokręcone odpowiedzi. Jeśli bohater przez przypadek zginie, to odrodzi się w najbliższym wychodku, pełniącym również funkcję systemu szybkiego podróżowania po świecie. Nazwy przedmiotów, stworów i lokacji – wszystko jest podporządkowane przyjętej konwencji. Długo można by tu wymieniać przykłady, takie jak broń będąca wyrzutnią na kurczaki, dwuokiego cyklopa (bilkopa), czy parę orków będących dawnymi graczami w WoWa. Ale nie będę więcej spoilować, odkryjecie to sami. Moim redaktorskim obowiązkiem jest uprzedzenie, iż humor ten nie jest najwyższych lotów i nie każdemu może się spodobać.

Cechą wyróżniającą "DeathSpank" od innych gier na rynku jest charakterystyczna oprawa graficzna, będąca swoistym miksem 3D i 2D. O ile teren i przeciwnicy są trójwymiarowi, o tyle większość obiektów – drzew, krzaków, budynków – jest całkiem płaska. Świat gry jest natomiast wielkim walcem. Co najłatwiej zaobserwować na screenshotach. Muzyka i udźwiękowienie także nie zawodzą. Voice-acting jest godny pochwały. A zatem oprawie audiowizualnej nie mam nic do zarzucenia.

DeathSpank DeathSpank

Kilkaset słów chwalenia, teraz czas na besztanie. Wspomniałem o uproszczeniach w walce i ekwipunku, które nie są jedynymi. System rozwoju postaci także zaliczam do rzeczy nieudanych. Sprowadza się on do wybierania co poziom jednej z 6 kart dających bonus do ataku, poruszania się itp. O ile na początku zdaje się on dawać pozór wyboru, o tyle na maksymalnym poziomie kończymy z kompletem kart. Innymi słowy, każdy skończy z takim samym DeathSpankiem. Niedorobiona jest także opcja lokalnej gry kooperacyjnej, wymagająca pada. Gracz wciela się w maga Sparklesa, mającego na stałe przypisane 4 umiejętności i wspólny pasek zdrowia z DeathSpankiem. Można to było troszkę bardziej rozbudować. Szkoda też, że gra jest dość krótka. 10 godzin zabawy to dość mało jak na slashera. Jako wadę można też wytknąć brak polonizacji, choć osobiście uważam, że mogłaby popsuć tę grę.

Mimo swoich wad, "DeathSpank" jest zdecydowanie grą wartą polecenia. Bardzo mile wspominam spędzony przy niej czas i chętnie kiedyś do niej wrócę. Świetny humor oraz wysoka grywalność znakomicie bronią ten produkt. Cenę ok. 50 złotych za 10 godzin rozrywki uważam za uczciwą, a może ona być niższa, znając tendencje promocyjne platformy Steam. A teraz idźcie i wyciskajcie z demonów kupy. Młotem.

Plusy
  • Humor
  • Grywalność
  • Oprawa wizualna
  • Wyrzutnia na kurczaki! Biklop! I inne dziwy!
Minusy
  • Uproszczenia w mechanice
  • Niewykorzystany potencjał
  • Co-op
Ocena Game Exe
7,5
Ocena użytkowników
4,83 Średnia z 3 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

Wczytywanie...