Daredevil – Sezon 1

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski niedziela, 19 kwietnia 2015
daredevil

„Daredevil” to pierwszy i niecierpliwie wyczekiwany owoc współpracy Marvela z Netflixem. Od czasów „Arrowa” wiele seriali o superbohaterach wylądowało już w telewizji, lecz przyznam szczerze, że te marvelowskie akurat mnie nie wciągnęły. Obejrzałem większość sezonu „Agentów T.A.R.C.Z.Y.”, ale papierowe postacie z irytującą bohaterką na czele zniechęciły mnie do dalszego śledzenia fabuły. „Agentka Carter”? Oferuje niezłą rozrywkę w interesujących powojennych realiach, tylko to trochę za mało, abym dotrwał do końca, aczkolwiek planuję do produkcji ABC kiedyś powrócić. W ten sposób dochodzimy do nowej ekranizacji przygód niewidomego herosa, w której pokładałem ostatnie nadzieje. Czy druga adaptacja „Daredevila” – po filmowej z Benem Affleckiem jako Mattem Murdockiem – zbawiła serialowe uniwersum Marvela?

Tak. Netflix ma smykałkę do tworzenia niebywałych hitów i udowodnił, że nawiązanie z nim współpracy było świetną decyzją. Historia skupia się na prawniku, który w dzieciństwie stracił wzrok, dzięki czemu pozostałe jego zmysły uległy wyczuleniu. Za dnia jest więc przedstawicielem prawa i pozornie przeciętnym człowiekiem. W nocy jednak walczy z przestępcami jako zamaskowany bohater. Opowieść pod wieloma względami przypomina choćby „Arrowa”. Matt próbuje pogodzić życie prywatne z niesieniem pomocy swojemu miastu. Zadanie nie należy do najłatwiejszych, ponieważ Hell's Kitchen w Nowym Jorku, gdzie głównie działa Daredevil, to miejsce rządzone przez stojących wysoko ludzi z potężnymi wpływami i ambicjami, co z kolei może kojarzyć się z „Gotham”. Tam, choć nie ma typowych herosów, również trwa walka ze zorganizowaną przestępczością, mającą wszędzie swoje wtyki oraz zatruwającą społeczeństwo.

daredevil

Trochę zbyt dużo podobieństw? Gdyby wejść głębiej w scenariusz, pewnie dałoby się zauważyć ich więcej. Niemniej wciąż uważam „Daredevila” za majstersztyk, jeśli chodzi o ekranizacje komiksów. Trzynaście epizodów dało twórcom pole do popisu. Wykorzystali je maksymalnie. Wątki wszystkich postaci są odpowiednio rozbudowywane – między innymi poprzez retrospekcje rozwijające fabułę o następne rozgałęzienia oraz przedstawiające psychologię bohaterów. Prezentowane wspomnienia zostały starannie wplecione w serial i nie posiadają zbędnych scen – w przeciwnym wypadku porzuciłbym produkcję Netflixa już na początku, jak to było z „The Flash” (podziękowania należą się historii Caitlin Snow). Zdarzają się bardziej znane motywy, lecz mimo to śledzi się je z zaciekawieniem, ponieważ świetnie grają na emocjach. Świadomość tego, co się zaraz wydarzy, ma naprawdę niewielki wpływ na odbiór serialu.

daredevildaredevil

Nie oznacza to wcale, że „Daredevil” nie potrafi zaskoczyć – wręcz przeciwnie, fabularne twisty również występują, ale, żeby być szczerym, na razie jeszcze nie powodują opadania szczęki (może w drugim sezonie?). Szczególnie zdumiewającą cechą tytułu jest bezpardonowość krwawych scen. Początek zapowiada znacznie więcej sytuacji rodem z „Hannibala”, niemniej końcowy efekt i tak jest godzien uwagi. Po pierwsze – Netflix stawia na realizm, co umieszcza produkcję bliżej „BatmanaNolana niż daredevil dotychczasowych hitów Marvela. Śmierć potrafi upomnieć się o daną postać w niespodziewanym momencie i zazwyczaj nie towarzyszy jej huk fajerwerków ani nie wiąże się z natychmiastowym otwieraniem szampana. Jest po prostu smutna, nawet jeśli dotyczy jednego z antagonistów, co stanowi kolejny dowód na genialną psychologizację postaci – znając pobudki nimi kierujące oraz niezbyt sympatyczną przeszłość, zaczyna się ich żałować. Zgony są także zwyczajne i nie zawsze efektowne. Ociekanie przemocą oraz krwią nie powoduje zachwytów, lecz tylko podkreśla brudny obraz świata i głębokość przemyśleń Murdocka na temat tego, czy morderstwo jest koniecznością, jeśli chce uratować swoje miasto.

Podczas oglądania zwracałem baczną uwagę na drobiazgi tworzące produkt Netflixa. Matt jest niewidomy – czy aktor czasem nie wykona ruchu, sugerującego, że widzi? Obserwowałem tego typu rzeczy. I wiecie, co? „Daredevilowi”, jeśli chodzi właśnie o detale, nie mogę nic zarzucić. Nawet w rozmowach pamiętano, że Murdock raczej nie dostrzeże kiwnięcia głową. Odpowiadanie gestami jednak występuje – wszak postacie mogą zapomnieć, iż toczą dyskusję z osobą niewidzącą. Scenariusz wielokrotnie uwydatnia wyjątkowość Diabła z Hell's Kitchen, dzięki czemu mimo wspomnianych podobieństw do innych tytułów, produkcję odbiera się jak oryginalny wyrób. Żałuję tylko, że daredevil identycznie nie potraktowano prawniczego życia Matta, które momentami ustępuje natłokowi scen, ukazujących kolejne zmagania zamaskowanego bohatera z przestępczością. Widać to szczególnie w środku sezonu, kiedy kuleją również dialogi między przyjaciółmi Murdocka – jeśli nie uczestniczy w nich Murdock (co się zdarza wtedy często), tracą na atrakcyjności.

Istotnym elementem serialu są też walki – dopracowane pod względem choreografii i pomysłowe, jeśli idzie o sposób ich kręcenia. Jedna potyczka to długie pojedyncze ujęcie w klimatycznej (korytarzowej) scenerii oraz z „jeżdżącą” po planie kamerą. Efekt? Wyśmienity, zaś poziom ataków bohatera, nierobiącego wydumanych fikołków, tylko naprawdę walczącego z grupą przeciwników i odczuwającego ból, jest wyższy niż w wielu filmach. Niemniej czasami starcia potrafią być niezbyt satysfakcjonujące. Momentami miałem wrażenie, że walczący okładają się pięściami bez żadnych konsekwencji. Przecież i tak, gdy jeden z nich dostanie kilka mocnych ciosów, za chwilę potrafi przejąć inicjatywę i trudno zauważyć po nim skutki otrzymanych uderzeń. Zachwyciły mnie za to fragmenty z dialogami w innych językach, świadczące o ogromnej staranności scenarzystów w budowaniu realistycznego klimatu.

daredevil

Charlie Cox to największa gwiazda obsady – jak już wspominałem, jako niewidomy jest niesamowicie wiarygodny, poza tym ma mocny, charakterystyczny głos, bez którego serial by się nie obył (bohaterowie mają tendencję do długich rozmów ze swoimi przeciwnikami). Elden Henson stwarza przyjemną i rozluźniającą atmosferę po scenach akcji – jego postać, Foggy Nelson, jest sympatyczna oraz zabawna. Vincent D'Onofrio nie zawodzi – fantastycznie pokazuje emocje antagonisty, Wilsona Fiska, oraz kłębiące się w nim myśli. W ogóle główny zły serialu został drobiazgowo przemyślany, każdy jego gest może mieć nieoczekiwane znaczenie, a ukazana przeszłość sprawia, że nie tylko się go rozumie, ale też i żałuje. Pomocnik Fiska, chociaż nie dostaje dużo ekranowego czasu, to trudno go przegapić, ponieważ tworzy napięcie ewidentnym wyrachowaniem, kalkulacją i przebiegłością. Pozostali przestępcy wcale nie są gorsi – kurczę, nie ma nikogo, kto by nie zachwycał! Rosjanin, któremu można dać przydomek „groźny”? Jest. Niepozorna, stara Chinka z tajemnicami i niebotyczną wiedzą, o której chce się powiedzieć „nie warto zadzierać, stopień zagrożenia najwyższy”? Jest. „Daredevil” wręcz kipi od wspaniałych charakterystyk postaci.

daredevildaredevil

Aczkolwiek moją uwagę skupiali też pozytywni bohaterowie, niewiele ustępujący swoim przeciwnikom. Oprócz Matta i Foggy'ego, na szczególną uwagę zasługuje Karen. Sypnę teraz porównaniem, które z pewnością podoba się fanom „Arrowa” – dziewczyna jest o wiele ciekawsza od beznadziejnej Laurel. Przyjęło się, że kobieca postać powinna frustrować widza na wszelkie możliwe sposoby – nieprzemyślanym zachowaniem, infantylnością czy bezbrzeżną naiwnością. Na szczęście produkcja Netflixa wyrywa się z tych ram i daje nam inteligentną osobę, potrafiącą czytać między wierszami, a nie kupującą wszystko, co się jej powie. Deborah Ann Woll idealnie pasuje do tej roli – piękna i utalentowana aktorka sprawdza się nie tylko w uśmiechaniu się i pomaganiu, ale też w trudniejszych do zagrania scenach, wymagających świetnego warsztatu. Egzamin zdaje na piątkę z plusem!

daredevil

„Daredevil” jest zupełnie nową jakością wśród telewizyjnych produkcji poświęconych superbohaterom. Dopieszczony pod prawie każdym względem wciąga widza w świat Matta Murdocka i nie pozwala uwolnić się do ostatniej sceny. Pokazuje, że historia herosa nie musi być pełna absurdów (głupia kobieca postać? Nie tutaj!), może być dojrzała, brutalna i realistyczna. Co więcej – antagoniści to nie zwykli źli. Scenarzyści udowadniają, że mogą być świetnie rozpisani i dostać sporo ekranowego czasu bez uszczerbku dla jakości – bo serial jest niebywale ciekawy, czy to podczas prezentowania wspomnień, czy śledzenia głównego wątku fabularnego bądź długich rozmów. Produkt Netflixa to obowiązkowa praca domowa wszystkich wielbicieli Marvela. Jestem w stanie tylko zapytać: kiedy drugi sezon?!

Ocena Game Exe 9  
Ocena użytkowników 9,11 Średnia z 14 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Shaveras · niedziela, 28 czerwca 2015, 14:03
0
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony tym serialem. Netflix po raz kolejny nie zawiódł! Świetna gra aktorska głównego bohatera genialnie udającego ślepego, świetna postać Wilsona Fiska (superzłoczyńcy potrafiącego zabić człowieka gołymi rękami, ale tak naprawdę będącego też nieśmiałym i bojącym się świata dzieckiem), GENIALNA choreografia walk (piruety, które co chwila wykonuje Matt...), no i zaskakujące zwroty akcji. Paru nagłych śmierci ważniejszych postaci się nie spodziewałem

Warto też dodać, że mimo jest to serial o superbohaterze komiksowym to w żadnym wypadku nie nazwałbym tu fabuły prostą, czy infantylną. Jest wprost przeciwnie, może nie w każdym aspekcie, ale generalnie tak i, jak napisałeś, rozterki moralne bohaterów odgrywają tu ważną rolę i każdy naprawdę może zginąć.
Co prawda Karen daleko do poziomu kretyństwa Laurel to jednak mnie ona i tak wkurzała z tym wpędzaniem wszystkich innych w kłopoty, szczególnie co to zrobiła z Benem...

Pierwszy sezon był tylko wstępem, drugi ma potencjał naprawdę rozwinąć skrzydła. Dobre czasy dla fanów komiksów nastały

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...