Cress

cress

Kiedy zła do szpiku kości kobieta postanawia przejąć kontrolę nad Ziemią (bo panowanie nad Księżycem najwyraźniej jej nie wystarcza), możni tego świata mogą sobie zwoływać narady i opracowywać plany, ale koniec końców i tak ich rola sprowadza się do bezradnego spoglądania na wydarzenia. Jedyna nadzieja w Bajce, Bójce… A nie, to nie ta historia.

W dwóch pierwszych odsłonach popularnej "Sagi księżycowej" nad powstrzymaniem królowej Levany biedziła się Cinder (Kopciuszek-cyborg), wsparta później przez poszukującą swojej babci Scarlet. Teraz do drużyny nastoletnich obrończyń ludzkości dołącza Cress – genialna hakerka i jednocześnie cokolwiek infantylna dziewczyna, obserwująca dotąd wydarzenia ze swojej samotni – satelity, w której przed laty ją uwięziono. Skojarzenie z zamkniętą w wieży Roszpunką jak najbardziej uzasadnione. Uzupełnienie tej wesołej gromadki stanowią zakochany Wilk oraz alter ego Hana Solo, kapitan Thorne.

Choć od początku serii nie można było narzekać na nudę, to w trzeciej części akcja dodatkowo się zagęszcza i robi się jeszcze ciekawiej. Bohaterowie wbrew swojej woli rozdzielają się i przez pewien czas muszą działać na własną rękę. Szczególnie interesujące są przygody Cress i towarzyszącego jej Thorne'a, wywołujące skojarzenia z "Gwiezdnymi Wojnami" – autorka zresztą przyznaje, że epicka seria filmowa była dla niej jedną z inspiracji. Każdej z bohaterek przeznaczony jest mniej lub bardziej typowy książę na białym rumaku, ale to właśnie ta para kradnie show. Cress może początkowo irytować, jest naiwna i zupełnie nie ma pojęcia o życiu, ale u boku kapitana przechodzi przyśpieszony kurs dorosłości. Poza tym z wszystkich postaci to właśnie ta para jest najbardziej ludzka, bo niepozbawiona wad.

Dodatkowy plus za to, że autorce udało się zachować równowagę i nie zbliżyć przesadnie do romansu paranormalnego. Wątki miłosne, choć wyraźnie zasugerowane, stanowią tło dla znacznie ważniejszych wydarzeń. Brawa także dla wydawnictwa, które chyba nareszcie znalazło redaktorów i korektorów z prawdziwego zdarzenia. A oprawa graficzna – jak zwykle zjawiskowa.

"Cress" jest najbardziej krwistą, charakterną częścią cyklu, więc kto zna i lubi jego poprzednie tomy, nie powinien zawieść się i na tym. Kto zaś nie zna – niech od "Cress" nie zaczyna, bo najpewniej pogubi się w plątaninie postaci i wątków.

Dziękujemy wydawnictwu Papierowy Księżyc za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...