swiat_dryftu2

Chorągiew Michała Archanioła

2 minuty czytania

Gdy sięgałem po „Chorągiew Michała Archanioła” nie wiedziałem, czego się spodziewać. Autora książki, Adama Przechrzty, nie znam i dotychczas nie miałem okazji zapoznać się z jego twórczością. Nie fascynuje mnie również zagadnienie sił specjalnych i wszelakich teorii spiskowych z nim związanych. Mimo tych, wydawałoby się, „braków”, po kilkudziesięciu stronach ciężko było mi się oderwać od powieści.

Zacznę tradycyjnie od przedstawienia wam głównego bohatera powieści. Jest nim Janusz Korpacki i bynajmniej nie jest on super agentem. Z pozoru jest zwykłym, dość przystojnym naukowcem, doktorem zajmującym się cybernetyką społeczną, wykładającym na uczelni, użerającym się ze studentami, uczestniczącym na konferencjach i tak dalej. Ma też smykałkę do historii. Pozory jednak mylą. Janusz miał trudne dzieciństwo, z którego wyciągnął go „wujek”, będący specem od walki nożem oraz otwierania wszelkiej maści zamków i zabezpieczeń. Jego jedyne powiązania ze służbami specjalnymi to wykłady z cybernetyki społecznej, które od czasu do czasu prowadzi dla agentów. Bohater ma również inne pasje, ale o nich nie wspomnę, niech czytelnik sam je odkryje.

Fabuła rozwija się w tempie wystarczającym, by wciągnąć na kilka godzin bez przerwy w czytaniu. Początek w żadnym stopniu nie zwiastuje późniejszych wydarzeń, co jest, moim zdaniem, znakomitym pomysłem autora. Ginie student, który badał „Alchemika” – historyczną postać wywiadu polskiego z XX-lecia międzywojennego. Studencina był synem bogatego człowieka i za razem znajomym promotorem naszego głównego bohatera. Janusz ma za zadanie wyjaśnić okoliczności, w jakich zginął. Pomaga mu w tym rosyjski Specnaz, który także ma w sprawie swój interes. Po jej szybkim rozwiązaniu okazuje się, że to dopiero początek przygody, która prowadzi ostatecznie do tytułowej chorągwi...

Książka jest napisana w dobrym stylu. Momentami ma się ochotę pośmiać z dobrego tekstu lub sytuacji, a za chwilę czyta się w niesamowitym napięciu każde następne słowo. Autor stopniowo każe nam obserwować, jak główny bohater mimowolnie wchodzi w coraz większe bagno, jak się zmienia on i ludzie dookoła niego, jak traci jedno i zyskuje coś zgoła innego. Bohaterowie poboczni są dopracowani i wyraziści. Widać, że autor poświęcił im sporo czasu. Każdy z nich ma jakieś drugie dno, nie ma postaci wyraźnie dobrych i złych.

W kwestii wydania książki nie będę się specjalnie rozwodzić. Fabryka wie, jak dobrze wydać książkę. Na wielką pochwałę zasługują rysunki autorstwa Jarosława Musiała, które znakomicie wkomponowują się w całość i zdają się naturalnym elementem powieści.

Ostateczny werdykt? „Chorągiew Michała Archanioła” to znakomita opowieść, kawał dobrej literatury, nad którą czytelnik z pewnością spędzi kilka wieczorów. Dla pasjonatów sił specjalnych jest to lektura obowiązkowa. Dla takich jak ja, niezainteresowanych tymi kwestiami – także. Bardzo polecam.

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
7,7 Średnia z 22 ocen
Twoja ocena

Komentarze

0
·
W drugim akapicie urwane zdanie, recenzja krótka i schematyczna. Być może trochę stronnicza?
Pragnę zauważyć, że mniej więcej połowa recenzji to tylko i wyłącznie opis fabuły (akapit 2 i 3).
Ogólnie - nudno panie Strażniku, nudno.

Poprawiłem to urwane zdanie.
0
·
Każdy jakoś zaczyna, panie Gościu. Szkoda, że nie starczyło odwagi na to, by się przedstawić.
0
·
Dziękuję za konstruktywną krytykę, wezmę korektę na to w przyszłych recenzjach. Ale miło by było, gdybyś się przedstawił, panie Anonimie
0
·
Witam, niestety dopiero teraz ponownie tutaj zajrzałem, warto więc ustosunkować się do zastanych tu komentarzy. Propo wypowiedzi Matthiasa Circello - cóż to za problem przedstawić się w Internecie, gdzie występuje praktycznie całkowita anonimowość (chociaż straszą nas zewsząd iż takowej nie ma). W środowisku wszelakich serwisów internetowych posługuję się nickiem Mac Risto, w rzeczywistości Michał jestem. Pragnę zapewnić iż przez ten ponad miesiąc w żadnym stopniu nie wzrosła moja odwaga, która notabene musiałaby być strasznie niska gdybym nie chciał się podpisać pod własnymi słowami.

Moją poprzednią wypowiedź trudno nazwać konstruktywną krytyką, to tylko parę moich prywatnych uwag na temat tego tekstu. Przeczytałem go teraz ponownie - i zdecydowanie potwierdzam swoje wcześniejsze słowa. Trzeba przyznać, że ogólna kompozycja jest zachowana (w tym wypadku odpowiednio: coś o autorze; zarys fabuły; właściwe rozwinięcie recenzji książki; opinia na temat oprawy, rysunków; podsumowanie i zakończenie). Jednakże gorzej jest z proporcjami - nawet jeżeli miałaby być to krótka recenzyjka, to i wtedy rozwlekły opis fabuły by tu nie pasował. Jednak gdy widzę wyraźny odnośnik do tego serwisu, na stronie fabryki słów (już nie pamiętam czy nawet na głównej stronie tego nie widziałem), to spodziewam się czegoś więcej

W żadnym stopniu nie mam zamiaru jakoś pogrążyć tutaj autora (po tych kilku akapitach trudno stwierdzić jakość pisania), pragnę tylko zmotywować go do, bo ja wiem, większego przyłożenia się do tekstu, rozwinięcia swoich myśli na temat danej książki Sam wiem jak ciężko jest pisać recenzje - leży przed nami dana rzecz, a my musimy przelać jej esencję na papier lub w rząd liter w wordzie. I ciężko jest nawet wtedy, gdy dostaliśmy daną rzecz za darmo, a jedyną zapłatą ma być jej recenzja (własne doświadczenie )

Pozdrawiam, życzę dobrych tekstów.
PS. W razie napisania kolejnego tekstu, służę radą i krytyką Prosiłbym tylko o przysłanie linka na macristo [at] wp pl
PS 2. Co do długości recenzji - wycofuję swoje oskarżenia. Większość recenzji zamieszczonych na tym serwisie jest krótka
0
·
Oj, dajcie spokój. Tak Was zabolało to, co napisał? Przecież nie każdy musi piać z zachwytu

Ja nie napiszę o recenzji, tylko o książce.

Mam tą książkę tylko i wyłącznie dlatego, że jestem pasożytem Game Exe od ponad dwóch lat i poza ciągłym irytowaniem forumowej społeczności (która ponoć mną pogardza i ma mnie gdzieś, a jakoś nigdy nie potrafi mnie mimo to zignorować) biorę udział w konkursach wiedzy. Coś tam się wygrało i przyszła do pana M. paczka od pana D. Tak właściwie to dostałem awizo i odbierałem paczuszkę po lekcjach. Abstrahując od tematu, sprawa nie była tak prosta, jak bym chciał. Odebrałem coś grubego w białej kopercie i, niezwykle zmęczony, nawet nie patrzyłem, od kogo i do kogo. Okazało się, że pani na poczcie dała mi przesyłkę do mojego brata przebywającego obecnie w Warszawie (studiuje). Zorientowałem się w połowie drogi do domu i z mieszaniną zdenerwowania (bo miałem ochotę sobie coś poczytać) i zrezygnowania (bo nie miałem ochoty już się wracać) polazłem do domu. Właściwą przesyłkę odebrałem późnym wieczorem.

Zacznijmy od okładki. Jest ciekawa. Ale ostatnio wszystkie okładki książek z "Fabryki snów" są ciekawe, ładne, estetyczne. Toteż "Chorągiew..." się nie wybija. Najbardziej ze wszystkiego nie podobały mi się obrazki wewnątrz książki. Wychodzę z założenia, że jeśli takowe się w ogóle pojawiają, to mają być naprawdę niezłe, jak w "Na ostrzu noża" na przykład. A tutaj widzę jakieś badziewie ubogie w detale, wyglądające jak tworzone ręką początkującego rysownika komiksów. Sama treść książki pozytywnie mnie zaskoczyła, bo nie trawię zbytnio powieści osadzonej w czasie rzeczywistym oraz traktujących o wojnie i historii. A ta mnie wciągnęła. Główny bohater co prawda trochę martwy, ale i tak zasługuje na plus. Fabuła interesująca, pomysł znakomity. Ale... pieniędzy bym na nią żałował

Dodaj komentarz

Wczytywanie...