viron-wyrocznia

Chór zapomnianych głosów

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 30 marca 2015
chór zapomnianych głosów

Wyobraź sobie, że budzisz się z kriogenicznego snu. Pobudka okazuje się wstrząsającym przeżyciem, ponieważ jesteś świadkiem nagłej śmierci dowódcy okrętu. Jednak nie on jedyny stał się ofiarą rzezi, której nie powstydziłby się Hannibal Lecter. Załoga licząca kilkuset ludzi z niejasnych przyczyn zakończyła swoje życie w dość... zróżnicowanych pozach. Okręt, mający być pomostem do nowego domu, planety, którą ludzkość by zaludniła, stał się przemierzającą kosmos trumną. Przetrwaliście tylko dwaj, ty i nawigator. Czy to on...? A może winną zbrodni jest obca rasa, tak zwane UFO? Jedno jest pewne – masz przechlapane.

W takiej sytuacji znajduje się bohater „Chóru zapomnianych głosów”, czyli astrochemik Håkon Lindberg. Powieść rzeczywiście rozpoczyna się klasycznym trzęsieniem ziemi jak u Hitchcocka i klimatem rodem z horrorów („Obcy”?). Jednak Remigiusz Mróz nie spoczywa na laurach, z pieczołowitością realizując swoją strategię, która polega na nieustannym zaskakiwaniu czytelnika i podtrzymywaniu napięcia. Praktycznie do ostatniej strony nie można być pewnym, czy autor nie spłata nam (i głównym postaciom) kolejnego psikusa, tym samym jeszcze bardziej komplikując historię. Mimo to pisarz nie wpada w sidła pułapki, w jakie dostał się Dariusz Domagalski pisząc „Osobliwość”. Książka nie pozwala na robienie zakładów bukmacherskich i przewidywanie, co będzie dalej, lecz nie tworzy serii naciąganych wydarzeń nudząc odbiorcę, coraz bardziej obojętnego na piętrzące się, kreowane na siłę zwroty akcji. Pod tym względem Remigiusz Mróz to artysta, który doskonale zna się na swojej pracy i wykonuje ją z godną podziwu starannością.

Istotnym elementem przekładającym się na jakość „Chóru zapomnianych głosów” są interakcje między postaciami. Przyznam wprost – bawiłem się wyśmienicie i mogę spokojnie na chwilę stać się jasnowidzem – jeśli zakupicie książkę, też będziecie zachwyceni. Na pierwszy plan wychodzą wymiany zdań, w których głównymi uczestnikami są dwaj ocalali z masakry: muzułmanin i naukowiec o odmiennych podejściach oraz poglądach. Tworzą wybuchowy duet, niepotrafiący nawet w obliczu zagrożenia zaprzestać toczenia słownych pojedynków. Podczas czytania ich radosnych oraz momentami wulgarnych przekomarzań trudno się nie uśmiechnąć, a jeszcze trudniej oderwać od lektury. Cięte riposty, celne komentarze, nawiązania do współczesnego świata, których drugi rozmówca nie zawsze rozumie (bo np. nie zna Sherlocka), ale czytelnik jak najbardziej – dialogi są tego pełne. Tak jakby fabuła, wyrzucająca z siebie następne niespodzianki, nie była wystarczająco dobrym powodem do dalszej lektury. Syndrom „jeszcze jednego rozdziału” najpewniej wystąpi. Pozostała plejada postaci (myśleliście, że na dwóch się skończy?), warto tutaj dodać, wcale nie jest skazana na przebywanie w cieniu głównych bohaterów – to przemyślane osobowości, budzące określone uczucia i emocje – niechęć (na przykład do pewnej kobiety preferującej rozwiązania siłowe), sympatię czy poczucie bezpieczeństwa (gdy na scenę wkracza enigmatyczna osoba wydająca się być zdolną do pokonania tajemniczego zagrożenia). Każdy ma do spełnienia wyznaczoną rolę, nikt nie jest niepotrzebny.

Co przede wszystkim sprawia, że czytelnik chce kontynuować czytanie? Pragnienie odpowiedzi na pojawiające się pytania. Remigiusz Mróz nie ogranicza się jednak do schematu: pytanie-odpowiedź. Raczej tworzy zawiłą intrygę, która ulega coraz większej rozbudowie. Fabuła „Chóru zapomnianych głosów” najbardziej przypomina puzzle – takie płatające figle i zakrzywiające czasoprzestrzeń. chór zapomnianych głosów Początkowa układanka jest niewielkich rozmiarów, ale z czasem pojawiają się kolejne elementy, tylko że powstający obraz stanowi niezły orzech do zgryzienia i nadal trudno połapać się, o co w tym wszystkim chodzi. Czytelnik gna przez następne strony nienasycony, żądny spojrzenia na całość z szerszej perspektywy. Napotykane po drodze poszlaki, a zarazem ostateczne wyjaśnienie, nie są rozczarowujące. Powinny usatysfakcjonować największych malkontentów, ponieważ koncepcja uknuta przez pisarza jest wyjątkowa i pozostawia miejsce na niedopowiedzenia oraz własne interpretacje. Autor nie robi czytelnikowi wykładu, dokładnie tłumacząc pod koniec powieści wszystko, co do tej pory się zdarzyło. I chwała mu za to.

„Chór zapomnianych głosów” szczodrze korzysta z atutów różnych gatunków. To książka, która ewoluuje – zgrabnie zmienia swój charakter w celu zapewnienia jeszcze lepszej rozrywki. Opis nie kłamie – jest trochę makabrycznych scen rodem z horrorów, wciągającego śledztwa jak w kryminale, eksplorowania kosmosu, a także sporo sensacyjnych momentów. Łączy je nieustanne napięcie, a kolejne odkrycie zwiastuje zazwyczaj zmianę formuły zabawy. Remigiusz Mróz stworzył więc science fiction prawie dla każdego i jeśli ktoś odbił się od gatunku (na przykład przez technologiczne bełkoty – tutaj ich brakuje, całość jest stonowana oraz przystępna), to powinien spróbować z „Chórem zapomnianych głosów”. Powieść świetnie sprawdzi się jako rozpoczęcie przygody z mniej popularną gałęzią fantastyki i zachwyci nawet weteranów.

Dziękujemy wydawnictwu Genius Creations za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 8,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...