riese

Carrie

Ekranizacje prozy Stephena Kinga są jednocześnie ogromnym wyzwaniem i wielką szansą dla całej ekipy, która bierze udział w przedsięwzięciu. Przede wszystkim fani pisarza prawie na pewno wybiorą się do kina, co już zapewnia w jakimś stopniu sukces komercyjny. Gorzej, że wspomniani pasjonaci wytkną reżyserowi i współpracującym z nim ludziom wszystkie błędy i niekonsekwencje. Właśnie dlatego tworzenie ekranizacji powieści, będącej prozatorskim debiutem mistrza horroru, na pewno nie było zadaniem łatwym. Niemniej jednak, nawet ktoś, kto nie czytał powieści "Carrie" i chciał obejrzeć po prostu dobry, trzymający w napięciu horror, wyszedł z sali kinowej rozczarowany.

carrie

Pierwsza powieść Kinga to historia nastolatki obdarzonej zdolnościami telekinezy. Główna bohaterka zdecydowanie nie ma lekko w życiu, jest bowiem wychowywana przez fanatyczkę religijną, a ponadto rówieśnicy traktują ją jak dziwadło. Carrie cierpliwie znosi upokorzenia, ale wszystko ma swoje granice, a ona zdecydowanie nie jest jedynie zwykłą, samotną i odrzuconą dziewczyną. Niezwykła moc da jej możliwość nie tylko władania przedmiotami, lecz także pozwoli na wymierzenie sprawiedliwości.

W 2013 roku "Carrie" na nieszczęście swoje, Kinga i jego czytelników, została ponownie zekranizowana, a za tę nową, ciągnącą się przez godzinę i czterdzieści minut filmową żenadę odpowiadała przede wszystkim Kimberly Peirce. Reżyserka miała spojrzeć na Carrie świeżym, kobiecym okiem i uwspółcześnić jej postać, co niestety skończyło się klęską. Przede wszystkim uwspółcześnienie polega tutaj na tym, że mamy komputery, smartfony, upokarzające filmiki trafiają do sieci, a w tle słychać muzykę popularną. To trochę tak, jakby uwspółcześniając "Romeo i Julię" napisać po prostu, że poznali się na portalu randkowym. Na pewno o to chodziło?

Przede wszystkim w nowej Carrie nie ma tego, co właściwie buduje postać w książce i powinno przenikać widza, wpatrującego się w ekran. Bohaterka nie jest już ofiarą poglądów matki, ale zadziorną dziewczyną przeżywającą okres buntu. Pozwala to na prowadzenie bezkrwawych walk z rodzicielką już od pierwszej minuty, jednakże sprawia też, że jako postać jest ona całkowicie niezrozumiała. Nie mówię nawet o tym, że grająca nastolatkę Chloë Grace Moretz jest zbyt ładna i banalna aż do bólu w tej roli. Chcę jedynie zauważyć, że dziewczyna, potrafiąca sprzeciwić się apodyktycznej matce, powinna też radzić sobie z niezbyt błyskotliwą, choć popularną (dlaczego w amerykańskich filmach to zawsze musi iść ze sobą w parze?) koleżanką ze szkoły.

carrie, książki carrie

Co więcej, klimat powieści Kinga w dużej mierze opierał się na tym, czego w filmie zabrakło, a mianowicie na strachu i niepewności głównej bohaterki. Współczesna Carrie nie ma żadnej z tych cech. Telekineza Carrie była odbierana przez nią bardzo ambiwalentnie, gdyż z jednej strony ta niespotykana moc ją fascynowała i pociągała, ale z drugiej – równie mocno przerażała i była niezrozumiała. Carrie stworzona przez Kimberly jest niczym komiksowa bohaterka i nie boi się niczego. To nic, że ni z tego, ni z owego ta lampa właśnie przestała działać, a książka pofrunęła, bo widziałam na YouTube, że jakiś człowiek też tak potrafi. No, jak inni ludzie też tak robią, to w porządku. Telekineza, podoba mi się nazwa. Akurat mamy w bibliotece szkolnej sporo książek na ten temat, to sobie poczytam.

carrie

Finałowa scena na balu, która w założeniu tworzy swego rodzaju klamrę ze sceną początkową, też pozostawia wiele do życzenia. Filmowa Carrie nie jest bowiem dziewczyną, która w pewien sposób stała się ofiarą własnych umiejętności, a one wymknęły się jej spod kontroli w sytuacji skrajnie stresowej, co już wcześniej się zdarzało. Nie. Carrie jest tutaj dziewczyną, która przekazuje komunikat w stylu: ja wam dam! Będziecie mieć za swoje! Po czym daje pokaz swoich umiejętności niczym uwielbiający samego siebie przedszkolak po bezbłędnym wyrecytowaniu wierszyka: patrzcie, co ja potrafię, a wy nie.

Kimberly Peirce albo miała gorszy okres w pracy artystycznej, albo kompletnie nie czuje specyfiki horrorów. Tym samym stworzyła film, który jest całkowicie przezroczysty, z niewiarygodną bohaterką. Najgorsze jest jednak to, że nic poza chęcią jego zrecenzowania nie trzymało mnie przy ekranie.

Zmiany w stosunku do samej treści książki są spore, ale nie na tym rzecz polega. Można bowiem stworzyć arcydzieło, będące bardziej interpretacją czy wariacją na temat niż wierną ekranizacją. Tym razem dostaliśmy jednak tylko słaby, banalny film bez krztyny dramaturgii. Szkoda, bo potencjał w materiale był na pewno.

Ocena Game Exe
3
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...