szczury_wroclawia_szpital

Batman: Arkham Asylum

Choć trudno w to uwierzyć, od czasów starożytnych konsol pokroju Nintendo NES nie doczekaliśmy się porządnej gry o przygodach Mrocznego Rycerza. Nie biorę tu pod uwagę, skądinąd bardzo dobrego, "Lego Batman", bo przecież nie o estetyczne humoreski nam chodzi. Chcemy mroku, strachu, mordobicia, suspensu, lateksowych kostiumów, psychopatów, psychopatów w lateksowych kostiumach i wszystkiego tego, czym Batman był w swym pierwotnym, komiksowym założeniu.

batman: arkham asylum

Studio RockSteady postanowiło uczynić zadość tym potrzebom, tworząc "Batman: Arkham Asylum". Już sam tytuł, sugerujący miejsce akcji, sprawił, że natychmiast sięgnąłem po demo, czego nie robię praktycznie nigdy. Byłem ciekaw, co nowego mogę zobaczyć w interaktywnej historii o człowieku-nietoperzu, który odradzał się jako superbohater numer 1 dzięki filmom Christophera Nolana.

Gra, która w krótkim czasie okaże się najlepszą produkcją 2009 roku, rozpoczyna się w zakładzie Arkham – przesławnym więzieniu dla najgorszych dewiantów, jakich widział świat DC i nie tylko. Właśnie tam zjawia się Batman, dostarczając pojmanego wcześniej Jokera. Nietrudno się domyśleć, że geniuszowi zbrodni dokładnie o to chodziło. Przy pierwszej okazji wyrywa się strażnikom, znikając w mrokach więzienia, nad którym zamierza przejąć pełną kontrolę. Rzecz jasna, z całym "dobrodziejstwem" morderczego inwentarza.

batman: arkham asylum

Cała ta, świetnie skonstruowana i opowiedziana historia, opiera się na głównym bohaterze – Arkham. To właśnie wyspa, którą eksplorujemy w świetle nieprzemijającej nocy, stanowi największy atut gry. Więzienne bloki, izolowane cele, szpitalne korytarze, rozległe kanały, biura, cmentarze, prosektoria, jaskinie, podziemia – to wszystko elementy składowe całej wyspy, będącej jednocześnie miejscem akcji, jak też jej głównym "kierownikiem". Klimat poszczególnych lokacji urzeka i powala, wciągając nas bezpośrednio w wir wszelkich wydarzeń, doskonale dopasowanych do poszczególnych scenerii i, nazwijmy to, rozdziałów scenariusza. Nie jest to sandbox, lecz całkiem pokaźne rozmiary, wielopoziomowość, a przede wszystkim przemyślana konstrukcja oraz świetne wykonanie kolejnych lokacji sprawiają, że naprawdę chcemy poznawać mroczne, upiorne tajemnice zakładu Arkham. Najważniejsze jednak, że wspomniane zróżnicowanie scenografii pozwala nam doświadczyć wszystkich trzech "wcieleń" Batmana: rozwikłującego zagadki detektywa, czającego się w ciemności ninjy oraz Rycerza Nocy – bezwzględnego mściciela, budzącego strach i respekt w szeregach swych wrogów.

batman: arkham asylum

No właśnie, co z równie tytułowym i niemniej bohaterskim Batmanem? W końcu to zza jego pleców obserwujemy całą rozgrywkę. Trzeba przyznać, że w grach akcji od dawna nie było równie mocnej, wyrazistej postaci pierwszoplanowej. Człowiek–nietoperz to twardziel tak wielki, że pod jego spojrzeniem orzechy same wyskakują z łupin. Każdy jego ruch, krok, postura, pozwalają nam poczuć niepowstrzymaną mieszankę niezłomnego charakteru i żelaznych mięśni, którymi możemy kierować. Mogłoby się zdawać, że Batman to kolejny heros ograny i obrzydzony do granic możliwości, obdarty z maski jakiejkolwiek tajemnicy. Na przekór temu "Arkham Asylum" prezentuje nam Mrocznego Rycerza w postaci, z jaką chcemy, a nade wszystko możemy się identyfikować za pośrednictwem rozgrywki. Nie dynamiczną, zmieniającą się w jej trakcie, lecz mocarną, groźną, "zaraźliwie heroiczną". Świetnie znaną, a jednak wciąż ciekawie przedstawioną, głównie za sprawą jej przeciwników, ich biogramów oraz taśm z nagraniami sesji psychiatrycznych prowadzonych z kolejnymi z nich. Dzięki tym ciekawostkom możemy przyjrzeć się bliżej poszczególnym oponentom zamaskowanego mściciela, zarazem jeszcze lepiej rozumiejąc, kim musi być ten facet, by stawiać czoła TAKIM indywiduom.

batman: arkham asylum

Przeciwnicy i walka z nimi to kolejne atuty gry. Ci najbardziej pospolici, występujący w największych ilościach, to szeregowi więźniowie, jakich pełno spotkamy na terenie całej placówki. Przy każdej okazji częstują nas piąchopiryną, butopirazolem, niekiedy starając się permanentnie wyleczyć z problemów tego świata przy użyciu noża, pałki paraliżującej (bardzo nieprzyjemne) lub broni palnej. Tej ostatniej jest relatywnie niedużo, zawsze jednak stanowi poważny problem, uniemożliwiając bezmyślne pakowanie się w grupę pięciu albo i więcej przeciwników. Niejednokrotnie ominięcie takiej grupy, tudzież kilkuminutowe planowanie akcji, opartej na niepostrzeżonej eliminacji pojedynczych celów, okaże się bardziej opłacalne, niż frontalny atak i rychły zgon za sprawą serii z karabinu. Arsenał zmyślnych zabawek Batmana oferuje tu sporo rozwiązań, podobnie jak same lokacje, pełne ściennych gargulców, z których możemy efektywnie oraz efektownie polować na pojedyncze cele, zawalających się ścian, szklanych podłóg itp. Więźniowie rozmawiają ze sobą, patrolują teren, a jeśli dostrzegą coś niepokojącego, jak nieprzytomny kompan lub wielki, muskularny nietoperz, wzywają posiłki. Sztuczna inteligencja nie jest jednak ich najpoważniejszą bronią, dlatego dość szybko uczymy się kilku uniwersalnych schematów rozwiązywania konfliktowych sytuacji.

Ale dobra, ja tu pitu pitu o skradaniu, a przecież wszyscy dobrze wiemy, o co tak naprawdę chodzi. Walka. Zdecydowanie jedna z większych atrakcji "Arkham Asylum", osobiście kojarząca mi się z najlepszymi chwilami z "Prince of Persia: Warrior Within". Świetna animacja postaci, spektakularne uderzenia, kombinacje (tym dłuższe, im więcej przeciwników oberwie, co przekłada się na zdobywane punkty doświadczenia), soczyste finishery – oto dlaczego nie raz zdarzyło mi się olać taktykę, skradanie i zdrowy rozsądek. "Sonofabitch must pay!" krzyczałem za Kurtem Russelem, spadając na chmarę uzbrojonych morderców, powiewając peleryną. Niech płaczą. Niech krzyczą. Widzisz, słyszysz, jak się boją. Niemal czujesz, jak twoje pięści gruchocą kości, a kopnięcia łamią szczęki. I, choćbyś nie wiem jak bardzo nie chciał tego przyznać, wiesz, że jeszcze nigdy tak bardzo nie chciałeś pobiegać w masce i lateksie...

batman: arkham asylumbatman: arkham asylum

Poza atawistyczną przyjemnością płynącą z mordobicia, superego każdego bat-fana nasyci się radością konfrontacji z arcyłotrami. Są oni przedstawieni z ogromnym wyczuciem, strasząc nas w najmniej spodziewanych momentach, wyskakując jak diabły z pudełek, pojawiając się i znikając w taki sposób, by jak najdłużej podsycić nasz apetyt na ostateczną potyczkę. Kolejne cut-scenki perfekcyjnie budują napięcie oraz nastrój odpowiedni dla danej postaci: thriller z ostrzącym na nas zęby Killer Crockiem, rozmówki z Poison Ivy o zabarwieniu erotyczno-botanicznym czy też absolutnie genialny, koszmarny sen wariata w wykonaniu Scarecrowa. Wszystko to w oprawie bezbłędnej ścieżki dźwiękowej oraz doskonałego voice-actingu, którego najjaśniejszym punktem jest typ spod najciemniejszej gwiazdy – Joker. Znany wszystkim pokoleniom fanów serii Mark Hamill również tutaj wcielił się w nemezis Batmana, nadając rozgrywce jeszcze bardziej filmowego charakteru. Okazuje się jednak, że właśnie ostateczne starcia z bossami stanowią jeden ze słabszych elementów gry. Walka z Banem, stanowiąca prototyp późniejszych walk z mini-bossami, jest nudna i schematyczna aż do bólu, a potyczka z Killer Crockiem, pomimo przyprawiającej o dreszcze oprawy, została przesadnie rozciągnięta. Pozostałe pojedynki prezentują się niewiele lepiej, może poza tym z Scarecrowem, ale to musicie już zobaczyć sami.

batman: arkham asylumbatman: arkham asylum

Poza walką i typowo zręcznościowymi operacjami mamy też okazję do zabawy w detektywa. W tym celu musimy jedynie przełączyć tryb widzenia na coś w rodzaju nokto-termo-rentgenowizji, dzięki której możemy monitorować puls widzianych postaci, łatwiej dostrzegać elementy uzbrojenia, otoczenia, przede wszystkim zaś odnajdywać ukryte wskazówki. To bardzo ciekawy pomysł o sporym potencjale, jednak mocno niedopracowany. Wrażenia czysto estetyczne możemy poczytać na plus, jednak poziom trudności detektywistycznej roboty (przynajmniej w ramach głównego wątku) pozostawia wiele do życzenia. Zazwyczaj, zamiast łamania głowy nad tym, jak dodać do siebie poszczególne elementy i jaki wyciągnąć z nich wniosek, otrzymujemy wielki, błyszczący neon, krzyczący "TĘDY! TĘDY IDŹ, BATMANIE!". W tym wypadku nasz interaktywny komiks nie jest tak detektywistyczny, jak mógłby być, a szkoda.

batman: arkham asylum

Na całe szczęście ilość zalet produkcji w pełni rekompensuje jej nieliczne wady. Unreal Engine 3 pozwolił na stworzenie oprawy graficznej, która nie tylko cieszy oko, lecz także pozwala w pełni oddać charakter stworzonej opowieści. Jedynym mankamentem jest tutaj lipsync, nie nadążający za dialogami i wypowiedziami postaci. Poza tym całość działa bez zarzutu – dynamiczna praca kamery, fizyka postaci i obiektów, interfejs, system rozwoju bohatera. Również masa ukrytych dodatków, jak łamigłówki Riddlera, wymagające czasem sporej dawki zręczności i cierpliwości, są bardzo dobrym urozmaiceniem gry, która wpisała się na listę Rekordów Guinessa jako najlepiej oceniana przez krytyków gra o superherosie. Choć liniowa i zamknięta, nie nudzi, lecz wciąga i zachęca do przejścia jej ponownie. Faktycznie, studio RockSteady dało Batmanowi coś, o czym inni superbohaterowie mogą tylko pomarzyć. To najlepsza z możliwych uczt dla wszystkich wielbicieli Mrocznego Rycerza, jak również najlepsza okazja dla tych, którzy jeszcze nie rozsmakowali się w jego historii, by wreszcie to zrobili.

batman: arkham asylum
Plusy
  • Dobrze napisany i świetnie prowadzony scenariusz
  • Projekty i wykonanie lokacji
  • Nastrój
  • Muzyka, grafika, praca kamery
  • Voice acting !!!
  • Gówny bohater i jego przeciwnicy
  • Odniesienia do komiksu, nagrania z sesji, biogramy postaci itp.
  • Dynamiczna, porywająca walka
  • Zagadki, rozwój postaci, detale
Minusy
  • Walki z bossami
  • Sztuczna inteligencja
  • Lipsync
  • Nierozwinięty tryb detektywa
Ocena Game Exe
9
Ocena użytkowników
9,22 Średnia z 9 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...