Ambasadoria

3 minuty czytania

okładka, ambasadoria

Gatunek fantastyki określany mianem science-fiction nie należy do najłatwiejszych. Każdy autor piszący w tym klimacie sięga po najróżniejsze naukowe terminy, często tworząc nowomowę, nie zawsze zrozumiałą dla czytelnika. Z tego powodu SF wymaga od odbiorcy znacznego wytężenia nie tylko samej wyobraźni, ale także szarych komórek. Gdy usłyszałem, że China Miéville postanowił stworzyć powieść o tematyce SF, nieco się zaniepokoiłem, ponieważ wcześniej uznawałem go wcześniej za niesamowitego pisarza new weird. Sądziłem, że zmiana dotychczasowej dziedziny literackiej spowoduje brak wniebowzięcia przez kolejne dzieło Brytyjczyka, jak to miało miejsce przy pozostałych jego tytułach. Jednak po przeczytaniu pozytywnych recenzji na temat "Ambasadorii" oraz przyznaniu jej przez jury nagrody im. Johna W. Campbella, musiałem przeczytać kolejny twór utalentowanego Miéville.

Tytułowe miasto to ludzka kolonia położona na rubieżach zbadanego wszechświata. Jej rodzimymi mieszkańcami są Gospodarze – obcy posługujący się specyficznym, trudnym w opanowaniu językiem. Tylko nieliczni ludzcy ambasadorowie, odpowiednio zmodyfikowani, potrafią się z nimi porozumieć. Ariekeński język nie jest zbiorem typowych słów posiadających pewne określone znaczenie, to coś znacznie bardziej skomplikowanego. By Gospodarz zrozumiał wypowiadane słowo, musi ono zostać przekazane przez żywą osobę, która rozumie jego znaczenie i potrafi nasycić nim mowę. Z tego powodu Ariekeni nie potrafią nazywać abstrakcyjnych myśli, jeśli nie mają one faktycznego odwzorowania w rzeczywistości, co powoduje także, że nie są zdolni do kłamstwa. Co więcej, posiadają dwa otwory gębowe, które jednocześnie wymawiają dźwięki tworzące słowo, przez co pojedynczy człowiek nie jest w stanie się z nimi komunikować z anatomicznych powodów. Para także nie ma tej możliwości, gdyż ich myśli nie są identyczne. Dlatego ambasadorowie stanowią tandem klonów o identycznym wyglądzie i psychice, dzięki czemu w pewnym stopniu mogą komunikować się z Gospodarzami. Duże znaczenie mają także zwykli ludzie, którzy w wyniku różnych zdarzeń stali się żywą częścią języka Ariekenów. Jedną z takich osób jest Avice Benner Cho, stanowiąca "porównanie", czynnik, dzięki któremu Gospodarze potrafią pojąć konkretne słowa. Z tego powodu dziewczyna zostaje wprowadzona do wcześniej niedostępnej dla niej części miasta, gdzie dostęp mieli wyłącznie Ariekeni oraz ambasadorowie, tym samym wkraczając do świata polityki, intryg i manipulacji.

Ponad sto pierwszych stron to próba wyjaśnienia całego rozbudowanego uniwersum, w którym rozgrywa się "Ambasadoria", specyfiki języka Gospodarzy oraz samej bohaterki. Dopiero po przebiciu się przez tę, czasami dość trudną w zrozumieniu, fasadę tekstu naszpikowanego nowomową i abstrakcyjnymi pojęciami, czytelnik ma szansę ujrzenia głównej fabuły książki, którą jest charakterystyka zamkniętej, odległej społeczności – jej polityczne spory oraz walka lokalnych oligarchów o władzę na obcej planecie, gdzieś na krańcach wszechświata. Postać Avice ma także niepoślednie znaczenie w ocenie tej hermetycznej społeczności z jej dziwacznymi obyczajami i stosunkiem do wydarzeń mających miejsce w książce. Miała okazję ujrzeć inne zakątki wszechświata, dzięki czemu jest w stanie ujrzeć to, że kolonia jest dość mała w stosunku do reszty wszechświata, choć dla jej mieszkańców to jedyna możliwa do poznania rzeczywistość. Ponadto urodziła się w Ambasadorii, więc potrafi także zrozumieć zachowanie reszty mieszkańców, będąc jedną z nich. Daje to czytelnikowi obszerny punkt widzenia, obejmujący obie strony medalu.

Postaci wykreowane przez autora są nietuzinkowe. Sama Avice, będąca jednocześnie rodzimym obywatelem Ambasadorii oraz obcą ze względu na swoje podróże na inne planety, stanowi dobry przykład emocjonalnego rozdarcia i obiektywnej oceny sytuacji. Ponadto koncept ambasadorów jako sklonowanych osób o identycznym sposobie postrzegania rzeczywistości jest innowacyjny. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z zastosowaniem duplikowania w ten sposób. Co więcej, "Ambasadoria" wyróżnia się na tle innych książek z dziedziny sci-fi faktem, że bazuje na lingwistycznej idei. Język jest bowiem jej najważniejszym elementem popychającym akcję ku dalszym zdarzeniom. Nowatorskie podejście Miéville do języka jako części składowej powieści zasługuje na uznanie, co zauważył także literacki półświatek, honorując ten tytuł nagrodą im. Johna W. Campbella.

Moje obawy związane z pisaniem SF przez China Miéville okazały się przesadzone, choć pragnąłbym, by wrócił on do tematyki new weird, od której rozpoczęła się moja fascynacja jego twórczością. "Ambasadoria" nie jest lekturą łatwą, prawie jak każda książka SF. Wymaga ona od czytelnika skupienia i uaktywnienia nie tylko samej wyobraźni, ale także szarych komórek. Neologizmy i futurystyczne pojęcia mogą czasami kołować, zmuszając do ponownego wertowania stron. Zdecydowanie nie jest to książka, którą czyta się raz. Sam zamierzam przeczytać ją ponownie, by móc w pełni cieszyć się faktem zrozumienia większości wątków powieści.

Dziękujemy wydawnictwu Zysk i S-ka za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...