przebudzenie_cienie

30 dni nocy. Tom 2

3 minuty czytania

30 dni nocy #2

Na ogół moją uwagę przyciągają jedynie horrory zbudowane na gęstej atmosferze lub nietypowym ujęciu tematu. Nie przemawia za to do mnie groza oparta na brutalności, rozszarpanych gardłach i urwanych kończynach. "30 dni nocy" było wyjątkiem od tej reguły.

Steve Niles umiejscowił wampiry w miasteczku Barrow na Alasce, gdzie w trakcie 30-dniowej nocy pokaźna grupa krwiopijców zamierzała ucztować w najlepsze. Opór stawili im jednak dzielni mieszkańcy, na czele z szeryfem i jego żoną. W kolejnych opowiadaniach wchodzących w skład pierwszego albumu zbiorczego poznaliśmy sporą grupę postaci, choć ze względu na przynależność gatunkową komiksu wielu z nich ginęło, zanim na dobre zdążyło przedstawić się czytelnikowi. Tak czy inaczej, na tamtych opowieściach "30 dni nocy" się nie kończy – Egmont wydał bowiem drugi, jeszcze bardziej opasły album, liczący ponad 560 stron.

W recenzji pierwszej części zaznaczyłem, że komiks Steve'a Nilesa i Bena Templesmitha warto dawkować, aby fabuła zachowała świeżość, a kolejne starcia z udziałem wampirów i ludzi nie nużyły. W przypadku drugiego albumu porcjowanie lektury zalecam jeszcze silniej. Dzieje się tak, gdyż omawiany zbiór jest zauważalnie gorszej jakości. Rozpoczynające go "Umarł Billy, umarł" trudno uznać za oryginalne – otóż naukowiec świadomy istnienia wampirów pragnie uzyskać ich zdolności. Banał? Owszem, co nie znaczy, że nie można było go lepiej sprzedać, zamiast serwować prostą historyjkę, błyskawicznie ulatującą z pamięci. Nie najgorzej wypadły za to rysunki Kody'ego Chamberleina – grubszą i wyraźną kreskę zmieszał z tłami nieco przypominającymi stylistką prace Templesmitha.

"Juarez" napisane przez Matta Fractiona to trochę lepsza, ale nadal tylko średnia opowiastka, wyróżniająca się większą dawką humoru, która właśnie w tej części najbardziej wybija się spoza setek wampirzych kłów. Z kolei za ilustracje zabrał się Ben Templesmith i znów możemy zawiesić oko na często dosyć jednolitych kolorystycznie planszach, rozświetlonych różnorakimi rozbłyskami i intensywniejszymi punktami. Ta stylistyka nadal daje radę, nawet jeśli artysta wykorzystuje ją zarówno w horrorach ("30 dni nocy"), jak i kryminałach ("Detektyw Fell").

W trzecim opowiadaniu Niles wraz z Kelly Sue DeConnick powracają do Stelli i Ebena, czyli dwójki bohaterów, od których rozpoczął się cykl. Fabularnie to część zasługująca na "okejkę", pozbawiona wprawdzie blasku najlepszych momentów pierwszego tomu, czego można było oczekiwać po wzięciu na tapet tej pary, ale to i tak niezła historia, bodaj najbliższa pierwowzorowi pod względem nastroju. Ilustracje Justina Randalla udanie naśladują styl Templesmitha, jeśli chodzi o podejście do barw i skłonności do dużych amplitud naświetlenia w obrębie jednego kadru, aczkolwiek kreska jest o parę poziomów precyzyjniejsza. Odbiór pozostaje więc kwestią przywiązania do karykatur i umowności cechujących prace Templesmitha, ja jednak rysunki Randalla uznaję za przyjemnie odświeżające.

Czwarta historia zatytułowana "Czerwony śnieg" to najsmaczniejszy kąsek albumu. Tym razem wielokrotnie już wspominany Templesmith wziął się nie tylko za rysunki, lecz także za scenariusz – i to z nadspodziewanie dobrym efektem. Autor opowiada o losach żołnierzy podczas drugiej wojny światowej, którzy w obliczu zagrożenia ze strony krwiopijców muszą zacisnąć zęby i stanąć ramię w ramię z niedawnymi wrogami. Mocna historia, nieco sięgająca do korzeni serii, czyli pierwszych wydarzeń w Barrow, doprawiona charakterystyczną oprawą wizualną.

30 dni nocy #230 dni nocy #2

W "Poza Barrow" za scenariuszowe stery powraca Steve Niles, jednak z takim sobie rezultatem. Do miasteczka przybywa grupa ludzi pod przewodnictwem miliardera i zarazem poszukiwacza przygód, którego na Alaskę przywiodły pogłoski o wampirach. To kolejna prosta i niepozostająca w pamięci historyjka, za to świetnie zilustrowana przez jedną z branżowych legend – Billa Sienkiewicza, który śmiało zmieszał różne techniki i w żadnym kadrze nie pozwolił zapomnieć, że w Barrow zima nie ustępuje nawet na chwilę. W paru miejscach przez impresje Sienkiewicza cierpi czytelność, lecz to drobnostka w porównaniu z tym, czym możemy napawać oczy.

Album zamyka się nietypowo, bo komiksowym remakiem. Steve Niles na nowo opowiada pierwszą odsłonę serii, czyli tytułowe "30 dni nocy", a czytelnicy znad Wisły znajdą tutaj rodzimy akcent, ponieważ za rysunki odpowiada Piotr Kowalski. Niestety graficznie to najsłabsza część – styl Kowalskiego ma się zupełnie nijak do prac pozostałych artystów, na czele z Templesmithem. Kreska jest bowiem zbyt uporządkowana i czysta w porównaniu do konwencji przyjętej w całym cyklu. Kolory Brada Simpsona nie ratują sytuacji i jedynie pogłębiają wrażenie, że ktoś tutaj nie przemyślał doboru twórców. Koniec końców zawodzi scenariusz, ponieważ Niles przestawił akcenty, czego efektem ubocznym jest spłycenie historii, pozbawienie jej ładunku emocjonalnego i w zasadzie marnotrawienie materiału źródłowego.

Druga część "30 dni nocy" to propozycja adresowana tylko do największych fanów serii, bowiem historie są znacznie prostsze i nie dostarczają dawki adrenaliny. Scenarzyści wyraźniej zaznaczyli granicę między łowcą a zwierzyną, postawili też na bezpośrednie konfrontacje i ewidentnie zabrakło im pomysłów na urozmaicenie widoku postaci rzucających się sobie do gardeł.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
5,5
Ocena użytkowników
5,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...