Thief

Jan L. "Hassan'" Hassan wtorek, 4 marca 2014

Co twoje, to moje

Moje pierwsze spotkanie z Garrettem to zarazem jedna z pierwszych przygód z grami komputerowymi na PC jakie miałem. W sumie nie przydarzyła się nawet mnie. Moi rodzice dostali zestaw gier od swojego znajomego i w celu przefiltrowania, które nadają się dla mnie, wtedy ich smarkatej pociechy, postanowili trochę pograć. W zasadzie nie widziałem, jak grali – kiedy próbowałem zobaczyć, co robią, wygnali mnie z pokoju, a rano, kiedy usiadłem do komputera, powitała mnie niewyspana, po całonocnym chyba graniu mama ze słowami: "Nie graj w Złodzieja. Będziesz się bał". To był drugi i ostatni raz, kiedy widziałem rodziców przy grach komputerowych.

thief

Nie posłuchałem matki. Grałem w "The Dark Project" jak niemądry, bojąc się cieni i niewyraźnych strażników. Ta gra stworzyła nowy, nieznany dotąd wcześniej gatunek. Skradankowych gier jest więcej i większość z nich ma ciepłe miejsce w moim serduszku, ze szczególnym uwzględnieniem następnych części przygód małomównego Garretta. Sam zresztą mistrz złodziej stał się inspiracją i bezpośrednim wzorcem dla wielu późniejszych typów spod ciemnej gwiazdy. Najbardziej tu rzucają się członkowie gildii złodziei w "Skyrimie" – tam duch Garretta czuć zarówno w strojach, jak i w zachowaniu jej członków.

Pragmatyzm, cynizm, próba zachowania neutralności za wszelką cenę – te cechy są także obecne w nowej odsłonie przygód słynnego złodzieja. "Thief" stanowi swoisty reboot serii – Garrett nie ma mechanicznego oka, Miasto nie cierpi na skutek wydarzeń, które dotknęły je w poprzednich częściach, nie ma też obecnych wcześniej frakcji. Jest za to terroryzujący miasto Baron i jego straż, przedsiębiorczy Basso i Garrett – dalej tak samo cyniczny i tak samo stroniący od ratowania wszystkich wkoło.

thief

Cierpiący na nieco eastwoodowską manierę cedzenia słów antybohater jest najmocniejszą częścią tej historii – jego przemyślenia o Mieście i jego mieszkańcach, wewnętrzny monolog odsłaniający jego motywację i zamiary, a także poczucie humoru, z którym traktuje otaczającą go rzeczywistość przywodzą na myśl starsze czasy, kiedy bohaterowie byli wielowymiarowi, a historie wielowątkowe.

thief

Z tego swoistego powrotu do przeszłości płynie ogromna siła tego rebootu – mimo że gra się w niego jak w nowoczesny tytuł i widzi się po nim te paskudne, nowoczesne rozwiązania, to duszny klimat i osadzenie cynicznego złodzieja w steampunkowym środowisku przypomina niemalże noirowski kryminał. Garrett bowiem, prócz rabowania i powiększania swojej umieszczonej na szczycie wieży zegarowej kolekcji (ten cudowny wybór miejsca!), prowadzi śledztwo, próbując odkryć, czemu przez ponad rok spał, czemu nagle się przebudził i jaki to ma związek z dziejącymi się w Mieście wydarzeniami.

Prowadzi to śledztwo głównie przekradając się za plecami strażników, po najdziwniejszych lokacjach. Dwie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Pierwsza to pogrzebana pod Miastem (które niczym pratchettowskie Ankh Morpork zbudowane jest na ruinach swojego poprzednika) wieżowa biblioteka, bijąca nawiązaniami do "Imienia Róży" Umberto Eco – te klatki schodowe, te przegniłe tomy! Brakowało mi tylko bibliotekarza na samym szczycie i jakiejś dyskusji o naturze śmiechu. Jeśli ktoś nie czytał albo nie oglądał adaptacji z Seanem Connerym i nie wie, do czego nawiązuję, niech się wstydzi. Drugie, znacznie bardziej mroczne miejsce, do którego Garrett wyrusza, by dowiedzieć się nieco więcej o swojej byłej partnerce, to przytułek dla umysłowo chorych, z którym wszelki kontakt ucichł po buncie pacjentów. Doprowadzający nas tam Basso ostrzega, że kilku próbowało sprawdzić, co się w nim stało – ale nikt nie wrócił. Zważając na to, że Thief jest grą, w której połowa sukcesu to baczna obserwacja otoczenia i wyłapywanie z niego nawet najmniejszych dźwięków albo postaci wyłaniających się z gęstych cieni, etap ten cofnął mnie do dzieciństwa, gdzie bałem się jak głupi. Choć strach tutaj zastąpiony był przez nieustannie towarzyszący niepokój, etap ten przyprawił mnie raz czy dwa o szybsze bicie serca. Szczególnie w momencie, w którym na służbę wyszedł Nocny Opiekun. Brr.

W realizacji swoich celów nasz mistrz złodziejski pomaga sobie arsenałem gadżetów. Część z nich musimy przed użyciem zakupić. I tak oprócz sztandarowego blackjacka (czyli krótkiej, policyjnej pałki) mamy też śrubokręt (do wykręcania płyt i krat), skalpel (do wycinania obrazów z ram) i szczypce (do przecinania kabli). Do tego dysponujemy także zestawem wytrychów (i towarzyszącą im mini-gierką). Jest jeszcze mały łom do podważania okien (z którym wiąże się irytujący po pewnym czasie quick-time event).

thief

Są też strzały. Wciąż dla mnie bardziej jako urozmaicenie niż faktycznie użyteczne narzędzie (w czasie rozgrywki praktycznie z nich nie korzystałem). Są zdecydowanie lepszą metodą na danie bohaterowi arsenału do kreatywnego działania niż obecne w "Dishonored" magiczne moce. W przeciwieństwie do Corvo, Garrett, mimo że porusza się równie niepostrzeżenie, wciąż, by dostać się na wysokości, musi korzystać z własnych mięśni albo lin.

W przeciwieństwie do maskowatego zabójcy, nie jest też w stanie dostać się wszędzie – mimo że po Mieście możemy poruszać się w miarę swobodnie. Samo miasto przyszykowane jest jako labirynt – mnóstwo krętych, wąskich uliczek, ciemnych zaułków i patroli straży, które nieustannie poszukują Garretta jako wroga numer jeden. Kiedy już nas znajdą i definitywnie stwierdzą, że stanowimy zagrożenie, rozpoczyna się walka – mechanicznie dość prosta, polegająca głównie na unikaniu ciosów ostrym mieczem i odpłacaniu się ciosami pałką. Potem, kiedy oklepiemy danego adwersarza odpowiednio porządnie, trzeba przytrzymać przycisk i bum, delikwent jest wyeliminowany. To niezbyt fantazyjny i skomplikowany system, ale z drugiej strony "Thief" jest grą, w której celem jest bycie niezauważonym – nawet bardziej niż w innych skradankach tego typu.

thief

Grając w "Thiefa" czuje się, że to gra przygotowana już z myślą o następnej (w zasadzie to już obecnej) generacji konsol, dzięki czemu możemy podziwiać ciemne zakamarki Miasta w jeszcze lepszej odsłonie. Zadymione pomieszczenia, subtelne oświetlenie, zmieniające się wraz z ruchem cienie – to wszystko nadaje całej grze dodatkowego uroku. Mając przy tym w zanadrzu przygotowane z głową poziomy i zmyślnie zaprojektowane lokacje, "Thief" to gra, którą się podziwia – z ukrycia.

Grafika uzupełniona jest subtelną ścieżką dźwiękową, przechodzącą w groźne szarpiące w uszy dźwięki, gdy sytuacja staje się napięta. Podobnie jak w poprzednich częściach, soundtrack przygotowany jest z wykorzystaniem powtarzających się, pojedynczych dźwięków. Kto nie wie, o czym mówię, niech sobie posłucha "The Hammers" z "Deadly Shadows"...

Plik wideo nie jest już dostępny.

...i niech zanurzy się w ten gęsty, ciemny klimat. Temu wszystkiemu towarzyszy jeszcze szorstki, niedbały głos Garretta, który praktycznie nie zmienił się w stosunku do poprzednich części. Być może był to już problem mojej starzejącej się niestety konfiguracji ("Thief" nie chodził mi niestety we wszystkich miejscach tak, jak powinien), ale gra momentami miała problem z lipsynciem i odpowiednim wyrażaniem emocji na twarzach postaci. Mówiąc ogólniej – ktoś krzyczał, ale nie wyglądał na krzyczącego.

thief thief thief

Błędy? Nie, mimo przewijających się w sieci raportów o problemach (które w mniejszej lub większej ilości pojawiają się ostatnio przy każdym wydaniu gry z górnej półki), ja się z nimi nie spotkałem. Nie znużył mnie gameplay, a fabuła, sprytnie łącząca w sobie wątki dbania o siebie i dbania o innych, dość mocno mnie zainteresowała i wciągnęła. Nużą po raz kolejny sztuczki wyciągane ze sztandarowej torby trików – niepotrzebne qte, jasno oznaczone miejsca do wspinaczki czy system checkpointów, ale to plaga naszych czasów.

Jednym zdaniem: ukradł mnie i oddał dopiero po kilkunastu godzinach.

"Thief" to gra, przy której trzeba zwolnić, zaplanować następny ruch i wykonać go przy możliwie jak najmniejszej liczbie rzeczy, które mogą pójść źle. Garrett po raz kolejny porwał mnie do Miasta i związanej z nim mrocznej historii, a ja dałem się wciągnąć. Może nie jest to tytuł, który urywa wszelkie wystające kończyny i powala na ziemię swoją doskonałością, ale z całą pewnością jest to gra dobra i dobry start dla tegorocznych, growych blockbusterów.

thief
Plusy Minusy
  • Fabuła
  • Gęsty klimat
  • Mroczna, steampunkowa intryga
  • Design poziomów
  • Garrett!
  • Stare podejście do skradanek
  • Oprawa!
  • Mocno rzucający się w oczy port z konsoli
  • Problemy z lipsynciem i animacjami
  • Jednak dość duże wymagania
  • Prosty model walki
Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników 7,71 Średnia z 7 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Ven'Diego · wtorek, 4 marca 2014, 16:22
0
Zawsze myślałem że 4 jest używane jako A
Withord · wtorek, 4 marca 2014, 17:16
0
Miałem do niego obawy jak do każdego takiego reboota, dobrze wiedzieć że wypada pozytywnie
Niblla · wtorek, 4 marca 2014, 19:33
0
Moje nieprzespane noce w poprzednich osłonach Garretta sprawiają, że i tą część kupiłem na konsole i tylko raz grze wystąpił jakiś dziwny bug, że nie mogłem wyjść poza pewne pomieszczenie ale to nic nie znaczy w całokształcie tej części.
Withord · wtorek, 11 marca 2014, 19:06
0
Chyba będę musiał cofnąć moją wypowiedź.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...