Chew #11: Ostatnie wieczerze

Chew #11

Ostatnio fani "Chewa" mieli sporo powodów do radości. Podczas tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi jednym z gości był scenarzysta serii, John Layman. Z kolei jeszcze w styczniu autor podgrzał atmosferę tweetem, jakoby miał ponad sto stron materiałów przygotowanych z myślą o aż czterech projektach w ramach uniwersum "Chewa".

Nie sposób odmówić Laymanowi twórczej płodności i przywiązania do swojego flagowego projektu, aczkolwiek czas pokaże, czy ewentualne kontynuacje i spin-offy okażą się czymś więcej niż gratką dla najwierniejszych fanów. I czy doczekamy się polskich wydań.

Wróćmy jednak do głównej serii. "Ostatnie wieczerze" kontynuują wątek drobiowej prohibicji, chociaż zgodnie z przewidywaniami na wszelkie wyjaśnienia trzeba poczekać do finału. Co nie oznacza, że jedenasty tom nudzi. Wyraźnie da się odczuć, że John Layman wziął głęboki wdech przed końcowym sprintem, postarał się sensownie domknąć losy kilku postaci i spleść ze sobą najważniejsze wątki. Do tego scenarzysta, bawiąc się z czytelnikami, funduje im masę gagów i emocjonalny rollercoaster.

W poprzednich tomach dokładanie trzecioligowych postaci z niecodziennymi zdolnościami (tak, jeszcze dziwniejszymi niż umiejętność Tony'ego) nie miało końca. Mimo ogromnej sympatii do całej serii przyswajałem te fragmenty z coraz mniejszym entuzjazmem, aż w końcu przerodził się on w obojętność. "Ostatnie wieczerze" wprowadzają następny nietypowy talent, którego przedstawienie przywodzi na myśl pierwsze części serii, kiedy wstawki z kulinarnymi zdolnościami miały większe znaczenie fabularne, a towarzyszące im historyjki nie były jeszcze tak wyeksploatowane. Oczywiście nie mogło obyć się bez gagu z udziałem Poyo.

Chew #11Chew #11

Na czytelników czeka też nie lada gratka w postaci crossovera "Chewa" i "Odrodzenia". Część tej niecodziennej fuzji możemy poznać w czwartym tomie serii wydawanej w Polsce przez Non Stop Comics. Tim Seeley i Mike Norton podeszli do tematu na poważnie i uczynili z Tony'ego speca służb specjalnych z niecodzienną zdolnością. John Layman i Rob Guillory swoją część crossovera utrzymali w duchu "Chewa", nie szczędząc dowcipów z Odrodzonych i rodziny Cypress.

W "Ostatnich wieczerzach" fabuła wyraźnie zmierza ku końcowi, a Layman przygotowuje nas na finał. Nie sposób nie dostrzec, że już od kilkunastu zeszytów mamy do czynienia z odwlekaniem zakończenia i dokładaniem kolejnych scenek i pobocznych wątków, aby osłodzić nam oczekiwanie. Czy to źle? W żadnym razie. Z prawdziwą przyjemnością stwierdzam, że pomimo jedenastu tomów "Chew" nieustannie mnie bawi i potrafi zaskoczyć. I niech to posłuży za najlepszą rekomendację.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe
8
Ocena użytkowników
-- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
Wczytywanie...