Oblivion Song. Pieśń otchłani #02

Marcin "Amaro" Martyniuk środa, 12 czerwca 2019
Oblivion song #o2

Przed dziesięcioma laty część Filadelfii została przeniesiona do innego, niebezpiecznego wymiaru rodem z psychodelicznych majaków, w dodatku zamieszkiwanego przez groźne stworzenia.

Była to jednak transakcja wiązana i na skutek tego wydarzenia w naszym świecie pojawił się kawałek tamtego wymiaru, czyli tzw. Otchłań. Okazało się także, że nie wszyscy ludzie przeniesieni do obcej rzeczywistości zginęli i co jakiś czas ludziom pokroju Nathana Cole'a udaje się przyprowadzić kogoś z powrotem do Filadelfii. Z kolei Cole'owi najbardziej zależało na dowiedzeniu się tego, co spotkało jego brata, oraz odpokutowaniu za winy, które wyznaje już na pierwszych stronach drugiego tomu "Oblivion Song".

To, co przez sporą część pierwszego tomu mogło się wydawać daniem głównym, stało się jedynie tłem dla dalszych poczynań braci Cole w kontynuacji. Wyrzuty sumienia przygniatają Nathana, a przeszłość i trudne relacje z bliskimi – w tym z bratem Edem – nie dają o sobie zapomnieć. Do pewnego momentu tworzy to z drugiego tomu "Oblivion Song" rzecz ciekawą i angażującą, bo tego typu zagmatwanych stosunków między bohaterami, jak to zwykle bywa u Kirkmana, nie brakuje. Tak wykreowany obraz upada jednak w chwilach, gdy scenarzysta raz po raz serwuje nam patetyczne dialogi czy wielokrotnie porusza ten sam temat. W zamierzeniu autora fabuła miała zapewne silnie oddziaływać na emocje czytelnika, ale zdecydowanie brakuje wyważenia proporcji czy może po prostu lepiej zbudowanej otoczki dla tego rodzaju epizodów. Ckliwość i patetyczność zniwelowała tutaj kilka potencjalnie dobrych scen.

Zadowalające jest za to tempo akcji. Właściwie co kilka stron udaje nam się dowiedzieć czegoś nowego, czy to o świecie i funkcjonowaniu w Otchłani, czy o samych bohaterach. Tych ostatnich można zresztą polubić. Są ludzcy, nie stronią od popełniania błędów ani decyzji podejmowanych pod wpływem impulsu, a scenariusz przedstawia ich pragnienia i motywacje. Nie tyczy się to oczywiście wszystkich, ale i tak trudno narzekać na ten element opowieści.

Oblivion song #o2Oblivion song #o2

Robert Kirkman słynie z długich serii – wystarczy spojrzeć na ciągnące się w nieskończoność "The Walking Dead", rozbudowane "Invincible" albo z każdym tomem coraz bardziej dłużące się "Outcast. Opętanie". Wygląda na to, że "Oblivion Song" nie będzie wyjątkiem i otrzymamy kolejny tasiemiec. Jeszcze na kilkanaście stron przed końcem miałem nadzieję na szybsze zwieńczenie cyklu, być może w przeciągu następnego tomu, lecz ostatnimi kadrami Kirkman brutalnie rozwiał wszelkie wątpliwości.

Podczas lektury drugiego tomu odniosłem wrażenie, że poprawiła się jakość ilustracji. Zasługi za ten stan rzeczy należy przypisać Annalise Leoni, która tym razem wykorzystała więcej jaskrawych barw, przyjemnie kontrastujących z szarawym całokształtem. Swoje zrobił także współautor fabuły i rysownik Lorenzo De Felici, kreśląc sporo dynamicznych obrazów oraz kilka większych kadrów.

Drugi tom "Oblivion Song" to rzecz minimalnie lepsza od otwarcia serii. Jednak po kilkunastu stronach miałem nadzieję, że tym razem dostaniemy wyraźnie więcej, ale w pewnym momencie scenariusz zaczął się dłużyć i mam obawy, czy koniec końców Kirkman i De Felici dowiozą satysfakcjonującą opowieść.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...