Monstressa #3: Przystań

Marcin "Amaro" Martyniuk piątek, 16 listopada 2018
monstressa: przystań

Na okładce polskiego wydania "Monstressy" widnieje opinia jednego z zagranicznych serwisów, w myśl której komiks Marjorie Liu i Sany Takedy porównywalny jest z dziełami Tolkiena i Martina. Marketing to o tyle trywialny, co przesadzony, aczkolwiek "Monstressa" może pochwalić się sporą dozą uroku. W przeciwieństwie do głównej bohaterki.

Maika Półwilk nieustannie lawiruje na krawędzi – wiele dawnych tajemnic wciąż pozostaje niewyjaśnionych, wrogów przybywa, zaś grono przyjaciół – czy jeśli zastosować precyzyjniejszą nomenklaturę: sojuszników – nie poszerza się o nowe osoby. Bohaterka postanawia szukać azylu w neutralnym mieście Pontus, lecz bezpieczna przystań przestaje nią być wraz z wizytą Maiki. I tym razem potwór, którego jest nosicielką, może okazać się za słabym zawodnikiem.

W większości przypadków omawianie pozycji rozpoczyna się od fabuły, dopiero w dalszej części tekstu przechodzi się do strony graficznej. W opisie "Monstressy" warto zamieszać w standardowej strukturze recenzji, by jeszcze bardziej podkreślić, jak ważne dla serii oraz jej pozytywnego odbioru w komiksowym światku są prace Sany Takedy. Oczywiście można się zżymać, że drobiazgowość ilustracji powoduje przerwy pomiędzy kolejnymi tomami, ale dzięki temu dostajemy piękne albumy, pełne detali i niezwykłej, równie charakterystycznej, co kreska, kolorystyki. "Monstressa" to pierwszoligowe dzieło, jeśli mowa o aspektach wizualnych, a niektóre tła, drobiazgowo zaprezentowane wnętrza albo stroje postaci zasługują, by zatrzymać na nich wzrok na dłużej.

monstressa: przystańmonstressa: przystań

Czy fabularnie jest równie dobrze? Nie, ale to nie urąga cyklowi. Marjorie Liu tradycyjnie już funduje mieszankę długich dialogów przeplatanych krwawym uruchamianiem się monstrum czyhającego w ciele Maiki i paroma notkami o uniwersum, co momentami nuży, gdy natężenie rozmów jest wysokie, a kiedy indziej błyskawicznie wybudza z letargu. Intryga zatacza szerokie kręgi, angażuje dziesiątki postaci i ma swe źródła w dawnych czasach krainy, jednak czasami się dłuży, głównie przez wzgląd na natężenie konwersacji toczonych z niejakim namaszczeniem przez bohaterów.

Dopiero w końcowej fazie komiksu proporcje między akcją a dialogami stają się lepiej wyważone, podczas gdy wcześniej przegadanie daje się we znaki. Niemniej warto przebić się przez natłok rozmów, bo Liu kreśli historię z rozmachem. Co prawda Maikę trudno polubić, a właściwie bardzo łatwo znudzić się jej eksponowaną opryskliwością, ale wciąż nie jest to mankament, który przeszkadzałby w czerpaniu przyjemności z lektury.

monstressa: przystań

"Monstressa" oczarowuje grafikami oraz rozbudowaną i usłaną tajemnicami historią o niechcianym przeznaczeniu. A że scenariusz zalicza potknięcia i jest tylko dobry w obliczu ślicznych i oryginalnych ilustracji? Oby więcej pozycji, które zasługiwałyby na podobne słowa.

Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...