Waleczni

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 4 października 2018
waleczni

Niedawno na komiksowym rynku pojawiło się Wydawnictwo KBOOM wraz ze swoim pierwszym tytułem – "Walecznymi". Dla polskiego czytelnika to okazja do wejścia w uniwersum Valiant.

Wieczny Wojownik żyje już od tysięcy lat, a jego celem jest ochrona Geomantów. Jednak za każdym razem, gdy nadchodził moment walki z Nieśmiertelnym Wrogiem, Wieczny Wojownik przegrywał – ochraniany Geomanta ginął, a świat ogarniał mrok. Żeby nie zawieść ponownie, zbiera superbohaterów, którzy mają mu pomóc w odniesieniu zwycięstwa.

Klasyczna walka dobra ze złem. Scenarzyści nie eksplorują nowych rejonów, ale szkoda, że nie udaje im się stworzyć przynajmniej komiksowego odpowiednika "popcorniaka". Nie oczekiwałem cudów, lecz rozrywki porównywalnej do tej dawanej przez Marvela czy DC. Drużynowej historii, w której pozornie niepasujące do siebie postacie zaczynają się rozumieć, a ich współpraca – dawać owoce. Jednak twórcy poszli w innym kierunku. Przede wszystkim – nie ma drużyny. Wbrew oczekiwaniom w "Walecznych" jest za mało interakcji między bohaterami. Do tego bohaterów pojawia się bardzo dużo (przynajmniej na ilustracjach), tworzą więc armię, a nie ekipę. Najważniejsi? Powiedzmy, że Wieczny Wojownik, choć na kogoś, kto powinien być liderem, mógłby mieć większy udział, oraz na pewno Bloodshot z Geomantką.

Trzy to już grupa, ale po dobrym początku Wiecznego Wojownika tracimy z widoku, wybija się głównie duet zabójca po eksperymentach – niczym Wolverine – i Geomantka. Dużo walki, uciekania i poszukiwania metody na Nieśmiertelnego Wroga. Proste to, a jednocześnie lekko prymitywne, jeśli weźmiemy pod uwagę tajemniczą skrzynię z pierwszych stron, która nie została zgrabnie wkomponowana w treść (jej znaczenie wydaje się na bieżąco dorabiane). Próby dorównania konkurencji spełzają na wtórności. Może ożywienie bohaterów coś by dało? Żywsi są na rysunkach niż w dialogach brzmiących momentami jak w jakimś starym filmie (sceny w dżungli z Bloodshotem).

waleczniwaleczni

Lepiej wypada świat, który mimo pewnych podobieństw jest jednak czymś nowym w kategorii superbohaterskich komiksów. Z perspektywy "Walecznych" wygląda bardziej na fantasy ze względu na Wiecznego Wojownika czy Nieśmiertelnego Wroga albo moce Geomantki. Wiele postaci ma własne serie – wydawnictwo KBOOM już zapowiedziało m.in. komiks poświęcony Bloodshotowi. Po cichu liczę, że przyjdzie i czas na "Quantum and Woody", którego jedyny wydany w Polsce album okazał się dobrą komedią SF à la "Faceci w czerni".

Pod kątem ilustracji mamy dynamiczny komiks, w którym trafiają się odejścia od standardowego stylu (sceny grozy przypominają później wydanego "Czarnego Młota" Jeffa Lemire'a). Uwagę zwraca także plastyczna mimika twarzy, szczególnie Geomantki. Co do wydania – miękka okładka ze skrzydełkami oraz świetne tłumaczenie, które mogło sprawić trudności we fragmentach rymowanych. Wydawnictwo KBOOM można już traktować jako pewniaka.

waleczni

"Waleczni" to niezły start, niekomplikujący nowemu czytelnikowi życia tym, że jeszcze nie zna bohaterów historii. Jednak w porównaniu do superbohaterskiej konkurencji na razie odstaje. Trzeba trochę więcej, by na stałe przyciągnąć do siebie odbiorców. Póki co dostajemy przystępny, nieco zbyt prosty wstęp do innego świata. Ale może to także kwestia tego, że staroszkolny charakter komiksu to nie jest to, co bym w nim bardzo cenił...

Dziękujemy wydawnictwu Wydawnictwo KBOOM za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6  
Ocena użytkowników 6 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...