niezbednik-maga-z-domu-brooklynskiego

Runaways #1

Marcin "Amaro" Martyniuk wtorek, 7 sierpnia 2018
runaways

Sześcioro nastolatków zostaje zmuszonych do wytrzymania w swoim towarzystwie podczas corocznego spotkania ich rodziców. Czy właśnie taki temat obrał Brian K. Vaughan w "Runaways"?

Alex, Chase, Gertrude, Karolina, Molly i Nico łączy zaledwie parę rzeczy. Wszyscy mają po kilkanaście lat i mieszkają w Kalifornii, zaś ich rodzice nie są tak krystalicznie dobrzy, jak mogłoby się zdawać. Niewinne, coroczne spotkania towarzysko-biznesowe to tylko przykrywka dla spotkań Pride, tajnej organizacji o okultystycznych skłonnościach. Podczas jednego ze zjazdów dzieciaki nakrywają staruszków na odprawianiu rytuału z nożem i młodą kobietą w rolach głównych. Młodzi bohaterowie postanawiają doprowadzić złoczyńców przed wymiar sprawiedliwości. Kłopot w tym, że członkowie Pride dysponują nadnaturalnymi zdolnościami.

Brian K. Vaughan nie zwleka z wrzuceniem czytelnika w wir akcji. Już po kilku stronach wiemy, kim są główne postacie i jakie mają problemy w domach, bowiem podobnie jak w "Paper Girls", autor nakreślił przede wszystkim ciemne strony wzajemnych relacji. Tak więc jedni mają pretensje do syna o spędzanie czasu przed konsolą, inni o słabe oceny, a są też tacy, którym brakuje czasu dla latorośli. Wszystkie te zadry i ograniczone zaufanie powinny nabrać na znaczeniu po rytuale, ale na pierwszych stronach zaprezentowano je tak pospiesznie i taśmowo, przeskakując z jednej postaci na drugą, że trudno o jakieś większe emocje. Tyczy się to zresztą większości komiksu – niby na ponad 400-stronach dzieje się wiele, co rusz dostajemy kolejne twisty, niektóre nawet niezłe, ale błędy narracyjne psują całą przyjemność.

runaways

Bolączki tyczą się tak fundamentalnych kwestii jak budowa postaci. Z jednej strony scenarzysta najpierw pokazuje sześcioro bohaterów wraz z rodzicami, później zestawia ze sobą i kieruje przeciw staruszkom. I na bazie tych wszystkich sytuacji dosyć jasno klarują się charakterystyki Alexa, Nico, Chase'a i spółki. Po co więc na siłę wtykać kwestie o geniuszu jednego z nich czy dominujących cechach innego dziecka? Takie zagrywki powtarzają się parę razy. Tym gorzej, że protagoniści to zbiór... do bólu stereotypowy. Zamknięty w sobie inteligent, umięśniony nieroztropek, niegrzesząca inteligencją blondynka czy dziewczyna próbująca odnaleźć samą siebie. Być może postacie byłyby ciekawsze, gdyby Vaughan nie potknął się jeszcze o główny zamysł. Wraz z kolejnymi zeszytami rosną wątpliwości, czy autor w końcu postanowi przechylić szalę na którąś ze stron: dowcipnej opowiastki o walce z złymi rodzicami czy poważniejszej pozycji wyraźnie eksplorującej problemy związane z wiekiem protagonistów. Fabuła balansuje pomiędzy oboma wariantami i generuje narastające zmęczenie obcowaniem z "Runaways".

Mimo schematyczności szóstki bohaterów z czasem da się ich polubić i w jakiś sposób kibicować w nierównym starciu z Pride. Z kolei członkowie organizacji ciekawią jedynie na początku, zaś większość zainteresowania tracimy wraz z poznawaniem ich nadnaturalnych zdolności czy pochodzenia. Później stają się tłem dla poczynań dzieciaków i trwa to aż do zakończenia, które może zaskoczyć twistem. Co nie zmienia faktu, że końcówka rozgrywa się w takim pośpiechu, że trudno o satysfakcję po odłożeniu komiksu na półkę.

runawaysrunaways

Rysunki Adriana Alphony oraz Takeshiego Miyazawy są tylko solidne i nic więcej. To, co ilustracje zyskują dzięki silnie zindywidualizowanym strojom i fizjonomii postaci, tracą przez niekształtne czy koślawe twarze. Drugi plan prawie nie istnieje i razi to w obliczu uproszczonych szkiców bohaterów. Efekt dodatkowo osłabia chłodna paleta barw. Wszędobylska szarzyzna z pewnością nie dostarcza zbyt wielu wrażeń estetycznych na przeszło 400-stronach.

Twórcy "Runaways" zmarnowali potencjał, jaki tkwił w opowieści o młodych herosach. Poprzez próbę ukucia historii wokół aż osiemnastu postaci wiele z nich cierpi na niedostatek uwagi ze strony scenarzysty. Wartka akcja i garść żartów sytuacyjnych nie wystarczają, by zrekompensować dotkliwe niedostatki fabularne.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...