Jupiter's Legacy #1: Dziedzictwo Jowisza

Marcin "Amaro" Martyniuk sobota, 24 lutego 2018
jupiter's legacy

Superbohater superbohaterowi nierówny, nawet gdy dysponują podobnym lub identycznym wachlarzem umiejętności. Taki obraz peleryniarzy wyłania się z "Jupiter's Legacy: Dziedzictwo Jowisza", nowej propozycji Marka Millara od Muchy Comics.

W czasach wielkiego kryzysu grupka osób organizuje śmiałą wyprawę na tajemniczą wyspę znajdującą się gdzieś pośrodku oceanu. Sęk w tym, że niesie ich ku temu senna wizja przywódcy, Sheldona. Kilkadziesiąt lat później członkowie wyprawy obdarzeni supermocami walczą z przestępczością. Ich dzieci zaś, mimo posiadania równie niezwykłych zdolności, cieszą się dostatnim życiem i sławą, mając za nic działalność bliskich. Przynajmniej do pewnego momentu.

Mark Millar zestawił Sheldona, pełnego ideałów o sprawiedliwym i pozbawionym przestępczości świecie herosa, z potomkami, którzy – oględnie mówiąc – nie odczuwają potrzeby ingerowania w życie innych. Dalszy rozwój fabuły zdaje się oczywisty – rola młokosów rośnie i w końcu muszą oni stawić czoła odpowiedzialności, jaką niosą ze sobą supermoce oraz rozpoznawalność. Scenariusz bynajmniej nie obfituje w sceny głoszące peany na cześć odzianych w peleryny postaci – w znacznie większym stopniu koncentruje się na ukazaniu przywar szarego człowieka, od których herosi nie są wolni. Reprezentują różne postawy – nie zabrakło idealisty z archaicznym postrzeganiem świata, persony wykorzystującej na każdym kroku wyzutą z emocji logikę czy człowieka pragnącego udowodnić, że dorównuje ojcu.

jupiter's legacy: dziedzictwo jowiszajupiter's legacy: dziedzictwo jowisza

Odarcie opowieści z superbohaterskiego patosu wyszło jej na dobre, natomiast dialogi oraz przemyślana narracja dopełniają dzieła. Przy tym wszystkim odczuwałem jednak pewien niedosyt – myśl przewodnia towarzysząca pierwszemu tomowi "Jupiter's Legacy" wręcz obiecywała kreacje nieoczywiste, bohaterów rozdartych przez wątpliwości dotyczące zasadności ich działań. I o ile faktycznie niektórych dotyka refleksja na temat postępowania, to i tak nadzwyczaj łatwo podzielić postacie na dobre lub złe. Szkoda, bo historia zdaje się zapewniać miejsce dla kogoś, oczywiście pod względem moralności, "zatopionego" w szarzyźnie. Oby i ten element w kontynuacji dorównał reszcie.

Na uwagę zasługują też rysunki Franka Quitely'ego, bowiem współgrają one z tonem albumu. Podobnie jak uczynił to Millar w przypadku fabuły, tak i Quitely zabawił się ze stereotypowym wizerunkiem herosów. W jego wydaniu obdarzeni supermocami noszą obcisłe wdzianka i peleryny, lecz jednocześnie daleko im do potężnie zbudowanych ikon DC czy Marvela. Inną kwestią są zastosowane dosyć blade kolory – tu już decydują preferencje czytelników, aczkolwiek mnie przy pierwszym kontakcie nieco odrzuciły, ale już w trakcie lektury spojrzałem na nie z większą przychylnością.

jupiter's legacy: dziedzictwo jowisza

Mark Millar i Frank Quitely nie zawiedli – "Jupiter's Legacy" mogło być wprawdzie lepsze, gdyby postarać się o większą głębię niektórych postaci, jednak i bez tego to kawał porządnego komiksu. Warto się z nim zapoznać, nawet jeśli unikacie peleryn jak ognia.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...