niezbednik-maga-z-domu-brooklynskiego

Chew #05: Śniadanie z mistrzów

Marcin "Amaro" Martyniuk niedziela, 7 stycznia 2018
Chew: Śniadanie z mistrzów

"Chew" intryguje już od momentu poznania wiodących elementów fabuły – nakreślenia świata, w którym istnieje coś tak abstrakcyjnego jak prohibicja na drób i cybopata jako główny bohater... I mimo iż to już piąty tom, twórcy wciąż potrafią zaskoczyć.

Zdawać by się mogło, że w "Śniadaniu z mistrzów" John Layman potraktował protagonistę łagodniej niż zwykle. Co prawda Tony Chu został sprowadzony do roli strażnika miejskiego, w której nie zrobi tak wielkiego użytku z doświadczenia i swoich zdolności, ale ku jego zaskoczeniu nowe stanowisko przypadło mu do gustu. Pomaga ludziom, niektórzy traktują go jak bohatera i przede wszystkim nie musi użerać się z poprzednim pryncypałem, darzącym go nieskrywaną nienawiścią. Jak łatwo się domyślić, idylla nie trwa długo. Otóż Tony Chu zostaje... porwany!

Wrzucenie Tony'ego Chu w nowe środowisko zrobiło swoje i pozwoliło scenarzyście na napisanie kilku zabawnych i – do czego seria zdążyła nas już przyzwyczaić – przerysowanych scen. Jednak tom piąty to nie tylko Tony. Poznajemy również kolejną ciekawą postać – Dana, który zapada w pamięć dzięki absurdowi postawionego sobie celu oraz pokręconym pomysłom, jakie przychodzą mu do głowy. Tym razem John Layman nie wprowadza do akcji zbyt wielu nowych bohaterów, poświęcając więcej miejsca już nam znanym, m.in. Savoyowi czy Oliwce. Jednak widać gołym okiem, że to dopiero początek przygód z Oliwką i jej rola będzie jeszcze większa.

W porównaniu do poprzednich tomów może dziwić pewna kameralność historii zawartej w "Śniadaniu z mistrzów". Spadła nie tylko liczba bohaterów, lecz także różnorodność lokacji, w których rozgrywa się akcja. Jest to jednak wytłumaczone konstrukcją fabuły (porwanie), a mimo to Layman zadbał, by czytelnik nie miał czasu na nudę. Trzeba mieć na uwadze, że piąty album jest porcją rozrywki na wysokim poziomie, ale dostarcza mało nowych informacji o ptasiej grypie czy tajemniczych znakach na niebie, które uprzednio wywołały niepokój ludności. Niemniej nie powinniśmy mieć obaw – widać, że Layman bawi się tworzeniem "Chewa", niejednokrotnie odbiegając od rozpoczętych wątków, jednak w końcu zawsze do nich powracając – i to z dobrym skutkiem dla finalnego efektu.

Chew: Śniadanie z mistrzówChew: Śniadanie z mistrzów

O pracy Roba Guillory'ego trudno napisać coś nowego – lustracje wciąż są świetne. Wszystko zdaje się sympatycznie przerysowane, zaś uważny czytelnik dostrzeże kilka pomniejszych mrugnięć i gagów ukrytych na planie. Na końcu albumu na odbiorcę czekają dodatkowe rysunki, lecz wisienką na torcie jest scenariusz (po angielsku) paru stron komiksu wraz z bardzo wstępnymi szkicami tychże plansz.

Dziwaczne sytuacje, w jakich znajdują się charakterystyczni bohaterowie, dowcipne dialogi i świetna cartoonowa kreska – wszystko, do czego przyzwyczaił nas "Chew", pojawia się w piątym tomie w sporej dawce. Dla fanów historii o cybopacie "Śniadanie z mistrzów" to pozycja obowiązkowa, a reszta powinna czym prędzej nadrobić zaległości w poznawaniu tej serii.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...