Outcast: Opętanie #2 – Bezkresne, nieprzebyte zgliszcza

Marcin "Amaro" Martyniuk czwartek, 24 sierpnia 2017
Outcast: opętanie – bezkresne nieprzebyte zgliszcza

Seria "The Walking Dead" Roberta Kirkmana stała się maszynką do robienia złota, ale autor bodaj najgłośniejszego tytułu o zombiakach nie próżnuje. Jego nowy cykl zatytułowany "Outcast: Opętanie" traktuje o modnym ostatnio temacie opętania – dość powiedzieć, że telewizja Fox po wyemitowaniu sezonu serialowej adaptacji komiksu zaczęła nadawać inną produkcję o egzorcyzmach. Czy drugi tom pt. "Bezkresne, nieprzebyte zgliszcza" w dalszym ciągu zachęca do poznawania historii Kyle'a Barnesa?

Główny bohater za namową wielebnego Andersona i na skutek własnych doświadczeń postanawia pomagać ludziom opętanym przez złe duchy. Wraz z wielebnym odbywają swoistą krucjatę celem wypędzenia demonów z miasteczka, lecz pomimo szlachetnych pobudek, nie wszędzie są mile widziani. A ich tropem podąża pewna tajemnicza postać.

W drugim tomie zdecydowanie rzuca się w oczy niespieszne tempo, z jakim Robert Kirkman odkrywa kolejne karty, co można traktować zarówno w kategoriach zalet, jak i bolączek opowieści. Poczynając od tych drugich – "Bezkresne, nieprzebyte zgliszcza" miejscami są aż do przesady rozwleczone i w efekcie niejednokrotnie nudnawe. Leniwa atmosfera nie raz i nie dwa zostaje zaburzona przez bardziej dynamiczne wydarzenia, aczkolwiek pewna senność unosi się nad całym albumem. Z drugiej zaś strony ma to pewne pozytywy. Kirkman dał sobie miejsce – i trzeba przyznać, że dosyć sprawnie je wykorzystał – na rozbudowanie wątków obyczajowych, na czele z relacją Kyle’a Barnesa z żoną i córeczką. Dramat jednostki, czyli będącego na skraju społeczeństwa protagonisty, rekompensuje część wspomnianych niedogodności, ale i tutaj można ponarzekać, głównie na przebijającą się chwilami ckliwość. Mimo to trzeba pochwalić Kirkmana za umiejętność kreacji postaci oraz podkreślania ich stanowisk – motywacje kierujące Kylem, jak też jego żoną, wydają się czytelnikowi bardzo naturalne.

Outcast: opętanie – bezkresne nieprzebyte zgliszcza

W gronie najważniejszych bohaterów to jednak nie oni są tymi najciekawszymi. Już w pierwszym tomie z tłumu wybijał się wielebny Anderson, zaś wraz z nadejściem drugiego albumu jego rola uległa jedynie powiększeniu. Wraz z Kylem tworzą dziwaczny i nieco pokraczny tandem, który zrobi wiele, żeby przeciwstawić się demonom. To nie Kyle jest tą bardziej interesującą postacią, a właśnie wielebny – osobnik o wielu przywarach, który jednocześnie głęboko wierzy w Boga i stara się wypełniać jego wolę. Naturalnie dalsza historia nie mogłaby się obyć bez nachodzących go chwil zwątpienia w wiarę, siebie i własne przeznaczenie. Niemniej Anderson to postać pełnokrwista, z paletą wyraźnych wad i zalet, a jednocześnie na tyle dobrze osadzona w fabule i specyfice zamkniętej społeczności miasteczka, iż nietrudno przejmować się jego losem.

Outcast: opętanie – bezkresne nieprzebyte zgliszczaOutcast: opętanie – bezkresne nieprzebyte zgliszcza

Warte odnotowania są również rysunki Paula Azacety. Gruba kreska, często lekko rozmyte grafiki i niewyraźne twarze potęgują ponurą atmosferę wiszącą nad dwójką protagonistów, a klimatu dopełniają odpowiednio dobrane barwy Elizabeth Breitweiser. Jedynie krew jest nieco za bardzo kreskówkowa i nie wywołuje większych emocji.

W drugim tomie "Outcast: Opętanie" wątki rozwijają się w interesującym kierunku, lecz niestety dzieje się to na tyle ociężale, że wciąż można mówić jedynie o potencjale historii, a nie jego konkretnej realizacji. Mimo wad nadal warto mieć na oku opowieść Kirkmana, ale popchnięcie głównej linii fabularnej w trzeciej części wydaje się koniecznością.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...