proba-ognia

Requiem Króla Róż #5

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 13 lipca 2017
Requiem Króla Róż #5

Piąty tom "Requiem Króla Róż" trochę przypomina trzeci, ponieważ autorka ponownie zwraca uwagę na istotność relacji między Ryszardem a Henrykiem. Czy i tym razem manga zachwyca? Dużo zależy od tego, jakimi uczuciami czytelnik darzy drugą z postaci.

Henryk jest specyficznym bohaterem. Z całą pewnością ma duże grono fanów, bo został wręcz skrojony pod wywoływanie określonych emocji, np. współczucia dla jego smutnych losów. Wiele scen z nim i Ryszardem wyraźnie ma rozczulać. Są wprost przeurocze - co bierze się m.in. z naiwnej natury i nieskalanej niewinności mężczyzny z rodu Lancasterów. Tylko że Aya Kanno przesadziła, realizując te koncepty. Trudno sympatyzować z kimś, kto wydaje się idealny i jawi się w historii niczym anioł. Ma swoje problemy i wady, owszem, lecz pod względem moralnym nie sposób mu niczego zarzucić, a ewentualne zaniedbania można zrzucić na karb łatwowierności. Nie każdemu podejdzie tak wykreowany charakter.

Problem sięga głębiej, bo Henryk jest zaangażowany w wątek miłosny. Uczuciowe chwile z jego udziałem szybko stają się melodramatyczne, co z kolei sprawia, że nie wszyscy będą mu kibicowali. Zapewne większość, ale ja nie jestem w stanie cieszyć się tak ckliwymi scenami, szczególnie że (jakby na złość!) autorka daje nadzieję na inne zakończenie tej relacji. Na przestrzeni pięciu tomów nie brakowało oznak, że część postaci pożegna się ze swoim życiem przed finałem serii, a Ryszardem zauroczona jest dwójka innych osób. Zarówno Edward (dostający więcej czasu), jak i Anna, prezentują się ciekawiej. Na pewno warto byłoby zwiększyć znaczenie dziewczyny, która też wypada uroczo, lecz nie jest przytłaczająco dobra i niewinna. Wydaje się również wiarygodniejszą kreacją.

Zadziwiające, że Aya Kanno przedstawia losy Henryka i Ryszarda w jeszcze bardziej przesłodzony sposób, czyniąc ich spotkania cudownie przypadkowymi. Tylko humor ratuje tę koncepcję. Czy w wątkach sercowych, czy nie, twórczyni często ubarwia akcję zabawnymi kwestiami i momentami. "Requiem Króla Róż" dostarcza tym samym relaksu - lektura zlatuje bardzo szybko i często maluje uśmiech na twarzy.

Requiem Króla Róż #5

Prowadzi to do następnego punktu - gdzie jest mrok? Nie sądzę, żeby wiele osób po ukończeniu lektury pierwszego tomu spodziewało się tak zabawnej i chwilami lekkiej kontynuacji. Nawet gdy bohaterowie starają się kogoś uratować przed utratą głowy, to ktoś ochoczo wdaje się w humorystyczne zaloty. Mimo to akcja potrafi trzymać w napięciu i zaskakiwać. Niestety, w piątej części nie ma szczególnie ważnych wydarzeń. Spiskowanie jest interesujące, ale sytuacja nie ulega dramatycznym zmianom. Można odnieść wrażenie, że tylko nieznacznie ruszyliśmy z miejsca. Lepsze jednak to niż kręcenie się w kółko, a właśnie to obserwujemy w stosunkach pomiędzy Henrykiem a Ryszardem - co stanowi kolejny zarzut do historii tej dwójki.

Mimo powyższych uwag, "Requiem Króla Róż" to jedna z lepszych serii, która wciąga tak bardzo, że po przeczytanym tomie trzeba sięgnąć od razu po następny. Nie jest jednak doskonała, a ja zastanawiam się, czy w którymś momencie Aya Kanno nie zmieniła kursu przyjętego na samym początku. Bo to już nie jest to samo. Zamiast mrocznej i intrygującej rozrywki, mamy coś mniej ambitnego, choć momentami równie świetnego (czwarta część!), a innym razem wywołującego małe rozczarowanie (jak teraz). Powtórzę - przyjęcie też zależy od tego, co sądzimy o Henryku. Mój stosunek do niego jest ambiwalentny, dlatego tym razem cykl polecam ze słabszym entuzjazmem - ale koniec końców, dalej mi się on podoba.

Dziękujemy wydawnictwu Waneko za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 6,5  
Ocena użytkowników 6,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...