Wojna domowa

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski poniedziałek, 6 lutego 2017
Wojna domowa

"Wojna domowa" to jeden z najpopularniejszych komiksów Marvela. Jego zamysł jest dość prosty – skłóćmy ze sobą superbohaterów. Niech stworzą dwa przeciwstawne obozy, które będą toczyły zażartą walkę, a na ich czele postawmy honorowego, uosabiającego amerykańskie ideały Kapitana Amerykę oraz miliardera i geniusza, czyli Iron Mana. Udało się to na tyle, że rysunkowa historia została zekranizowana (oczywiście z pewnymi zmianami w scenariuszu). Film nieszczególnie mnie zachwycił, ale komiksowy pierwowzór to już rozrywka na wysokim poziomie.

Mark Millar szybko przechodzi do najciekawszych wydarzeń. Pierwsze strony pokazują bezpośrednią przyczynę rosnącej niechęci do samowolnych działań bohaterów, którzy mogą dokonywać wiele dobrego, jednak stanowią także zagrożenie dla niewinnych cywili. Pojawia się więc pomysł, żeby rejestrować ludzi obdarzonych nadludzkimi zdolnościami. Ich tajna tożsamość zostanie tym samym ujawniona, bliscy mogą zostać wystawieni na niebezpieczeństwo, a prywatne życie nieodwołalnie ulegnie zmianie. Po stronie nowej ustawy staje Iron Man, natomiast przeciw niej występuje Kapitan Ameryka. Kolejne postacie opowiadają się za jednym bądź drugim, biorąc udział w tytułowej wojnie.

Bez ustanku dostajemy same atrakcyjne sceny. Nie ma czasu na zbędne fragmenty, a sytuacja rozwija się w mgnieniu oka. Chociaż trudno, żeby było inaczej, skoro w scenariuszu musiało się znaleźć miejsce dla całej plejady bohaterów – od najbardziej rozpoznawalnych po tych mniej znanych. W wydarzeniu biorą udział m.in. Daredevil, Spider-Man, Fantastyczna Czwórka, Doktor Strange czy X-Men. Każdy musiał dostać odpowiednią ilość czasu na zaznaczenie swojego stanowiska w sprawie i wyróżnienie się zachowaniem – w końcu nie wystarczy obecność wielu charakterów, one muszą się odznaczać właściwymi dla siebie cechami. W konsekwencji mamy z marszu wciągający komiks.

Wojna domowaWojna domowa

Wiąże się to także ze wzrostem skali wydarzeń. Nie ma wątpliwości, że sprawa dotyka wszystkich, zarówno superbohaterów, jak i zwykłych ludzi, więc sporo z nich zabiera głos. Akcja jest sprawnie prowadzona, szybko przechodzimy z jednego miejsca do drugiego, raz śledzimy wątek zwolenników nowego prawa, za chwilę jego przeciwników. Trafiają się efektowne potyczki i nikt tu się nie oszczędza – krew się leje, postacie się biją, a niektórzy sięgają po coraz to bardziej wątpliwie rozwiązania w celu osiągnięcia zwycięstwa. Oczywiście zdanie można zawsze zmienić i opowiedzieć się jednak po drugiej stronie konfliktu.

Wojna domowa

Występuje tyle zwrotów akcji, że naprawdę trudno narzekać na nudę. Opowieść jest zaś poważna, dramatyczna i nawet mroczna. Poniekąd to za sprawą podejścia do historii (zapomnijcie o głupich żarcikach na rozluźnienie), ale zasługa tkwi również w ilustracjach Steve'a McNivena. Ciemne kartki oraz realistycznie przedstawiające zniszczenia i starcia kadry uzupełniają scenariusz Marka Millara.

Jako że to nie pierwsze wydanie "Wojny domowej" w Polsce, warto poświęcić mu trochę uwagi. Na pewno prezentuje się wspaniale z twardą okładką – to zresztą ta sama jakość, co u "Doktora Strange'a: Początki i zakończenia" oraz "Elektry – Assassin". Do tego na ostatnich stronach Egmont umieścił dodatkowe grafiki, np. alternatywne wersje okładek. Pozytywne wrażenie psuje tylko kwestia dwustronicowych plansz, które znalazły się na jednej kartce, przez co nie można podziwiać całej sceny. Do zajścia doszło dwukrotnie – poza tym komiks jest wart swojej ceny.

Chociaż nie powiedziałbym, że ten tytuł oferuje skomplikowaną lub ambitną historię, to jednak zapewnia przednią rozrywkę. Każdy, kto lubi tematykę superbohaterów, będzie w siódmym niebie podczas czytania "Wojny domowej", ciesząc się, iż tak umiejętnie do jednego komiksu udało się wrzucić tyle postaci i jeszcze przekonująco zarysować konflikt między nimi. Ktoś stanie po stronie Steve'a Rogersa, inny wybierze Tony'ego Starka – tutaj nie sposób jednoznacznie wskazać, kto ma rację. Zwieńczenie natomiast wcale nie jest tak pomyślne, jak bohaterowie by sobie życzyli, ale zostawia po sobie pewien niesmak, który nadaje całości większej wiarygodności. Świetne dzieło.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 8,5  
Ocena użytkowników 8,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...