Outcast: Opętanie #1 - Otacza go ciemność

Marcin "Amaro" Martyniuk poniedziałek, 2 stycznia 2017
Opętanie: Otacza go ciemność

Chyba każdy, choć trochę zainteresowany popkulturą, zna markę „Żywe trupy”. Komiks, na bazie którego powstał serial, to z pewnością powód do dumy i najbardziej znane dzieło scenarzysty Roberta Kirkmana. Widać jednak, że współpraca z grupą Fox była korzystna dla obu stron, ponieważ już w tym roku rozpoczęła się emisja kolejnej produkcji telewizyjnej, tym razem opartej na serii „Outcast: Opętanie”, gdzie autor również eksploruje mroczne klimaty. Już bez postapokalipsy, zamieniając zombiaki na demony. Przyjrzyjmy się zatem komiksowemu pierwowzorowi.

Kyle Barnes stroni od ludzi, zaś jego dom stał się barłogiem, którego prawie nie opuszcza. Prawie, bo czasem daje posłuch siostrze i porzuca legowisko, by wyjechać na zakupy czy zwyczajnie zobaczyć odrobinę światła. Jedna z takich wypraw kończy się spotkaniem z wielebnym, dawnym znajomym pamiętającym, że Kyle już za młodych lat miewał kontakty z osobami opętanymi przez demony i przez wzgląd na przeszłość prosi go o pomoc w jednym z podobnych przypadków. Chcąc nie chcąc, nasz bohater pakuje się w sam środek walki z siłami nieczystymi.

Po pierwszym rzucie oka na fabułę bardzo łatwo zakwalifikować komiks jako kolejny już twór o egzorcystach i ich starciach z demonami. I niestety nie jest to szufladkowanie bezpodstawne, a słuszności takich myśli dowodzą kolejne strony. Wątek nadnaturalny trudno nazwać przesadnie wyszukanym, to raczej zlepek kilkunastu krótkich scen rozbudzających wyobraźnię tylko na początku, gdy jeszcze liczymy na coś świeżego, i na końcu, kiedy faktycznie pojawia się intrygujący fragment, wraz z nadejściem nowej postaci budzący nadzieję na interesujące rozwinięcie.

Opętanie: Otacza go ciemność

Fabuła ma jednakże inne zalety, o których nie trzeba pisać w kategoriach potencjału. Najważniejszymi z nich są kreacje bohaterów oraz narracja stopniowo odkrywająca ich życiorysy i trudne doświadczenia. Personalia przewodnich protagonistów pokroju wielebnego czy Kyle’a można nazwać rozwiniętymi już po pierwszym tomie, a to dopiero początek. W budowaniu wizerunków pomaga garść retrospekcji i urywkowe sceny nawiązujące do nieznanych nam wydarzeń, ale są one na tyle czytelne, iż nie mamy problemu z odszyfrowaniem, w jaki sposób wpływały na obecne relacje. Kyle’a trudno polubić i prawdę powiedziawszy po zakończeniu lektury dalej nie wzbudzał we mnie sympatii, co najwyżej lekkie współczucie ze względu na niełatwy żywot. Co innego wielebny, osobnik dobrze, może nieco kontrowersyjnie, skonstruowany. Również paru aktorów drugoplanowych doczekało się wyrazistego ukazania i w niektórych przypadkach można liczyć na rozszerzenie ich ról w kolejnych tomach.

Duże wrażenie wywiera jednak sam fakt umieszczenia wielu scenek natury obyczajowej, przez co motyw walki z demonami, choć ciągle pozostaje w pamięci, to traci na znaczeniu. Atmosferę grozy da się wyczuć w paru momentach, ale o wiele częściej mamy do czynienia z klimatem tylko pozornie spokojnego, amerykańskiego miasteczka rodem z powieści Stephena Kinga. Ludzie pielęgnują zadry z przeszłości, mają swoje na sumieniach, a nowo przybyli wzbudzają niepokój w dosyć zamkniętej społeczności, gdzie ważny głos należy do wielebnego. Mimo wykorzystania wielu klisz, Kirkman opowiada całkiem dobrą historię, która dodatkowo może zyskać po jej rozbudowaniu w kolejnych tomach.

Opętanie: Otacza go ciemnośćOpętanie: Otacza go ciemność

Ze swej roli całkiem nieźle wywiązał się również ilustrator, Paul Azaceta. Nie przesadza on z liczbą szczegółów, ale plansze pomagają w tworzeniu nastroju, zwłaszcza te liczne, skąpane w mrocznych barwach. Warto dodać, iż nawet sceny dzienne oprawiono ciemniejszymi, bardziej stonowanymi kolorami. Trochę gorzej wypadają twarze postaci, które są mało zróżnicowane, szczególnie w przypadku „diabolicznych” uśmiechów.

Na podstawie pierwszego tomu z dużą dozą pewności można stwierdzić, że utwór Kirkmana odniósłby pokaźny sukces nawet pozbawiony uruchomionej w ubiegłym roku machiny promocyjnej związanej z serialową adaptacją. Brakuje oryginalności, ale znajomy pomysł został solidnie zrealizowany - postacie są ciekawe, historia zaczyna nabierać rozpędu. Z drugiej strony oczekujący grozy raczej się zawiodą, bo występuje w niewielkich ilościach.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 7  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...