Thorgal – Louve #6: Królowa czarnych elfów

Marcin "Amaro" Martyniuk środa, 21 grudnia 2016
thorgal – louve,królowa czarnych elfów,thorgal

"Thorgal” dawno już przestał być cyklem traktującym jedynie o przygodach tytułowego bohatera. Jedną z odnóg głównej historii, która otrzymała rozwinięcie, są dzieje córki Thorgala, czyli Louve. Co można powiedzieć na temat kolejnej historii z jej udziałem, „Królowej czarnych elfów”?

Podobnie jak w przypadku całej serii poświęconej osobie Louve, tak i „Królową czarnych elfów” nakreślili Yann i Roman Surżenko. Tym razem, ku niezadowoleniu Aarici, zmusili swoją bohaterkę do podróży do Bag Dadhu, w celu odnalezienia Thorgala. Na swej drodze spotyka dawnego znajomego rodziny, Tjahziego, który dzieli się z nią niewesołą nowiną, że oto krasnoludzkie plemię znajduje się na skraju zagłady. Wszystko kręci się wokół prób odszukania metalu, z którego można by wykuć topór tak ostry, że byłby w stanie odciąć korzenie Yggdrasila, czyli drzewa Odyna. W innym wypadku królowa czarnych elfów powetuje sobie brak ostrza, ścierając w pył krasnoludy.

Historia następuje po tej znanej z tomu zatytułowanego „Skald” i niestety nie prezentuje się zbyt interesująco. Chociaż ogólny koncept może jeszcze zaintrygować, nawet pomimo znikomej oryginalności, to już jego realizacja i rozwinięcie są nieprzemyślane oraz zbyteczne. Tak, w komiksie liczącym sobie ledwie 48 stron znalazło się miejsce na rzeczy zbędne i nadmierną gadatliwość postaci. Część dialogów jest zwyczajnie niepotrzebna, inne zaś bywają nudne, a w efekcie trudno jakoś bardzo wciągnąć się w fabułę, bo ta jest pokazana nieprzekonująco. Znaleźć metal? Już po chwili wiemy, gdzie może on być i gdzie oczywiście jest. Wydostać go? Zagwozdka, ale mając krasnoludów po swojej stronie, jest to jak najbardziej możliwe. Tylko czemu to wszystko jest przedzielane kolejnymi wybuchami złości ze strony królowej? Jej kreacja pozostawia wiele do życzenia. Chorobliwa ambicja prowadzi ją do wojny, lecz po co mieszać w to jeszcze krasnoludów, miast od razu wyciągnąć ostrzejsze argumenty i skierować je w stronę bóstw? Wydaje się, że twórcom zabrakło pomysłu na coś ciekawszego. Dodali za to motyw Strażniczki Kluczy, który chociaż trochę ratuje sytuację, zawierając nawet nutkę dowcipu. Ogólnie jednak trudno wyzbyć się poczucia przesadnego rozwleczenia całego albumu, a w lepszym odbiorze nie pomagają postacie, bo poza królową reszta również nie sprawia wrażenia interesujących i ogranicza się do wypełnienia swych ról.

thorgal – louve,królowa czarnych elfów,thorgal thorgal – louve,królowa czarnych elfów,thorgal

Bardziej pochlebne słowa można napisać o ilustracjach Surżenki. Przede wszystkim w jego wersji nietrudno poczuć ducha baśni, a delikatna kreska pozostaje miła dla oka. Można mieć jedynie zastrzeżenia co do poniektórych plansz, gdzie wyraźnie chciałoby się więcej detali, a mniej ledwie zarysowanych sylwetek czy pustego tła.

To nietypowa sytuacja, że w tak krótkim albumie można narzekać na niepotrzebne akcenty i przesadne pójście w dialogi ze strony scenarzysty. Szkoda, bo pomimo solidnej oprawy graficznej „Królowa czarnych elfów” to tom przeznaczony głównie dla zagorzałych fanów Thorgala i spółki.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników -- Średnia z 0 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...