czerwony-wariant

Szklane miecze #2: Ilango

Krzysztof "krzyslewy" Lewandowski czwartek, 5 listopada 2015
szklane miecze, ilango

Z pewnością można stworzyć dobry komiks oparty na ogranych schematach. Do wybitności będzie mu daleko, ale przynajmniej zapewni uczciwą rozrywkę, nie oszukując czytelników co do swojej zawartości. Pierwszy tom teatrologii "Szklane miecze" należy jednak do nieudanych pozycji. Stanowi przykład, że nie wystarczy tylko zastosować popularne motywy, żeby zadowolić odbiorców. Do przepisu na satysfakcjonujący tytuł trzeba jeszcze dodać inne składniki, a zapożyczone pomysły odpowiednio rozbudować. Tego wszystkiego zabrakło "Yamie". Czy jej kontynuacja, "Ilango", zalicza progres w stosunku do poprzedniczki?

Yama i Miklos dotarli do miasta Karelane, gdzie poszukują obiektu nienawiści protagonistki, czyli Orlanda. Ten ze swoimi najemnikami aktualnie służy władcy metropolii. Jego zadaniem jest utrzymywanie porządku, co utrudnia napływająca ludność, uciekająca przed kataklizmami nawiedzającymi ówczesny świat. Są to oznaki ziszczania się proroctwa, które zapowiada ostateczną zagładę. Czy bohaterowie zdołają w porę uratować ludzkość dzięki tytułowym szklanym mieczom? Czy Yama dokona upragnionej zemsty na Orlandzie? Na zadane pytania "Ilango" wam nie odpowie.

Powód jest banalny: nie w tym celu powstał. Druga część komiksu Włoszki i Francuzki ma inne przeznaczenie – zapoznanie czytającego z losem ludzi zmuszonych żyć w niebezpiecznych warunkach i gnębionych przez wojowników Orlanda oraz wprowadzenie w świat "Szklanych mieczy" – szczególnie w sytuację panującą w Karelane. Zaprezentowane zostają również nowe postacie takie jak syn Tęczy i Orlanda. Z jednej strony "Ilango" może wydawać się przez to fabularnym zapychaczem. Przecież tomy opatrzone numerem dwa powinny oferować szybką akcję, rozwinięcie wcześniejszych wątków, szokujące zwroty wydarzeń... Więcej, lepiej – to ich atuty. Jednak skoro "Yama" zawiodła, "Ilango" pod niektórymi względami zaczyna pełnić rolę początku serii. Przykładowo w poprzednim zeszycie skarżyłem się na traktowanie wątków po macoszemu, czego dowodem jest brak przybliżenia nam złego traktowania ludzi przez ekipę Orlanda. Mógłby to być dobry wstęp – i znalazł się on, tylko dopiero tutaj, w recenzowanym komiksie.

szklane miecze, ilango

Poprawa obejmuje cały sposób opowiadania historii – niestosowanie już marnych przeskoków czasowych, zręczne żonglowanie występującymi charakterami oraz interesujący rozwój wydarzeń (choć rzeczywiście w wielu momentach jest on do przewidzenia). W konsekwencji "Ilango" budzi ciekawość i czyta się go zupełnie przyjemnie. Podobać się może też przedstawienie miasta Karelane jako ostatnią możliwość ratunku przed katastrofami takimi jak nawałnice i powodzie. Jednak wiąże się to ze znoszeniem najemników Orlanda, ciężką pracą oraz innymi problemami, jak utrudnione zdobywanie pożywienia. Z każdym dniem przybywają nowi ludzie szukający schronienia. Chociaż nie towarzyszy temu zdecydowane poczucie beznadziejności, to mimo wszystko przynajmniej otrzymujemy wiadomości, co się dzieje, nie ograniczamy się tylko do prowincjonalnej wioski, którą za chwilę opuszczamy (tak, piję tutaj do "Yamy"). Co więcej Karelane jest miejscem o konkretnych cechach i nie wychodzimy daleko poza tę lokację. Dlatego nie odczuwa się żadnego zagubienia bądź chaosu, a poszczególne elementy świata do siebie pasują.

Gwarantem jakości są ładne ilustracje. Bujną zieleń zastępuje majestatyczna aglomeracja skąpana w ciepłym słońcu, ale też borykająca się z wichurami i deszczem. Czytelnik czuje klimat fantasy zmieszanego z odrobiną starożytności, która mnie osobiście zawsze pociągała (więc atmosferę tytułu oceniam dość wysoko). Niestety w dalszym ciągu "Ilango" nie jest jakimś odkryciem wśród komiksów i raczej nie będę nikogo zaganiał do jego kupna – szczególnie dlatego, że postaciom wciąż brakuje głębi. Właściwie oprócz syna Orlanda nikt na dłużej nie przykuwa tutaj uwagi. Duet Corgiat-Zuccheri wskoczył jedynie na poziom "niezły". Postęp spory, lecz myślę, że za mały na zachwyty lub rekomendacje.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Ocena Game Exe 5,5  
Ocena użytkowników 5,5 Średnia z 1 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...