riese

Pandemic Legacy

Tamer "Tamc." Bsoul poniedziałek, 15 lutego 2016
pandemic legacy, okładka

Nieznane wirusy rozprzestrzeniają się, obejmując kolejne kontynenty, a świat pogrąża się w chaosie. Całą nadzieją ludzkości jest zespół, który ma raptem 12 miesięcy, by uporać się z szalejącą pandemią. Jesteście gotowi, by wejść w jego skład i spróbować zmierzyć się z tym arcytrudnym zadaniem? Jeśli tak, powinniście zainteresować się kooperacyjną grą pt. "Pandemic Legacy", autorstwa Matta Leacocka i Roba Daviau, wydaną przez rodzimą Lacertę i przeznaczoną dla od 2 do 4 graczy.

Jeżeli mieliście przyjemność pograć w klasycznego "Pandemica", będzie wam dużo łatwiej zaadoptować się do wymagań rzuconych przez omawianą wersję. Nie jest to dodatek do podstawki, lecz całkiem samodzielna produkcja podobna do standardowej wersji, lecz rozszerzona o świetnie wykorzystaną i stanowiącą największą jej zaletę mechanikę Legacy.

W głównej mierze sprowadza się ona do tego, że tę grę można po prostu "przejść" niczym jakąś komputerową produkcję. Od samego początku wiadomo, że zagra się w nią od 12 do 24 partii, a każda decyzja, którą podejmiecie, będzie rzutować na wszystkie pozostałe odsłony. Gra będzie się zmieniać z czasem i ewoluować w zależności od tego, czego dokonacie na planszy. Ta też będzie ulegać zmianom – załączono mnóstwo nalepek, które przykleja się we wskazane miejsca. Zdarzy się niejednokrotnie, że trzeba będzie po planszy najzwyczajniej w świecie pisać długopisem. Co więcej, darcie i wyrzucanie kart do śmieci nie będzie niczym nadzwyczajnym. To, co się stanie, nie może zostać cofnięte. Kupicie więc grę, by ją systematycznie obdzierać z piękna, zatem łatwo wysnuć wniosek, że piszecie się na produkcję jednorazową. Skoro tak, to cóż takiego ma w sobie, że zawładnęła sercami rzeszy graczy i z łatwością wspięła się na pierwsze miejsce ogólnoświatowego rankingu gier planszowych?

pandemic legacypandemic legacy

Pod względem podstawowych zasad "Pandemic Legacy" nie różni się tak bardzo od zwykłej "Pandemii". Plansza przedstawia mapę świata, a gracze wcielają się w postacie, które zrobią wszystko, by ów świat ocalić. Zadanie nie jest jednak łatwe, gdyż ich rywalem jest wirus. W zasadzie cztery groźne wirusy, symbolizowane przez małe plastikowe kosteczki w odmiennych kolorach: żółtym, czerwonym, niebieskim i czarnym. Jeszcze nie mają nazw, wymyślicie je sami. Partię rozpoczyna się od postawienia stacji badawczej w Atlancie i pociągnięcia dziewięciu kart infekcji – należy położyć 3 znaczniki choroby na pierwsze trzy wskazane miasta, 2 na kolejne trzy i po 1 na te ostatnie. Następnie dobiera się na rękę karty gry, które również przedstawiają któreś ze znajdujących się na mapie miast. Początkowa liczba kart w dłoni zależy od tego, w ile osób będziemy się bawić. Do pozostałych należy dorzucić 5 kart epidemii, tworząc finalnie stos kart gry. Wystarczy jeszcze wybrać postacie i śmiało zacząć właściwą rozgrywkę.

Jakie możliwości mają gracze? Standardowo będzie się zaczynać od wykonania do 4 akcji, które można przeznaczyć choćby na ruch po mapie. Da się przemieszczać bezpośrednio do sąsiadujących ze sobą miast lub dzięki wykorzystaniu trzymanych w ręce kart podróżować do wybranych lokacji. Możemy też stawiać kolejne stacje badawcze, między którymi da się swobodnie poruszać. Następną możliwością jest niekwestionowany gwóźdź programu, czyli leczenie chorób. Jednorazowe wykonanie takiej akcji pozwala usunąć z planszy jedną kosteczkę wskazanego ustrojstwa. Gracze mogą też przekazywać sobie posiadane karty, jeśli znajdują się jednocześnie w jakimś mieście, bądź wynajdować lekarstwa. Robi się to przez uzbieranie, a następnie odrzucenie 5 kart miast w tym samym kolorze. Jednak by móc tego dokonać, trzeba znajdować się w stacji badawczej.

pandemic legacypandemic legacy

Następnie aktywny gracz dociąga dwie karty ze stosu miast. Jeśli faktycznie takie dobierze, zabiera je na rękę, mając jedynie na uwadze limit posiadanych jednocześnie kart. Gorzej będzie, jeśli pociągnie dorzuconą tam wcześniej epidemię. Nie tylko trzeba będzie przesunąć o jedno pole znacznik na skali zachorowań, ale też wziąć ze spodu stosu kart infekcji jedną sztukę i do wskazanego miasta dodać 3 kosteczki choroby. Same zarazy mogą się rozprzestrzeniać – jeśli gdzieś będą trzy kostki i gra nakaże dorzucić tam czwartą, nie robi się tego, a w zamian dokłada po jednej do każdego miasta sąsiadującego z inicjującym rozprzestrzenienie. Na koniec dochodzi do intensyfikacji – należy potasować wszystkie odrzucone karty infekcji, a następnie położyć je na wierzchu właściwego stosu. Turę kończy się nowymi infekcjami – dobiera się ze wspomnianego stosu liczbę kart równą aktualnemu poziomowi zachorowań i dokłada do wskazanych przez nie miast po jednej kostce. Oczywiście, jeśli spowoduje to rozprzestrzenienie się choroby, należy je przeprowadzić na opisanych zasadach. Nie pozostaje jednak ono bez znaczenia, bo gdy dojdzie do niego 8 raz, gracze przegrywają swe starcie. Porażka nastąpi też, kiedy skończą się karty gry lub gdy trzeba będzie dołożyć kolejną kostkę konkretnej choroby, a nie będzie już ich poza planszą. Jak wygrać? Teoretycznie to proste... Wynajdując lekarstwa na wszystkie cztery choroby!

pandemic legacypandemic legacy

Co w przedstawionej wersji zmienia mechanika Legacy? Tak naprawdę wystarczy zacząć przeglądać instrukcję, by zauważyć, że zapowiada się coś ciekawego. Wygląda ona bowiem niczym szwajcarski ser, gdyż pełna jest wolnych miejsc, w które z czasem będzie się wklejać brakujące fragmenty. Nastąpi to w momencie, który wskaże nam gra. Nie wszystko od razu, moi mili. To przyjemne poczucie zainteresowania zwiększy dokładna analiza zawartości gry. Uwagę skutecznie przykuwa 8 zamkniętych, kartonowych pudełek z tajemniczą zawartością. Co w sobie skrywają? Dowiecie się dopiero wtedy, kiedy przyjdzie wam je otworzyć. Na początku wiadomo tylko tyle, że jeśli ktoś przegra cztery partie pod rząd, z pomocą przyjdzie mu to, co kryje się w ostatnim pudełku. Aż się prosi, by wziąć je i z ciekawością potrząsnąć przy uchu! Równie frapujące są pomarańczowe teczki, z krzyczącym wręcz napisem: "Ściśle tajne!". Co tam ukryto? Zobaczymy, gdy nadejdzie odpowiednia chwila. A po cholerę nam duża kartka pełna rozmaitych naklejek?

pandemic legacypandemic legacy

Choćby po to, że na bieżąco zaznacza się na planszy stan poszczególnych miast. Jeśli którekolwiek zainicjuje rozprzestrzenienie się choroby, trzeba fakt ten uświetnić specjalną naklejką. Początkowo oznacza to niemającą większego znaczenia Niestabilność, jednak następnie dochodzi do Buntu, później Zapaści, a ostatecznie do Upadku. Poszczególne zmiany coraz bardziej utrudniają grę. Przykładowo do zbuntowanego miasta nie można się dostać bądź z niego wydostać samolotem. Co więcej, jeśli wybudowaliśmy w nim wcześniej stację badawczą, trzeba będzie ją zniszczyć. Oczywiście nie da się postawić nowej i będzie już tak do końca naszej przygody z "Pandemic Legacy". Co się wydarzyło, nie zostanie cofnięte. Podobnie ma się sprawa z naszymi postaciami, które będą zdobywać nowe zdolności, ale też otrzymywać rany. Umiejętność Dostęp do archiwum zwiększa o 1 limit kart trzymanych w ręce, a Wizjonerstwo pozwala na początku tury podejrzeć graczowi 2 wierzchnie karty ze stosu kart infekcji. Zadane rany oczywiście działają na naszą niekorzyść. Bezsenność sprawia, że limit kart w ręce zmniejsza się o 1, a Demoralizacja zmusza do odrzucania karty gry, jeśli opuszcza się miasto, w którym znajdują się 3 znaczniki danej choroby. Nasi bohaterowie mogą otrzymać dwie rany, jeśli któryś dostanie trzecią, trzeba go będzie uznać za zaginionego. On sam oraz zdobyte dotąd zdolności przepadną i pozostaną po nich jedynie wspomnienia.

pandemic legacypandemic legacy

Pisałem na początku, że gracze mają do przejścia 12 miesięcy: począwszy od stycznia, na grudniu kończąc. Do każdego z nich można podejść dwa razy, stąd maksymalnie 24 partie. Jeżeli uda się wygrać za pierwszym podejściem, od razu przechodzi się do kolejnego miesiąca. Trzeba też tak uczynić, kiedy dwukrotnie poniesie się porażkę. Tu warto podkreślić wprowadzone pojęcie "poziom finansowania", wynoszący na początku 4. Zależy od niego, ile kart płatnych zdarzeń dorzuca się do talii kart gry przed następną rozgrywką. Jeśli się wygra w danym miesiącu, obniża się go o 2. Jeżeli zaś przegra, trzeba go o 2 podnieść. Przy czym nie może on spaść poniżej 0, ani wynieść więcej niż 10. Bardzo fajnie się sprawdza, dostosowując do tego, jak aktualnie nam idzie gra. Jeśli "Pandemic Legacy" byłby człowiekiem, jego serce stanowiłaby talia Legacy. To właśnie ona prowadzi nas przez całą grę, pompując kolejne wydarzenia. Dlatego też kładzie się wielki nacisk na to, by nie sprawdzać, co w sobie skrywa. Informacje te muszą być nam nieznane, jeśli więc zdarzyłoby się, że karty nam upadły i się pomieszały, trzeba będzie poprosić kogoś, kto nie gra z nami, by poukładał je we właściwej, początkowej kolejności. W końcu nikt nie lubi spoilerów, prawda?

Jak sami widzicie, w tę grę nie da się zagrać dwa razy. Na upartego może i by się dało bawić tak, by nie niszczyć gry, oblepiając planszę jakąś folią i nie niszcząc wskazanych komponentów. Jednak każda kolejna próba byłaby obdarta z emocji rodzonych pierwotnie przez niepewność i zaskoczenie. To nie jest produkcja, którą będzie się wyciągać regularnie na stół przez najbliższe lata. Trzeba w nią zagrać raz, a porządnie i tak, by na zawsze odcisnęła piętno na naszych duszach. To właśnie świetnie wykorzystana mechanika Legacy nadaje piękna temu tytułowi i radzę wam wszystkim czerpać z tego pełnymi garściami, brać tyle, ile się da. Niech pozostaną wyłącznie fantastyczne wspomnienia.

pandemic legacypandemic legacy

Początek rozwija się stosunkowo powoli, pozwalając graczom zaadaptować się, jednak im głębiej zabrniemy, tym większego kalibru niespodzianki nas czekają. Warto zwrócić uwagę, że zaleca się osobom, które nigdy nie miały styczności z "Pandemią", by na tym egzemplarzu zagrały kilka testowych partyjek, bez używania elementów potrzebnych do Legacy. Dzięki temu poznają podstawowe zasady i będą lepiej przygotowane do skoku na głęboką wodę. Ma to bardzo duże znaczenie, bo ta gra nie wybacza błędów. Jeśli się jakieś popełni, a trudno w danej chwili mieć pewność, że wybrane rozwiązanie jest tym najlepszym, to ich konsekwencje mogą wrócić w niedalekiej przyszłości i mocno kopnąć nas w tyłek.

Grając w "Pandemic Legacy" ma się nieco wrażenie, jakby rozgrywające się zdarzenia działy się naprawdę, bo każda nasza decyzja autentycznie ma swoje znaczenie. Wydarzeń nie da się zmienić ani cofnąć, więc dużo myśli się i rozmawia o poszczególnych krokach, by nie popełnić jakiegoś niewłaściwego. Uczucie niepewności i dodatkowe emocje gwarantuje świadomość, że nasza postać może zaginąć. Zmusza to do dokładnej analizy obieranego planu i uwzględniania w nim zdrowia właściwych bohaterów. Sami gracze czują się jak części idealnej układanki, gdyż czerpie się z oferowanych przez ich postacie umiejętności, ile tylko można. Wszyscy mają poczucie, że są tu po coś konkretnego i że dokładają swoje trzy grosze do zwycięstwa... bądź porażki. Tworzy się zgraną drużynę i odgrywa w niej mniejsze lub większe role. Oczywiście, jak to bywa w grach kooperacyjnych, zawsze znajdzie się ktoś, kto bierze na siebie brzemię dowodzenia i z grubsza nakreśla plan najbliższych zdarzeń, jednak i tak wszyscy mają swe role do odegrania. Co więcej, Mattowi Leacockowi i Robowi Daviau udało się udowodnić, że ciekawość jest słabością wielu ludzi. Miejcie na uwadze, że "Pandemic Legacy" wciąga – jest z nią trochę tak, jak z dobrą książką. Kiedy dojdzie się do końca rozdziału, to czym prędzej ma się ochotę, by zabrać się za kolejny i dowiedzieć się, co w sobie skrywa.

pandemic legacypandemic legacy

Pod względem technicznym gra stoi na wysokim poziomie. Plansza jest duża i czytelna, a wszystkie komponenty porządnie wykonane. Wystarczy wziąć pudełko do rąk, by poczuć, za co się płaci. Jest w nim mnóstwo rzeczy, które w zupełności tłumaczą cenę. O nią zresztą nie ma się co obawiać, bo jaki jest problem w tym, by chętne osoby wspólnie złożyły się na wymarzony egzemplarz i razem przeżyły tę wielką przygodę? Załączona instrukcja dokładnie i drobiazgowo tłumaczy obowiązujące zasady, a uzupełnianie kolejnych jej części sprawia dodatkową radość. Co ciekawe, producenci oferują do wyboru dwa odmienne pudełka: czerwone i niebieskie. Nie różnią się one jednak zawartością, jest to więc kolejny drobny bajer.

Nie ukrywam, że zastanawiałem się, co takiego ma w sobie "Pandemic Legacy" i jak można wytłumaczyć wielki sukces, który udało jej się osiągnąć. Dziś wiem i powiem tak: musicie przekonać się sami. Jest to świetna kooperacyjna gra, oferująca emocjonującą rozgrywkę, którą zapamięta się na długo. Co najlepsze, jest to "Sezon 1", można zatem przypuszczać, że ukaże się też kolejny. Nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto przeszedł część pierwszą i nie kupi drugiej. Nie wiem też, co trzeba wymyślić, by przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną wysoko przez omawianą produkcję. Nie marnujcie więc czasu, świat sam się nie uratuje!

Dane techniczne
Elementy zestawu Podsumowanie
  • 5 kart postaci
  • 4 pionki graczy
  • 61 kart gry
  • 4 karty pomocnicze
  • 48 kart infekcji
  • 62 karty Legacy
  • 4 karty mieszkańców
  • 5 teczek i 1 arkusz naklejek
  • 4 znaczniki lekarstw
  • 1 znacznik poziomu zachorowań
  • 1 znacznik przypomnienia
  • 1 znacznik rozprzestrzeniania się chorób
  • 6 stacji badawczych
  • 96 znaczników chorób
  • 1 plansza
  • 1 pudełko z ośmioma ponumerowanymi schowkami
  • Instrukcja
  • Ocena wykonania: 9
  • Poziom trudności: średni
  • Czas gry: 60 minut
  • Liczba graczy: 2-4
  • Wymagana przestrzeń: duża
  • Uśredniona cena: 180zł

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Plusy Minusy
  • Mechanika Legacy
  • Olbrzymie emocje
  • Rewelacyjna fabuła
  • Liczne niespodzianki
  • Odczuwalny klimat
  • Bardzo dobre wykonanie
  • Klarowna instrukcja
  • Komponenty Legacy są jednorazowe
Ocena Game Exe 9,5  
Ocena użytkowników 8,36 Średnia z 7 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...