Sztuka Wojny

Tamer "Tamc." Bsoul środa, 25 listopada 2015
sztuka wojny, okładka

"Sztuka Wojny" to dwuosobowa gra planszowa, autorstwa Alana M. Newmana, wydana przez FoxGames, której akcja rozgrywa się w Chinach w 506 roku p.n.e. Gracze wcielają się w rolę nieustraszonego króla Shao z Chu oraz genialnego taktyka Sun Tzu z Wu, by stoczyć ze sobą śmiertelny bój o władzę w chińskich prowincjach. Kto okaże się lepszym strategiem, przechytrzy i pokona swego wroga? Arenę tego widowiska stanowi niewielkiego rozmiaru plansza, przedstawiająca mapę Chin podzieloną na 5 różnych prowincji: Qin, Chu, Jin-Yan, Han-Qi oraz Wu. Dodatkowo na grę składają się 42 plastikowe figurki żołnierzy obu frakcji oraz pokaźna talia kart. Jak wygląda rozgrywka?

Na przeciwległych bokach planszy wypisano nazwy wszystkich pięciu prowincji i gracze powinni usiąść tak, by mieć je przed sobą. Mechanika tej gry opiera się bowiem na wyjątkowo prostych zasadach. Grający mają do dyspozycji 6 kart podstawowych z nominałami od 1 do 6 oraz 14 specjalnych, z których początkowo dociągają 4 sztuki, by zacząć rozgrywkę z 10 w ręku. Wszystko sprowadza się do tego, by w każdej rundzie położyć po jednej odwróconej rewersem karcie pod nazwą danej prowincji – gdy obie osoby tak zrobią, odkrywa się je i sprawdza lokacja po lokacji, kto wygrywa daną bitwę. W tym celu po prostu porównuje się wartości położonych kart – jeśli gracz A w Qin dał trójkę, a gracz B piątkę, to ten drugi wygrywa tę bitwę dwoma punktami i tylu plastikowych żołnierzyków kładzie na tę część świata. W identyczny sposób analizuje się pozostałe pojedynki, po czym runda kończy się.

sztuka wojnysztuka wojny

W "Sztuce Wojny" można rozegrać maksymalnie 9 rund, przy czym kluczowe są trzecia, szósta i dziewiąta. Właśnie w nich sprawdza się, kto kontroluje dane prowincje i przyznaje się za każdą z nich jakąś liczbę punktów. Co jest bardzo fajne, wartość ta jest losowa, gdyż przed rozpoczęciem gry wybiera się 5 z 10 znaczników punktów i przydziela po jednym z nich do wszystkich części świata. Taki znacznik pokazuje, ile wskazana lokacja będzie warta po 3 rundzie, ile po 6, a ile na koniec gry. Fakt, że sami je wybieramy i zwykle układamy na chybił trafił, znacząco wpływa na regrywalność, gdyż za każdym razem najbardziej zaciekłe boje toczą się o inne miejsca. Zatem po trzeciej rundzie pierwszy raz patrzy się, ile prowincji jest w rękach króla Shao, a ile w rękach Sun Tzu i sumuje się punkty. Załóżmy, że pierwszy za kontrolę Qin dostał 3, 2 za Chu i 2 za Jin-Yan, a drugi 4 za Han-Qi i 1 za Wu. W tej sytuacji byłoby 7 do 5 na korzyść króla Shao, więc po odjęciu mniejszej wartości od większej okazuje się, że zdobywa on 2 punkty i o tyle przesuwa figurkę na torze punktacji w swą stronę.

sztuka wojnysztuka wojny

"Sztukę Wojny" można wygrać na dwa sposoby. Albo komuś uda się zdobyć wystarczającą liczbę punktów, by dotrzeć do mety toru punktacji, albo gra trwa do samego końca i po 9 rundzie sprawdza się, w czyją stronę powędrowała figurka. Jeśli byłaby na samym środku, oznaczałoby to remis, choć u mnie taka sytuacja dotąd ani razu nie miała miejsca. Kluczem do sukcesu okazuje się odpowiednie korzystanie z kart. Jest bowiem tak, że te 6 podstawowych można wykorzystywać tyle razy, ile się chce (szóstkę wyjątkowo po razie na lokację), a każdą ze specjalnych tylko jeden raz na całą partię. Oczywiście są one dużo lepsze, bo to nie tylko nominały 7, 8, 9 czy 10, ale np. +1 czy +2, czyli o jedną/dwie więcej od tego, co da rywal, nawet jeśli będzie to niesamowita dyszka. Są też kartoniki -1, czyli o jeden mniej, niż wartość karty przeciwnika, ale również takie bez nominału, czyli Plaga. Jej zagranie powoduje, że walka się nie odbywa (nie porównuje się obu wartości), lecz w trybie natychmiastowym zdejmuje się z planszy zaokrągloną w dół połowę wojsk okupujących daną prowincję.

Odpowiednie korzystanie z kart to raz, a dwa to uważne monitorowanie znaczników punktów poszczególnych lokacji. Jako że ich wartości zmieniają się po 3. i 6. rundzie, trzeba dobrze kalkulować, kiedy które z nich są warte walki, a które można sobie odpuścić. Losowo wzięty z pudełka wskaźnik pokazuje, że po 3. rundzie za kontrolę danej części mapy dostajemy 4 punkty, po 6. raptem 1, a po 9. znów aż 4. Wniosek nasuwa się sam – na początku wypadałoby poświęcić na nią lepsze karty, później można sobie nieco odpuścić, a na finiszu dobrze byłoby mieć ją znów pod swymi sztandarami.

sztuka wojnysztuka wojny

Jak sami widzicie, mechanika jest bardzo prosta i nikt nie powinien mieć problemu z jej zrozumieniem. Wystarczy chwilę pograć, by samemu się przekonać, jakie to łatwe i fajne! Bardzo szybko okazuje się, że jest to tytuł cholernie grywalny, w który chce się grać i grać. W trakcie rozgrywki nikt się nie nudzi, bo gracze są stale zaangażowani w aktualne wydarzenia, a odpowiednie wykładanie kart wymaga niemałego strategicznego talentu. Z jednej strony niby trzeba myśleć, ale z drugiej to taka przyjemna, niemęcząca praca umysłowa. W końcu sęk w tym, by przewidzieć, co też rywal ma w głowie i w którym miejscu wyłoży jaką kartę. Czy warto już poświęcać te lepsze, czy starać się ugrać cokolwiek słabszymi, a tamte zostawić na czarną godzinę?

sztuka wojnysztuka wojny

Co ważne, podstawową wersję gry można dodatkowo ubarwić na dwa sposoby. Pierwszy stanowi dołączenie kart generałów – każdy gracz przed startem przegląda piątkę dostępnych dowódców i wybiera jednego z nich. Jako że zapewniają oni korzystne bonusy, da się z nich skorzystać tylko raz. Jeden pozwala w dowolnym momencie zdjąć z planszy 1 jednostkę rywala, drugi anulować działanie karty Plaga, a jeszcze inny położyć naszego żołnierzyka na prowincję neutralną bądź zajętą przez oponenta. Opcjonalnie można też skorzystać z kart wydarzeń. Tasuje się 5 sztuk i wierzchnią odwraca tak, by była widoczna. Jeśli uda się spełnić stawiany przez nią warunek, jest ona odrzucana, a kolejną kładzie się na wierzch. Warunki są różne – np. gracze muszą w tej samej prowincji wystawić jednocześnie jedynkę albo zagrać szóstkę w trzech różnych częściach świata. Jeżeli uda się spełnić je wszystkie i karty się skończą, skończy się też cała gra.

sztuka wojnysztuka wojny

"Sztuka Wojny" to nie tylko wciągająca rozgrywka, ale i solidne wykonanie. Porządnie zrobione pudełko okraszono klimatyczną grafiką. Co ciekawe, kiedy ma luba ją zobaczyła, uznała, że jest straszna, brzydka i z góry założyła, że na pewno ta gra jej się nie spodoba. Dziewczyny, nie popełniajcie takiego samego błędu i nie dajcie się zwieść groźnie wyglądającemu mężczyźnie, bowiem nie jest to przecież pozycja stricte bitewna, a bardziej taka logiczno-strategiczna! Plansza jest niewielkiego rozmiaru, więc zmieści się na każdym stole. Ozdobiono ją w chińskim stylu, estetycznie i przejrzyście. Podobnie ma się kwestia kart, które upiększono przyjemnymi dla oczu rycinami chińskich żołnierzy. Bardzo się chwali, że nie dały na sobie odcisnąć piętna rozegranych partii i wciąż wyglądają tak dobrze, jak na początku. Jedyną rzeczą, do której muszę się przyczepić, są te przeklęte wskaźniki punktów, które nie tylko trudno i niewygodnie się składa, ale jeszcze co chwilę się rozpadają. Jako że podobne rzeczy wyjątkowo mnie drażnią, czym prędzej udałem się do sklepu i kupiłem mocny klej, którym wymazałem łączenia wszystkich tych elementów. Od tej pory mucha nie siada i wszystko jest takie, jakie być powinno. Instrukcję można szybko przeczytać, a w dodatku bardzo dobrze tłumaczy wszelkie zasady.

sztuka wojnysztuka wojny

Jak można podsumować tę pozycję? Z pewnością jest to bardzo udana produkcja, która, wbrew pozorom, powinna spodobać się szerokiemu gronu osób. Z trudem namówiłem dziewczynę do pierwszej partii, a wystarczyła jej chwila gry, by zmieniła wywołane widokiem okładki zdanie o 180 stopni, gdyż rozgrywka wciągnęła ją po same uszy. Może nieco żałuję swego uporu, bo od tej pory regularnie mnie ogrywa, a to akurat wątpliwa przyjemność. Jak sami widzicie, jest to zatem lekka gra, w którą można pograć nie tylko z którymś z kumpli, ale też z przedstawicielką płci pięknej. Jestem absolutnie przekonany, że dobrze sprawdziłaby się też jako propozycja dla nieco młodszych graczy, bowiem przypominający karcianą "Wojnę" mechanizm nie powinien im sprawić większych problemów. Jeżeli szukacie czegoś, co wymaga rozsądnego zarządzania posiadanymi kartami, cierpliwości, taktyki czy nutki blefu, a przy tym jest grywalne, dynamiczne i ładnie wygląda, to "Sztuka Wojny" nada się idealnie. Gorąco polecam!

Dane techniczne
Elementy zestawu Podsumowanie
  • 1 plansza
  • 40 kart akcji
  • 10 kart generałów
  • 5 kart wydarzeń
  • 10 wskaźników punktów
  • 1 znacznik punktów (srebrna figurka)
  • 1 znacznik rund (złota figurka)
  • 42 figurki oddziałów wojska
  • Instrukcja
  • Ocena wykonania: 7
  • Poziom trudności: łatwy
  • Czas gry: 30 minut
  • Liczba graczy: 2
  • Wymagana przestrzeń: średnia
  • Uśredniona cena: 90zł

Dziękujemy firmie FoxGames za dostarczenie egzemplarza recenzenckiego.

Plusy Minusy
  • Proste zasady
  • Krótka i dynamiczna rozgrywka
  • Granie sprawia frajdę
  • Spora regrywalność
  • Bardzo ładne wykonanie
  • Klarowna instrukcja
  • Przeklęte, rozpadające się znaczniki punktów
Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 8,1 Średnia z 10 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...