toy-wars

Game of Thrones: A Telltale Games Series - The Lost Lords

Wojciech "Courun Yauntyrr" Kominek czwartek, 27 lipca 2017
game of thrones

Ponoć nic dwa razy się nie zdarza, ale wyobraźcie sobie, że siedzę w zamku mojego rodu i mam nie lada dylemat. Wojsko w rozsypce, ukochany ojciec odszedł, zaś nad rodzinnym domem zbierają się czarne chmury. W takich okolicznościach trudno oczekiwać powtórki cudu pod Racławicami. Do tego jeszcze otrzymujemy w spadku dwóch doradców, ale ich opinie wykluczają się, przez co trudno znaleźć jakiś złoty środek. Wszystko to na oczach wroga, który pasie swój brzuch na dziedzińcu i mniema, że Forresterowie zatańczą tak, jak im się zagra. Ruszyć do szturmu czy jak Wołodyjowski zwalić cały gród na głowę i zakończyć sprawę z honorem? Postanowiłem dać jeszcze jedną szansę "Game of Thrones: A Telltale Game Series" w ramach drugiego epizodu, który zatytułowano "The Lost Lords".

Pierwszy odcinek rozpoczął bardzo dobrze, jednak potem było tylko gorzej. Niewiele brakowało, bym chwycił za miecz sprawiedliwości niczym nieodżałowany Ned Stark i wyładował swoją frustrację za to, że właściwie każde moje działanie prowadzi do z góry ustalonego scenariusza, zaś aktywność gracza sprowadza się często do przejścia paru kroków. Wróćmy jednak do "The Lost Lords", bowiem mamy do czynienia z kontynuacją, więc jeśli nie ukończyliśmy premierowego epizodu, to pozostaje nadrobić zaległości lub zdać się na opcję automatycznego doboru decyzji, które przygotował dla nas komputer. Zdecydowanie polecam to pierwsze, bowiem losowy dobór działań może nie trafić w nasze upodobania.

game of thrones

Jeśli podczas podsumowania dotychczasowych decyzji zdarzy się komuś przysnąć, to już po pierwszej minucie nowego epizodu gracz przeciera oczy ze zdumienia, bowiem twórcy wyjaśniają losy Rodrika Forrestera. To właśnie ta postać stanie się kluczowa dla całej fabuły "The Lost Lords". Tym samym Telltale ponownie rozpoczyna od naprawdę mocnego uderzenia, ale - w przeciwieństwie do dzieł Hitchcocka - później napięcie stopniowo spada. Nie może stać się inaczej, ponieważ lepiej poznajemy Ironrath i w końcu musimy podjąć naprawdę ważne decyzje w kwestii obronności rodowej twierdzy. Nie jest to jednak zarządzanie na poziomie prawdziwych symulatorów, lecz bardzo powierzchowne decyzje, które na samym końcu okazują się właściwie nieistotne. Telltale nakreśliło sytuację Forresterów i po zakończeniu tego epizodu twórcy jasno dali mi do zrozumienia, że ścieżka fabularna jest praktycznie jedna, natomiast wszelkie decyzje mają ową liniowość jedynie tuszować.

Można powiedzieć, że dwa razy tego typu zagranie nie ma prawa nas zaskoczyć, ale recenzowany epizod, chyba mocniej niż ten premierowy, stwarza złudzenie wolności wyboru. Postawić na własne siły? Pozyskać sojuszników? A może spróbować udobruchać wroga w nadziei, że trochę nam odpuści? Nie będziemy mieć nieskończonej ilości czasu na rozważania, bo drugi epizod kontynuuje rozpoczęte wątki. Asher znajduje się za Wąskim Morzem i nie wie o rodzinnych problemach, zaś Gared Tuttle wie o kłopotach Forresterów, jednak wkrótce dociera do nowego domu, gdzie nie będzie dla nas żadnym wsparciem. Nie zapomniano także o Królewskiej Przystani, gdzie służka przyszłej królowej próbuje odnaleźć się w świecie polityki oraz intryg.

a game of thrones

Wydaje się, że Telltale znalazło przepis na udaną produkcję. Mamy przecież walkę o przetrwanie zarówno rodzinnej twierdzy, jak też bardziej osobistą, do tego dochodzi obracanie się wśród wrogów na dworze króla, co powinno przecież stanowić oś całej gry. Niestety, twórcy oferują nam "arcyciekawe" zapychacze pokroju walenia mieczem czy też picia lekarstw. Są pewne perełki, jak chociażby przejście pomiędzy żołdakami wroga, ale takich scen jest zdecydowanie za mało, by następnego dnia móc o nich pamiętać. Wiem, że narzekałem w recenzji pierwszego epizodu na zbyt małą liczbę interakcji, lecz choć mamy ich zdecydowanie więcej, to towarzysząca im nuda jest bardziej zabójcza niż patrole za Murem.

Pierwszy raz odczułem, że to wcale nie walki o siedzibę Forresterów wciągają najmocniej, tylko wątek Miry Forrester, która ze skromnej służki szybko awansuje na kobietę, walczącej o los rodziny. Obserwowanie jej poczynań sprawiało mi w tym epizodzie najwięcej radości, dodatkowo potęgowanej faktem, że to właśnie w Królewskiej Przystani przebiega finał tego epizodu. Na tle mdłego Rodrika oraz Gareda, który jest kopią Jona, nasza młoda Forresterówna zdecydowanie się wyróżnia.

Czy drugi epizod daje nadzieję na naprawdę dobry tytuł? Telltale ponownie serwuje iluzoryczne decyzje, dodatkowo spowalnia akcję i zmusza nas do durnych interakcji, mających zatuszować brak dynamicznego systemu walki w grze, która opiera się przecież na świecie, gdzie nikt nie może czuć się w pełni bezpiecznym. Niezłe zakończenie to tylko ukoronowanie Miry Forrester - najciekawszej postaci w tym epizodzie. Cała reszta wywołała głębokie ziewanie.

Plusy Minusy
  • postać Miry Forrester
  • niespodziewany początek
  • możliwość lepszego poznania motywacji bohaterów
  • więcej interakcji...
  • ...więcej nudnych interakcji
  • znaczące spowolnienie akcji
  • znów nasze wybory prowadzą właściwie w to samo miejsce
  • graficznie ciągle poniżej oczekiwań
Ocena Game Exe 5  
Ocena użytkowników 6,6 Średnia z 5 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Thorot · czwartek, 27 lipca 2017, 23:38
0
Dla mnie dobry serial gra. Szczególnie na plus wypadają, początek oraz finał. A także niezwykle emocjonujące chwilę z wątku Ashera gdy zatrzymujemy lont. I pokazanie Deanerys jako tej suczej królowej myślącą że jest idealistką, a tak naprawdę jest oderwana od rzeczywistości. Nie przepadałem za nią po książkach i serialu, ale po tej grze jak nas wydymała to miałem ochotę ją zabić. Na pewno bym jej nie poparł w Westeros. Niestety wadą gry jej brak jakich kontroli nad wydarzeniami i nasze decyzje różnią się jedną linijką.
krzyslewy · poniedziałek, 31 lipca 2017, 13:54
0
Grałem jakiś czas temu w 1. sezon i nie jest to poziom 1. serii "The Walking Dead" (poruszające momenty, świetne postacie, poczucie beznadziei), "Tales from the Borderlands" (dynamiczna akcja, humor, znakomite dopasowanie dwójki sympatycznych bohaterów) czy "The Wolf Among Us" (możliwość kreowania bohatera na Złego lub Dobrego Wilka, mroczne, baśniowe klimaty, kryminalna intryga, napięcie, zaskoczenia, trochę różne finały historii).

Boli iluzoryczność wyborów, bo co byśmy nie zrobili, nasz ród dostaje po tyłku niczym Starkowie. Zamiast zaskoczenia, czułem jedynie coraz większą irytację, ponieważ nie mam wpływu na to, co się dzieje. Fakt, po pierwszym średnim epizodzie w kolejne udało mi się nawet trochę wciągnąć, ale brakuje większych różnic w konsekwencjach naszych decyzji albo chociaż dobrej, w pełni ciekawej historii. Odbiór polepsza to, że grę przechodzi się szybko, w końcu to bardziej interaktywny serial, oraz świat, który lubimy i dobrze znamy wraz z charakterystycznymi postaciami. Ode mnie 6/10.

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...