The Knife of Dunwall

Michał "Mikeal" Kostrzewa poniedziałek, 4 maja 2015

Dla mnie „Dishonored” był najlepszą grą roku 2012. Nie „Mass Effect 3”, „The Walking Dead” czy „Assassin’s Creed 3”. Bez DLC dostępnych w dniu premiery, z gameplayem bardziej rozbudowanym niż łażenie w kółko i okazjonalne pogawędki z NPC-ami oraz mającym poziom trudności niekończący się na maltretowaniu dwóch przycisków. Niestety był też krótki (grając pierwszy raz skończyłem główną historię w 15 godzin). Nic dziwnego, że fani domagali się powrotu do magiczno-przemysłowego świata Wysp. Taka okazja nadeszła 16 kwietnia 2013.

dishonored, knife of dunwall

„Knife of Dunwall” zaczyna się w tym samym punkcie, co podstawka. Tym razem jednak wszystkie wydarzenia oglądamy oczami Dauda, mordercy cesarzowej i jednego z antagonistów podstawki. Po robocie z bohaterem dzieje się coś dziwnego. Doświadcza czegoś, o czym dawno zapomniał – wyrzutów sumienia. Chwilę później pojawia się stary znajomy Outsider i potwierdza obawy Dauda. Jessamine była wyjątkowa, a jemu przyjdzie zapłacić za swoje czyny. Na szczęście jest jeszcze nadzieja. Bóstwo podaje imię „Delilah” i znika. Gdy za pół roku do rzeźni wielorybów przybija ochrzczony tym imieniem statek, bohater chwyta za miecz i rusza na poszukiwania odpowiedzi.

dishonored, knife of dunwall

Cały dodatek składa się z trzech misji. Pierwsza rozgrywa się we wspomnianej wcześniej ubojni, po niej złożymy wizytę sławnej osobie z wyższych sfer, by na końcu wrócić na stare śmieci z oryginału. Prym pośród etapów wiedzie rzeźnia. Nie odbiega rozmachem od tego, co doświadczyliśmy grając Corvo. Jest ogromna, można na różne sposoby dostać się do środka i wykonać cel, a jej eksploracja, dzięki wystrojowi, zapiera dech w piersiach. Teren patrolują nowi przeciwnicy, Butchers, uzbrojeni w piły zasilane przez przyczepione do pleców zbiorniki z tranem. Kolejna misja jest znacznie większa, ale bardziej liniowa. Nie nudzi jednak, można sporo pobiegać po dachach i na chwilę zapomnieć o zarazie, jak i Odmieńcu. Tu motywem przewodnim są gangi Dunwall oraz skorumpowana arystokracja. Najgorzej wypada ostatnie zadanie, ale i ono nie jest słabe. To typowe przekopiowanie lokacji z podstawki, posiadające tylko jeden poziom, ale jest najtrudniejsze i wymaga sporo taktycznego myślenia oraz niezłego zgrania w czasie. Poza tym, Daud jako człowiek posiadający wpływy w półświatku przestępczym, przed każdą misją może poprosić o płatną przysługę. Ktoś podrzuci runę we wskazane miejsce, inna dobra dusza wyłączy alarmy na terenie misji. Miłe urozmaicenia, ale zazwyczaj nie ma większego wpływu na rozgrywkę.

dishonored, knife of dunwalldishonored, knife of dunwall

Daud, Daud, Daud… Postać ta jest największym plusem całego dodatku. Zamiast Mimozy Attano, dostajemy bohatera z krwi i kości, który pomiędzy wyrzynaniem kolejnych fal wrogów (albo ich omijaniem, jak jest się pacyfistą) ma czas na wewnętrzne monologi, wypowiadane głosem takim, jakby na śniadanie przez kilkanaście lat jadł nagrobki doprawione małymi dziećmi (brawa dla Michaela Madsena). Czuje się jego sławę najgroźniejszego zabójcy Wysp. NPC trzęsą się ze strachu i płaszczą przed nami, a cele błagają o litość albo oferują łapówki. Co prawda strażnicy mają w rzyci naszą infamię i bez namysłu zaszarżują do ataku, ale mimo wszystko jest to fajne uczucie.

dishonored, knife of dunwall

O ile charyzmą Zabójca wygrywa z Ochroniarzem, to pod względem ekwipunku i umiejętności lepszy jest ten drugi. Jako zawodowy skrytobójca, bohater dodatku gardzi bronią palną, więc mimo tego, że mamy spluwę niemal od początku, nie można kupić do niej żadnych ulepszeń. Inne odblokowujemy w oknie na starcie każdej misji. Miejsce ostrz sprężynowych zajęły przenośnie wersje ścian światła, miny świetlne. Daud w kieszeniach, oprócz zwykłych granatów, nosi też chokedusty. Rzucone, wypuszczają dym, który oszołamia przeciwników, pozwalając na ich szybką likwidację. Służą też do rozganiania szczurów. Największy regres nastąpił w drzewku umiejętności magicznych. Daud posiada tylko cztery aktywne czary: Void Gaze, Summona Assassin, Bend Time i stary wysłużony Blink. W mocach pasywnych pojawiło się Arcane Bond. Ze wszystkiego najbardziej liczyłem na przywoływanie – i najbardziej się na nim zawiodłem. Jest strasznie drogie, a przyzwani uczniowie najpewniej przysypiali na wykładach, bo jedyne, co im wychodzi, to umieranie. Żeby w ogóle coś zdziałali, trzeba wykupić niemal wszystkie ulepszenia pasywne. Sprawia to, że przyzywanie jest całkowicie nieopłacalne w porównaniu do świętej trójcy (Blink, Bend Time, Agility) i można je tylko traktować jako ciekawostkę.

Muzyka i grafika stoją na poziomie podstawki. Jest czego posłuchać i na czym zawiesić oko. Całkowite przejście dodatku zajęło mi coś koło 5-6 godzin (gdy grałem agresywnie, skróciło się do 3-4), więc jest nieźle, DLC ma długość 1/3 oryginału.

dishonored, knife of dunwall

Dla wszystkich fanów "Dishonored" jest to pozycja obowiązkowa. Dodatek rozbudowuje uniwersum gry pokazując, że jest w nim coś więcej niż tylko zaraza i zemsta Corvo. Udało się poprawić kilka niedociągnięć oryginału, ale w zamian stworzono parę nowych. Jednak mimo to, nic tylko kupować.

Plusy Minusy
  • Charyzmatyczny anty-bohater
  • Wciągająca historia
  • Rozbudowane etapy
  • Przysługi
  • Mizeria w ekwipunku
  • Mogło być dłuższe
Ocena Game Exe 7,5  
Ocena użytkowników 8,25 Średnia z 2 ocen
Twoja ocena

Komentarze

Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!

Dodaj komentarz

 
 
Wczytywanie...