Jeśli lubisz się szwendać pijany po lasach, uważaj! Możesz niechcący w ten sposób sprowadzić do swojego życia perwersyjną smoczycę... To może... ja żegnam was czytelnicy, z browarami idę się przejść na łono natury, wrócę kiedyś!

Tytułowa Kobayashi budzi się na ciężkim kacu i spóźniona do pracy. Ktoś jednak puka do drzwi – no cóż, słowo się rzekło, smok u progu. Tohru przypomina o wcześniejszej popijawie w lesie oraz o zaproszeniu, które dostała. Kobayashi nazbyt chętna do wywiązania się z umowy początkowo nie jest, ale kiedy lot na smoku ratuje ją przed spóźnieniem się do roboty, spogląda na nią przychylniej. Tak więc Tohru za dach nad głową zostaje pokojówką Kobayashi. To w sumie bardziej skomplikowane, bo tak właściwie, to obie są po prostu fetyszystkami tego klimatu...
Każdy odcinek jest rozbity na epizody, które tworzą nam obraz życia ze smoczycą. Istnieje fabuła, która wraz z kolejnymi wydarzeniami jest rozwijana, zarówno w aspekcie świata ludzi, jak również stworzeń mitycznych. Wkrótce pojawia się również smoczyca Kanna, dziecko, które znajduje u Kobayashi i Tohru rodzaj opieki zastępczej po tym, jak została wyrzucona z domu przez rodziców. Do świata ludzi przybywają też znajomi Tohru, Fafnir oraz Quetzalcoatl, którzy próbują w ten bądź inny sposób jakoś żyć wśród ludzi.
Właściwie rzecz biorąc, to właśnie owe smocze zmagania z tym życiem między ludźmi stanowią oś wszystkich wydarzeń. Wraz z czasem i nowymi doświadczeniami przyswajają świat, jakkolwiek na swój sposób. Z drugiej strony, wydaje się, że odkrycie smoczej perspektywy zmienia nieco podejście Kobayashi do życia. "Kobayashi-san Chi no Maid Dragon" jest właściwie rzecz biorąc obyczajówką, mieszającą komedię z domieszką dramatu. Opowieścią, gdzie z jednej strony mamy epizody o lizaniu majtek, a z drugiej życiowo bardzo mądrą i dojrzałą. Twórcy wykazali wyczucie pomiędzy humorem a powagą, poruszeniem jakiejś życiowej kwestii, a jednak bez dosłowności, ukazaniu spraw w sposób zrozumiały, lecz nie zawsze bezpośrednio czy dydaktycznie.
W fabule mamy do czynienia również ze specyficzną formą para-romansu, jednak właściwe zrozumienie sensu takiego określenia sprawy wymaga obejrzenia całości tej serii i jest nieprzekładalne na poziomie recenzji pierwszego sezonu. Jest to również element wątku komediowego z racji konfrontacji dwóch sprzecznych charakterów: nadpobudliwej i nachalnej Tohru oraz introwertycznej i świadomie wycofanej Kobayashi, która dla swojej przyjaciółki nie zawsze jest sprawiedliwa. Charakter tej trudnej relacji, tak jak i inne wątki, przechodzi jednak w różne tonacje – bywa on czasem i całkiem (bądź względnie) przedstawiany na poważnie. Nie jest to jednak typowe yuri.

Rozwijane są także perypetie pozostałych postaci – Fafnira oraz Quetzalcoatl. Ten pierwszy jest postacią raczej komediową (choć – jak wiele motywów tego anime – z drugim dnem), zaś Quetzalcoatl pełni oprócz tego funkcję fanserwisową. Podmiotowość ma także Kanna, gdzie niejednokrotnie towarzyszymy jej przygodom w szkole oraz po skończonych zajęciach. Całościowo nie jest to żadnego rodzaju wypełniacz, a pojawiające się wątki mają przełożenie na całokształt dzieła.
Kończąc powoli tę recenzję, muszę jeszcze pochwalić ending, ale przede wszystkim opening – "Kobayashi-san Chi no Maid Dragon" to jedno z tych anime, kiedy nigdy nie omijałem żadnego z nich. Otwierającą każdy odcinek piosenkę mógłbym słuchać przez nieskończenie długi czas, a tymczasem animacje są wręcz hipnotyzujące.
Konkludując, polecam to anime powszechnie wszem i wobec. "Kobayashi-san Chi no Maid Dragon" jest dość przyjazną serią dla nowych, jak również starych widzów tzw. chińskich bajek. Mieszanka komedii z powagą wraz z umiarkowanym fanserwisiem czynią utwór szwedzkim stołem treści na dobranoc, by z główki zrzucić wszystko co było za dnia i się przyjemnie ululać.
Komentarze
Brak komentarzy! Bądź pierwszy! Podziel się swoimi spostrzeżeniami!
Dodaj komentarz