Sesja Wiktula

Człowiek kiwnął głową kilka razy, "mówiąc" że załapał twoje rozumowanie. ]
- Tego się spodziewałem. - Powiedział w końcu Andoril - Po jakimś czasie zauważyłem pewne drastyczne zmiany w zachowaniu Marrela. Przewinęło się przez nasze ręce wiele mniej znacznych artefaktów. Głównie jakieś drobnostki. Lecz zdarzały się także tak zwane perełki. Przedmioty o wielkiej mocy. Zwykle sprzedawaliśmy je po wygórowanej cenie jakimś napaleńcom, zazwyczaj magom. Lecz jeden nigdy nie znalazł nabywcy. Sam nie wiem co to było i jakie miał moce. Jedno wiem na pewno. Był ważny dla mojego "przyjaciela". Nosił to coś w mieszku zawieszonym na szyi.

Andoril zrobił małą przerwę by napić się wody z bukłaka.
- Od czasu jak zaczął z tym paradować, "objawiły" się w nim nekromancie zdolności. tłumaczyłem to sobie tym, że jest magiem, może dzięki temu bardziej się spełnia czy coś w tym stylu. Niestety, wraz z wzrostem jego umiejętności, stał się bardziej porywczy i skory do wyzwalania swojego gniewu. Pewnego dnia natknęliśmy się na karawanę kupiecką. Ich wóz utknął w rowie, torując trakt. Powiedziałem wtedy by ominąć pechowców. On jednak widząc to inaczej. Powiedział że torują mu drogę i mają się wynieść z zasięgu jego wzroku. Wiedziałem ze coś jest nie tak. Jego słowa były tak absurdalne że sam nie wiedziałem co o nich myśleć. Wtedy on podchodzi do jednego... i dźga go nożem. My razem z kompanią stoimy z otwartymi gębami i patrzymy się jak nieszczęśnik osuwa się na ziemie.
Rozpętała się jatka. Reszta karawany nie chciała patrzeć jak ich towarzysz ginie w bezsensownej śmierci. Chwycili za broń. To był ich błąd. Marrel zaczął jakieś inkantacje, a tamci dosłownie wyparowali. skóra i ciało dosłownie odeszło od kości. Rozlecieli się jak stare kukiełki.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Powoli pokiwał głową, jakby potwierdzając słowa Andorila.
- To dość typowe zachowanie dla nekromanckich neofitów... Chłód i wyrachowanie przychodzą z czasem, gdy ich plugawe obrzędy przestają być źródłem podniecenia, a stają się prawdziwie wyznawanym i praktykowanym bluźnierstwem przeciw życiu i śmierci. Takie zachłyśnięcie się nową mocą i możliwościami to rzecz żenująco wręcz typowa. Mniemam, iż nie był to jedyny przypadek...?
Odpowiedz
- Taaa... - Przeciągnął twierdząco mężczyzna - Później wiele razy dawał upust swoim nowym zdolnościom. Dochodziło do mniejszych i większych incydentów. Co gorsza chyba tylko mnie napawało to obrzydzeniem, tylko mnie i Delle. Umówiliśmy się razem, że jeśli dalej tak będzie sytuacja wyglądać, to opuścimy grupę. Tak też się stało, lecz nie w okolicznościach jakie sobie zaplanowaliśmy. Jakimś sposobem Marrel dowiedział się o naszych zamiarach. Wpadł w wściekłość. Bredził coś o sztylecie w plecach, o intrygach i zdradach. Napędzany swoją furiom rzucił jakiś czar na nią. Wykrzykiwał później coś w stylu "Koniec tego, ona jest moja". Delle padła na ziemie z otwartymi oczyma. Oddychała lecz nie dawała żadnego innego śladu życia. Nogi ugięły się pode mną. Nie miałem sił zrobić cokolwiek... Wtedy on natarł na mnie ze swoją plugawą magią. Straciłem chęć do życia, jedynym pragnieniem jakim zaprzątałem sobie głowę, było oddanie życia w ręce tego człowieka. Później zacząłem czuć jak uchodzi ze mnie życie. Powoli, lecz nieustępliwie. Kiedy ostatnimi siłami trzymałem się na klęczkach, złamałem część magi Marrela. Przysiągłem sobie że zatopię mój miecz w jego paskudnym ciele. Potem nastąpiła ciemność...
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Tym razem Varenberg popatrzył na rozmówcę z uznaniem.
- To właśnie głos Milczącego Władcy przemówił przez ciebie w tamtej chwili. Moc prawdziwej śmierci, zamanifestowana w niezłomnej woli życia, tak odmienna i oporna wobec wynaturzenia nekromanckich klątw. Wykazałeś się niezwykłym hartem ducha, Andorilu. Kto wie? Może byłbyś godnym sługą Władcy? Jeśli zechcesz, chętnie opowiem ci więcej o naszej służbie... Ale ale, - potrząsnął głową w obie strony - dokończ pierwej swą opowieść. Ciekawym dokąd nas ona prowadzi. Podobnie, jak i ty teraz.
Odpowiedz
- Obudziłem się w rowie. Jakiś pies zaczął szarpać mnie za nogę - Kontynuował swoją historię Andoril - Chyba przez kilka dni błąkałem się po lasach i pustkowiach w poszukiwaniu tego gnoja. Ale to wszystko na nic. Miałem pustkę głowie. Ledwo pamiętałem co się zdarzyło ostatniej nocy. Nocy? Kto wie jak długo leżałem nieprzytomny. Jakiś bóg chyba czuwał nade mną. Dlaczego mnie nie wykończył? Do teraz nie wiem. Tak czy inaczej ślad po nich zaginął. Błąkałem się jak dziecko we mgle by w końcu paść z wycieczenia.
Andoril wznowił marsz. Jego wyćwiczone kroki wojownika niosły go z niezwykła gracją.
- Po raz pierwszy w życiu nie miałem celu w życiu. Ludzie których nazywałem rodziną odwrócili się ode mnie, wbili mi sztylet w plecy, a Delle... Wolę nie mówić. Wtedy znalazł mnie Mistrz Ayaka-Mai. Wraz ze swoją grupą przywędrowali z Kara-Tur. Pokazał mi drogę Kensei, pomógł mi zapomnieć o tym co było. Natchnął mnie swoją filozofią. Pokazał mi że ucząc się walki wszystkimi rodzajami broni, tak naprawdę nie potrafimy walczyć ani jedną. Nim się obejrzałem, spędziłem kilka lat w towarzystwie Mistrza. Czas szybciej płynie w dobrym towarzystwie. Odmieniłem się.
- Odnalazłem spokój ducha, miałem w sobie pełną równowagę, do czasu gdy nie natrafiłem na informacje o Marrelu... Dawne demony wróciły, ogień zemsty rozgorzał na nowo. - Andoril nerwowo zacisnął pięści -Dowiedziałem się od kapłanów Ilmatera że człowiek opisowi odpowiadającemu nekromancie, dokonał śmiałej kradzieży. Ponoć zginęła jakaś relikwia kapłanów.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Uśmiechnął się pogardliwie, w sposób całkowicie pozbawiony wesołości.
- Taak... Wypaczanie, splugawianie, bezczeszczenie, wynaturzanie. Psucie. To jedyne, prawdziwe oblicze wszelkich praktyk, które u swej podstawy zakrawają na wydzieranie śmierci tego, co wobec porządku wszech rzeczy tylko jej się należy. Rozumiem tedy, że jesteś na tropie tej relikwii i swego byłego przyjaciela. Szczęśliwie zatem los, ten niewidzialny chichot Milczącego Władcy, zetknął nas ze sobą, Andorilu.
Odpowiedz
- Zaiste. Najpierw wpadam na trop mojego arcywroga, potem spotykam zabójcę nieumarłych a potem zwierzam mu się z połowy życia. Kilka dni temu, jeśli ktoś by mi powiedział że coś takiego się stanie, wyśmiał bym go i zwyzywał od wariatów. Tak czy inaczej dochodzimy powoli do miejsca gdzie można w miarę spokojnie przekoczować do świtu. Proponuje o brzasku wyruszyć. Mam umówione spotkanie z informatorem - Oznajmił Andoril po czym wskazał ci małą jaskinię otoczoną z dwóch stron skałami.
- Do świtu pozostało kilka godzin, proponuję trzymanie warty po dwie godziny. Mogę zacząć - Oznajmił człowiek rzucając swoje rzeczy przy ścianie jaskini.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Mnich przytaknął milcząco i usiadł w głębi jaskini, w miarę możliwości frontem do wejścia. Tak jak poprzednio podczas samotnej wędrówki po górach, tak i tutaj usiadł w seizan, zamykając oczy, wyciszając, stopniowo pogrążając w relaksującym, regenerującym transie.

[ Ilustracja ]

Jego płuca, gardło, trzewia, jego serce, dusza i umysł, wypełniły się brzmiącymi głęboko, choć dyskretnie, półświadomie powtarzanymi sylabami. Czuł krew pulsującą w żyłach ciała, śledził drogę powietrza po obu stronach oddechu, jednocześnie chłonąc całą przestrzeń wokół siebie. Ciało stawało się czymś zewnętrznym, tak jak kij, miecz lub inny przedmiot dzierżony za pomocą ręki - materialny, namacalny, ważny, lecz nie stanowiący o tym, kto go trzyma. Tak też czi Varenberga tworzyło teraz powłokę dla jego świadomości, śledząc zarówno procesy fizjologiczne jego doczesnej skorupy, jak też dźwięki, zapachy, ruchy świata wokół niego.
Odpowiedz
Po jakimś czasie, który wydawał ci się chwilą, poczułeś lekkie klepnięcie w lewe ramie.
- Zmiana - Usłyszałeś, po czym zauważyłeś Andorila rozsiadającego się na swoim posłaniu - Jak na razie było czysto. Jeśli w pobliżu były jeszcze jakieś trolle, to widać maja tyle oleju w głowie by się nie zbliżać.
Nim skończył swoje zdanie, już leżał wygodnie na ziemi. Po chwili zauważyłeś miarowy oddech człowieka, chociaż dałbyś rękę że jakikolwiek nieoczekiwany odgłos, a byłby w pełni gotowy do walki.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Czujność i gotowość towarzysza zadowoliły Varenberga. Spokój połączony ze świadomością możliwej konfrontacji, to idealny stan umysłu oraz ciała, w którym w każdym oddechu jesteśmy gotowi na stanięcie przed obliczem Władcy. Taka gotowość, to coś więcej niż wiara czy żarliwa modlitwa. To naturalny instynkt, wrodzona potrzeba naturalnego kontaktu ze śmiercią w jej najczystszej postaci, dowodząca pierwszeństwa i władzy Milczącego nad wszystkim.
Mnich wyszedł z jaskini i stanął nieopodal jej wejścia, w miejscu możliwie dobrze osłoniętym, a zarazem możliwie najmniej utrudniającym obserwację okolicy. Jego wzrok sprawował się dobrze, ponadprzeciętnie dobrze jak na możliwości przedstawiciela jego gatunku, lecz bardziej niż na nim, swą czujność opierał na słuchu, węchu oraz tych wszystkich zmysłach i doznaniach, jakie wyzwalała w nim dobra medytacja. Z autentyczną przyjemnością zanurzył się w milczącym dźwięku nocy, pozwalając sobie pozostać przez nią niezauważonym, jednocześnie wsłuchując w jej rytm, szczególnie wyczulony na najlżejszy szept Milczącego Władcy, który przejawiłby się w nadchodzącym niebezpieczeństwie.
Odpowiedz
Noc przebiegła bez przeszkód. Usłyszałeś kilka razy jak okoliczne zwierzęta robią sobie spacer w okolicy waszego obozu. Nie było to jednaj jakiekolwiek zagrożenie.
Kiedy pierwsze promienie słońca dotarły do waszej jaskini, usłyszałeś jak twój towarzysz krząta się za tobą. Wywijając swoim mieczem, przeprowadza finezyjne cięcia w powietrzu. Szybkość i zręczność jego ruchów doprowadziło do tego że widziałeś tylko zamglony obraz jego broni okraszony metalicznymi refleksami.
Nagłym, szybkim ruchem zakończył swoje ćwiczenia, po czym przymocował swoją broń do pasa.
- Dobra, zbierajmy swoje rzeczy i w drogę. - Powiedział w końcu Andoril, po czym zaczął zwijać swoje posłanie.
Po chwili byliście gotowi do drogi. Wyruszyliście bezzwłocznie.
Poruszaliście się dość szybko przez kilka godzin, nie spotykając nikogo na swej drodze
- Umówiłem się z moim informatorem niedaleko stąd - Powiedział w końcu Andoril - Za chwilę powinniśmy natknąć się na rzekę, potem powinniśmy iść wzdłuż niej aż dojdziemy do opuszczonej wioski. Tam powinniśmy znaleźć naszego człowieka.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
- Cóż to za człowiek? Skąd ma informacje? Na ile jesteś w stanie mu zaufać i jaki masz po temu powód? Dlaczego wioska jest opuszczona i czemu właśnie tam się spotykacie? - zadawał pytania kolejno jedno po drugim tym samym, jednostajnym tempem, będącym niejako werbalnym odwzorowaniem stawianych na ścieżce kroków - miarowych, niespiesznych, badawczych. Wciąż nie znał idącego przed nim człowieka, wciąż nie ufał mu na tyle, by z miejsca wierzyć jego słowom. A jednak mnich czuł, że trafił właściwie i na swej ścieżce dokonał kilku trafnych wyborów - ten mężczyzna bez wątpienia jest, albo też będzie, sprawnym narzędziem Milczącego Władcy.
Odpowiedz
- Carcaryn Nyllt. Moja bliska znajoma z dawnych lat. Można powiedzieć że razem podprowadzaliśmy kramarzom jabłka ze stoiska. Jako młodzi wychowywaliśmy się po sąsiedzku. Potem dorośliśmy, ja pozostawiłem "wygodne" życie ulicznika, szukając większych wrażeń jako najemnik. Ona została i radzi sobie całkiem nieźle. Jej zmysł przetrwania, gibkie ruchy i ostry umysł wyniosły ją z dna. Ma swoją siatkę informacyjną, wiele kontaktów. Para się taką szlachetną profesją, jaką jest łowca nagród. - Andoril maszerował dalej nie zwalniając ani kroku. - Pomogliśmy sobie wiele razy. Swój chłop... baba.
Po chwili nastałem ciszy Andoril rozejrzał się wokoło w poszukiwaniu wskazówek co do następnych odpowiedzi.
- A kto to wie czemu wioska została opuszczona? A to mało tałałajstwa panoszy się w górach? A stąd do nich to o rzut kamieniem. Zresztą sam miałeś okazję posmakować tutejszej fauny. A jako że to miejsce było najbardziej charakterystyczne, dodatkowo żadne z nas nie musiało nakładać zbytnio drogi, wybraliśmy tą wioskę. Spokojnie panie Varenberg, można na nią liczyć.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
- Rozumiem. Wieloletni przyjaciel, osoba najwyższej konfidencji, godna pełnego zaufania. Na takich faktycznie można liczyć zawsze i wszędzie. - podsumował tonem pełnym uznania, licząc zarazem, że jego towarzyszy zrozumie zawoalowany przytyk.
- Co zrobisz, gdy już spotkasz się twarzą w twarz z Marrelem? Czy będziesz dość silny, by nie baczyć na dawne względy lub nagłe okoliczności, i wymierzysz mu sprawiedliwość własną ręką? Czy też zechcesz pozostawić to Tyrowi lub któremuś z jego sług, prowadząc nekromantę żywego przed oblicze sędziego? A jeśli już uda ci się dopiąć swego i Marrel stanie przed obliczem Milczącego Władcy, jaki cel pozostanie tobie? Co w twym życiu zmieni ta śmierć?
Odpowiedz
- Nie wiem, nie wiem, nie wiem... - Odpowiedział szybko Andoril - Nie martwię się o to czy zawaham się z ciosem. Musi zapłacić za swoje czyny, krwią. Nie mógłbym spać spokojnie wiedząc że jest przetrzymywany przez kogoś. A jeśli uda mu się uciec? Wtedy sprawy mogą się pogorszyć.

Odpowiedź Andorila wypełniona była gniewem i frustracją.
- Martwi mnie jedna rzecz - ciągnął człowiek - Jego moce prawdopodobnie zwiększyły się od tamtego czasu. Nie wliczam w to dodatkowych przeszkód w postaci sługusów. Poza tym nie wiem czy nie otoczył się jakimiś sprzymierzeńcami. Jakby nie patrzeć jest nas tylko dwóch.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
- Mówiłeś o swej przyjaciółce, więc troje. Ale nawet jedno ostrze, jeśli dobrze wymierzone, może przeciąć żywot największego mocarza.
Mnich wsłuchiwał się w odgłosy natury, odbierał wszystkie sygnały z otoczenia. Im uważniej obserwujesz życie, tym łatwiej dostrzec nadchodzącą śmierć.
Odpowiedz
- Pewnie, gorzej będzie gdy okaże się że moja nemezis otoczyła się wianuszkiem sługusów. Wtedy nawet nie zdołamy do niego podejść. - Andoril mówiąc to pocierał w zamyśleniu brodę - Kij z tym, pewnie i tak spróbuję swoje szczęścia. Może to wszystko wyolbrzymiam.
Podróżowaliście jeszcze przez jakiś czas, gdy Andoril odezwał się do ciebie.
- Za następnym wzniesieniem powinniśmy dostrzec już zarys wioski - Powiedział z zadowoleniem w głosie.
Przedzieraliście się przez pofałdowany wzgórzami las. Co chwilę musieliście obchodzić porozrzucane po okolicy ogromne głazy. Wychodziliście powoli na równy teren, gdy do twoich uszu dobiegł pewien głos. Coś jakby rytmiczny stukot końskich kopyt, uderzanie kół o bruk? I być może glosy. Sam nie byłeś pewien, biorąc pod uwagę wyjący wiatr.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Gestem nakazał Andorilowi zatrzymać się, wskazał na ucho, następnie kierunek, z którego dobiegały odgłosy, potem krzaki i drzewa, za którymi należało ukryć się czym prędzej. Gościńce na odludziach oferowały niejedno, lecz zwykle nie gościnność napotkanych podróżnych.
Odpowiedz
Andoril od razu załapał o co chodzi. Przyczailiście się, po czym podeszliście do kępy gęstych krzewów. Wmieszani w poszycie lasu, mieliście dobry widok na okolicę.
Przed wami rozciągał się gościniec. Brukowana droga, po obu stronach strome na kilka metrów wzniesienia. Z jednej i drugiej strony otaczał go rzadki lasek z wieloma krzakami, takimi samymi jak wasze.
Pierwsze co zauważyliście, to coś w rodzaju karawany zmierzającej w waszą stronę. Dźwięki które usłyszałeś zgadzały się. Dostrzegłeś parę koni, ciągnące coś w rodzaju wozu. Zdołałeś dostrzec, że na wozie przymocowana jest jakby klatka. Wokoło tego wszystkiego maszerowali zbrojni uzbrojeni w miecze przypięte do pasa. Nosili na sobie koszule kolcze, na głowach mieli zaś szerokie hełmy.
Przed nimi, na koniach, poruszało się dwóch zaciężnych ludzi. Ich zbroje odbijały się w słońcu jak psie jajca. Jeden z nich nosił na plecach tarczę, do boku przyczepiony miał szeroki miecz. Drugi uzbrojony był w zwykły miecz.
- Co to za cyrk? - Powiedział Andoril szeptem.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Odpowiedz
Mnich przyłożył tylko palec do ust i pokręcił głową. Nie było miejsca ani czasu na nieostrożne szepty. Zbrojni, zwłaszcza ludzie, przeprawiający się przez dzicz z tajemniczym i zapewne niebezpiecznym ładunkiem, byli aż nadto skorzy do gwałtownych reakcji. Wędrowcy mogli dumać nad tym przez resztę drogi. Teraz jednak nie było najmniejszego powodu, by narażać się na jeden z najcięższych grzechów względem Milczącego Władcy - głupiej, niepotrzebnej ciekawości.
Odpowiedz
← Sesja Ven'Diego

Sesja Wiktula - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...