Sesja Vena

[ Ilustracja ]

Równie niepewny co ty, Arek wyjął spod płaszcza obrzyn i wycelował. Grupa zbliżyła się. Zobaczyłeś płaszcze, kapelusze, skórzane walizy, białe przepaski i naszywki z niebieską gwiazdą. Esesmani wykrzykiwali coś gniewnie, popędzając niektórych kolbami karabinów. Nagle jeden mężczyzna wyrwał się do przodu i popędził w waszym kierunku. Nim przebiegł pięć metrów esesman wyglądający na oficera zabił go jednym strzałem w tył głowy, z której bryznęła krew. Mężczyzna przewrócił się w biegu i przetoczył siłą rozpędu, padając na wznak twarzą do góry.
Zmieszany całym tym zajściem patrzę trochę głupkowato na Arka
- WTF? - Chciało by się powiedzieć.
Ruszam powoli w stronę 'konwoju'.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Zrobiłeś kilka kroków wprzód, ale gdy tylko przeszedłeś nad zastrzelonym Żydem esesman jakby cię zauważył.
- Was ist denn los, du polnishe shwine? - zapytał chyba w twoim kierunku, choć jego głos bardziej niż rzeczywiście głosem, zdawał się być gwizdem wiatru na stacji.
Nie zważając na szwaba i jego plugawy język, robię kolejne kroki w przód.
Mam dziada na muszce. Lekko zgarbiony, gotowy do oddania strzału w każdym momencie.
- Ty! Gównojadzie - odważyłem się na nieco głośniejsze słowa. - Spróbuj się z kimś ponad twojego poziomu.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Facet uniósł broń. Strzeliłeś, on też. On ani drgnął, ty poczułeś coś jakby podmuch gorąca omiótł ci ramię. Spojrzałeś - ani draśnięcia.
SS-man krzyknął na pozostałych i ci wypruli do was serią. Podmuchy gorąca stawały się coraz mocniejsze, zamieniając się w ukłucia bólu, jakby ktoś wbijał ci w ciało szpilki.
- Stary, nie podoba mi się to! - przekrzykiwał szczekanie automatów Arek.
Czując dziwne kula na swoim ciele, postanawiam doprowadzić do walki wręcz. Jeśli moje podejrzenia się potwierdzą, nie będzie czego bić po twarzy.
Ruszam z miejsca, rozpędzając się niczym gepard. Kusza jest gotowa by jebnąć kolesia kolbą w oko.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Podbiegłeś i uderzyłeś szwaba w jego aryjską gębę. Szczęka aż zatrzeszczała. W jednej chwili usłyszałeś szczęk odbezpieczanej broni, zbiorowy, paniczny krzyk stojącej obok ciebie grupy, ostrzeżenie Arka i serię z karabinów. Uciekający wpadli na ciebie, co prawdopodobnie uratowało ci życie, bo upadając zostałeś zasłonięty przez kilka ciał tych, którym najbliżej było do pozostałych SS-manów.
Tymi zajął się Arek, albo raczej zajęli się sobą na wzajem, a wszystko to zadziało się zanim doszedłeś jakim cudem wszystkie te ciała stały się nagle materialne. Gdy się podniosłeś, dwaj naziści leżeli już na torach, a trzeci właśnie padał, uprzednio trafiwszy Arka w bark. Zobaczyłeś, że z poprzednio pustej, teraz jakby działającej stacji, wyskakują z peronu na tory kolejni czterej Niemcy, biegnący w waszą stronę.
Widząc biegnących Niemców doszedłem do wniosku że kusza nie jest odpowiednią bronią do tej walki. Nie są godni dostania bełta w oko. Trudno jest takie kupić.
Szybko zakładam kusze na ramię. prawą ręką sięgam do kabury umocowanej po prawej stronie paska. Szybki chwyt, szarpnięcie i muszka wycelowana w pierwszego nazistę.
Ułamek sekundy zwłoki - celowanie. Lekkie szarpnięcie spustu - wystrzał.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
[ Ilustracja ]

Pierwszy, biegnący na przedzie, padł. Pozostałych czterech, albo tak jak ty padając plackiem na tory i kryjąc się za podkładami, albo wskakując z powrotem na peron za filary zadaszenia, odpowiedziało ogniem w tym samym momencie, w którym Arek wykonał piękny ślizg po żużlu i kamieniach, lądując obok ciebie.
- No to mamy przejebane! - zauważył jak zwykle odkrywczo, również strzelając ze swojego Glocka. Do nazistów dołączali kolejni, wybiegający prawdopodobnie zza drzwi na peronach, które widzieliście wcześniej. Arek odłożył Glocka i sięgnął po granat.
- Ło kurwa - powiedziałem gdy ujrzałem broń Arka - To jest w standardowym ekwipunku łowcy wampirów?
Staram się znaleźć jakąś kryjówkę. Jesli wyjebie gdzieś tutaj granat, wolę nie dostać jakimś odłamkiem. Poza tym nie wiem czy nadmiar nazistowskich kul może mi zaszkodzić.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Szybko odtrurlałeś się za najbliższy duży głaz, przekonując się po drodze, że serie nazistów prują ziemię całkiem realnie. Zbyt realnie, jak dla ciebie.
- To jest niestandardowy ekwipunek łowców wampirów... - wysapał twój kumpel, przyciskając się do ziemi i biorąc w drugą rękę drugi granat. Uniósł się i rzucił, po czym zanurkował pod serią, która podziurawiła mu płaszcz. Zdążyłeś pomyśleć, że kiedyś przez niego zginie, usłyszeć krzyki spieprzających Niemców i dwie równoległe, duże eksplozje, które wzbiły w powietrze masę pyłu i kamieni.
Wychylam się z za mojej kryjówki. Szukam kolejnych celów.
- Co tam masz jeszcze ciekawego w swoim ekwipunku?
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Wstał trzymając się za ramię i sycząc boleśnie.
- Bęben od pralki i mikser. Kurwa, co za miejscówa. Spierdalajmy stąd, bo zaraz nas zbombarduje Hitler albo inny cwel...
Spojrzał mimochodem w stronę toru, który niknął gdzieś w ciemnościach i wskazał ten kierunek palcem.
- O-kurwa...
Z głębi ciemności zbliżały się jakieś światła.
Staram się dostrzec, o ile jest to możliwe, źródło tych świateł. Następnie wołam do Arka
- Musimy spierdalać. Jedyna droga prowadzi przez te światłą. Trzeba zaryzykować! - Niemal krzycząc chowam się przed kulami nazistów.
- Masz jeszcze jakiś granat? Jebnij w nich i spierdalamy.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
Przyczailiście się na miejscu, czekających na coś, co miało nadjechać. I nadjechało w końcu, lecz nie było pociągiem, jak można by się spodziewać, a...
Tramwajem.
Stary, długi tramwaj z jednym światłem ulokowanym centralnie z przodu, długimi przedziałami ze schodami na podwyższenia w środku, harmonijkowymi drzwiami i drewnianym wnętrzem.
Gdy był już na waszej wysokości zaczął gwałtownie hamować, dając ostro po hamulcach. Z kabiny motorniczego wysiadł łysawy, pulchny gość w okularach, o bardzo współczesnym wyglądzie i podszedł do miejsca, które uszkodziły granaty Arka.
- Noż kurrwwwwwwaaaaaaaaaaaaa!!! - krzyknął piskliwo-ochrypłym głosem, łapiąc się za okrągły łeb. - Co za chuj jebany chciał wysadzać tory?!
Spojrzałeś szybko na Arka. Na jego twarzy malowało się totalne zwątpienie, którym przebijał najlepsze kreacje kojota Wilusia.
Wciąż nie do końca wiedząc co tu jest tak naprawdę grane, mówię do Arka
- Co to za oszołom? - Po czym krzyczę do motorniczego - Jak naziści atakują to chwyta się wszystkiego!
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
- Atakują? - zapytał zdziwiony, piskliwie akcentując środkowe sylaby. Zmarszczył czoło, spojrzał w stronę stacji. - Aaa, no kuuuurwaa... To po coście ich zaczepiali? Teraz macie przejebane, a ja mam opóźnienie... Ech... - pokręcił głową z dezaprobatą i poszedł z powrotem w stronę tramwaju. Usłyszałeś najpierw bezładny splot gniewnych głosów, a następnie dojrzałeś coś koło 20 żołnierzy wybiegających ze stacji w waszą stronę.
- Kurwa. Panie, możesz nas zabrać z tego burdelu? - Pytam przyjezdnego chowając się za osłoną.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
- IiiiihihihihihihihhihihihihihihihiahahhahahiahiaaAHAHhahaihaiaihiaAHAAAA!!! - usłyszałeś w odpowiedzi, widząc jak motorniczy zaśmiewa się do rozpuku. - Zajezdnia Dąbrowa, jako się rzekło. Odjaaazd! - krzyknął i wsiadł, a wy, nie czekając na wunderbarne pieszczoty pędzących w waszą stronę nazistów, wskoczyliście za nim i zamknęły się drzwi.

[ Ilustracja ]

Rozejrzałeś się po niesłychanie długim, dwuwagonowym tramwaju. Takich nie widziałeś ani w Warszawie, ani w innych miastach. Poza tobą wsiadło też paru pasażerów-duchów ze stacji. Przyszło ci do głowy, że bardzo zasadne jest pytanie jakim cudem tramwaj zamierza wyjechać ze stacji, o ile nie chce cały czas jechać na wstecznym. Wszak kabina motorniczego znajdowała się teraz tyłem do kierunku jazdy. Jednak pytanie straciło swą zasadność równie szybko, jak przyszło ci na myśl. Nie wiedziałeś kiedy, nie wiedziałeś jak, grunt, że oto siedziałeś przy oknie, na jednym z pojedynczych miejsc, mając na sobie drugie pojedyncze krzesło, od którego oddzielał cię niewielki, składany blat (taki jak w pociągach), jadąc przodem do kierunku jazdy, zaś kabina, którą przed momentem miałeś za plecami, teraz znajdowała się dokładnie przed tobą. Jakby wagon, do którego wsiadłeś, w ułamku sekundy przeskoczył na przód, jakimś niezrozumiałym, magicznym sposobem.
Jazda zdawałaby się zupełnie normalna - trochę trzęsło, trochę szumiało, coś trzeszczało czasem przy pantografie nad tobą - , gdyby nie fakt, że za oknami nie widziałeś niczego. Tylko jednolitą, niezmąconą ciemność. Żadne z widmowych pasażerów nie odzywał się, nie patrzył w twoją stronę, w sumie jak zupełnie normalni ludzie w typowej codziennej przejażdżce tramwajem.
Zacząłeś zastanawiać się, czy może przypadkiem nie nawąchałeś się kleju...
- Kurwa co to za wymiar powiedz ty mi - Mówię do Arka niedowierzając w to co się teraz dzieje. - To wszystko albo jest takie pojebane na jakie wygląda, albo mamy ostro nasrane we łbach. Kurwa mać!
Walnąłem pięścią w parapet okna w przypływie niezidentyfikowanego gniewu.
"Hi ho hi, it's off to war we go..."


Hedon, Rinsed in post-human shadows A monument scorned by the teeth of time
← Sesja WoD
Wczytywanie...