Sesja Morttona

- Frey jest... Jest... - próbował odpowiedzieć Heske, patrząc na leżącego na posadzce Zabraka, który krztusił się krwią, ale głos uwiązł mu w gardle.
W tejże chwili wrota zaczęły ciężko otwierać się do środka i otrzymałeś odpowiedź na pytanie o to, co z Solusarem.
-Kyle jesteś słaby. Możesz być nawet Revanem, ale i tak nie dasz rady nam wszystkim.
Mówię z irionią na twarzy.
- Nie zamierzam dawać wam rady. W moim ciele uwięzione są dwie dusze, moja i Kuna. Chwilowo, przy władzy jest moja, jednak do czasu. Dajcie mi statek, odlecę na Balmorrę, i obędzie się bez większej ilości ofiar. Przynajmniej tutaj. - spojrzał z żalem na ciało Freya i zapytał. - Do kogo należy ta korweta, która tu przed chwilą wylądowała?
- Do mnie. - padła odpowiedź zza pleców Solusara. Odległość była dość spora, ale twój wzrok pozwolił ci dostrzec, że odpowiadającym był mistrz Harlan, stojący w wejściu razem z Miraluką Riahlem i Twi'lekanką Kaileen Sa'as.
-Jeśli odlecisz Kun może przejąć nad tobą kontrolę i co wtedy? Zabijesz kolejne miliony istnień. Zniszczysz kolejne światy? Wywołasz kolejną wojnę? O nie nie nie musimy podjąć kolejne środki zaradcze. A wy mistrzowie co o tym sądzicie.
- Sądzę - ponownie ozwał się Harlan - że Kyle powinien otrzymać szansę podjęcia właściwej decyzji. O ile jego decyzje nadal są jego decyzjami.
- Dostanę ten statek? - zapytał lodowatym tonem Solusar, patrząc wciąż na Harlana.
- Oczywiście, kiedy tylko zostaniesz oddelegowany do jakiejś misji dyplomatycznej. - odparł Harlan ze spokojem i ciepłym uśmiechem. Zdołałeś dostrzec, że jego twarz zmieniła się prawie nie do poznania od czasu, gdy widziałeś go ostatnio. Teraz stanowiła coś na kształt maski utkanej z pajęczyny blizn, przypominających małe błyskawice.
- Rzecz jasna będziesz musiał przejść odpowiednie szkolenie w zakresie protokołów i etykiety, ale myślę, że w świetle twoich ostatnich zachowań - omiótł wzrokiem otoczenie - Rada może nie wyrazić zgody na taką promocję. Więc, Kyle, albo pójdziesz z nami i zastanowimy się jak ci pomóc, albo głupio odmówisz, słuchając równie głupich podszeptów i nie pójdziesz już nigdzie.
-Kyle posłuchaj. On pomogą ci jak i pomogli mi. Oni potrafią ci pomóc bez względu na to co myślisz.
Mówię z chrypką w głosie.
- Pójdę z wami. - oznajmił Solusar, lecz natychmiast po tych słowa jego ręka powędrowała do wiszącej przy pasie broni. Widziałeś zdumienie malujące się na jego twarzy, gdy drugą ręką usiłował powstrzymać działającą niezależnie do niego kończynę.
- To chyba nie będzie takie łatwe... - powiedział Harlan obserwujący goę z pewnym zainteresowaniem.
- Radziłbym się wam pośpieszyć z tym myśleniem jak mi pomóc. To nie potrwa długo. - trzymając wciąż rękę drugą Kyle usiadł i zamknął oczy, jakby usiłował pogrążyć się w medytacji.
Podchodzę ostrożnie do Solusara próbuje zabrać mu miecz(e) z pasa.
Przed tobą do Solusara podeszła Kaileen i kładąc mu dłoń na ramieniu zaczęła nucić swoją dziwną pieśń, której kojące działanie i Moc były dla ciebie w pełni odczuwalne. Sięgnąłeś do pasa człowieka, lecz zanim dotknąłeś miecza jego ręka błyskawicznie chwyciła cię za nadgarstek, choć on sam nie poruszył się i nie otworzył oczu.
-Kyle wiem, że jeszcze możesz nad sobą panować puść mnie, a wszystko będzie cacy.
Mówię z szyderczym uśmieszkiem na twarzy.
- Zostaw go, jak będzie chciał to i tak przyciągnie sobie jakiś miecz. Trzeba jakoś inaczej go powstrzymać. Harlanie? - zapytała Twi'lekanka stojącego obok mistrza.
- Czekamy. - odpowiedział twardo. - To jego walka, jego słabość. On sam musi ją wygrać. Lub przegrać. - dodał w sposób, który nie pozostawił wątpliwości co do znaczenia słowa "przegrać" w kontekście tej sytuacji.
-Dobrze czekajmy.
Harlan nakazał Kaileen i Riahlowi pozostanie na miejscu, a tobie pomóc unieść Solusara z podłogi. Razem z nim i jednym z mistrzó wzięliście go pod ramiona i zaczęliście ciągnąć przez korytarz w stronę sal.
- Od jak dawna jest w tym stanie? - zapytał cię, gdy mijaliście pozostałych mistrzów, zarówno żywych jak i martwych.
-Od czasu gdy mnie zabił. Mistrzu czuje dziwne zakłócenia w mocy jakby z przyszłości.
- Od czasu kiedy CO??? - poznaczona bliznami twarz Harlana rozciągnęła się w bezbrzeżnym zdumieniu.
-No co mistrzu? Gdy byłem łowcą nagród widziałem i słyszałem o większych cudakach.
Łapię się za głowę i mówię:
-Czuje coś jakby ktoś chciałby mi coś powiedzieć. Jakby coś mówiło do mnie z...
Upadam i mdleje.
Obudziło cię szczypiące uderzenie w twarz. Przez chwilę nie wiedziałeś gdzie jesteś i co się dzieje, ale gdy przed oczami stanęła ci poznaczona bliznami twarz Harlana i trupio blada twarz również leżącego nieprzytomnie na podłodze Solusara, przypomniałeś sobie co i jak.
- Wszystko dobrze? Coś się stało? - pytał Harlan, przyglądając ci się badawczo.
Budzę się i mówię:
-Ty mi się śniłeś Harlan i Solusar też! Oboje byliście cali od krwi.
Popatrzył na ciebie badawczo przez kilka sekund i zmrużył oczy.
- Widać, że jesteś bardzo zmęczony, zarówno na ciele i umyśle... O co ci chodziło z tym umieraniem? - zapytał, odwracając się do nieprzytomnego Solusara, oglądając go jak wyjątkowo skomplikowany mechanizm lub bombę. Kyle, choć nieco mniej blady niż przedtem, zaczął pocić się dość mocno, a oddech przyspieszył widocznie.
-Nie wiem, ale strasznie mnie głowa boli. Jakbym kijem dostał.
Łapię się za tył głowy.
← Sesja SW
Wczytywanie...