Sesja Krixa

Marius wysłuchał cię, marszcząc lekko brwi. Widać było, że zastanawia się nad tym, czy należy ci odpowiadać.
- Istotnie, Sehon posiadał swoje więzienie... - rozpoczął niespiesznie - Choć trudno powiedzieć, by należało wyłącznie do niego. Owe kazamaty znajdują się w innym planie, panie Lorrain. W innej rzeczywistości, mówiąc jaśniej. By dostać się tam, musiałem przejść przez wiele innych miejsc i zabezpieczeń, które wykraczały poza standardy zwykłego koszmaru. Bardzo wątpię, czy nadal dałoby się tam dostać, gdyż wraz ze śmiercią Sehona jego prywatny wszechświat zaczął się rozpadać.
Milczę. Nie wiem co na to powiedzieć... inny świat? Rzeczywistość? Jak za kurtyną świat duchów? Czy poza? Możliwe by Sehon zagnieździł się w czeluściach piekła lub równie niedostępnym miejscu? Muszę to jednak zrobić. -Będę musiał spróbovać jednak. Przypuszczam także, że siła khtóra obecnie naviedza wielu we snach może kontrolować miejsce, o khtórym mości curé mówi.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Ksiądz uniósł brew, słysząc twą ostatnią uwagę.
- Hm... Wątpię, choć wykluczyć nie mogę... Dlaczego jednak chce się pan tam dostać? Kogo dokładnie pan szuka?
Długi czas milczę patrząc gdzieś w dal. Poza czas. Czy sam jestem w stanie uwierzyć iż w tym miejscu jest moje wybawienie? Pierwszy który osiągną Golkondę? Wiele słyszałem iż był zdiabolizowany przez Tremera i przez to osiągnął siłę przedpotopowca. Może to jednak była bujda. Kłamstwo jakich wiele tonie w nocy. A może się uwolnił i przejął maga, ktoś wspominał i coś takiego. Płonna nadzieja, ale możliwa. Tracę już własne i chwytam się innych. Jeśli się mylę nie wiem już co poczynię. To musi wyjść, to musi być... -Saluot
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Spojrzał na ciebie ostro, wyraźnie nie spodziewając się tego, po czym wybuchł obłąkańczym śmiechem. Przez moment byłeś pewien, że masz do czynienia z najprawdziwszym wariatem. Jednak gdy tylko przestał się śmiać, ksiądz przemówił spokojnym, zupełnie rozważnym głosem.
- Saluot... I czego się pan spodziewa po starym szaleńcu, więzionym setki lat przez innego szaleńca w celi, o wymiarach ćwierci tej sali? - wskazał gestem pomieszczenie, mówiąc z mieszanką cynizmu i goryczy - Jakież to mistyczne odpowiedzi chce pan znaleźć, panie Lorrain, okupiwszy to uprzednio spotkaniem z istotami, przy których nawet Briareos zdaje się być bajką dla dzieci?
-Szukam odkhupienia vampirisme. Szukam swojego zbavienia. Pierwszy khtóry dosięgnął golkondy może być moim wybavieniem. Sehon niweczył vszystkie moje wcześniejsze próby osiągnięcia jej. Miał w tym jakiś cel. Może więc to iż trzyma Saluota to jego chore badania. Mhoże w jego leżu jest więcej wiedzy o Golkondzie. Z Bożą pomocą wiem iż dam radę wreszcie to osiągnąć. Odkupić grzech nieżycia.- Mówię spokojnie. Choć czuje niechęć w sobie do mojego rozmówcy. Jego podejście mnie martwi. Ale przywykłem już do kontaktu z dziećmi Malkava na przestrzeni tych wieków. Nie jest dziwniejszy od innych. Pytanie brzmi czy uda mi się coś uzyskać od niego. Zobaczymy.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Wysłuchawszy cię, Malkavian westchnął, a było to westchnięcie człowieka zmęczonego, które dodało mu kilka lat, jakby budząc setki schowanych pod maską spokoju i chłodu trosk. Zmierzył cię wzrokiem, choć tym razem nie tak ostrym i wyniosłym, bardziej zasmuconego nauczyciela lub spowiednika.
- Nie jesteś jedynym, pierwszym ani ostatnim, który poszukuje cudownego remedium na klątwę, którą dobry Pan pokarał nas w godzinie próby. Dostanie się tam, do owego więzienia bez wiedzy i przewodnika nie będzie możliwe. Tak się składa, że wiem gdzie ono się znajduje, lecz bardzo, bardzo wątpię, czy jest jeszcze dostępne dla kogokolwiek po tym, jak Sehon zginął. A zginął bez wątpienia, bo stało się to bezpośrednio z mojej ręki. Pokładasz nadzieję w słowach przedwiecznego mędrca, ukrytego poza krańcami czasu i poznania? Porzuć ją. Zrobiłem to przed tobą, rozmawiałem z Saloutem właśnie tam. W tym przerażającym miejscu. Przeszedłem przez drzwi, które otworzył mi Briareos. Jesteś pewny, że życzysz sobie takiej radosnej pielgrzymki w niepewnym celu, jakim jest spotkanie z twym wyśnionym nauczycielem? - zapytał, wychyliwszy się w twoją stronę. - Czy może jednak zaoszczędzisz sobie trudu i wystarczy ci, że powtórzę słowa, które powiedział mi Saluot i które zapewne powtórzyłby i tobie?
-Czyli spotkałeś go bracie? Jest tam i nie zdecydował się odejść?- Cóż tu się dzieje? Najpierw dowiaduje się iż Sehon został pokonany ale więził Saluota. A teraz, że był tam i został? -Wysłucham cię. Choć wiem w duchu iż nie będę syty tą wiedzą i jak pielgrzymowałem przez stulecia tak ruszę by znaleźć odkupienie i zbawienie. Tu czy w innym świecie.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
- Saluot nie mógł odejść, podobnie jak setki, tysiące innych, którzy znaleźli się w tych kazamatach. - wyjaśniał ksiądz, ściszając głos. - Sehon nie miał mocy nad całym tym miejscem, był jedynie jego... czasowym dysponentem. To miejsce jest starsze niż on. Starsze niż ktokolwiek. On mógł wtrącać do niego swoich wrogów, co czynił z wielką ochotą. Po jego śmierci nie miałem czasu ani możliwości, a prawdę mówiąc - także i ochoty, by wracać tam raz jeszcze. Zapytałem Saluota o to, o co i ty chcesz go zapytać. O Golkondę. Jak ją znaleźć? Gdzie jej szukać? - zapytał retorycznie i uśmiechnął się krzywo. - "Nie szukaj jej, Mariusie. Oto klucz, do Odkupienia. Nadchodzi wtedy, gdy sam jesteś gotów. Szukając go przegapisz je. Wyrzekając się go, zyskasz je. Nie szukaj wybawienia, łaski ani prawdy. Sam bądź wybawiony, łaskawy i prawdziwy. Wtedy doznasz prawdziwego oświecenia".
Milczę. Myśli wypełniają mój umysł. To jak rozprawianie o naukach najświętszego Pana. To tajemnica, którą trzeba odkryć, zrozumieć. Jeśli to jest ścieżka do golkondy Bóg mi jest łaskawym. Z jego pomocą osiągnę ten stan. Odkupię wampiryzm. Wystarczy, że będę czynił dobro a wybawienie samo mnie odnajdzie. Czuje jak ogarnia mnie spokój. Jakbym wreszcie zakończył swoją wędrówkę. Czuję... szczęście. -Rozumiem. Może w takim razie jeśli ma brat czas. Phorozmawiamy o tych les visions khtóre nękają mieszkańców. Wsphólnie spróbujemy temu zaradzić? Mogę zostać w mieście jeszcze jakiś czas i pomóc jak mogę. Co do prison, sądzi brat, że nie da się ich uratovać? W żaden sposób?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Uśmiechnął się paskudnie.
- A chciałby pan spróbować wydrzeć więźnia z rąk Sturękiego? Nie sądzę, by się dało. Większości z nich nie należy, gdyż są tam istoty równie stare i plugawe, jak sam Sehon. Możliwe, że po jego śmierci więzieni przez niego zostaną uwolnieni. Chociaż nie, sam już się mylę. - wtrącił szybko, jakby coś sobie przypomniał - Udało mi się wydostać jednego. Czternastowieczny wenecjanin, nieco ekscentryczny, ale ciekawy człowiek. On również bardzo nam pomógł w ostatecznej walce, bez jego wiedzy i zdolności pewnie nie zaszlibyśmy tak daleko. Ale to była zupełnie inna sytuacja, ten więzień miał inny status. O ile mi wiadomo, to Sehon nie był bezpośrednio odpowiedzialny za uwięzienie Saluota. Może była to jego własna asceza, ciężko powiedzieć... Ale wracając do wizji. Wizje te są efektem działania w tym mieście czegoś, co Sehon stworzył w swym szaleństwie. Co tworzył przez dziesiątki, a może nawet steki lat, przy pomocy wyklętych magów i najstarszej taumaturgii. Nie wdając się w szczegóły, jest to duch o niemal nieograniczonej mocy, który żywi się wszystkim, co złe i negatywne w tym mieście i jego mieszkańcach, sam przy okazji zasilając to wszystko. Nie da się go tak po prostu zabić, choć można zadziałać na jego szkodę. Muszę jednak uprzedzić, że jakiekolwiek akcje przeciw tej istocie, nie mówiąc już o bezpośredniej walce, wiążą się z niemal pewną śmiercią.
-Domyślam się jakie wiążą się z tym konsekvencje. Ale nie trafiłem tu przyphadkiem. Bóg kieruje mym losem i jeśli znalazłem drogę do le salut to znaczy iż jestem tu też w innym celu. To zło musi być phovstrzymane jest abherracją, która zagraża innocents. Te vizje nie naviedzają przecież tylko nadnaturalnych męczą też Kine, znaczy ludzi. Jeśli karmi się złem i je phowoduje wystarczy przeciw wystavić dobro, łaskę. To może go osłabić i jeśli ma świadomość i umysł, sprowokować do błędu. Może, że czegoś nie dostrzegam? Ale rozmowa z tym cieniem spowodowała iż sądzę, że trzeba go powstrzymać i jest to możliwe. Nawet za cenę la mort définitive.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Malkavian zrobił dziwną minę, jakby chciał powiedzieć "rób jak chcesz". Zamiast tego powiedział jednak:
- W takim razie jest kilka możliwości złączenia się z Panem przez śmierć w chwalebnej sprawie. W mieście istnieją węzły umbralnej mocy, wokół których Sehon koncentrował swe działania i tworzył tam swoje pracownie. Są to stacja Radegast, z którego naziści wywozili ludzi do Brzezinki, stara zajezdnia tramwajowa na Dąbrowie, podziemne laboratorium w okolicy lotniska Lublinek, a także okolice Łodzi, czyli Zgierz i Konstantynów. Z każdego z tych miejsc korzysta ten duch, z każdym związana jest jakaś część jego mocy i bytu. Gdyby dostać się tam i zniszczyć to, co odpowiada za daną dziedzinę, na pewno można by osłabić jego siłę. Istnieje też inna możliwość, nieco mniej bezpośrednia. Otóż z natury magii, którą posłużono się do tworzenia owego demona, wynika istnienie jego przeciwieństwa. Powiedzmy, ducha opiekuna, czy też anioła stróża miasta. Jest on podobny w swej naturze, lecz znacznie słabszy i bardziej ograniczony od tego, co nęka nas w tej chwili. Gdyby pomóc przywrócić równowagę między tymi siłami, prawdopodobnie problem rozwiązałby się w pewnym stopniu.
Nie mam nic do biegania po różnych miejscach i niszczenia tam zła, ale... No właśnie ale. To zło rośnie z każdą nocą. Nie mamy czasu a być może nawet już jest za późno. Jeśli ten ksiądz przede mną pokonał Sehona i obawia się walki. Dostrzega iż to kończyło się śmiercią ostateczną i nie chce działać przez to bądź przez inny powód. To wszystko powoduje, że trzeba znaleźć sprzymierzeńca.
-Jeśli istnieje jego naturalne przeciwieństwo jak można je wesprzeć?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
- Wiarą. - ksiądz skrzywił się, jakby powiedział coś wyjątkowo głupiego. - Jest pewno miejsce nieopodal centrum, które służyło Sehonowi jako jedno z laboratoriów. Stara kamienica przy ulicy Kościuszki. Miejsce to było... jakby to powiedzieć... nawiedzone przez rozmaite wytwory magii Sehona, prawdopodobnie tam narodziła się idea tego, co dziś nas nęka. By dostać się do twierdzy Sehona musieliśmy odwiedzić to miejsce, które o mało co nas nie zniszczyło, jednak wówczas nie miałem czasu ani wiedzy niezbędnych do zmiany natury tego miejsca. Jeśli udałby się pan tam i zdołał dotrzeć do tej ukrytej pracowni, to mógłby pan przekierować zawartą tam moc na ducha-opiekuna. Problemy są dwa. Pierwszy - wszystko, co atakowało nas wówczas, prawdopodobnie jest tam nadal, być może silniejsze. Drugi - aby udało się cokolwiek zmienić, potrzeba nadzwyczaj silnej, niezłomnej wiary.
-La foi véritable? Viary w najświętszego Pana?- Wszystkie te stulecia poświęciłem na modlitwę i medytację o pomoc w poszukiwaniu zbawienia. Wierzę iż Bóg posłał swe sługi i wiódł mnie ścieżką jaką przebyłem. Wierzę iż pokój mojej duszy jest na wyciągnięcie ręki. Już niedługo. -Foi, znaczy viara jest moim sprzymierzeńcem. Ufam Phanu iż vesprze mnie w godzinie próby. Sądzę jednak, że w tej próbie rozważnym byłoby kogoś jeszcze zabrać. Muszę się tam dostać i Brat zmierzył się z zagrożeniem jakie tam czyha. Sądzę więc iż wie Brat kto mógłby phomóc mi w tym zadaniu. Oczyviście muszą być to sami ochotnicy. Oczyszczanie nawiedzonych miejsc wymaga silnego ducha i pewności. Jeśli ktoś będzie ze mną szedł musi być świadom zagrożenia inaczej spotka anéantissement.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Marius westchnął ponownie.
- Niestety, w tym momencie mogę nie mieć czasu, by udać się tam z panem. Jestem zaangażowany w parę spraw przeciw owemu demonowi i nie wiem, czy zdołam dołączyć do pana, choć oczywiście postaram się ze wszystkich sił. Niemniej uważam, że jeżeli nie ze mną, nie powinien udawać się pan tam z nikim, kto może nie przetrwać takiej próby wiary. Im silniejsza jest pańska wola, tym silniejszy głód i nienawiść wzbudzi w tamtym miejscu. Im więcej towarzyszy, tym większe zagrożenie.
-Rozumiem. W takim razie mogę phoczekać, nie spieszno mi do valki. Czy grobu. Choć w naszej sytuacji to grób już był. Ruszymy gdy uznasz iż jesteśmy w sile Bracie będziemy w sile . A w takim razie mogę poszukać jeszcze dwóch, trzech osób które byłyby w stanie sphrostać temu zadaniu i okazałyby chęć. Może, że nie phowinienem?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Ruszył szybko brwiami w górę i w dół.
- Jak pan uważa, panie Lorrain. Choć powiedziałem już jak to widzę. Nie ufam nikomu stąd na tyle, by uznać go za bezpieczny wybór, no, może poza dwiema osobami, które są teraz raczej niedostępne. A znam tutaj niemal wszystkich. Tym, których nie znam, nie ufam tym bardziej.
-Mnie Brat nie zna. Jestem, byłem zakonnikiem chociażby dla tego zwracam się Bracie a nie tytułem jaki przysługuje. Najdziwniejszych sojuszników można spotkać przypadkiem. Nie jest to jednak moja domena. Nie znam tu nikogo i mam tylko wiarę iż Bóg postawi mi na drodze istoty łaskawe i godne. Jak na razie się nie zawiodłem. Poczekam na twoją dyspozycję Bracie w tym czasie rozejrzę się trochę po mieście. Znajdę lokum na najbliższe dni. Jeśli to wszystko nie będę zajmował więcej czasu Bratu.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
← Sesja WoD
Wczytywanie...