Sesja Kiyuku

- Jestem mistrzem orientacji w terenie. Podziękujecie później. - powiedział dumnie Ar-Saram i zaśmiał się.
Skoncentrowałeś się na wejściu. Po raz kolejny wrota zadrżały, jęknęły głucho i rozwarły się przed wami, zapraszając w paszczę podziemnej ciemności.
- I jeszcze jaki skromny jesteś...
Śmieję się przez chwilę, po czym odpinam miecz świetlny od paska, zapalam jedno z jego ostrzy, i ruszam wgłąb pagórka.
[I znowu ilustracja ]

Oświetlając sobie drogę trzema ostrzami (twoim, Ar-Sarama i Folrana) postąpiliście wgłąb, nie niepokojeni przez nikogo i nic, ponownie stając przed oznaczonymi trójkątnym symbolem drzwiami i dwoma rozchodzącymi się na boki korytarzami.
- Skoro wiemy, co jest na końcu prawego korytarza, może pójdziemy tym razem lewym?
- Nie wiemy czy będzie tak jak w wizji, że cała świątynia będzie pusta. - zaoponował Ar-Saram - Wy, Folranie i Zikkarze, pójdziecie na prawo i zabezpieczycie pomieszczenie z kryształem, a my pójdziemy na lewo. Ciekawi mnie, co z tego wyniknie. - zakomenderował Rodianin, po czym ruszył w stronę lewego korytarza.
- Hej hej, ma ktoś komunikatory? No wiecie, jak jedna grupa zostanie zaatakowana, druga przyjdzie z pomocą. I pamiętajcie, by strzec się kryształu Qixoni.
Lewy korytarz, którym szliście, różnił się od prawego (przynajmniej tego z wizji) długością i kątem nachylenia. Schodziliście głębiej, w nieustającej ciszy, wilgoci i ciemności. Odniosłeś wrażenie, że ostrza waszych mieczy tną mrok wokół was, z każdym następnym krokiem ukazując kolejne zatarte inskrypcje na ścianach w języku, który niemal na pewno był starożytnym alfabetem Sithów.
Gdy korytarz zakręcił i wyrównał się, stanęliście we wnętrzu jakiejś podziemnej jaskini. Podłoże korytarza urywało się kilka metrów od zakrętu, niknąc w bezdennej przepaści. Wytężając wzrok dostrzegałeś wspornikowe kolumny, które czas strącił swą niepowstrzymaną siłą wgłąb szczeliny. Niestety, światło miecza nie pozwalało dostrzec dokładnie, jak daleko znajduje się dalsza część urwanego podłoża.
Jednak daleko przed wami jaśniał błękitem jakiś punkt, nie większy w twych oczach od połowy ludzkiej pięści.
- Masz flarę? - zapytał A-Saram - Bo moglibyśmy ją rzucić na drugą stronę i sprawdzić jak daleko jest urwisko.
- Wiesz jak to jest - zawsze zapomina się najbardziej istotnych rzeczy.
- Chyba musimy już wracać, bo tu nic nie zdziałamy. - stwierdził zawiedziony i powiedział przez komunikator - Oddział drugi słyszycie mnie? Halo!?

["Rzut na inteligencję" - jak połączyć moc i posiadane przez ciebie źródło światła by oświetlić sobie drugą stronę urwiska? ]
- Czekaj, wiem! Rzucę miecz świetlny i pokieruję go mocą, by oświetlić drugą stronę.
[ geniuszu ]

- Słyszymy cię głośno i wyraźnie, Ar-Saram - padła odpowiedź w komunikatorze.

Miecz poszybował leniwie do przodu, odsłaniając dalszą część przepaści, która kończyła się urwanym mostem jakieś siedem metrów dalej. Za dużo, by przeskoczyć. Dość blisko, by skoncentrować się i przeskoczyć za pomocą Mocy

- Skaczemy - oznajmił rezolutnie Rodianin i po krótkiej chwili skupienia wykonał długi sus na drugą stronę. Następnie oparł się plecami o ścianę i zawołał, śmiejąc się lekko:
- Zobaczymy czy ludzie są tacy dobrzy jak się mówi. Skacz!
Przyzywam miecz do siebie, koncentruję się, po czym używam skoku mocy, by wylądować koło Ar-Sarama.
Ty również bez problemów przeskoczyłeś rozpadlinę. Korytarz ciągnął się dalej, a błękitne źródło światła powiększało się z każdym krokiem. Po chwili stanęliście tuż przed wejściem do komnaty bliźniaczo podobnej do tej, widzianej w wizji. Tu również Moc jeżyła włosy na głowie, pulsując z niezwykłą siłą od źródła światła i całego otoczenia.
- Zbadaj ściany, może znowu jakiś wierszyk znajdziesz.
Ironicznie się uśmiechając badam źródło światła, tak jak w wizji badałem kryształ Qixoni - starając się go nie dotykać.
Zauważyłeś przy okazji, że z tej sali korytarz odchodzi dalej, w przestrzeń niezmąconego mroku, zalewającego całe jego światło.
Co zaś tyczy się źródła światła w pomieszczeniu...
Na praktycznie identycznym jak tamten z wizji postumencie, pokrytym chyba identycznymi inskrypcjami, rozświetlał ciemności, zachwycając swym złotym teraz blaskiem, kryształ Solari.
- Ar-Saramie, czy ty widzisz to co ja? Przecież to jest... to jest... Solari! Ale przecież on był tylko jeden, w dodatku ma, a raczej miał go, chyba że jeszcze żyje, Revan. Nie ma co, błogosławmy Sithów! - śmieję się przy tym zdaniu - Może weźmiemy go, myślę, że bardzo nam pomoże.
- Od tego kryształu aż kipi ciemną mocą, a ty chcesz go wziąć. Myślałem, że to jstem porąbany, ale to nieprawda. - żartował ze śmiechem Rodianin - Bierz ten kryształ. A ja zapytam czy u drugiego oddziału wszystko jest ok. Oddział drugi słyszycie mnie? Halo?!
Chwytam kryształ u podstawy, po czym wkładam go do plecaka.
Gdy chwyciłeś kryształ, który okazał się być zaskakująco zimny, poczułeś dreszcze przechodzące po całym twoim ciele. Tuż za tobą moc Ciemnej Strony skumulowała się, powodując, że strach i adrenalina ogarnęły cię na wskroś. Za tobą w korytarzu nie stał już Ar-Saram, lecz spowity w kruczoczarny płaszcz z kapturem osłaniającym głowę mroczny Jedi, który zbliżał się do ciebie z krwistoczerwonym ostrzem.
Zapalam drugie ostrze, i staję w pozycji do walki, lecz po chwili opanowuję się i zaczynam powtarzać sobie pewne zdanie w myślach: "To się nie dzieje na prawdę, to wizja. To się nie..."
← Star Wars
Wczytywanie...