Sesja Kiyuku

[Jeśli masz ochotę na coś ilustracyjnego do najbliższych postów - zajrzyj tutaj ]

Medytowałeś w zaciszu swego pokoju. Nie było to jednak wyłącznie ćwiczenie odprężające. Wziąłeś sobie do serca uwagę mistrza Dżou-dy, który wczoraj na dziedzińcu Świątynii ze śmiechem wypomniał ci brak kardynalnej cnoty, gdy jeden z padawanów trafił zgniłym owocem, który zamierzał wylewitować na głowę swojego rówieśnika.
- Hahaha, cierpliwości Kyle! - radził ze śmiechem Dżou-da, gdy udzielałeś dzieciakowi reprymendy, ociekając sokiem. - Cierpliwość jest cnotą Jedi.

Wyciszałeś się coraz bardziej, usiłując wsłuchać się w siebie, ściany Świątynii, Moc, uczniów, rycerzy, mistrzów. Starając się usłyszeć bicie serca Tythona. Nigdy nie byłeś szczególnie dobry w tego typu umysłowych transach, a może nigdy dostatecznie się nie przykładałeś, ale tym razem wszedłeś zaskakująco głęboko. Na tyle głęboko, by poczuć ścieżki Mocy, rozchodzące się wokół po całej Świątyni i okolicy. Znalazłeś, ku swemu wielkiemu zdziwieniu, jedną, która nie pasowała do reszty. Było w niej coś... dziwnego. Niepokojącego. Ciemnego. Podążyłeś za nią wgłąb planety i stanąłeś przed wielkimi, starymi wrotami, nie będąc pewnym, czy chcesz je otwierać...
Zastanawiam się chwilę, po czym staram się je otworzyć.
Na wrotach widzisz liczne, częściowo zatarte inskrypcje w języku, którego nie znasz. Specyficzny alfabet, podobny do starożytnego, używanego w zapisach niektórych holokronów, ale nie jest to język Jedi.
Jak to otworzyć? Szukać mechanizmu? Zadziałać Mocą? Czy po prostu przepchnąć mięśniami?
Rozglądam się dookoła, szukając jakiegoś mechanizmu.
Sondując otoczenie stwierdzasz, że raczej nie ma tu żadnych zawiasów, zasuw ani nic w tym stylu. Dziwne, może drzwi otwierają się od wewnątrz? Bo do wewnątrz otworzą się na pewno, o ile będzie wiadomo jak tego dokonać...
Słyszysz szmer. Krótki, praktycznie niewyczuwalny szelest szybkich, lekkich, bardzo sprawnych kroków na ściółce, gdzieś nieopodal. Rozglądasz się. Pobliskie krzaki i drzewa w promieniu dziesięciu metrów stoją jak stały, udając niemo, że nic nie widziały. A jednak mógłbyś przysiąc...
Podchodzę do miejsca, z którego dobiegały odgłosy.
Postąpiłeś krok, a tu nagle zza krzaka wychodzi... Rodianin. Rodianin? Tu? W środku lasu? Zaraz, zaraz... Chyba go kojarzysz...
- Niech moc będzie z tobą! - pozdrawia cię przybysz. No tak, przecież to Jedi. Rycerz, znasz go z widzenia. Ar-Saram... czy jakoś tak.
- I z tobą. Po co tu przyszedłeś? Czyżbyś mnie śledził?
- Nie, drogi bracie - zapewnił Rodianin - Nurt tajemnych, nieznanych myśli nas tu przygnał i spotkał
Kiwam głową.
- Może masz jakiś pomysł, jak otworzyć te drzwi? Może użyć Mocy?
Ar-Saram pokiwał bezradnie głową.
- Niestety moja moc ukierunkowana jest na ataki umysłowe więc ci nie pomoge. Może ty coś zaradzisz.
Podchodzę do wrót i skupiam się, próbuję na nich użyć Przyciągania Mocą.
Poczułeś się przez chwilę tak, jak przy wyjmowaniu palca zassanego w butelce. Trwało to może sekundę, przez którą myślałeś, że nic z tego, po czym wrota szczęknęły, zadrżały i otwarły się powoli, witając was wyziewem starożytnej wilgoci i niezmąconą ciemnością wnętrza.
Staję "w progu" i rozglądam się po wnętrzu.
[ Ilustracja ]

Jedi staje obok ciebie, wyciągając swój zielony miecz świetlny.
- Cokolwiek będzie wewnątrz bądź gotowy do walki drogi bracie. - mówi Rodianin.
W blasku jego ostrza widzisz, że posadzka wyłożona jest czarnymi, granitowymi lub obsydianowymi płytami. Choć dzień jest jasny, światło nie sięga wgłąb pagórka, który zdecydowanie obniża się, schodząc gdzieś pod ziemię.
Wyciągam swój miecz, skupiam się, by Mocą włączyć jedno z jego ostrzy, po czym wchodzę wgłąb pagórka.
- Chyba teraz nie stchórzysz i nie uciekniesz, co? - Zapytał twój towarzysz śmiejąc się głośno, po czym wszedł w ciemność. Chwilowo nie czułeś żadnych rewelacji, poza wilgocią i chłodem. Jakaś stara świątynia? Budowla? Krypta?
Idę dalej, wypatruję jakiś dziwnych rzeczy, używając miecza jako żródła światła.
Szliście kilkanaście metrów w absolutnej ciszy czując, że teren lekko się obniża. Po chwili stanęliście przed starymi, wsuwanymi w strop drzwiami w kształcie trójkąta. Na ich spękanej, omszałej powierzchni widniał jeden symbol



Dostrzegliście także, że w prawo i w lewo od miejsca, w którym jesteście odchodzi po jednym korytarzu, schodzącym jeszcze niżej i głębiej.
- Co to za pop**rdolona wizja? - pyta Riodianin, oglądając drzwi.
- Pamiętaj to tylko wizja. Nie mamy prawa zginąć - przynajmniej w teorii. - dodaje, oglądając symbol i zastanawiając nad jego znaczeniem.
- Na pewno nie możemy się rozdzielić. A tak poza tym w kupie siła, a kupy nikt nie ruszy nieprawdaż Solusarze. Solasurze? Słyszysz mnie?
- Tak tak, prawda. Myślę... Myślę, że powinniśmy pójść w prawo.
← Star Wars
Wczytywanie...