Sesja Kiyuku

Twi'lekanka spojrzała na leżącego bez większego przekonania, ale skoncentrowała się i posłała mu lekki impuls Mocy.
Kapitan drgnął nieznacznie, jakby przeszedł przez niego prąd. Niewiele to jednak dało, bo nie otworzył oczu ani nie zareagował w żaden inny sposób.
- Nie odwołuj się do gniewu przyjacielu. - napomniał jaszczura Nautolanin. - Nie potrzeba. Nie pozostawimy go. Poza faktem, że byłoby to morderstwo to może mieć informacje o Harlanie, o jego planie. O tym czym jest teraz. - Nautolianin przysiadł ciężko przy kapitanie. Zaciągnął jeszcze bardziej na głowę swój porozdzierany w wielu miejscach kaptur. Dotknął czoła Huminro by ocenić jego stan.
- Poza tym pomógł nam gdy byłeś ranny. Nie jestem specjalistą od leczenia... Kaileen? Wiesz jak mu pomóc?
Kaileen westchnęła i spróbowała podobnie. Z tym samym rezultatem. Jednak Niklo podchwycił jej pomysł i również skoncentrował się na tyle, na ile pozwalał mu jego obecny stan. Coś zaczęło się dziać, bo targnięty kolejnym szarpnięciem Huminro zaczął mamrotać coś oburzonym tonem. Porozumiewając się bez słów wpompowali w niego jednocześnie kolejne dwa impulsy, które tym razem zadziałały jak defibrylator. Kapitan niemal podskoczył na piasku, otworzył szeroko oczy, zaczerpnął dychawicznie spazmatyczny oddech i zwinął w kłębek, kaszląc i chrząkając jak niedoszły topielec. Lub ktoś, komu zdrowo przywalono w bebechy i następnie potrzymano trochę na wolnym ogniu.
- Spokojnie kapitanie. Możesz mieć zawroty po udarze. - Niklo wstał i odsunął się. Ranny, nieranny, to nadal Sith. - Na razie nie mamy czasu. Musisz iść z nami. Potrzebujemy znaleźć schronienie.
Kapitan popatrzył na was niezbyt przytomnym spojrzeniem, wyrażającym coś w stylu "gdzie?" i "co?". Nie trwało to jednak zbyt długo, Sith potrząsnął parę razy głową, jakby przywracając jej proces myślowy.
- A zatem ostatecznie udało mu się. To najważniejsze. - skwitował, gdy "gdzie?" oraz "co?" zamieniło się w waszą streszczoną relację ostatnich wydarzeń. - Niedobrze, że tamten jest teraz z nim, nie wiem dlaczego się na niego zdecydował... - Huminro zmarszczył brwi, wyraźnie zafrasowany, lecz tylko na moment. - Ale teraz to nieistotne. Jeśli teraz wszystko potoczy się tak, jak przewidział lord Rainer, echo tego starcia dotrze daleko. Bardzo daleko. Inkwizycja na pewno przyśle tu swoich ludzi, może nawet kogoś znaczniejszego. Zwykle tak to wygląda, choć osobiście nie miałem dotąd do czynienia z procedurami tak wysokiego szczebla. W każdym razie - powoli podniósł się na nogi - oznacza to dla nas jedno: musimy się ukryć. Mnie zapewne już ktoś szuka, dowództwo wie, że przyleciałem tu razem z lordem Rainerem. Może zdołam się jakoś wyłgać, wy w każdym razie musicie siedzieć cicho.
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej jakiś wojskowy model com-linku dalekiego zasięgu.
- Mogę wezwać swoich zaufanych ludzi, którzy przylecą tu po mnie i bezpiecznie odstawią do miasta, zanim jeszcze znajdą mnie Inkwizytorzy. To samo dotyczy was, o ile zgodzicie się iść ze mną i przestrzegać warunków, które wyznaczają okoliczności, ja i lord Rainer. Przynajmniej do czasu.
- Powoli. Załóżmy że jestem tępym rycerzem Jedi, który tylko macha mieczem. - twarz Niklo wykrzywiła się w kwaśnym uśmiechu. - Lord Rainer to mistrz Harlan? Jaki ma plan? Co chcecie osiągnąć i dlaczego mamy się ukrywać? Wyjaśnienia byłyby bardzo mile widziane.
Huminro westchnął ciężko.
- O dokładnych planach Lorda Rainera, którego wy znacie jako mistrza Harlana, wypowie się szerzej on sam, gdy tylko będziemy wszyscy na tyle bezpieczni, by spotkać się i to omówić. Możecie być pewni, że gdyby miało być inaczej, nikt z was nie wyszedłby z tamtego wraku żywy. Co do tego dlaczego mamy się ukrywać, odpowiedź jest prosta. Zaburzenie Mocy, które powstało, gdy Lord Rainer zgładził Siona i Kuna było gigantyczne, nieporównywalne prawie z niczym. Prawie, bo technika zastosowana przez Lorda Rainera, jak również siła tego zaburzenia, może zostać jasno rozpoznana przez kilku wielkich mistrzów Mocy. Na pewno nawet wasi mistrzowi zdołali to odczuć, a w Inkwizycji Imperium nie brakuje szczególnie wyczulonych na takie anomalie. Ktoś bardzo wysoko postawiony również to zauważy i poczuje się mocno zaniepokojony tak wielkim "wybuchem". Tak więc, jak wysyła się wojsko w miejsce, gdzie zarejestrowano nagłą aktywność militarną, tak tutaj lada dzień albo i szybciej znajdą się Inkwizytorzy, którzy zajrzą pod każde ziarno piasku, by znaleźć każdego, kto mógł być przyczyną tego zaburzenia. Inkwizytorzy, a może i ktoś więcej. A wierzcie mi, Inkwizycyjne przesłuchania to ostatnia rzecz, której chcecie doświadczyć.
Machną ręką z komunikatorem.
- Więc? Zadamy sobie jeszcze kilka trwoniących czas pytań? Czy może jesteście gotowi zaryzykować, że nie każę moim ludziom rozstrzelać was na miejscu? Z was wszystkich to ja jestem w najgorszej sytuacji i to mnie służby Imperium będą szukać w pierwszej kolejności. O was zapewne nikt jeszcze nie wie. Jeszcze. I lepiej, żeby się nie dowiedział.
Odpowiedz
Wzruszam ramionami.
- Dla mnie może być. Zawsze to jakieś wyjście, bo teraz i tak zbytnio żadnego nie mamy.
Odpowiedz
- Nie potrzebowałam tych wyjaśnień. Dla mnie sprawa jest jasna, o ile coś w ogóle może być tutaj za takie uznane... To teraz uważam najlepsze rozwiązanie. Wzywaj tych swoich ludzi.
Trandoshanin, standardowo jak na niego, kiwnął obojętnie głową i splunął siarczyście gęstą wydzieliną nie przypominającą śliny.
- Wszystko mi jedno. Może mnie stąd zabrać nawet pieprzony Imperator, jeśli tylko nie będę musiał dłużej smażyć tu sobie tyłka. A tego tu kapitana zło zawsze zdążę wykastrować, choćby nawet obstawił się batalionem.
- Ja bym go zostawił i ruszył dalej, ale potrzebujemy planu. - burknął wyraźnie już poddenerwowany Niklo. Huminro uśmiechnął się półgębkiem.
- Widzę, że koledzy Jedi zmieniają nieco podejście do sprawy. To dobrze. Zatem postanowione.
Przystawił comlink do ust i kilkukrotnie wywoływał kogoś, podając swoje nazwisko i jakieś współrzędne. Za szóstym czy siódmym razem odpowiedział mu wreszcie męski głos, zmieniający się w krótkie "Tak jest, sir". Huminro odwrócił się.
- No. To czekamy.
Więc czekaliście. Minęło może pół godziny, być może więcej, bo czas rozmywał się i rozciągał równie mocno, jak gorące powietrze drgające nad horyzontem, w końcu jednak dostrzegliście ciemną plamę na blado błękitnym nieboskłonie. Plamka szybko przemieniła się w klockowaty kształt imperialnego starfightera, który wylądował nieopodal, wypluwając z siebie niewielki oddział szturmowców.
Gdy podeszliście do statku, szturmowiec z oznaczeniami podoficera wyprężył się w salucie przed Huminro, a za jego przykładem poszli pozostali żołnierze. Obaj zamienili dosłownie dwa słowa, Huminro krótkim gestem ponaglił was do wejścia i już po chwili wznosiliście się, zostawiając pod sobą rozgrzane piekło pustyni.
Odpowiedz
- Gdzie jest kantyna? - pytam się kapitana od razu po wejściu na statek. Mimo, że opuściliśmy już piaski Tatooina, to czuję jakbym w ustach miał drugą taką planetę.
Odpowiedz
Trzej najbliżsi szturmowcy obrócili w twą stronę hełmy, spod których niewidzialne dla ciebie spojrzenia przesłały jasny komunikat politowania. No to nici z kantyny...
- Gdzie zamierzacie przeczekać? - zapytała go Kaileen.
- Nigdzie. Jako dowódca miejscowego garnizonu oraz kierujący akcją na pokładzie "Defilera" zostanę zapewne zatrzymany i doprowadzony na przesłuchanie w sprawie ostatnich wydarzeń. - odparł głosem pustym jak tatooińska studnia - A także by odpowiedzieć na pytania dotyczące lorda Rainera, bo na pewno mój przylot na Korriban oraz nasz wylot stamtąd tutaj nie pozostał bez żadnego śladu w bazie danych. Rzecz w tym, byście wy gdzieś przeczekali. Nie mogę wiedzieć gdzie. - stwierdził dziwnie i spauzował, patrząc gdzieś w ścianę.
- A, ostatnia, najważniejsza rzecz. Dopóki lord Rainer nie skontaktuje się z wami osobiście lub za czyimś nie budzącym wątpliwości pośrednictwem, pod żadnym pozorem nie wolno wam używać Mocy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po wylądowaniu wyjdziecie z tego statku jako nic nie znaczący cywile i takimi musicie pozostać jak najdłużej, jeżeli cenicie sobie swe zdrowie i życie.
- Mamy swoje umysły, nie kłopocz się tym. - upomniała go Kaileen. - Pytam, gdzie teraz lecimy i gdzie planujesz na zostawić.
- Do Mos Ila, gdzieżby indziej? Zostawiając was gdzieś na pustyni mógłbym równie dobrze was zabić, poza tym takie międzylądowanie od razu wzbudziłoby podejrzenia. Gdy wrócimy do portu, wszystko odbędzie się zgodnie z procedurami. Nic tak nie usypia czujności jak poczucie bezpieczeństwa. - skwitował szyderczo.
Lot nie trwał długo. Gdy sylwetki pierwszych budynków wynurzyły się z Morza Wydm, pilot wykonał lekki zwrot, kierując się wprost na główne lotnisko, z którego wznosiły się i na które lądowały inne, cywilne jednostki.
Maszyna zeszła niżej i od razu wylądowała w głównym doku. Niepewni tego co zaraz nastąpi zwróciliście się w stronę klapy wyjściowej. Ta opadła, ukazując skąpaną w złotej poświacie płytę lądowiska, zastawioną na niemal całej powierzchni żołnierzami Imperium w pełnym rynsztunku. Tuż przed klapą stał mężczyzna ubrany niemal identycznie jak Huminro, z tą różnicą, że jego twarz skrywała podłużna, kanciasta maska z wąskimi szparkami otworów na oczy, nos i usta.
- Kapitanie Sejonie Huminro, z rozkazu Lorda Jadusa zostaje pan zatrzymany do wyjaśnienia i doprowadzony do aresztu, do czasu przesłuchania przez upoważnionego oficera Inkwizycji. Proszę zdać broń i iść ze mną.
Huminro nie odezwał się. Spokojnie podszedł do zamaskowanego Sitha, oddał mu broń i pozwolił założyć sobie kajdanki, a następnie poprowadzić pod bronią przez czterech szturmowców w asyście dwóch innych Sithów w identycznych maskach co ten, który właśnie wszedł na pokład.
- Co to za cywile, sierżancie? - zapytał modulowanym głosem, wskazując na waszą czwórkę.
- Zwykli złomiarze, sir. Znaleźliśmy ich nieopodal miejsca, gdzie upadł wrak "Defilera", przy którym przebywał też pan kapitan.
- Złomiarze, tak...?
- zamaskowany Sith zmierzył was szybko spojrzeniem. - Ten tutaj to Trandoshanin, oni raczej zbierają trupy, nie złom.
- To kaleka, sir.
- odparł natychmiast sierżant. - Jednoręka jaszczurka nie zabiłaby nawet pijanej banthy. - rzucił pogardliwie, nie widząc lub ignorując spojrzenia Makankosa, które świadczyło o czymś zgoła odmiennym.
Zamaskowany Sith namyślał się przez chwilę.
- Czy w pobliżu wraku widzieliście Lorda Rainera?
- Nie, sir. Ostatnio widziałem go tu w porcie, gdy wraz z kapitanem lądowali prywatną korwetą.
Sith kiwnął powoli głową.
- Dobrze. Odprowadźcie cywili na rutynowe przesłuchanie i zgłoście się do raportu.

- Tak jest sir. - sierżant odwrócił się do was i wskazał lufą wyjście ze statku. - Dalej, za mną. - ponaglił i ruszył na przedzie, a pozostali żołnierze otoczyli was kordonem.
Odpowiedz
Pieprzeni Sithowie, myślę sobie. Ech, cóż, we czwórkę nie pokonamy całego szwadronu. Lepiej iść z nimi. Udając normalnego tatooitańczyka idę za szturmowcem, kuląc głowę w ramiona.
Odpowiedz
Zbliżając się na tyle, na ile pozwalała mu sytuacja, Niklo szepnął do was:
- Jakiś pomysł jak zebraliśmy się jako grupa złomiarzy? I gdzie go gromadziliśmy? Pomijając fakt co mamy powiedzieć jak spytają co widzieliśmy...
Naradzić się było więcej niż trudno, zważywszy na eskortę i okoliczności. Ledwie znaleźliście się za bramą portu, a już porwała was fala rozwrzeszczanego, gwarnego, kolorowego tłumu, przez który eskortujący was oddział sunął powolnie i mozolnie niczym lodołamacz. Gdy rozmazana plątanina twarzy, ubiorów i sylwetek tak różnych, jak tylko można sobie wyobrazić, otoczyła was ze wszystkich stron ciasnym kordonem, dowódca szturmowców zatrzymał oddział i odwrócił się w waszą stronę.
- Idźcie. Zgubcie się w tłumie. Nikt nie powinien szczególnie przejmować się kilkoma nic nie znaczącymi cywilami, ale przez dwa, trzy dni mogą was szukać, więc ukryjcie się dobrze. Powodzenia, jedi. - rzucił jeszcze, nim przeciwstawne nurty tłoczących się przechodniów ostatecznie rozerwały kordon pancerzy i wraz ze swoimi ludźmi poszedł przed siebie główną aleją.
Odpowiedz
- Spotkamy się u Fensena. - mówię do pozostałych, po czym idę w stronę jakiegoś baru. Na logikę - rycerze Jedi są tacy, że do baru raczej pic nie pójdą.
Odpowiedz
Wszyscy wykazaliście zaskakującą zgodność w kwestii tego, gdzie należy udać się, by możliwie najszybciej zniknąć jak najbardziej niepostrzeżenie. Przeciskaliście się przez tłum, niosący was jak żywy, śmierdzący gorącem i niezliczonymi odmianami potu nurt, pełen piachu, mułu i pyłu. Niewiele brakło, byście zgubili się sami, co i rusz przeskakując banthcie odchody, przecinające ulicę droidy czy co dziwniejszych przedstawicieli bardziej karłowatych ras, nie mieliście więc obaw, że ktoś mógłby łatwo za wami podążyć. Z waszej czwórki relatywnie najlepiej radził sobie Makankos, bez żenady torujący sobie drogę rozdawanymi na prawo i lewo pięściami, kopniakami i łokciami, okraszonymi niekończącą się litanią trandoshańskich przekleństw.
Koniec końców po dobrym kwadransie takich wojaży, zdeptani, zgrzani i styrani bez litości, dobiliście się do wejścia półkulistej lepianki, stanowiącej najwyraźniej miejscową mordownię.

[ Ilustracja ]

Od progu powitało cię kojące tchnienie chłodnego powietrza, które wypływało z ogromnych dmuchaw rozstawionych przy ścianach. Lokal był pełny po brzegi gośćmi chroniącymi się przed południowym upałem. Paru Durosów grających w pazaaka, Ithorianin sączący wodę z półmetrowej szklanki, Twi'lek gadający intensywnie z człowiekiem odpowiadającym mu w jego języku, grupa Gammorean, chrząkających nerwowo przy swoim stoliku i wielu wielu innych. Miejsce składało się z dwóch dużych sala przedzielonych pozbawioną drzwi framugą. W każdej z sal był jeden bar, zaś na końcu drugiej z nich, jakieś 60 metrów na wprost od wejścia, widziałeś całą okazałość władającego tym miejscem Hutta.
Odpowiedz
Podchodzę do baru. Mam ochotę coś zamówić, ale tatooińskie bary otacza tak zła sława... proszę jednak barmana op coś do picia, by ine zwracać na siebie uwagi. Siadam po prostu, lustrując przelotnie otoczenie.
Odpowiedz
We czwórkę podeszliście do barmana, na którego zastępującym twarz ciekłokrystalicznym ekranie wyświetlały się pytania o wasze zamówienia. Przemagając instynkt samozachowawczy, nakazujący natychmiastową ucieczkę w sytuacji zetknięcia się z tutejszymi substancjami psychoaktywnymi, odebraliście swoje drinki i usiedliście przy nijakim, zakurzonym stoliku. Wsłuchując się w dobiegającą z głośników muzykę, śledząc wzrokiem leniwe, agresywne lub dziwne zachowania innych bywalców tego miejsca, męczyliście się ze swoimi trunkami. Jedynie Makankos, dając kolejny dowód swojego twardzielstwa, zamówił coś, co nazywano "tatooińską brandy" i wychylił połowę, wraz z kostkami lodu.
Siedzieliście tak, milcząc i zastanawiając się nad tym, co wydarzyło się dotąd. I tym, co może wydarzyć się niebawem.
- Nie możemy tutaj tak siedzieć. - Kaileen poprawiła lekku. - Może i nie znajdą nas szybko, ale będą szukać. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby się rozdzielić na kilka dni. Liczę, że Harlan wszystko wyjaśni. Oby był po naszej stronie... - dodała niepewnie, zerkając w twoją stronę.
- No dobra... podsumujmy co wiemy. Trzeba coś ustalić.- Niklo zaczął mówić bardzo zmęczonym głosem. Obracał w rękach szklankę z dziwną substancją i oglądał jak przesuwa się przy szkle. - Harlan nas tu wysłał. Ewidentnie jesteśmy mu potrzebni. Mam jedną wątpliwość. My spotkaliśmy Mistrza w świątyni i był tam. Walczył przecież z Kunem, jak mógł być na Korriban jako Rainer, gdy przyleciał tam Huminro? Kiedy w ogóle dał radę znaleźć się w dwóch organizacjach tak wysoko? Co jeszcze... A tak Harlan powiedział mi, że Rada chce, bym szkolił Makankosa, jeśli się zgodzi. Możliwe, że w tym też miał cel. Może potrzebuje czterech jedi do czegoś?
Odpowiedz
Kiwam, głową, słysząc co mówi Niklo. Pociągam łyk ze szklanki, po czym patrzę na Makankosa i mówię:
- A ty, Makankos? Bo z mojej strony wygląda to tak: Nie możemy być do końca pewni, po której stronie Harlan stoi, bo to podwójny agent. Ściga go co prawda imperium, ale zastanawia mnie po co wziął ze sobą tego Sitha. Zastanawia mnie też dziwny zbieg wydarzeń, gdyż mamy w jednym miejscu szóstkę, a właściwie siódemkę użytkowników Mocy razem z Huminro, ale on się nie liczy, i trzy osoby, które były opętane przez Kuna, czyli dokładnie połowę ilości. Znając życie, to nieistotny szczegół, ale jest to ciekawy zbieg. - kończę monolog i pociągam potężny haust ze szklanki. Opróżniłem ją prawie, trzeba będzie zaraz zamówić nową.
Odpowiedz
- Nie mam pojęcia o kimś takim jak Harlan. Ale nazbyt dobrze znam Sitha o nazwisku Rainer. - Trandoshanin syknął wyjątkowo nieprzyjemnie, zapewne zużywając jedno z bardziej wyszukanych przekleństw. - Nie znałem wielu Sithów, ale drugą rękę dam uciąć, że żaden z nich nie jest nawet w połowie tak twardym, groźnym i bezwzględnym sukinsynem jak on. Od niego nauczyłem się wszystkiego, co wiem o walce. - pociągnął kolejny łyk swojego oleju silnikowego, zwanego miejscową brandy i zmrużył oko, wbijając wzrok w ścianę.- No, może prawie wszystkiego.
- No pięknie, czyli nasz Mistrz Jedi jest i wytrawnym szermierzem i aktualnie prawdopodobnie najpotężniejszym użytkownikiem Mocy?- Nautolianin odłożył szklankę i ścisnął pięść aż kości strzyknęły. - Czy to jakaś skrzywiona wersja przepowiedni o wybrańcu Mocy? Wiemy coś o Harlanie więcej? Może zrodził się z samej Mocy? Nie wiem... Makankos? Pamiętasz jak walczyliśmy z Sionem? Wymienił nas jakby się nas spodziewał. Znał nas. Czy to możliwe, że już wtedy byliśmy wyznaczeni? Jak on nas wtedy określił?
- A cholera wie co on tam sobie wtedy myślał w tym połamanym łbie. Bardziej interesowało mnie oddzielenie go od ramion niż to, jakie słowa z niego wypływają.
Odpowiedz
Herosi i Dota. Jestem nerdem, mogę w to grać całe dnie
Odpowiedz
Em.... coś Ci się tematy pomyliły Kiju
Odpowiedz
[WTF. Epic Fail, OMG. Tak to jest, jak się ma kilka tematów z forum otwartych jednocześnie ]

- Cóż, miejmy tylko nadzieję, że jest po naszej stronie. Bo jak nie, to wątpię, czy sprawimy mu jakieś trudności, kiedy sam pokonał 2 najpotężniejszych lordów Sith, jacy istnieli w galaktyce. - mówię, po czym odsuwam szklankę jak najdalej od siebie. Jeszcze łyk tego gówna i zwymiotuję.
Odpowiedz
- Oddzielenie go od ramion tak nam dobrze wyszło. Eh..- Jedi zamyślił się, skoncentrował się na wspomnieniach. Następnie spróbował odtworzyć słowa, które Sion kierował do niego, Makankosa, Huminro i drugiego Sitha, z którym walczyliście, gdy spotkali się z nim po raz pierwszy. - Śmierć jest częścią życia. Bez życia bla, bla, bla staje się esencją istnienia. Jest tylko śmierć, coś tam, coś tam. Nie chcecie niczego leczyć. Ty, Jedi? Nie możesz uleczyć sam siebie z niepewności, ze strachu, słabości. Jak więc miałbyś przywracać równowagę tam, gdzie jedynym bilansem jest nicość? Ty, Sithcie? Dążenie twoje do potęgi sprowadziło was tutaj, przyprowadziłeś ich wszystkich... Coś o śmierci. Jesteś głupcem. Jesteś sprzecznością, Trandoshaninie, wynaturzeniem. Skrywasz się za maską kłamstwa, którym coś tam. Coś a naturze. Też pomóc "leczyć", co nienaturalne? Czy chcesz odkupić siebie? A ty, Sithcie? Czy twój gniew, twa nienawiść i żądza zemsty to wystarczający powód? Czy macie pojęcie po co tu jesteście?... I wreszcie nam tego nie powiedział.
Trandoshanin wzruszył obojętnie ramieniem.
- Nie powiedział, co z tego? Chyba trochę za bardzo starasz się znaleźć sens w bełkocie obłąkanego trupa, mackowaty. Nie szukajmy ukrytych sensów tam, gdzie ich nie ma. On chciał zabić nas, my zabiliśmy jego. Choć i to w sumie nie do końca.
Odpowiedz
- Zgadzam się z Makankosem. Sithowie mają różne gadki przed walką, ale wszystkie mają jedną cechę wspólną - są bez sensu. Filozofia, to nie jest coś, czym powinni zajmować się Sithowie. - mówię, po czym wstaję od stolika, i podchodzę do barmana, by zamówić coś do picia. Najlepiej wodę.
Odpowiedz
- Kyle, on nie jest po naszej stronie. - Nautolianin wypowiedział to bardzo zimnym i poważnym głosem. - To co on zrobił to nie jest postępowanie jedi. Żadne cele nie usprawiedliwią tego wszystkiego. Harlan kroczy bardzo mroczną ścieżką i trzeba będzie go powstrzymać. Nie wiem tylko jak i jaką rolę dla nas zaplanował. Niestety nie mamy żadnych tropów. Chyba, że do sitha dredziarza. Był na planecie przed tym wszystkim, być może ktoś go zna. Miał towarzyszy najemników. Nim jednak zaczniemy gonić za ziarenkami piasku warto byłoby to przemyśleć a potem przebrać się i zaopatrzyć. Wasze zdanie?
- Jak zamierzasz wypytywać o dredziarza? Przecież nie podamy się za najemników i zaczniemy wypytywać innych naokoło?...
- Kaileen zawiesiła głos. - Chociaż... to nie musi być zły pomysł... Skoro i tak nie mozęmy być jedi, to zróbmy z siebie najemników. I jako tacy popytajmy tu i ówdzie. Jako biedni ludzie potrzebujemy zarobku i chcielibyśmy go zdobyć z różnych źródeł.
Odpowiedz
- To nie jest zły pomysł. - kiwam głową. - Walczyć potrafimy, myślę, że gdybyśmy powiedzieli, że stuknęliśmy paru Jedi i dzięki temu mamy miecze jakośby to przeszło. Chociaż dalej wzbudzało to podejrzenia, ale cóż, w takim razie, zostaje nam załatwić sobie jakieś blastery.
Odpowiedz
← Sesja SW 3

Sesja Kiyuku - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...