Sesja Grabarza

- Bystrzacha z Ciebie. - uśmiechnął się Jedi. Nie wyczuwałeś wokół niego szczególnych zawirowań Mocy. Albo dobrze się z tym krył, albo należał do tych, którzy bardziej koncentrują się na walce mieczem. - Sądząc po stylu w jakim prowadzi swoje kampanie to raczej nie jest aż tak bystry jak sam zwykł o sobie myśleć... choć po tym jak sam dałem mu uciec, być może nie powinienem go tak osądzać... Nigdy nie należy lekceważyć lodrów ciemnej strony mocy, ponieważ ich siła leży nie tyle w mocy co w przewrotnym charakterze walki i podstępnych sztuczkach. Nawet jeśli znasz go tylko ze zdjęć to tytuł który nosi powinien Ci mówić, że jest to ktoś do kogo NIGDY nie można być zwróconym plecami. Ale łowcy nagród chyba nie trzeba takich rzeczy mówić. -
Odpowiedz
- Mam pewien plan. - Rzucił po krótkiej chwili milczenia Gulgot - Był co prawda zarezerwowany na wypadek samotnej walki, ale może się sprawdzić i w tych warunkach.
Łowca zdjął swój napakowany ładunkami wybuchowymi karabin z ramienia i podał go rozmówcy. Broń była na pierwszy rzut oka cięższa niż powinna, a przy bliższych oględzinach okazałoby się, że wystrzał z niej jest niemożliwy.
- Co o tym myślisz? - Spytał dość enigmatycznie.
Był ciekaw, czy Jedi sam dostrzeże różnice, jakie dzieliły spluwę Gulgota od tradycyjnych.
Odpowiedz
- No cóź, niezłe na bicka, przyznaję. - odparł lakonicznie, gdy wychodziliście z lasku na otwartą przestrzeń.
Odpowiedz
- Myślisz, że rzucone tuż pod nogi ma szanse go kropnąć? - Gulgot uważał Jedi za pewnego rodzaju "specjalistów" od Sithów.
Łowca nieustannie rozglądał się dookoła, przez co przywodził na myśl płochliwego roślinożercę. Prawda była taka, że wolał pozostać tak czujny, jak to tylko możliwe, aby uniknąć wszelakich przykrych niespodzianek. Moce Jedi mocami Jedi, a wyostrzone zmysły myśliwego wyostrzonymi zmysłami myśliwego.
Odpowiedz
- Myślę, że możesz spróbować, jednoznaczny frontalny atak mógłby być zbyt zuchwałym posunięciem biorąc pod uwagę fakt, że musimy go pojmać żywego. O ile żaden plan nie jest doskonały, to kilka wprowadzonych w życie naraz, ma szanse dość mocno go skołować, wyprowadzony z równowagi powinien być łatwiejszy do spacyfikowania, dlatego kiedy już znajdziemy obiekt, zaatakujemy sekwencyjnie- jeden po drugim, jednocześnie go flankując tak, by przez chwilę miał wrażenie, że jest nas jeszcze więcej. Nie spodziewam się mieć aż tak dobrego dnia, ale gdyby w takiej sytuacji spanikował to znacznie ułatwiło by nam rozbrojenie i aresztowanie. - zakończył swój wywód i zwrócił się do partyzanta - A czy ty już się zastanawiałeś nad swoją taktyką?
Jeden z partyzantów wskazał ci kierunek nieco bardziej w prawo. Widziałeś oddalony o kilkaset metrów krater, zdecydowanie świeży, wybity po środku polany rozciągającej się między niewielkimi pagórkami.
- Eee... - zaczął ten elokwentnie - To znaczyy... Liczyliśmy, że będzie nieprzytomny lub ranny, a poza tym było nas pięciu. Nie dostaliśmy rozkazu ująć go żywego za wszelką cenę....
Zbliżyliście się do krateru na tyle, by móc już dostrzec o, co się w nim znajdowało. A znajdowała się w nim, zgodnie z oczekiwaniami, cylindryczna kapsuła ratunkowa.
- Zaczekajcie tutaj - polecił Kallot i zsunął się do krateru z ręką na włączniku miecza, zbliżając się do kapsuły
Odpowiedz
Mięśnie Gulgota napięły się do granic możliwości. To była podręcznikowa wręcz sytuacja, w której coś idzie kurewsko nie tak i zespół szlachetnych herosów traci jednego ze swych członków. Nóż błyskawicznie pojawił się w zwinnych paluchach prawej łapki Felucianina, który opadł na kucki z lewą ssawą przy ziemi, po czym pochylił nisko tułów. Żaden, choćby najmniejszy ruch nie zdradzał adrenaliny (czy też jej feluciańskiego odpowiednika) buzującego w żyłach Łowcy. Sarth'lac począł skanować otoczenie swym dodatkowym zmysłem starając się wyłapać jakieś alarmujące zawirowania mocy, które mogłyby oznaczać nadchodzący atak.
Odpowiedz
Z właściwa, choć nie przesadną ostrożnością, jedi podszedł do kapsuły i rozejrzał się wokół niej i w jej środku. Nie było nikogo, choć Kallot oglądał uważnie wnętrze, jakby szukając wskazówek czy śladów. Rebelianci trzymali broń blisko siebie, rozglądając się jak radary po okolicy, ale najwyraźniej nie dostrzegli tego, co zobaczyły oczy nawykłe do tropienia i życia w dżungli. Jakieś piętnaście metrów w lewo, po stromiźnie krateru, widniały ślady stóp odciśnięte w glinie i ziemi, wyrzuconych wokół przez upadającą kapsułę.
- Umiesz tropić najemniku? - zapytał jedi odchodząc od kapsuły. - Jeżeli poszedł od razu do bazy to będzie łatwiej, jeżeli w związku z faktem, że jego eskorta nie dotarła postanowił zrobić "suche pranie" to będzie gorzej... - zastanawiał się na głos.
Odpowiedz
Gulgot podniósł się na nogi i schował nóż. Napięcie powoli odpływało z jego ciała pozostawiając przyjemne uczucie lekkie rozluźnienia. Czy umiał tropić? Cóż, odpowiedź brzmiała tak, zdecydowanie tak. Tam skąd Sarth'lac pochodził była to zdolność służąca tak do obrony, jak i do ataku. Każdy Feluciański wojownik musiał być zdolnym tropicielem...bez tego szybko trafiłby do żołądka jakiejś miejscowej poczwary, której śladów wcześniej nie dostrzegł.
Łowca bez słowa skinął głową, po czym gulgocząc cicho podreptał w stronę śladów odciśniętych w kraterowej ziemi. Na chwileczkę przykląkł przy tropach i przyjrzał się im dokładnie. Czy długość kroku świadczyła o pośpiechu? Może nieregularność odcisków stóp lub krople krwi świadczyły od odniesionych przez tropionego ranach? Jak świeży mógł być ślad? No i najważniejsze...dokąd prowadził?
- Szedł tędy. - Mruknął Gulgot, po czym wstawszy podążył za tropem.
Odpowiedz
Ślady wydawały się dość świeże, jakieś 2-3 godziny, postawione głęboko w ziemi, w dość regularnych odstępach. W dość oczywisty sposób prowadziły w stronę miasta. Kallot również zauważył je od razu, a choć nie było w tym nic trudnego, to ze sposobu w jaki je czytał poznałeś, że również tropienie i poruszanie się w dziczy to dla niego nie pierwszyzna.
- Ruszamy, wszyscy proszeni są o uruchomienie dodatkowej pary oczu na dupie. - zakomenderował, podążając za tropem.
Odpowiedz
Gulgot zaczynał coraz bardziej szanować Kallota, który wydawał się być osobą profesjonalną i utalentowaną w wielu dziedzinach. Bez szemrania ruszył więc za Jedi trzymając się tuż przy nim i starając się jak najlepiej podzielić zasoby swojej uwagi pomiędzy śledzenie tropu oraz obserwację otoczenia.
Sarth'lac nie ufał natomiast rebeliantom, którzy pomimo dobrych chęci wydawali się być chaotyczni i mało profesjonalni. Wolał nie polegać na nich w żadnym, choćby najmniej istotnym szczególe misji.
Odpowiedz
Szliście ostrożnie, przez około pół godziny, po drodze odnotowując jeszcze odległe błyski powietrznych i gasnące echa lądowych walk. Cisza pomiędzy burzami rozpełzała się po powierzchni Balmorry. Już wcześniej waszym oczom ukazała się zwalista sylwetka miasta, które wraz ze zbliżaniem się do niego zaczęło przypominać złożoną z nieprzeliczonych elementów fabrykę. Znad szczytów tego rozłożystego mechanizmu niosły się obłoki pary i spalin, a im bliżej niego się znajdowaliście, tym więcej wokół was wyrastało śmieci, zepsutych części rozczłonkowanych maszyn i wtórnych surowców skazanych na los odpadów. Gdy od miasta dzieliły was jakieś dwa kilometry, na jego obrzeżach mogliście dostrzec migające sylwetki pojazdów, zjawiających się i niknących między zabudowaniami.
Odpowiedz
No tak, miasto. Cholerna kupa budynków, dróg i śmierdzących pojazdów uniemożliwiających tropienie. Sarth'lac zdecydowanie nie był typem mieszczucha i poszukiwanie niebezpiecznego Sith w całej tej industrialnej dżungli wybitnie mu się nie podobało. Cóż,nikt nie mówił, że będzie łatwo, czyż nie?
- To sporo utrudni. - Mruknął do Kallota - Całe tropienie diabli wzięli, a pośród tego zgiełku ukryłby się nawet kulawy Wookie w różowych goglach.
Odpowiedz
- A jednak nie jest aż tak źle. Należy wykorzystać fakt, że jesteśmy na ziemi niczyjej, co oznacza że wcale nie jest oczywiste że ma tutaj jakieś wtyczki. Dalej, nie można dać się zastraszyć tym monumentalnym panoramom miejskim- w tak obfitej metropoli wcale nie jest tak łatwo wejść i wyjść niezauważonym- szczególnie będąc Lordem, nasza zwierzyna musi się teraz przyczaić, zmieszać z otoczeniem- tyle że tak charyzmatycznej postaci jak Xyron może to wcale nie przyjść tak łatwo- tak się składa że zanim rozpocząłem trening Jedi, jako dzieciak pracowałem na zmywaku w jednej mordowni na Hutta i powiem Ci jedno- salowy który w weekendy wychodził na targ handlować częściami do statków powietrznych o przylocie każdej lepszej jednostki wiedział na góra 3 minuty od lądowania. Jeżeli Xyron szuka pilota który go z tąd zabierze, lub łączności aby porozumieć się z którymś z destroyerów na orbicie to "szczurze miasto" jest moim zdaniem miejscem w którym mamy szanse coś znaleźć.
Odpowiedz
Dobra, Sarth'lac był po wrażeniem. Tak. Zdecydowanie i szczerze pod wrażeniem. Kto by pomyślał, że tak ważna persona jak Kallot będzie tyle wiedzieć o miejskim życiu i jego prawidłach? Och, oczywiście nikt nigdy nie powiedział, że to niemożliwe, ale Felucianin i tak był zaskoczony.
- Wypowiedź godna prawdziwego miejskiego łowcy. - Rzucił na pozór obojętnym tonem - Widać też, że znasz Xyrona.
Było to słowa uznania, jakich Łowca nie użył wobec nikogo od dobrych 5 lat. Oczywiście Jedi nie mógł o tym wiedzieć, a bezosobowy ton wypowiedzi wcale nie poprawiał jej ogólnego, chłodnego wrażenia.
- Gdzie teraz? - Spytał po chwili Gulgot - Do jakiejś speluny, albo podejrzanego lombardu?
Odpowiedz
- Heh, do najpodlejszej jak domniemam - uśmiechnął się - Warto na początek zapoznać się z podstawowym węzłem komunikacyjnym, co za tym idzie dowiedzieć się o newralgicznych punktach infrastruktury miasta - ratusz, główny dworzec - zwykły informator miejski jaki można spotkać na co drugim rogu powinien nam wystarczyć, jak znam życie mety i meliny same nam się ponawijają, kiedy zaczepi nas pierwszy handlarz zapalniczek. Wystarczy dać się ponieść ścieżkom Mocy - dodał łobuzersko, puszczając do ciebie oko i wyruszył niespiesznym krokiem w stronę wybujałej infrastruktury.
Odpowiedz
Gulgot przekrzywił lekko głowę i wzruszywszy ramionami ruszył za Jedi. Informator miejski...kto by pomyślał? Pomysł tak prosty i logiczny, że aż genialny. Łowca spokojnie podążał za Kallotem starając się wyglądać tak wyluzowanie, jak tylko może ktoś odziany w lekki pancerz bojowy i hełm zakrywający oblicze.
Idąc Sarth'lac starał się zachować perfekcyjną czujność. Nigdy nie polubił miast i nigdy im nie zaufał - wszystko mogło się tam wydarzyć. Och, oczywiście jego rodzinne dżungle nie należały nigdy do bezpiecznych miejsc, ale obyczaje różnych bestii był szablonowe i łatwe do przewidzenia. Podobnie wygodne zachowanie nie obowiązywało jednak istot rozumnych, których natura jest znacznie trudniejsza do zgłębienia.
Odpowiedz
[ Ilustracja ]

Niespiesznie i nawet nie niepokojeni przez kogokolwiek, odprowadzeni jedynie wzrokiem kilku przechodniów i dziwnych, łażących w niewiadomym celu droidów, weszliście na obrzeża miasta. Widok, dźwięk a nawet zapach czystego industrializmu roztoczył się wokół was ze zdwojoną siłą. Niskie, kilkupiętrowe i do bólu pozbawione wyrazu budynki stały tutaj gęsto, tworząc krótkie, zazwyczaj ślepe alejki i labirynty, między którymi przemykały pojazdy, roboty i jacyś miejscowi. Za piątym z kolei zakrętem na rogu trzech uliczek pojawił się holograficzny ekran z oznaczeniem "i". Równocześnie z sąsiedniej bramy wyszedł wam na przeciw jakiś żul, który rozchylił poły płaszcza z wprawą ekshibicjonisty i ochrypłym głosem zapytał Kallota:
- Ej, szefie, może nowiutką napalmniczkę? - zaoferował towar, rozwieszony w girlandy metalowych pojemniczków dziwnej konstrukcji.
Ku twemu, było nie było, zaskoczeniu, kapitan Kallot, Rycerz Jedi, który cholera wie ile przesiedział w dżunglach Duxun, zasunął do menela ulicznym slangiem i akcentem.
- Nie fajkam. Ale powiedz mnie lepiey dzie znajde kiego łowce - tylko nie yakieoś twoyego koleszke - tutaj przysunął twarz na centymetry do cuchnącej mordy złodzieja zapalniczek - Szukam elyty tego miasta.
- Khe, khe. - zaczął konfidencjonalnie menel. - A to zależy, brachu, jak BARDZO potrzebna ci ta informacja... - oblizał się obleśnie po paskudnej gębie.
- Brachu... - odezwał sie leniwie jedi, ciężko kładąc dłoń właścicielowi obleśnego uśmiechu na ramieniu - lepiej abyś nie wiedział jak bardzo.
Cinkciarz zmieszał się wyraźnie, przetoczył wzrokiem po chodniku i powiedział:
- Dobra... Jest jeden koleś, w starej fabryce broni, cztery przecznice stąd... - tłumaczył, przełykając co jakiś czas ślinę i buchając wokół odorem wydobywającym się z jego pragęby. - Nazywa się Hico, nie wiem jak się do niego dostaniecie, ale to już wasza rzecz. Facet wie o każdym grubszym biznesie w mieście i sprzedaje na lewo broń i amunicję Duperium i leśnym chłopcom. - spojrzał kpiąco na towarzyszących wam partyzantów.
Odpowiedz
Sarth'lac nienawidził istot takich jak menel, z którym właśnie rozmawiał Kallot. Podobny element zajmował u niego mało zaszczytne miejsce poniżej kulawych gizek, co znaczyło, że znajduje się bardzo, bardzo nisko. Łowca po raz kolejny cieszył się, że jego hełm zasłania całość oblicza - w innym wypadku każdy mógłby się przekonać jak wygląda przepełniony obrzydzeniem Felucianin. Nie chodziło nawet o parszywy charakter żula, czy też o jego trupi odór...po prostu Gulgot sam był kiedyś członkiem najniższych kast społeczeństwa, a mimo to miał w sobie na tyle dużo dumy i silnej woli by nie upaść tak nisko jak ten delikwent.
I tu do pracy ruszyła jedna z typowych cech Felucian - huśtawka nastrojów. Czy to z powodu dziwnej pobudliwości układu nerwowego, czy też przez ciągłe przebywanie w ciemnych lasach rasa ta nabrała tendencji do dynamicznych zmian humoru. Sarth'lac na ogół umiał w większym lub mniejszym stopniu kontrolować ów "skoki", ale widok tego brudnego, pełnego pogardy parszywca poruszył w nim jakąś szczególnie wrażliwą strunę.
- Duperium i leśni chłopcy, co? - Zagulgotał Łowca powoli podchodząc do menela - Kim więc jesteś ty, który tak się naśmiewasz z dwóch mocarstw?
Olbrzymia, zwalista sylwetka Gulgota górowała zapewne nad tubylcem, a ciężki, gulgoczący oddech zapewne jeszcze pogłębiał ów wrażenie.
- W czym jesteś od nich lepszy, że tak sobie z nich kpisz, co? - To dziwne, ale w beznamiętnym głosie dało się wyczuć prawdziwą, ognistą wściekłość.- W czym śmierdzący uliczny szczur jest lepszy od żołnierzy?!
Sarth'lac chciał zmazać to kpiące spojrzenie z mordy menela, i wiecie co? Jak chciał tak zrobił (a przynajmniej spróbował) wymierzając w nią porządnego kopa. Ach, posiadanie rozciągniętych stawów, wykształcenie w walce wręcz oraz twardych podeszew miewa swoje plusy.
Odpowiedz
Żul, lotem parabolicznym, spotkał się z betonem.
- To było zbędne. I głupie. - Rzekł spokojnie jedi, stojąc dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał, kiedy jeszcze rozmawiał z menelem - Nie wiem jak na tym etapie idzie Lordowi Xyronowi, ale puki co istnieje spora szansa, że jak na razie lepiej się wtapia w otoczenie niż my. - Dodał oschle, po czym podszedł do leżącego męta i podał mu dłoń, by go podnieść. Szło oporowo, ale ostatecznie udało się, a wtedy Kallot spojrzał żulowi w rozbiegane oczy z bardzo bliska i nie cierpiącym sprzeciwu, kategorycznym tonem, powiedział:
- Nie było nas tutaj. Nie widziałeś nas. Nigdy nas nie spotkałeś.
Poczułeś dziwną sensację w okolicy kręgosłupa, przechodzącą aż po samo czoło. Śliniąc się i krwawiąc z rozbitej kopniakiem gęby, menel nieprzytomnie pokiwał głową i bardzo wolno popełzł przed siebie.
Odpowiedz
Gniew odszedł tak samo szybko jak przypełzł, a na jego miejsce przyszło ohydne, gorzkie poczucie wstydu. Cholernie ciężko jest walczyć z własną naturą...ona zawsze znajdzie sposób by wyjść na swoje.
- Się nie powtórzy, szefie. - Mruknął Gulgot przesuwając wielką, zaopatrzoną w przyssawki łapę po obliczu hełmu. - Przepraszam.
No tak, Jedi najpewniej wyczyścił menelowi pamięć za pomocą mocy. Ech, gdyby tak przydatne sztuczki były dostępne Sarth'lacowi...
Odpowiedz
← Sesja SW

Sesja Grabarza - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...