droga_szamana_5

NOWA niekończąca się opowieść..........

Estcharu chwiił Atis i przystawił jej miech do szyji.
Nagle na dziedzińcu pojawił się Fig i Ramizes
-Estcharu mamy krew zostaw ją!
-Najpierw krew potem dziewczyna - odpowiedział Estcharu
-Puszczaj ją to my tu mamy krew.
Estcharu zostawił Atis w spokoju.
-Uciekaj Atis! - krzyczał Finkregh
-Nie zostawie was.
Uciekaj poprostu mamy plan!! - odrzekł Ramizes
Atis znikła w mroku
-Finkregh to co z tym twoim planem?? Co prawda Atis jest bezpieczna ale co z nami?? - Ramirez zapytał niecierpliwie wiedząc że mają mało czasu.
-Spokojnie właśnie staram się coś na szybko wymyślć.
-CO JEST WYMOCZKI!!??? DAWAĆ KREW ALBO ZGINIECIE ZRESZTĄ I TAK UMRZECIE.
-Nio to przekichane!! - odrzekł Fig
-Raczej nie uda nam się uciec.
-Czekaj patrz ktoś stoi za Estcharu! - powiedział ze zdumieniem Finkreght
-Tak masz racje. Ale on mi nie wygląda na człowieka .
Nagle tajemnicza postać błyskawicznym ciosem krótkiego miecza ciężko raniła wilcze ciało Nekromanty.
Rozległ się krzyk przy którym nie jeden by ogłuchnął.
-NNNNNNIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!- Wrzasnął przewracający się na Estcharu.
Tajemnicza postać nie wiadomo skąd pojawiła się obok Ramireza.
Ramirez jak zwykle pakujesz się w największe tarapaty. - postać skinęła głową.
-Ty ja cię skądś znam.
-No faktycznie genialny jesteś. - osobnik roześmiał się pod nosem.
-Ashgan? - zapytał zdziwiony wampir
-Nie. Robaczek świętojański. - kpiąco odezwała się postać
-Skąd ty tu..... Myślałem że ja jestem ostatnim wampirem.
-Akurat. Myślałeś że pozwolę ci żeby wszystkie tytuły przypadły tobie? To się chyba pomyliłeś. Szukałem cię od czasu gdy klan się rozpadł. I widać znalazłem.
-Ramirez opowiesz mi może co to za koleś? - odparł Fig
-Tak to jest mój stary znajomy. Byliśmy razem w klanie dopóki ten się ne rozpadł.
-No to już wszystko jasne. Jestem Ashgan a ty masz na imię Finkreght tak??
-No tak ale dla znajomych Fig
-Może dołączesz do nas? - zaproponował wojownik
-Ja nie mam nic przeciwko ale czuję się troche niepewnie w towarzystwie 2 wampirów.
-Nie musisz się obawiać. Ja piję tylko krew zwierzęcą. Ale nie wiem jak Ramirez dawno się nie widzieliśmy.
-Koniec tej pogaduszki - oświadczył wampir - Ruszajmy do obozu zanim Estcharu powstanie.
-Prowadź........
____________________________________________________________________

Atis dobiegła tymczasem do obozu.
-Jest tragicznie!!!!!!!!!! - wykrzyczała zdenerwowana i zmęczona
-Co się stało?? - odrzekł wiecznie spokojny Nazin
-Ramirez.......
-Wiedziałem że z tym typkiem jest coś nie tak - powiedział Adam w ten przerwała mu spowrotem Atis.
-Nie o to chodzi Ramirez i Fig zostali sami z Estcharu.
-O żesz ty!!! I co zostawiłaś ich tak samych?? - wykrzyczał Medivh
-Nie ma czasu na zbędne pytanie szybciej musimy im pomóc! - odrzekł Nazin
-Tak chodźcie jak najszybciej
Po kilkunastominutowym biegu spotkali grupę dyskutantów.
-Nic wam nie jest?? - Zapytała Atis - I co to za osobnik??
-Spokojnie wróćmy do obozu to wam opowiemy pokolei.
Gdy wrócili do obozu Ramirez wszystko opowiedział.
-Doprawdy niesamowite. - wydusił z seibie pół-elf
-Ale jak raniłeś Estcharu nikomu z nas się to nie udało?? - Nazin zwrócił się do Ashgan'a
-To proste po rozbicu się klanu do którgo należałem z Ramiezem, napotkałem martwe ciało mistrza naszego klanu Nyzeil'a. Miał on przy sobie ostanią z dedarycznych broni. Więc nie wahając się wziąłem ją. I widać jej magiczne właściwości to prawda. Mój miecz zwie się Tribunal.
-Pfe.. Wampirze sztuczki - powiedział łowca smoków
Ashgan wyszczeżył kły do Adama który trochę się zaniepokoił
-Ale pozostaje jeszcze jedna kwestia czy Ashgan może do nas dołączyć?? - zapytał wojownik - Przydałby się nam jest on z profesji skrytobójcą.
-Nie ma mowy! Oni nas tu pozagryzają czy coś.. - krzyczał Adam
-Uważaj Ashgan jest spokojny ale ja nie - oznajmił Ramirez i pokazał kły
-Ja myślę że może dołączyć - powiedziała niedokońca pewna Atis. - Wkońcu uratował wam życia i tymczasowo zneutralizował Estrachu.
-Ja się nie zgadzam! Ale dobrze jeden wasz wybryk i zabije obydwu - odparł łowca smoków
-NA ŚMIERĆ ZAPOMNIAŁAM!!! - wykrzyczała zdenerwowana Łowczyni
-Kochanie co się stało? - zapytał Med
-Nie nic wy tu rozmawiajcie a ja muszę coś zrobić.
Atis prrzysiadła na kamieniu i zaczęła skrytą rozmowę z duszą Marcusa.......
___________________________________________________________________

Tymczasem nekromanta się ocknął i zobaczył piekącą ranę którą wypaliła w jego boku dedaryczna broń.
-To niemożliwe przecież zniszczyłem całą dedarykę chyba że...
-Ten przeklęty wampir Nyzeil on miał ostatnią z broni musiałem po jego zabiciu zapomnieć o mieczu. Mniejsza o to teraz muszę zaleczyć ranę i zebrać ponownie moce aby pokonać tą małą sukę oraz resztę jej przeklętaj załogi.
Przed Estrachu otworzył się portal do strefy astralnej i wszedł w niego.

No cóż, i ja się pogubiłem... I rada, Ashgan - INTERPUNKCJA! W wielu miejscach brakuje przecinków albo wykrzykników... Co niezbyt mile się czyta i nie pisz na biało bo się też źle czyta:/
Aha... Eshtaru jest w ciele wilka.. Wilka-demona... Więc nie mógł przystawić miecz do szyi Atis


------------------------

'Marcus?'
'Tak, Atis?'
'Nie wiem co się stało... Chyba pokonaliśmy Eshtaru'
'Niestety, mylisz się. Eshtaru żyje. Masz amulet?'
'Mam... Ale zadziałał na kimś, kogo spotkałam w zamku. Co to znaczy?'
'Atis, mamy bardzo mało czasu. Nie wiedziałem, że którykolwiek uwolnił się ze strefy. Wszycy Czterej żyją, Atis, wszyscy BYLI uwięzieni w astralu, a teraz się uwalniają. Eshtaru także jest tutaj, ale, na szczęście, nie jest z tego samego obozu co pozostała trójka. Mamy mało czasu, Atis. Uciekajcie stąd. Gdziekolwiek. Pamiętasz nasz krótki postój przed tym, jak Eshtaru zaatakował cię w moim ciele?'
'Tak...'
'Stoi tam w lesie magiczny obelisk. Zawiesisz na nim amulet. W dwa małe otwory na obwódce włożysz moje białe pióro, a od Ramizesa weźmiesz czarne. Może mu się to nie spodoba, ale weźmiesz je albo po dobroci, albo siłą. Musisz chronić obelisk.'
'Oczywiście, Marcus... Ale mam pytanie. Czy ty jesteś aniołem?'
'Blisko. Ale nie do końca. Zobaczymy się później.'
____________________________________________________________

- Brawo, kolejny wampir, i to z magicznym mieczem na dodatek... Nasza drużyna schodzi na psy! - mamrotał wściekły Adam.
- Nie pozwalaj sobie, człowieku... Ja wszystko słyszę - odezwał się po cichu Ramizes, do ucha Adama.
- Tak w ogóle, skąd to się tu wzięło? - Medivh dokładnie oglądał miecz Ashgana.
- Wiesz, to dłuższa historia... Wolałbym posłuchać wyjaśnień Finkregh'a Ramizesa, co robili z Eshtaru...
Gdy bohatorwie byli lekko zajęci nowym wampirem. Część chciała usłyszeć co się stąło z Eshtarem.
-No cóż...jakby to zacząć...-wykręcał się jakby Ramizes.
-Powiedz, jesteśmy ciekawi-poganiał Nazina.
Wtem w głowie Finka rozległ się jakiś z początku nie znany głos.
-Zrób potral do zamku Eshtara. Musimy dokończyć to co mieliśmy zacząć...Użyc krwi i posiąść moc -głos ten należał do stojącego obok Ramizesa. Zresztą jego uśmiech bezwątpienia wskazywał na niego.
-Teraz? Gdy wszyscy są tutaj?-odpowidział w myślach Fink.
-Nie mamy czasu do stracenia...W zamku Eshtara napewno znajduje się sprzęt to obrubki tejże wspaniałej krwi...
-Z pewnością...zatem przygotuj się bo trzeba będzie działać szybko...-lecz wtem Fink sobie o czymś przypomniał-A co z Atis? Ona może za nami podążyć!-spytał lekko zakłopotany Fink.
-A niby skąd będą widzieć gdzie się teleportowaliśmy? Rób co trzeba...
-Dobrze...daj mi chwilę...
Wymiana myśli trwała krótką chwilę.
-Byliśmy w zamku gdy...-zaczął powoli i zwekając z opowieścią Ramizes
Fink zaczął intakantacje. Odszedł trochę do tyłu. Po chwili utowrzył potral. Wszyscy obrucili się zaskoczeni.
-Co robisz, Fink?!-spytał zaskoczony Nazin.
-Mamy coś do załatwienia. Niedługo wrócimy!-zapewnił Ramizes i w mgnienia oka obaj byli już na dziedzińcu zamku. Potral został zamknięty i nikt nie zdazył zreagować...

--------------------------------------------------------------------------------

-Gdzie oni do cholery poszli?!-Spytał zdenerwowany Adam.
-Nie mam pojęcia!-Nazin był w nie lada szoku.
-Ty...nowy truposzu!-Adam wskazał na Ashgan'a-Gdzie oni się udali?!
-A skąd mam to widzieć? Jestem tak samo zdziwiony jak wy!-Ashgan również nie rozumial zamiarów swojego przyjaciela Ramizesa...
Po chwili pojawiła się Atis. Zaczęła się rozglądać za jednym z członków drużyny.
-Gdzie jest Ramizes?-spytała.
-Nie wiemy...wraz z Finkiem wskoczyli w teleport i ślad o nich zaginął-odpowiedział natychmiast na pytanie Med.
-Akurat wtedy gdy mi go najbardziej potrzeba?! Niech to diabli!-Zezłościła się Atis.
-Spokojnie, kochanie. Niedługo z pewnością wrócą...
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
-Dobra jesteśmy co teraz?? - Zapytał Finkregh
-Musimy poszukać pomieszczenia alchemika tam napewno znajdziemy odpowiedni destylator i resztę rzeczy - odpowiedział luźno Ramizes
-Dobze zatem ruszajmy szybko bo jeszcze Estcharu wróci ze strefy astralnej i będzie po nas.
Obydwoje czym prędzej udali się do zamku. Korytarze były niesamowicie puste jak na twierdze nekromanty.
-Finkregh nie czujesz że cos jest nie tak nie widzę tu ani jednego szkieleta ani umarlaka.
-Faktycznie coś jest nie tak, ale póki co ruszajmy czym prędziej.
Obeszli cały zamek i trafili do punktu wyjścia
-O w morde. Fig tu nic nie ma. Cholera jasna - zaklnął wojownik
-Nie ma tu nic poza ciemnymi pustymi pomieszczeniami.
-I co teraz Ramizes?
-Choćmy jeszcze raz do tego pomieszczenia w którym była sterta papierów.
-Dobrze zatem prowadź - odpowiedział Fig
Gdy weszli do pokoju zaczęli przeglądać papiery.
-A czego my tak właściwie szukamy?? - zapytał mag
-Jeszcze nie wiem ale jak znajde to ci powiem. - odrzekł wojownik - Mam!
-Co takiego Ramizesie??
-To są plany budynku. Patrz tu jest ukryte pomieszczenie alchemika tam się udamy.
Gdy doszli do miejsca w którym było pomieszczenie Ramizes nacisnął przełącznik w ścianie i otworzyły się ukryte drzwi.
-Wchodzimy?? - zapytał Fig
-A masz inny pomysł??
-To prowadź bo ty lepiej widzisz w ciemności.
Gdy zeszli na dół ujrzeli probówki i duży destylator stojący obok biurka...........
_____________________________________________________________________

-Ciekawe gdzie ich wcęło? - zastanawiał się Med
-Musimy ich znaleść bo potrzebuje jednej rzeczy od Ramizesa - powiedziała Atis
-Czy chodzi ci o pióro ciemności?? - zapytał Ashgan
-Skąd wiedziałeś?? - zapytała łowczyni
-No wampiry to nie ludzie mają trochę lepsze umiejętności np. potrafię czytać w myślach.
-No pięknie. Cholera niedość że mamy w drużynie 2 wampiry to jeszcze czytają nam w móżgach! - zdenerwował się Adam
-Ciesz się że nie piję ludzkiej krwi. Tylko zwierzęcą. Choć może mógłbym zrobić wyjątek - wyszczeżył kły Ashgan do łowcy smoków
-Ale nadal się zastanawiam skąd taki wspaniały micz wziął się w 1 świecie?? - zastanawiał się Medivh
-Kiedyś istaniało 7 dedarycznych rzeczy. Były one na tyle potężne że nic nie mogło się im przeciwstawić, Dowódca naszego Nyzeil posiadał właśnie tan miecz "Tribunal". Największym wrogiem Nyzeila był podobnie jak naszym Estcharu. Obawiając się o swe życie nekromanta zgładził naszego dowódcę gdy ten się najmniej tego spodziewał. A że Estcharu niszczył całą dedaryke która istniała miał zamiar zniszczyć również Tribunal'a lecz najwyraźniej zapomniał go wziąć p zabiciu Nyzeila. A tak wogóle dedaryka była kuta w strefie astralnej przecz wszechpotężnego kowala Armonda. A że był on w związku małżeńskim ze śmiertelniczką na jej prośbę przeniusł cały zestaw na nasz świat i jego żona rozdała go najlepszym Herosom w 1 świecie. - opowiedział Ashgan
-Bardzo ciekawe a te zdobienia z czego są wykonane?? - zapytał ponownie Med
-Czysty czerwony meteoryt który dodaje tylko wytrzymałości broni.
-Dobrze konieć tych opowieści zastanówmy się gdzi szukać Ramizesa i Finkregha..........

- Atis, Atis, słyszysz mnie?
- Rincewind? - zdziwiła się Atis słysząc głos maga.
- Gdzie? - od razu zareagował Medivh. - Gdzie? On by nam się teraz bardzo przydał.
- Ciiiiii. Nic im nie mów. Z nimi później porozmawiam. A teraz słuchaj uważnie. Wiem, że rozmawiałaś z Markusem.
- Co? - zdziwiła się po raz kolejny Atis.
- Pytałem gdzie widzisz Rince'a - zirytował się półelf.
- Yyyy... nigdzie... Nigdzie, przewidziało mi się - wyjaśniła szybko łowczyni.
- Mówiłem nic nie mów. Nieważne gdzie jestem i kiedy wrócę. Słuchaj uważnie. Wiem, że z nim rozmawiałaś, bo ze mną też się kontaktował. Wiem też, co ci powiedział. Tak więc, idź do tego obelisku i przygotuj go odpowiednio. O pióro się nie martw, podeślę ci któregoś maga. A i jeszcze jedno, nie mów nic chłopakom. Nic nie mów, o nic nie pytaj. Idź - głos czarownika był bardzo niepokojący. Nawet przez rozmowę mentalną można było wyczuć w nim duże podniecenie i strach.
Magowie rozmawiali właśnie z Ashganem przy ognisku o możliwości dogonienia Ramizesa i Fig'a, gdy Atis po cichu wymknęła się z pieczary. Pobiegła w stronę miejsca, o którym mówił jej jakiś czas temu Markus. Zastanawiała się tylko co to wszystko znaczy. Czy to aby na pewno był Rince? Może ktoś go więzi, a on kontaktując się z nią mówi wszystko co każe mu ten ktoś, ratując tym samym życie swoje i Ayi? Takie myśli błąkały się po głowie Atis, jednak za chwile rozwiały się jej wszystkie wątpliwości.
- 'Atis.'
- Markus?
- 'Tak, to ja. Nie mam w tej chwili zbyt wiele mocy i czasu. Powiem tylko, że to był Rincewind i na pewno cię nie oszukał' - w głosie demona słychać było przyspieszone tętno.
- Ale Markus. Po co to wszystko?
- 'To dla waszego dobra moja droga.'
- Ale po co od razu Rince? Nie mogłeś sam się ze mną skontaktować?
Nie słychać jednak było odpowiedzi.
Tymczasem w pieczarze Medivh wyszedł na chwile na zewnątrz, pod pretekstem potrzeby fizjologicznej.
- Słuchaj uważnie Medivh. Atis poszła do obelisku. Tego w lesie, który mijaliśmy kilka dni temu. Na pewno pamiętasz. Teraz musisz zamknąć Ashgana w Nienaruszalnej Strefie Otulika. Może nam przeszkadzać. Właściwie, to nie jestem pewien, ale tak na wszelki wypadek zamknij go. Zostaw przy nim Adam, a sam z Nazinem przenieście się w miejsce, gdzie stacjonują teraz Ramizes i Fig. Wiem, że nie odzyskaliście jeszcze zupełnie sił, ale od was wszystko zależy. Skoncentruj się na wampirze, a Nazin na magu, po czym otwórzcie Wymiarowe Drzwi. Musi się udać - głos elfa nie był spokojny, jak zawsze. Poszczególne słowa akcentowane były dobitnie, a nawet przesadnie. Medivh nawet nie próbował przerywać. Jeszcze nie wszystko rozumiał, ale wiedział, że na pewno czarownik szykuje jakąś większą akcję. - Na tych dwojga znowu rzućcie Nienaruszalne strefy. Tylko błagam was, na litość boską uważajcie. Są niezwykle szybcy. Można powiedzieć że mają szósty zmysł. Tak więc przygotujcie zaklęcia wcześniej, będąc już w portalu. Jak tylko zobaczycie dwie sylwetki, rzucajcie zaklęcia. Musi się udać. Musi... Teraz najważniejsze. Weźmiesz od Ramizesa czarne pióro.
- Ale przecież będzie w Strefie. Nie będę mógł się do niego zbliżyć na odległość większą niż dwie stopy - tym razem przerwał Medivh.
- Cholera, masz rację - półelf pierwszy raz usłyszał jak Rince przeklina. - Nie wiem co powinniście zrobić... Musicie sobie jakoś poradzić. Wierzę w ciebie i Nazina. Musicie zdobyć pióro. Później jak najszybciej teleportuj się z nim do obelisku. Nazin niech pilnuje Figa i Ramizesa. Tam Atis wszystko ci wytłumaczy. Będziesz musiał przygotować odpowiednie inkantacje. Sama nie da rady.
- Dobrze. Ale co z tobą? - spytał półelf.
- Ja... Ja z Ayą zajmiemy się Estcharu. Rozmawiałem z najstarszą Złotą Smoczycą w Górach Szarych. Będę miał ze sobą silnego, dorosłego, doświadczonego Złotego Smoka - głos czarownika wyraźnie zmienił ton. - Jednak nawet ona go nie pokona. Dlatego spróbujemy go sprowadzić właśnie do obelisku. Tam musimy go tak przycisnąć, żeby nie miał czasu na nic innego jak uniki i odpieranie zaklęć. Atis wtedy tylko przyceluje... Musze kończyć. Powodzenia Medivh. Na pewno wam sie przyda...

I nadejdzie wkrótce ten dzień...

RTS
Medivh opowiedział wszystko Nazinowi po cichu i zaraz rzucił na Ashgana
Nienaruszalną Strefę Otulika. Wampir był niezwykle oszołomiony:
-Ej co jest do jasnej cholery?? - zdenerwował się Ashgan
-To dla twojego dobra później ci wyjaśnimy.
-Adam ty zostań tu i go pilnuj! - rozkazał Nazin
-Z przyjemnością
Magowie tymczasem udali się poza obozowisko, przygotowali czary i weszli do portalu. Po drugiej stronie
spotkali Ramizesa i Figa którzy wracali z destylatem. Nie czekając na nic puścili zaklęcia i uwięzili maga i
wojownika:
-Co jest odbiło wam czy co? - zapytał zbulwersowany Fig
-Uwierzcie chłopcy musimy a teraz Ramizes daj mi mroczne pióro bo bez niego nie pokonamy Estcharu.
Nazin otorzył pomnijszy portal do którego Ramizes wrzucił pióro. Wten magowie zniknęli a 2 delikfentów zostało
w nienaruszalnej strefie. Gdy przeteleportowali się do obelisku ujrzeli Atis.
-Atis jesteśmy mamy mroczne pióro! - wykrzyczał Med
-To dobrze wy stańcie po bokach obelisku a ja umieszczę komponenty w środku.
Atis umieściła we wgłebieniach na obelisku 2 pióra i amulet. Obelisk zaczął pulsowac czerwonym światłem.
Magowie byli przygotowani na najgorsze a Łowczyni miała pod ręką miecz. Nic się jednak nie stało........
________________________________________________________________________________
______________

Ashgn zaczął konwersacje z Adamem:
-Właściwie to dlaczego ty tak nie cierpisz wampirów - zapytał skrytobójca
-Nie twój interes pokrako!!
Ashgan urzył jednak persfazji telepatycznej i łowca smoków wszystko opowiedział.
-Może jednak ci powiem a więc to było tak. Gdy miałem 7 może 8 lat przeprowadziliśmy się z rodzicami do
miałej wioski na pólnoc od wybrzeża Yuan-Ti. Było tam bardzo pięknie, ale nie wiedzieliśmy jednak że w
miasteczku grasują wampiry. Pewnej nocy gdy spaliśmy udałem się do podziemniej spiżarni po kawałek wędzonej
kiełbasy bo byłe wygłodniały. I stało się. Do domu weszły 2 wampiry. Ojciec nie zdążył nawet wyciągnąć śrótówki, bo
cała rodzina leżała martwa. Tylko ja jedyny przeżyłem. I od tej pory nie nawidzę wampirów.
Po krótkiej opowieści Ashganowi znudził się pobyt pod zamknięciem więc wykorzystał magiczną moc Tribunal'a i
wbił miecz w powłokę która go otaczała. Czar prysł.
-O żesz ty!! - Adam był zaszokowany
-Spokojnie nic ci nie zrobię już mówiłem że ludzkiej krwi nie pije. Niepokoje się tylko o Fig'a i Ramizesa.
-Dobrze spróbuję ci zaufać ale nie oczekuj cudów bo jeden twój ruch i będzie po tobie pamiętaj! - ostrzegał łowca
-Dobrze a teraz pozwól mi się skupić.
Ashgan siadł po turecku na kamieniu i zaczął mętalnie rozmawiać z Ramizesem.
'-Przyjacielu czuję że jest coś nie tak co z wami?'
'-Ci przeklęci magowie uwięzili nas w nienaruszalnej strefie Outlika'
'-Wiem jak możesz się uwolnić. Masz tą krew?'
'-Tak ale zdestylowaną'
'-To tym lepiej potrzęś fiolką i wypowiedz "ﺹﺷﺵﻦﺿﺻﺹﺷﺵﺕﻦ "'
Ramizes tak zrobił. Fiolka rozjarzyła się czerwonym blaskiem i zaklęcia prysły. Fig jak najszybciej otworzył portal
i znaleźli się w obozie.
-Czuję że Atis stanie się coś złego musimy ich znaleść - orzekł Ramizes
-Tylko gdzie ich szukać? - zapytał coraz bardziej ufny Adam
-Chwila sprubuję wyłapać ich mentalnie. - powiedział Ashgan - Taaak oni są przy obelisku smoka.
-Więc ruszajmy!! - wykrzyknął Fig i natychmiast otworzył portał........

Pojawili się niedaleko polany.
- O cholera! Uaktywnili obelisk! - krzyknął Finkregh.
- No to chyba o to chodziło, nie? - zapytał zdzwiony Ramizes.
- Tak, o to chodziło... Ale nie w TĄ STRONĘ! Teraz go PRZYWOŁUJĄ!
- Coś ty powiedział? - Ashgan wyraźnie zgubił się w wypowiedziach.
Adam pobladł na twarzy.
- Eeeeee... popatrzcie... - wskazał na źródło pulsującego, czerwonego światła. Tyle że ono nie było już czerwone, tylko czarne.
- Jasna cholera... Zna ktoś telekinezę?
- Szczerze? Nie - odpowiedział Ramizes, podobnie Ashgan.
- No co się patrzysz na mnie? Jestem tylko człowiekiem! - powiedział Adam, widząc spojrzenie Finkregh'a.
- To nie mamy nic do roboty, a przynajmniej w tej chwili. Radzę się ewakuować... Do zamku. I to jak najszybciej.
Nie czekając na reakcje reszty otworzył portal i przeskoczył przez niego, znajdując się naprzeciw wrót zamku Licha.
- No dobra... Sprawa wygląda tak: Meda, Atis i Nazina instruuje ktoś, nie wiem kto i nie obchodzi mnie to. W każdym razie ten ktoś chce, żeby Eshtaru znowu przybył do tego świata...
- ...i znowu terroryzował świat. A wiec tak pokierował tą trójką, że zamiast zniszczyć go ostatecznie, przywołują go. A to oznacza...
- ...śmierć tysięcy i nasze zniewolenie - słowa Ramizesa uzupełnił Ashgan. - No co? Myślisz że ja też chodziłem samopas? Ale nie pracowałem do niego, przynajmniej.
- Ramizes, pamiętasz umiejscowienie dużej, okrągłej komnaty? - zapytał Fink.
- Tej z kolumnami z czarnego kamienia?
- Tak, dokładnie tej.
- Jasne że pamiętam...
- No to mi to pokaż, bo musimy się tam dostać NATYCHMIAST - czyli po prostu się tam teleportujemy.
- No to masz... - powiedział Ramizes, i przekazał obraz umysłowi Fink'a. Po chwili znaleźli się przed komnatą...

____________________________________________________________

Atis wraz z Nazinem i Medivhem czekali przed obeliskiem, gotowi zabić to, co po zaklęciu wyjdzie z obelisku. Jednak zdziwili się, gdy czerwone, pulsujące światło zmieniło kolor na czarny... Po chwili powalił ich ogromny ładunek radości i podniecenia wydobywający się z czarnego kamienia...

____________________________________________________________

"TAK, TAK! TERAZ ZNISZCZĘ WAS WSZYSTKICH, JEDEN PO DRUGIM!"
Eshatru czuł, że odzyskuje swój dawny kształ i siły.
Gdy Ramizes wraz z Fingregh'em przeszukiwali komnatę. Adam został sam z Ashganem. wampir przykucnął i na ziemu ujrzał fiolkę z krwią której byłe jeszcze niemałe ilości. Szybko wypił ją. Rozległ się straszliwy krzyk. To co łowca smoków ujrzał było strzaszne. Ashgan tażał się po ziemi a na jego czole pojawił się znak Betherzena dziedzica tronu potępionych.
-Nie może być. Cholera - zaklnął Adam
Ashgan po dłuższej chwili powstał. Jego skóra stała się szarego popielatego koloru. Na czole widniał pomarańczowy znak, a sam Ashgan stał się jakby potężniejszej budowy. Z tyłu wystawały również popielate błoniaste skrzydła.
-Co się ze mną dzieje?? Moja głowa. Aaaa - wyjęczał chrypliwym głosem Ashgan.
-Nie!!! - krzyczał łowca
-Cuż to za preperat był dziwna ta krew zaiste. - powiedział spokojnie demonicznym głosem Ashgan
-Je..je..je jesteś demonem dziedzicem tronu potęponych.
-A więc ta krew jednak ma moc. Hahahahahaha. Zginiesz nędzna śmiertelna istoto.
Ashgan wyciągnął Tribunala i poderżnął gardło Adamowi który nie zdążył wyciągnąć broni.
-Gdzie jest Ramizes?? Skurczybyk zawsze ucieka kiedy go potzrebuje. Razem zawładniemy tym światem. - na twarzy demona pojawił się mroczny uśmiech..........
____________________________________________________________________

Z obelisku wyszła dopiero co materializująca się postać lisza.
-Głupcy myśleliście że tak łatwo mnie pokonacie!!?? - odparł Estcharu
Magowie zaatakowali użyli jak najsilniejszych czarów żeby jak najdłużej przetrzymać osłabłe jeszcze ciało nekromanty..........

Gdy tak Ramizes z Finkiem przeszukiwali komnątę w Ramizesa coś jabky uderzyło. Natychmiast wstał jakby próbując wyczuć co sie dzieje. Fink podszedł do Razmizesa i spytał.
-Co się dzieje, Ramizesie?
-Czujesz to co ja? Jakaś poteżna siła jakby zmaterializowała się na ten świat-Ramizes poptrzył w na Finka oczyma, które jakby mówiły "Co robić?!". Fink się skupił i również poczuł moc.
-Czy to...
-Nie, to nie lisz-zapewnił Ramizes-To coś zupełnie innego, ale nie mniej poteżniejszego od Estchara.
-Cóż to takiego? Zdaje się, że też nie pochodzi z naszego świata.
-Pozwól mi się skupić-Ramizes zamknął oczy starając się zauważyć tego który dzierży taką moc. Po chwili oczy Ramizesa gwałtownie się otworzyły i a na twarzy ukazała się mina zezłoszczenia i niezadowolenia.
-Ashgan!! To Ashgan!! On ma taką moc!!!-Ramizes ze złości uerzył pięścią w stół a ten złamał się wpół.
-CO?! Jak to możliwe?! Jak do tego doszło?!-Fink o mało nie upadł ze zdziwienia.
-Nie wiem! Ale poczekaj...widziałem przy nim..pustą fiolkę! FIOLKĘ Z KRWIĄ! ON JĄ WYPIŁ!!!!
-NIECH TO SZLAG!!-Zaklnął Fink-Nie sądziłem że to zrobi!
-Ale zrobił i teraz jest napełniony mocą!-Ramizes chwycił się za głowę w rozpaczy. Nagle jednak stanął-On nas szuka...

--------------------------------------------------------------------------------

Jednakże czary na nic wielkiego się nie zdały. Po dłuższej chwili Estchar przybył do tego świata.
-Wróciłem! Cieszycie się, prawda?-spytał cynicznie Estchar-Ciało Markusa było całkiem niezłe...ale nie ma to jak swoje własne ciało...
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
- No dobra, Ramizes... Jeśli uda mu się ciebie nie opętać, to mu nawet Tribunal nie pomoże... A ja myślałem, że to zaklęcie z pracowni Rincewind'a NIGDY się nie przyda... - wyciągnął z rękawa cienki zwój, rozwinął go i podszedł do szafki ze składnikami. Wyjął mały woreczek, rozwinął go, powąchał, pokiwał głową i zasznurował z powrotem.
- Ramizes, jeden składnik to... wampirza krew - w jego dłoni pojawił się sztylet. - Potrzebuję jakieś pół fiolki... Mogę?
- No cóż, jeśli to ma nas uratować, czemu nie... - nadstawił ramię. Fink wbił mu ostrożnie koniec sztyletu w ramię, tak daleko, aż po ostrzu nie zaczęła płynąć krew. Napełnił dokładnie pół fiolki, a kiedy przykładał rękę, żeby uleczyć ranę, wampir odsunął się.
- Samo się zabliźni - odpowiedział, i usiadł ze skrzyżowanymi nogami obok drzwi.
- Co cię gryzie? - zapytał mag, rysując krwią jakieś znaki krwią Ramizesa.
- Gryzie mnie to, że nie dość, że mamy naszego nekromantę, to w dodatku Ashgan przez swoją głupotę stał się niczym więcej jak on. To mnie gryzie! Że ten świat jest cholernie głupi!
- W porządku... Mam ci obiecać, że nic mu nie zrobię czy się obejdzie?
- Ehh... Rób jak chcesz. Teraz nie jest nikim, kogo znałem.
- No dobra, krąg skończony. Potrzebuje teraz jakiegoś bardzo potężnego nośnika... Myślisz, że Tribunal to wytrzyma?
- A co to jest? - z ciekawością w głosie zapytał się Ramizes.
- Ekhm... To jest czar... wampirzej magii.
- CO?! Przecież te wszystkie zwoje, cała wiedza... przepadły!
- Widać, nasz smoczy przyjaciel przechował coś cennego...
- No dobra, mniejsza. Co to jest za czar dokładnie?
- Pieczęć Uwięzienia. Wiesz, z tego co się domyślam to służyła do pozbawiania Daru.
- A więc chcesz to zrobić na Ashganie, żeby pozbawić go demonicznej magii?
- No, sam czar w podstawowej formie nie wystarczy... Więc trzeba do tego DWÓCH istot magicznych. W tym przynajmniej jednego wampira.
- Aha. Więc ja jestem tym nośnikiem? Mam się dać rozerwać?
- Nie! Nośnikiem jest Tribunal, w końcu to jest dość potężne. Zagadką jest czy to wytrzyma... Ale to już nie mój problem. W najlepszym razie "tylko" wyczyścimy go dokładnie z magii.
- Ehh... No dobra. Co mam robić? - odparł Ramizes.
____________________________________________________________

- I moja moc... - pełnym zadowolenia głosem Eshtaru przemawiał do "komitetu powitalnego". - Więc skoro daliście mi szansę ponownego zjawienia się tutaj, dam wam propozycję - możecie mi służyć...
Do komnaty w której znajdowali się Fingh i Ramizes przyleciał Ashgan.
-Szukałem was. - odrzekł Asgan
-Więc co teraz Fig?? - zapytał wampir po cichu maga
-Nie uda mi się teraz przygotować tego zaklęcia a tymbardziej puścić.
-Więc co on dalej zostanie demonem? - szeptał Ramizes
-Niestety tak ale może użyć czaru Serce Eldarów przywróci to w nim dobroć i nie będzie już zły. - wyjaśnił Fingh
-A więc puszczaj byle szybko. - pośpieszał Ramizes
-Ej co jest z wami że tak szepczecie? - zapytał demon
Fig zamoczył palec w krwi wampira i kreśl;ąc w powietrzu wymawiał inkantacje. W stronę potępionego poleciał biały blask. Ashgan nie zdążył go uniknąć i padł na ziemie.
-On przeżyje? - wypytywał ampir
-Tak. Wszystko wróci u niego do normy oprócz wyglądu i demonicznych mocy. Odzyska wspomnienia. Przynajmniej mam taką nadzieje. - tłumaczył mag.
Ashgam obudził się. Ej chłopaki co się stało?? Czuję się jakby ktoś wyrywał mi serce. Na twarzy wampira pojawił się uśmieszek.
-Czy on juz jest przemieniony spowrotem?
-Tak nie widzisz jakby nie był to pamiętałby co się stało i to jak przewrócił się pod naporem zaklęcia.
-O czy wy mówicie? - zapytał jeszcze zamotany demon
-Nieważne ale teraz musimy czym prędzej dostać się do obelisku bo tu tylko nasze zaklęcia, wampirza moc Ramizesa i twój Tribunal mogą coś zdziałać w walce z Estcharu. - wyjaśniał mag
-Zatem ruszajmy. - poganiał wampir
-Otwórz portal Fig.
Mag otworzył portal i cała trójka znikła w nim....
____________________________________________________________________

Estcharu zdążył przywrócić sobie już 3/4 mocy.
-Nazin to nic nie daje! - krzyczała Atis
-Spokojnie kochanie to tylko czary spowalniające magie dzięki temu będziemy miali więcej czasu na wypuszczenie potężnych czarów.
Nagle koło Atis otworzył się portal z którego wyszedł mag, wampir i demon.
-A co to za typ?! - zapytała Atis
-To jest Ashgan, ale nie czas na wyjaśnienia!! - krzyczał zagłuszany przez słowa Estcharu Ramizes.
Nagle tuż obok Nazina otworzył się pomniejszy portal przez niego został przeteleportowany jakiś zwój. Na zwitku papieru pisało
Oto inkantacje do czaru wir magi. Puśćcie to zaklęcie na Estcharu tylku musicie wycelować aby wir pochłonął tylko jego magię. Musicie wytrzymać do naszego przybycia już niedługo. I niezapominaj o mocy miecza Ashgana bo to jedna z ważniejszych rzeczy w walce z liszem.
Rince

Mag natychmiast pokazał zwój Med'owi i Finkregh'owi. Zaczęli oni przygotowania do puszczania owego zaklęcia......

__________________________________________________________________
- Med! No co ty! Przecież to tak nie było!
- No jak nie jak tak!
- Byłeś tam czy jak?! - Atis zażarcie spierała się z pół-elfem.
Cała drużyna siedziała na polanie. Było juz po zachodzie słóńca więc wszyscy ze spokojem mogli porozmawiać. Rincewind i Nazin patrzyli na dwójkę, która prawie się pokłóciła, dla zabawy oczywiście, choć może nie......
- Wiecie co? Te wspomnienia wywołują u mnie przewroty w żołądku. - stwierdził Adam.
- W szczególności, że "zabił" cię Ashgan? - zapytał złośliwie Ramizes.
- Zamknij się.
- Ale nareszcie możemy cieszyć się spokojem. - wtrącił Finkregh.
- Zaraz, zaraz...przecież ciebie Rince wcale tam nie było. I Aii tak samo! Lenie jedne! Zostawiliście nam tę całą robotę!
- Ależ Medivh, my mieliśmy...
- Tak, tak, mieliście pójść po smoka, ale jakoś nie przyszdł!
- I będziesz mi to wypominać?!
- Skąd wiesz?!
No i rozpoczęła się kłótnia pomiędzy dwoma dobrymi przyjaciółmi. Cóż, mówi się, że "zawsze musi być ten pierwszy raz". No właśnie......
- Oj przestańcie, to do niczego was nie zaprowadzi. - stwierdził Nazin z lekkim zażenowaniem.
- Tak!? No to niech ten leń zrobi w końcu coś dla nas! Zawsze tyramy dla niego!
- Tyracie?! Nie powiedziałbym! Zawsze to ja wykonuję najniebezpieczniejsze i najważniejsze zadania!
- Oh Rince, uspokój się, Naizn ma rację, to nic wam nie da.....- Aya złapała elfa za rękę.
- Dobrze, ale niech on przeprosi.
- Jeszcze czego!
*ŁUP*
- Jeśli chcesz mogę mocniej. - Atis udeżyła Med'a w głowę.
- Ał.....
- No, to skoro cisza.....i jest już późno to może w końcu odpoczniemy? - zaproponował Finkregh. Wszyscy jednomyślnie się z nim zgodzili. Choć Medivh i Rincewind nadal patrzeli na siebie z niechęcią. Po jakiś dwóch-trzech godzinach wszyscy spali. No, prawie wszyscy. Atis odeszła jakiś kawałekod reszty. Oparła się delikatnie o drzewo i spojrzała w górę. Niebo było bezchmurne, więc gwiazdy pobłyskiwały radośnie na nieboskłonie.
Vergil, bardzo mi ciebie brakowało w ostatnim czasie. Dziś przecież mieliśmy porozmawiać. Ale chyba nie możemy. Nie chce mi się spać, czy to nie zabawne? Ironia losu.....
Atis uśmiechnęła się.
- Ty też nie możesz psać, Ashgan? - powiedziała dziewczyna nawet nie odwracając głowy.
- Skąd wiesz, że to ja?
- Intulicja. A więc?
- Nie, jakoś nie mogę. W końcu jestem istotą nocy. - Stanął po prawiej stronie dziewczyny/
- Teoretycznie.
- Jak to "teoretycznie"?
- Należałeś do tego samego klanu co Ramizes, prawda?
- Tak.
- Więc słońce ci raczej nie przeszkadza. Przynajmniej nie zadaje ci obrażeń fzycznych.
- Ale psychiczne.....
- Ramizes o wszytskim mówił.
- Zapewne......
Atis odchyliła głowę w lewą stronę, tym samym odsłaniając szyję.
Ta moc była......piękna....czy mógłbym jeszcze raz....
Ashgan podszedł bliżej do dziewczyny i zasłonił jej usta dłonią, tak aby nie krzyczała. Nachylił się nad jej szyję i już przymierzył się do ugryzienia, kiedy...
- Taki z ciebie kompan, co? - do szyi wampira zaczął przylegać sztylet. Trzymał go Adam.
- W-wybacz, coś mnie poniosło.
- Zasmakowałeś w takiej mocy, prawda? Nie pozwolę, aby jeszcze jedna osoba zgnęła dla twoich zachcianek....

(Słuchajcie chłopaki, stwierdziłam, że TOTALNIE NAMIESZALIŚCIE [tak, pan Ashgan, Vampire Lord i pan Finkregh] w NNSO, dlatego jakoś z tego wybrnęłam)
.....-Tkniesz go, a sam zginiesz.
Adam poczuł na szyi ostrze sztyletu.
-Cholera kolejny wampir. Wiedzialem, że w końcu coś zrobicie - odparł spokojnie Adam.
-Ja jeszcze nic nie zrobilem. Ashgan też nie.
-Nie zrobił, ale chcial.
-A to nie to samo.
Z jaskini wyszedł Nazina przecierając oczy i ziewając.
-Chłopaki ciszej. Wrzeszczycie jak opęta.. - Przerwał w pół slowa widząc pozycję towarzyszy. Była ona jednocześnie śmieszna i przerażająca. W pierwszej chwili był zaskoczony lecz zaraz opamiętał się i rzucił szybko Nienaruszalną Strefę Ottiluke'a na każdego z osobna. Nikt nie zdolal umknąć.
-No dobrze. A teraz powiecie mi co się tu stalo.
Nagle wyszedł z jaskini Med. Chwilę później wyszli z niej Rince i Aya. Każdy z osobna miał pretensje o ciszę lecz widząc calą sytuację zaskoczyli się identycznie jak Nazina.
-Czy ktoś móglby mi powiedzieć co sie tu dzieje? - odezwał sie w końcu Med.
-Jasne. - Ashgan zdjął z pleców Tribunala i przeciął Nienaruszalną Strefę. Wszyscy oprócz Adama byli zaskoczeni.
-Jak...jak to możliwe - wystękał Nazina
-Normaln... - Ashgan przerwał w pół slowa, bo nagle upadł na ziemię pod olbrzymim cielskiem.
-Ani drgnij - z pyska Markusa kapała ślina, prosto na szyję wampira.
-A teraz niech ktoś w końcu opowie nam co tu się stało i wracajmy spać - powiedziała Aya ziewając.
-Ja wam powiem! - wykrzyknął Adam - Ten trup co leży tam na ziemi (Adam wskazał ruchem głowy Ashgana) próbował sie dobrać do Atis. Chciał wyssać z niej krew.
Oczy Medivha niebezpiecznie zajarzyły się na moment. On sam wlepił wzrok na Ashgana. Atis siedziala spokojnie na ziemi w Strefie Ottiluk'a i zdawala się spać.
-Zwykle żywię się krwią zwierząt - odparł powoli Ashgam starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów - Lecz dawno nie piłem ożywczej krwi ludzi. A kiedy nadarzyła się okazja, nie mogłem się oprzeć. To było silniejsze ode mnie.
-I udałoby się gdybym mu nie przeszkodził - odparł Adam.
-Lecz zapomnialeś, że ja rownież nigdy nie śpię i dałeś się zaskoczyć - powiedział Ramizes.
-A wtedy wkroczyłem ja i zamknąłem was w Strefach - stwierdził Nazina.
-Dlaczego takie rzeczy dzieją sie tylko nam... - zastanowił się Rince. A na głos powiedział - No to może niech Atis powie nam co mamy robić. W końcu to o nią chodzi.
-Co ja?- Atis wyrwala się jakby ze snu - Co mamy zrobić? wypuśćcie wszystkich i każcie Ramizesowi i Ashganowi złozyć przysięgę, że nie będą póbowali się dobierać do nikogo z nas.
-To by rozwiązalo sprawę - powiedział Rince
-Obiecuję - powiedział od razu Ashgan.
-Obiecuję - uśmiechnął się Ramizes ukazaując kły jakby dla potwierdzenia swoich słów.
Nazina uwolnil wszystkich ze Stref, a Markus zszedł w koncu z Ashgana. Ashgan wstal z ziemi, otrzepał się i ztrzepnął ślinę z szyi. Po chwili podszedł do niego Med i powiedział mu do ucha.
-Wierz mi, że osobiście dopilnuję żebys dotrzymał słowa.
Po chwili podszedł do niego Adam i powiedzial identyczne słowa. Ashgan zaśmiał się w duchu, a na zewnątrz jego twarz nie wyrażała niczego. Med podszedl jeszcze do Rince'a.
-Przepraszam za wczoraj. Zachowałem się jak idiota.
-Nie szkodzi. Ja też przepraszam. Może i po części miałeś rację.
-Nie sądze.
Przyjaciele uściskali się serdecznie.
-No dobrze. To możemy iść w końcu spać? - zapytał Nazina......


Tonari no Totoro!
-Nie wiem jak wy ale ja idę spać-powiedziała Aya i udała sie w miejsce do spania. A za nią podązył Rince.
-No ja też, idziesz Atis?-spytał Med.
-Tak, sprzyda mi się trochę pospać-i wraz z Med'em udała się do snu.
Adam bez słowa również odszedł. Nazin chwile przyglądał się pozostałym lecz po krótkiej chwili również poszedł spać. Na miejscu pozostał Ramizes, demon i Markus. Ten ostatni jednak nie długo pozostał z dwójką i po przyglądnieciu się obu postaciom odszedł w stronę gdzie spali wszyscy.
-Więc jesteś teraz demonem?-rozpoczął Ramizes.
-Tak, poważna zmiana, czyż nie?
-A no, powinnieneś udać się spać...musisz być zmęczony-Ramizes poptrzył w oczy Ashgana a ten poczuł ciarki.
-Co robisz?!-lekko oburzył się Ashgan.
-Sprawdzam czy napewno nie jesteś nieumarłym i jak widać już nic cię nie łączy z MOIM klanem oraz światem umarłych-podkreślenie "MOIM" spowodowało małe wyrzuty sumenia Ashganowi, o to że odszedł od klanu.
-Teraz jesteś ostatnim z naszego klanu. Czyż nie o to ci chodziło?
-Zawsze jest dobrze widzieć, że jest się kimś...orginalnym? Zresztą skąd mam mieć pewność, że jestem ostatnim? Nic nie jest pewne...
-Ehhh-Ashgan mocno wzychnął-Dobrze, czuję się zmęczony. Trochę pewnie potrwa niczym nauczę się korzystać z nowych mocy.
-Z pewnością ci się to uda-uśmiechnął się delikatnie ale jakby szcztucznie Ramizes To ja miałem mieć te moce, które ty masz! Niech cię... Ashgan popatrzył badawczo na swojego byłego wampirzego towarzysza.
-Zdajesz się nie być zadowolony z mojej zmiany...-wbił wzrok w Ramizesa.
-To nie tak. Nie jesteś już wampirem...nie wiem czy jesteś tym samym Ashgan'em, którego znałem.
-Tym się nie przejmuj, jestem taki sam-Ashgan uśmiechnął ukazując już zwykłe uzębienie po czym poklepał przyjacielsko po ramieniu Ramizesa. Po czym odszedł od niego i udał się na spoczynek. Wampir zamyślił się oceniając dzisiejszy dzień. Przechadzając się tu i tam wyczuł obecność żywej istoty. Odrazu poznał kto to był...Fink, który gdzieś wcześniej uciekł. Wszyscy byli na tyle zmęczeni, że nie zwrócili na to wielkiej uwagi...
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
- Ramizes, mnie tu nie ma, jeśli wiesz o co mi chodzi - odezwał się szeptem Finkregh. - Pojawię się jutro... Wystawcie warty.
- No dobra... Ale gdzie byłeś?
- W pewnym wszystkim znanym miejscu. Idź już - za plecami wampira zamajaczyło słabe, błękitnawe światło, które po chwili znikło.
- No to mamy dwie tajemnice...
Ramizes przewrócił oczami i udał się do obozu, mysląc o nowych zdolnościach Ashgana. Chyba mu nie ufał. I ufać nie powinien, wszak demon, czymkolwiek był wcześniej, będzie walczył z wampirami...
- Po-ry-te... - westchnął Ramizes, i objął pierwszą wartę.
____________________________________________________________

To jest dziwne. Nie potrafię tego objąć... Ehh, i na co to wszystko? Niby dzierżę Tribunala, niby mógłbym ich wszystkich tutaj zniszczyć, niby jestem demonem... Gdyby to mozna było przekazać komuś innemu! Wolę życie choćby i bez Tribunala, co mi przyjdzie trudno, ale życie po prostu wampira, ale te w przeszłości... Z klanem, nie samotnie. I bez tej zdolności chodzenia w dzień! Zwykłe życie wampira... Jeśli wampiry potrafią wieść 'zwykłe życie'...
Ashgan leżał z przymkniętymi oczyma i rozmyślał.
____________________________________________________________

No, prawie gotowe... Teoretycznie. Cholera, trzeba było wypowiedzieć służbę temu debilowi w czarnej szacie i spędzić resztę nie-życia w astralu studiując księgi i wypominając sobie głupotę. O tak, to byłoby o niebo lepsze! A tak muszę robić na cztery fronty... Jedno pocieszenie - może przejdę do historii...
Finkregh szedł mało uczęszczaną dróżką przez las, widocznie postawiwszy sobie cel.
- Markus? - Atis stała oparta o drzewo, tam gdzie wcześniej. Nadal wpatrywała sie w niebo.
- Tak?
- Wiesz, kiedy walczyliśmy z Estcharu, dałeś mi pióro. Było wielkie, śnieżnobiałe i delikatne. Zapytałam cię, czy należy do ciebie, czy może jesteś aniołem. Odpowiedziałeś, że "w pewnym sensie". O co ci chodziło?
- To trochę zbyt skomplikowane jak na jedno opowiadanie. Pogubiłabyś się.
- Może chociaż trochę uchylisz rąbka tajemnicy?
- Hmmm......dobrze. Powiem tylko tyle, że pióro nie należało do mnie.
- Może jednak coś ono mi powie. Szamani potrafią wyczytywać przeszłość z naturalnych rzeczy....
- Oby nie powiedziało za dużo.... - mruknął pod nosem demon, siadajac na trawie.
- Słucham? Co powiedziałeś? - Atis spojrzała na niego.
- Co? Ja? Nie, nic. Mruczałem sobie pod nosem.
- Mruczałeś? Jesteś wilkiem, nie kotem.
- Teoretycznie.
Dziewczyna zmierzwiła Wilka po głowie.
- No nic, chodźmy spać.....
__________________________________________________________________
Ranek, mimo iż słoneczny, był dość chłodny. Promienie prześwitywały przez korony drzew, delikatnie muskając źdźbła traw. Pierwszym, który wstał z całej drużyny, był Nazin. Po krótkim namyśle, postanowił zrobić towarzyszom na złość, budząc ich o wschodzie słońca. Chodził od osoby do osoby i krzyczał do ucha na powitanie. Po paru chwilach wszyscy podochodzili do siebie, po tej "pobudce". Wśród reszty nie było dwóch osób....
Medivh postanowił pójść poszukać Atis i Markusa. Po niedługich poszukiwaniach doszedł do jakiegoś drzewa. Ujrzał Wilka i wtuloną w niego dziewczynę. Delikatnie pogłaskał ją po policzku. Dziewczyna otworzyła powoli oczy i spojrzała w górę. Natychmiast poderwała się do pozycji siedzącej.
- Przestraszyłem cię?
- Może trochę. - stwierdziła dziewczyna po czym uśmiechnęła się lekko.
- Wstawaj, ruszamy dalej. - pół - elf podał jej dłoń i pomógł wstać.
Następne cztery godziny minęły normalnie. Drużyna szła spokojnie przez las. Rincewind opowiadał Aii starą historię z ich dzieciństwa. Aya pośmiewywała się co jakiś czas i dopowiadała coś niekiedy. Medivh i Atis wspominali początki swojej znajomości. Atis śmiała się z samiej siebie, że była tak bardzo przestraszona podczas spotkania Żywiołaków Ognia, w lesie. Ramizes, Nazin, Ashgan i Finkregh męczyli Adama. Bawili się przy tym świetnie, a zaś sam poszkodowany, buchał parą ze złości. Ale jednak było widać, że przyzwyczaja się do obecności wampirów i całkiem nieźle się czuje jako ich kumpel. Bo przyjaciółmi nie możnabyło ich jeszcze nazwać.
Nagle w lesie zrobiło się przeraźliwie cicho. A zaraz potem odgłosy ptaków. Uciekały przed czymś. Drużyna stanęła.
- Czy to zwiastuje kłopoty? - zadał pytanie, jakby retoryczne, Nazin.
- O tak...i to wielkie.... - odpowiedział mu Markus patrząc przed siebie.
Z gęstwiny zaczęło wychodzić jakieś postacie. Potwory poczęły otaczać drużynę. Okazało się, że są to orkowie. Byli uzbrojeni po zęby. Każdy z nich dzierżył jakąś broń. Było ich zbyt wielu, aby możnabyło zobaczyć co dzieje się dalej niż cztery metry. Na niektórych drzewach byli łucznicy. Innymi słowy: drużyna znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Z kręgu wystapił jeden z orków. Był większy niż pozostali i bardziej umięśniony. Trzymał w jednej dłoni potężny morgerszten.
- My wreszcie was znaleźć! - zagrzmiał zielonoskóry potwór. Ton jego głosu był bardzo niski.
- Ale co my wam zrobiliśmy? - zaczął Rincewind.
- Wy zniszczyć nasza klan. Duży klan. Tysiące ork być w nim.
- Kiedy my wcale nie walczyliśmy z waszą rasą. - Rincewind był nadal spokojny.
- Wy być ta banda. Cztery elf, pięć człowiek i jeden duże zwierze!
- Po pierwsze, u nas są tylko trzy elfy, a ludzi tylko trójka. Dwoje to wampiry....
- Twoja milczeć! My musieć was zabić, zeby pomścić nasza klan!
- Nie uda wam się to. Z nami nie macie szans. - Ashgan wskazał dłonią na Ramizesa. Obaj odsłonili kły.
- My się nie bać wampir. My mieć dużo szama, który potrafić powstrzymać wampir.
- Zademonstruj! - Ashgan prowokował orka.
Jeden z orków, zapewne owy szaman, wyrwał jednemu z pobratymców łuk z dłoni i strzałę. Położył ją na cięciwie, naciągnął i wypowiedział jakieś zaklęcie. Grot zapłonął błękitnym ogniem. Szaman puścił strzałę. Ta trafiła Ashgan'a w ramię. Wampir wydał z siebie krzyk bólu.
- Ten ogień pali mnie od środka! - Ashgan wyrwał sobie strzałę. Rana nie zabliźniała się. - C-co się dzieje!? Dlaczego nie regeneruję się?!
- Twoja widzieć? My się wasza nie bać!
- Cholera.... - zaklnąl pod nosem Adam.
- Ilu ich jest? - zapytał Rincewid Markusa.
- Setki.....Otoczyli cały las. Są wszędzie......
- No to leżymy......zaraz, Med, stwórz Wymiarowe Drzwi. - zaproponował Nazin.
- Bardzo bym chciał, ale coś mi nie pozwala. Ci szamani, zablokowali mi to zaklęcie.
- Nienaruszalną Strefe także.... - dodał niespokojnie Rincewind.
- Co robimy? - zapytał Ramizes.
- Nie uda nam się z nimi wygrać..... - stwierdził słusznie Finkregh.
- Co wy tam gadać!? Nieważne! My was zabić! Bracia! Do boju! - ork nagle zagrzmiał. Orkowie rzucili się na drużynę. Nie było czasu na myślenie. Każdy szybko sięgnął po broń i rozpoczęła się walka.
Orkowie padali jak muchy. Cały czas przybywało ich coraz więcej i nie wyglądało na to, żeby przestali. Każdy z drużyny powoli zaczął tracić siły. Jedynie Markus gdzieś zniknął. Siedział spokojnie przy najbliższym drzewie. Dlaczego nikt nie zwarcał na niego uwagi? Ponieważ przyjął on formę eteryczną. Przyglądał się z normalnym sobie spokojem. Nie chciał włączać się do walki. Kiedy orkowie ich napadli, przypomniały mu się słowa jego bliskiego przyjaciela: Jesteś niczym innym jak tylko maszyną do zabijania! Ból i cierpienie innych sprawia ci dzika przyjemność! I ty chcesz ją chronić?! To hańba dla nas demonów! Może i my dwaj sprzeciwiamy się naszym pobratymcom, ale przynajmniej ja pozbyłem się cech, które czyniły nas potworami. Co do ciebie mam wątpliwości..... Te słowa bolały go o wiele bardziej niż najgorsza rana. Na moment zamyślił się. Spojrzał ponownie na walkę. Szukał spokojnym wzrokiem swojej "podopiecznej". Obiecałem mu, że będę jej chronić, ale jak mam to zrobić? Jest jedyną osobą, na której mi zależy. Nie chcę jej stracić....jak mam to zrobić...... Myślał demon. Poraz pierwszy w jego życiu, pojawiły się wątpliwości. Było mu nieswojo w ztym uczuciem....Nagle za Atis stanął jakiś ork. Zamachnał się, chcą przedzielić Łowczynie w pół.
- ATIS! PRZENIEŚ SIĘ! ZA TOBĄ!
- G.....
- NIEWAŻNE! - uprzedził jej pytanie Markus.

Nagle Atis zniknęła, a miecz orka wbił się w ziemię. Zdążyła....na szczęście.... Pomyślał Wilk.
__________________________________________________________________
Atis poczuła wiatr na twarzy. Spadała obok jakieś kamiennej ściany. Nie namyślajac się długo, wbiła jeden ze swoich sztyletów, właśnie w tę ścianę. Kiedy się zatrzymała, poczuła się jakby miały oderwać się jej ręce. Ból przeszył całe ciało.
- Cholera, gdzie ja jeste........Hmmmm? Przydałoby się wskoczyc na górę.
Dziewczyna wykonała skok międzysferalny i znalazła się na "górze". Okazało się, że jest na jakieś wyspie. Stała spokojnie na wieży jakiegoś zamku. Rozglądała się dookoła w celu poznania terenu. Jakieś dziwne uczucie przeszyło jej głowę.
- Przecież.....przecież to Mallet Island........to niemożliwe....jak ja...... - przestała na chwilę. Uczucie powróciło. - Oni tu są......cała trójka......
__________________________________________________________________
- Słuchajcie! Wskakujcie szybko w Wymiarowe Drzwi! - zawołał Medivh.
Po momencie cala drużyna znalazła się w jakimś dziwnym miejscu, a konkretnie w jakimś miejskim zaułku.
- Ach...moja głowa..... - narzekał Adam.
- Wszyscy są? - zapytał Rincewind.
- Nie. Nie ma Atis i Markusa! Nie..... - stwierdził Medivh nerwowo się oglądając.
- Być może została tam z Markusem.
- Musimy po nia wrócić!
- Nie teraz. Jutro. Musimy poczekać az ci orkowie przejdą w inne miejsce. Poza tym, Atis jest bezpieczna z Markusem. - uspokajał pół - elfa Nazin.
- Echhh.....dobrze. Ale jutro z rana ruszymy.
Drużyna pozbierała się i zaczęła szukać jakiegoś noclegu.
- Słuchaj Med, na początku powiedziałeś, ze nie możesz otworzyc Wymiarowych Drzwi, dlaczego zrobiłeś to przed momentem? Jak to się stało? - zapytał maga Rince.
- Sam nie wiem. Coś w głowie podpowiedziało mi, że właśnie w tamtym momencie będę mógł to zrobić. Nie potarfię tego wyjaśnić, naprawdę.
Po jakimś czasie wszyscy spali. Wyczerpani i poturbowani. Rankiem drużynę zaczął budzić Medivh. Był Bardzo niespokojny i nie dziwic się mu. Bliska mu osoba była w niebezpieczeństwie. Przynajmniej tak mu się wydawało.....Poprzez Wymiarow Drzwi drużyna przeniosła się w ten sam skrawek lasu, gdzie zaatakowali ich orkowie. Wszędzie leżały martwie ciała.
- I czego my szukamy? - zapytał.
- ATIS! - Medivh był bardzo rozdrażniony. Wyglądało na to iż chciał przywalić komuś kulą ognia.
Rincewind przeszedł się w poszukiwaniach, do najbliższego drzewa. Zajrzał za konar i ujrzał wielkiego.....ogromnego wilka! Jego kończyny tylne były dłuższe niż przednie. Wyglądało na to iż zwierze jest przystosowane do chodzenia na dwóch łapach. Ogółem Wilk był nadzwyczaj potężny. Był włos w włos podobny do Markusa, ale był większy. Zwierzę spało.....albo raczej było nieprzytomne i zaczynało się budzić. Ruszało powoli palcami i kończynami. W końcu zaczęło wstawać.
- Wilkołak! Przygotujcie się!
- CO?! NIE! - Wilkołak przemówił. Stanął wyprostowany. Był dwa razy większy niż Rincewind.
Pocierał sobie głowę.
- Ładna skóra. Sprzedamy ją za dużo złota. - stwierdził Adam sięgajac po miecz.
- Czekajcie! Nie jestem Wilkołakiem! To ja, Markus!
- Jaki masz na to dowód? - zapytał Rincewind cofając się do reszty.
- Całego siebie. Normalne wilkołaki nie wyglądają w ten sposób.....
- Mówi prawdę. - odpowiedział do reszty Nazin. - Sporo czytałem o wilkołakach więc umiem je poznać. Ale co sie z tobą stało? Normalnie byłeś....jak Wilk.
- To prawdziwa forma Mrocznego Wilka. Choć brakuje jednego aspektu...... - Wilk odrzucił głowę do tyłu i zawył. Odgłos był przeraźliwy. Z pleców Markusa, na wysokości ramion, "wyrosły" ogromne, nietoperze skrzydła. Były jakby.....z ciemności.
Wyglądały jakby można się było w nich zagłębić. W prawej dłoni Demona pojawiła się dziwna włócznia. Dziwna? Ponieważ ostrza miała po obu końcach. Była wielkości samego Markusa. Całość prezentowała się imponująco, ale i przeraźliwie. - No, koniec. Tak wyglądam naprawdę.
- Słuchaj Markus, bije od ciebie jakaś dziwna siła.... - powiedział Rincewind.
- Zło. Najczystsze zło, którego żadne z was nigdy nie doświadczyło. Każdy demon ma to w sobie.
- No dobra, ale może byś powiedział gdzie jest Atis, co?! - Medivh był cały czas rozdrażniony.
- Ona.... - nie zdążył dokończyć demon kiedy...
- Słuchajcie! Coś....."znalazłam"..... - zawołała resztę Aya. Wszyscy podeszli do miejsca gdzie stała elfka. Na ziemi leżała kupka srebrnego pyłu.
- Co to może być....- zastanowił się Rincewind.
- Dajcie mi zobaczyć. - Markus kucnął przy kupce pyłu. Nabrał go trochę i rozcierał palcami. Jego pysk przybrał wyraz przerażenia. W oczach pojawił się strach, a sam demon zamilkł. Nie było słychać nawet oddechu.
- M-Markus? Coś się stało? - zapytał Nazin, obawiając się, że coś jest nie tak.
- Miałem nadzieję, że to się nie stanie.....
- O co chodzi? Gdzie jest Atis? Czy ten pył ma coś z nią wspólnego? - dopytywał się Medivh.
- Tak....ona.....
- Co z nią?!
- Ona przeniosła się na Mallet Island.....
- Gdzie? - wszyscy zapytali jednocześnie.
- Na Mallet Island.....ona była tam kiedy miała cztery lata......ale dlaczego.....
- Markus, uspokój się. Powiedz nam, czym jest to Mallet Island. - poprosił Rincewind.
- Ech........Mallet Island to nic innego jak brama do Demonicznego Królestwa, prosto mówiąc, brama do Świata Demonów. Jeśli......
- Jeśli co?
- Wy nie zrozumiecie! Atis ma na sobie przekleństwo! - zagrzmiał Wilk.
- Klątwę? - zapytał cicho Nazin.
- Nie, coś gorszego. Jeśli odkryje to, zagrożony będzie nie tylko ta rzeczywistość, ale i każda inna.....
- To co robimy?
- Nie, nie co "my" robimy, tylko co "ja" zrobię.
- Więc? - cała drużyna czekała na odpowiedź.
- Idę za nią, pozatym, mam sprawę do załatwienia. Sprawę, na którą czekałem ponad 20 tysięcy lat.....
- Ile?! - Ashgan nie wierzył w to co usłyszał.
- Ale jak chcesz pójść za Atis. Przecież....
- Myślisz, że skąd ona umie skoki międzysferalne? Ja ją tego nauczyłem.....no nieważne. Wy macie nic nie robić....i jeszcze jedno. Przygotujcie się na długi okres oczekiwania naszego powrotu. Czas tam płynie wolniej niż tu. Mogą minać tygodnie zanim wrócimy.
- A.....- nie zdążył zapytać Rincewind, kiedy Markus zniknął, a wraz znim tajemniczy pył. Drużyna stała przez moment nic nie mówiąc. W końcu odezwał się Medivh.
- Odpowiedzi rodzą nowe pytania......
- No to co robimy teraz? - zapytał Adam.
- Róbmy to co normalnie. Lepiej nie mieszajmy się w te sprawy, bo to się źle może skończyć. - odpowiedział Rincewind.


(Dobra, chyba najdłuższy i najbardziej porypany kawałek w całym NNSO. Jestem z niego dumna.

P.S. Proszę aby nikt nie opisywał co się dzieje z Markusem i Atis. Mam plany....porypane, ale zawsze )
[faktycznie, poryte... ]

- No dobra, to co teraz robimy? - zapytał Rince, przeciągając się. - Bo dzięki jednemu magowi nie wszyscy się dzisiaj wyspali - spojrzał znacząco na Medivha, któremu zagościł na twarzy głupawy uśmieszek.
- No to kto chce, idzie spać - powiedział Adam, wyciagając swój koc. Gdy go rozwijał, z koca wyleciało parę nietoperzy, i Adam wyladował na siedzeniu. W swojej reakcji na ten parszywy dowcip puścił koc, i zobaczył wręcz tarzających się na ziemi ze śmiechu Finka, Ramizesa i Ashgana.
- Bardzo śmieszne - powiedział Adam z grobową miną, ale wkrótce i on zaczął się śmiać.
- Tak, tego własnie nam trzeba - długiego, zasłużonego wypoczynku - powiedziała Aya, leżąc już na kocu obok Rincewinda.
- OK, OK, nie przeszkadzajcie sobie - inicjator porannej pobudki odciągnął dużo dalej swoje posłanie, a reszta zrobiła to samo. Po chwili ta para zniknęła im z oczu.
- No to tak. Mamy cały słoneczny dzień dla siebie, jeśli nie dłużej. Rince i Aya mają już zajęcie, to zostaliśmy ja, Ramizes, Ashgan, Med i Adam. Proponuję wam taką małą grę, dość popularną w niektórych regionach świata - mówiąc to, Finkregh wyciągnął mały kubeczek i wysypał jego zawartość na ziemię: dwie ośmiościenne kości do gry, mnóstwo kolorowych kamieni i parę metalowych grudek. - Gra jest prosta - zaczął wyjaśniać Fink - bowiem polega na tym, że stąd tutaj każdy dostanie parę kamieni i jedną grudkę. Później będziemy rzucać kośćmi o to, co 'postawimy', czyli o jakąś sumę kamyczków i grudek. Kto wylosuje najwyższą liczbę oczek, naturalnie wygrywa. To chyab proste, prawda?
Reszta pokiwała głowami. Mag rozdzielił między wszystkich fanty i zaczęli grać. Każdy wygrywał parę razy, ale ręka najpewnij szła Adamowi, który wygrał 8 rzutów z rzędu, i to wcale nie raz i nie dwa.
Tak powoli mijał dzień, pierwszy beztroski dzień odkąd więszkość pamiętała.
Gracze grali prawie cały dzień. Słońce już powoli zachodziło za horyzontem.
Wszystko ładnie, pięknie i cudownie, tylko że ja już długo nie wytrzymam... mówił sobie w myślach Ramizes. Było coś co go odrużniało od innych zawsze i wszędzie. Klątwa, przez którą jest skojarzenie z wampirem. Głod krwi. To właśnie zaczynało Ramizesowi doskierwać. Skąd ja wytrzasnę krew? Popatrzył na towarzyszy i przypomniał sobie o przysiędze Nie wiem czy dam rady w niej trwać...
-Ramizes, rzucaj, na co czekasz?-popędzał do dalszej gry Fink.
-Już mi się znudzilo, dzieki za grę-oddał fanty Finkowi.
-Taa, przegrywasz to uciekasz!-skomentował to szybko Adam. Miał trochę racji. Ramizesowi szło całkiem dobrze (nie był ostatni), lecz po czasie, gdy głód narastał, nie mogł się skoncentrować i niemal cały czas przegrywał.
-Hehe-odpowiedział krótko śmiechem wampir. Ashgan jako jedyny chyba rozumiał co się z Ramizesem dzieje. Tylko, że jego a Ramizesa rózniła jedna pod tym względem rzecz. Ramizes pił ludzką i tylko ludzką krew. Mógł on pić krew zwierzęcą, lecz nigdy nie zaspakaja go ona tak jak ludzka. Co robić?
-Gramy dalej?-Spytał wygrywający Adam rządny dalszych zwycięstw.
-Ahh, odpocznijmy. Gramy juz cały dzień-odpowiedział Fink.
-No to wygrałem!-krzyknał Adam podnosząc ręce w geście zwycięstwa.
-Następnym razem to ja wygram!-zapewnił inicjator gry. Wszyscy się zaśmiali. Tylko Ramizesowi nie było do śmiechu.
-Muszę się przejść...Rozprostować kości...ale te prawdziwe, nie do rzucania!-postarał się o dawkę humoru zgłodniały wampir. Czuł rosnące łaknienie krwi. Popatrzył Adamowi na tetnicę szyjną, którą odsłonił gdy zbierał fanty. Wbił w nią swój wzrok. Czuł i słyszał jak płynie tam krew. Niemal uderzał w niego dziwięk pulsu. Ze "snu" obudził go Ashgan, który chwycił Ramizesa za ramię. Popatrzył mu w oczy. Widział, że jego wampirzy towarzysz potrzebuje krwi. Jednak wiedział też, że jeśli pójdą stąd obaj może to wzbudzić podejżenia...
-To ja idę-Szybko wstał i udał się ślepo przed siebie w prawie, że biegu. Nie chciał rzucić się na któregoś z towarzyszy. Głownie za to, że mógło by się to dla niego źle skończyć. Nie poradził by sobie z tyloma osobami naraz.
-A temu co?-Spytał zdziwiony Adam. Fink zoorientował się co się dzieje Ramizesowi. Wampir szedł przed siebie. Można rzec, że "węchem". Starał się wyczuć jakaś ludzką krew. W końcu wyczuł! Instynktownie udał się miejsce gdzie wyczuł krew. Idąc za głosem instyktu przetrwania Ramizes po chwili znalazł się na jakimś gospodarstwie. Szybko zlokalizował 4 osoby. Najbliższą był chłop, który pracował w polu. Tak się akurat złożyło, że był on odwrócony tyłem, Ramizes nie mógł tego nie wykorzystać. Z zadziwiającą szybkością, znalazł się za plecami farmera. Odchylił głowę, aby móc czysto wbić kły w tętnicę szyjną. Poczuł słodki smak krwi. Łapczywie połykał to co dostało się do ust. Chłop nie wiele mógł zrobić. Z gardła wydał się tylko bulgot. Po chwili Ramizes porzucił puste z krwi ciało. Mało...wciąż mało... Wampir wszedł do niewieliego domku. Od środka rozegł się kobiecy głos.
-Skończyłeś już? Ramizes szybko skierował się źródła głosu. Gdy wszedł do kuchni kobieta jedynie zdąrzyła otowrzyć ze strachu oczy, gdyż kły wampira już były głęboko w tętnicy. Rozległ sie odgłos ssania. Ramizes nie śpiszył się tak jak wcześniej. Delektował się. Puścił martwe zwołki kobiety. Nie czuł sytości ani głodu, ale miał ochotę na więcej. Kto wie kiedy znów się posilę? Wyszedł na zewnątrz. Pozostalo dwójka to dzieci. dziewczyna i chłopiec w wieku może 10 lat. Bawiły się w gonianego. Ramizes się dołączył. Szybko złapał chłopca. Podniósł go jedną ręką i wyssał czerwoną ciecz. Cisnął gdzieś w bok ciało chłopca. Dziewczynka przez ten czas uciekła do domu. Wielkim zaskoczeniem okazało się dla niej, że mama nie żyje. Lecz nim zdąrzyła to pojąć, wampir był już w kuchni. Wysuszone z życiodajnej cieczy dziecko padło tuż koło matki. Ramizes popatrzył na swoje dzieło. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Zrobił to co musiał...Jest Łowcą, musi zabijać aby przeżyć. Taka kolej rzeczy. Wyszedł z domu i udał się do miejsca przebywania pozostałych bohaterów.
W między czasie u bohaterów panował spokój. Jedynie Med miał poważne problemy. Zaginęła mu Atis a on nie mół jej w niczym pomóc. Siedział on cicho i rozmyślał...
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
__________________________________________________________________
W sumie to byłam tu wiele....wiele lat temu. Raczej niewiele się tu zmieniło.....
Atis szła ciemnym zamkowym korytarzem. Mijała wiele zamkniętych drzwi. Cały czas miała uczucie, że ktoś za nią idzie. W końcu przystanęła.
- Cholera, co za mną idzie..... - mruknęła pod nosem.
Nagle przed nią pojawił się jakiś cień. Łudząco przypominał wielkiego kota. Zaryczał dziko i rzucił się na dziewczynę. Ta zaś uskoczyła do tyłu. Demon atakował bardzo szybko nie pozwalając Atis nawet na wiciągnięcie broni. Cały czas wykonywała uniki, cofajac się do tyłu. Powoli, tracąc siły, zanikało jej wyczucie, kiedy nastapi następny cios. W końcu potknęła się i upadła na podłogę. Demon już skoczył w jej stronę kiedy dziewczyna usłyszała jakiś głos:
- Nadchodzi kawaleria!
Po czym Demon zaczął płonąć żywcem na oczach Łowczyni. Po paru sekundach została z niego tylko wielka plama. Atis wstała i spojrzała przed siebie. Z mroku wyłoniła się jakaś postać...
- Oh yeah! Black Cat'y są już cienkie dla mnie. Czas by przeżucić sie na coś większego....
__________________________________________________________________
Tyrze.....co sie z nią dzieje.....błagam, żeby nic strasznego..... Medivh popadał w lekką panikę. Miną tygodnie......tygodnie...... Odetchnął głęboko, chcąc się uspokoić. To niestety mu nie pomagało. W jego umyśle pojawiły się wątpliwości, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy Atis....po chwili jednak otrząsnął się z tych myśli. Muszę wierzyć, że wróci.....muszę wierzyć....
__________________________________________________________________
- Joan? - spytała Atis niepewnie.
- A kogo się spodziewałaś? Lady?
- Przestań. Wyłaź.
- Mówisz i masz......
Z mroku wyłoniła się postać. Była to młoda dziewczyna, wyglądała na około 13-14 lat. Była całkiem wysoka. Szatynowe, krótkie włosy opadały na ramiona, a błękitne oczy pobłyskiwały w pół-mroku. Miała na sobie luźne spodnie koloru khaki i krótką bluzkę na ramiączkach w kolorze ciemnej zieleni. Dziewczyna uśmiechała się wyzywająco.
- Więc, pytanie numer jeden: co tu robisz?
- Mogłabym spytać cie o to samo. - dziewczyna podeszła jeszcze bliżej Atis.
- Ja tu przez przypadek.
- Dziwne, bo ja też. Trafiłam tu przed samym sprawdzianem z matmy. To mój koniec....
- Nie narzekaj....
- Tak z innej paki, dlaczego nie przypiekłaś tego Black Cat'a?
- Niby jak, nie używam magii.
- Eeeee.....słucham? Dobrze się czujesz? - Joan wyglądała na conajmniej zdziwioną.
- Dobrze słyszałaś, nie używam magii.
- A-a-ale.....
- Żadnych "ale".
- Wiesz, że Dante i Verg tu też są...
- Wiem, wyczułam.
- Gadałam z nimi.....lepiej, żebyś tego nie robiła.
- Dlaczego?
- Ekhem....... - Joan zmieszała się lekko, nie wiedząc co powiedzieć...
__________________________________________________________________
.....Ramizes był juz całkiem blisko jaskini towarzyszy gdy nagle usłyszał jakieś szmery przed sobą. Ostrożnie zaczął iść przed siebie. Ukucnął przy jakimś krzaku i wyjrzał zza niego. To co ujrzał lekko go zdziwiło. Orkowie wrócili razem z ich Szamanem. Ramizes nie miał szans dostać sie do jaskini niezauważony. Nie miał po co atakować bo i tak nie miał szans. Więc zrobił tylko to co mógł - usiadł przy krzaku i obserwował wydarzenia. Grupka orków zebrała się przy jaskini i weszła do niej, po to...żeby zaraz dosłownie wylecieć martwym, rażonym kulą ognia.

----------------------------------------------------

Med wyrwany z zamyślenia usłyszal jakieś szmery. Delikatnie rozejrzał się wokół. Wszyscy spali. Przy wejściu skradali się orkowie. Podchodzili coraz bliżej do Adama, który leżał w pobliżu wejścia na swoim kocu. Największy ork, prawdopodbnie przywódca, wzniósł olbrzymi topór. Broń była pięknie zdobiona kamieniami szlachetnymi i mrocznymi runami. Jak dostala się w ręce orka? Prawdopodobnie zdobył ją na jakimś wrogu. Chociaż kto wie... Medivh nie mogąc dlużej czekać wypalił Kulą Ognia wprost w orkowego przywódcę. Zginął on łącznie z częścią swoich pobratymców. 2 orkowie, którzy przezyli, wybiegli z jaskini zbyt zdziwieni tym co się stało. Reszta drużyny zerwala sie na rowne nogi i chwyciła za broń. Wszyscy wybiegli przed jaskinię.
-To przez nich Atis jest gdzieś, gdzie nie powinna być. Mam ochotę porozlewać trochę krwi - z tymi slowami Med zamienil się jak zwykle w niekontrolowanego demona i ruszył w bój. Rzucał kulami ognia na prawo i lewo. Adam opętany furią, zato że chcieli go zabić podczas snu, wyciągnąl swoją katanę i rąbał wrogów. Ashgan rozłożył swoje błoniaste skrzydla, wyciągnął Tribunala i uderzył w orków. Tribunal jarzyl się leciutko błękitnym swiatlem. Co dziwne znak na czle Ashgana rozjarzył się lekko takim samym światlem. Aya szyła ze swojego łuku w łuczników siedzących na drzewie. Nazina, Fink i Rince rzucali rózne bojowe zaklęcia. Jedne bardziej skuteczne od drugich. Ramizes widząc co się dzieje, wyskoczyl zza krzków i zaczął wyrąbywać sobie drogę do towarzyszy.
-Nie mamy zbytnich szans z całą armią - odezwał się Rince - Wymiarowe Drzwi i Nienaruszalna Strefa są znowu zablokowane.
-Tak. I do tego ten szaman - kiwnąl głową Fink.
-Fink! Właśnie powiedzialeś nam co zrobić. Trzeba dostać się do tego szamana i utuc. Reszta wtedy albo skapituluje albo będzie walczyć w nieladzie. Tylko jak się dostać do niego.....


Tonari no Totoro!
← Fan Works
Wczytywanie...