droga_szamana_5

NOWA niekończąca się opowieść..........

- Spokojnie. Mówiłem, że macie robić to co ja każę.
- Za żadne skarby nie będę ci usługiwał! - Wykrzyknął Medivh.
- A-a-a. Rób tak dalej, a nigdy nie zobaczycie tych dwóch dziewczyn.
- A jak udało ci się właściewie je złapać? - Zapytał spokojnie Nazin. Tylko om jedyny z drużyny był spokojny.
- Z tą elfką było prosto. Tłum załatwił swoje. A ta druga...hmmm.... Łowczyni Demonów. Z nią było trudniej. Była w swoim otoczeniu, więc miała przwagę. Ale przed maigią nic się nie uchroni. Czy wiecie, że ta dziewczyna jest Palnokrwistą?
- Kim?
- Planokrwiści to istoty, które mają w rodzinie niebianinów, albo czartów. Atis nam nigdy tego nie mówiła. - wytłumaczył Rince.
- Zauważ Rince, że ona wielu rzeczy nam nie mówi.
- Halo! Dosyć gadania. Było bardzo sprytne z waszej strony, ze oddaliście naszyjnik dziadkowi. Niestety, już wyzionął ducha.
- Co?! - w Rincewindzie coś pękło. Dowiedział się przecież, że jego nauczyciel, parwie ojciec, nie żyje.
- Tak, tak. Nie ma go już na tym świecie.
- CO!? - wokoło zaczęło się robić bardzo gorąco. Nazin i Adam złapali go za ręce.
- No ale dość o tym starym dziadzie. Przyszła kolej na polecenia.
- Nie mam zamiaru wykonywać twoich poleceń, morderco!!!
- Kopiecie grób dla swoich przyjaciółeczek.
- Rince, uspokój się. Wiem, ze to trudne, ale spróbuj. - Medivh szepną do Rince'a na ucho.
- Dobrze, czego chcesz? - zapytał Adam....
.........-Zadanie jest proste. Musiscie znaleźć zaginiony artefakt. Tarczę Umysłów. Ten artefakt pozwala kontrolować czyjś umysł nawet na odległość 100 km. Jest on w grobowcu, w piwnicach pod miastem. Wejście jest na prawo od areny walk, w gospodzie Srebrny Maszt.
-Hmm... na czym polega haczyk - zapytał Nazina
-Nic trudnego dla was. Jedyne to, że grobowiec roi się od nieumarłych - przybysz zaniósł się szaleńczym śmiechem.
-Dobrze zrobimy to, ale tylko ze względu na Atis i Ayę - powiedział Medivh - ale jak tylko je odzyskamy, zabjemy cię, że nawet nie zdążysz mrugnąć okiem - splunął mu pod nogi.
-Czyżby to była groźba? Nie radziłbym mi grozić, bo to może się źle skończyć dla waszych dziewczyn...
Rince miał mu odpowiedzieć jakąś kąśliwą uwagę, ale przybysz nagle zniknął.
-Iluzja czy teleport - zdziwił się Nazina.
-Nieważne - syknął Rince - idziemy jak najszybciej do tego grobowca.
Drużyna udała sie dokładnie w to miejsce, które wskazał nienzajomy. Drzwi były o dziwo zamknięte, a gospoda wyglądała na opuszczoną. Adam kopniakiem rozwalił drzwi i wszyscy weszli do środka. Pomieszczenie cuchnęło zgniłymi ciałami. Zapach stawł się mocniejszy gdy zbliżali się do piwnicy. Red otworzył drzwi i nagle krzyknał. Chudy jak wiór i brudny trup rzucił się na niego i ugryzł go w nogę. Rince załatwił go Piorunem Kulistym. Nazina zrobił prowizoryczny opatrunek i towarzysze zeszli ostrożnie do piwnicy. Na każdym praktycznie kroku stał zombie. Adam ciął je mieczem, a magowie rozwalali zaklęciami. Piwnica nie miała pobocznych korytarzy. W końcu wyczerpani walkami doszli do wielkiej komnaty z sarkofagiem. Bez wahania wyłamali mieczami wieko. W środku zamiast oczekiwanego artefaktu znajdował się napis i trzy dźwignie. Napis głosił:
Zombie to była tylko mała próba. Prawdziwe piekło rozpęta się po pociągnięciu jednej z dźwigni. Ale jeżeli chcesz osiągnąć cel - musisz ją pociagnąć. Wybór należy do ciebie...
Wszyscy popatrzyli po sobie i skoncentrowali się. Medivh pociągnąl za pierwszą dźwignię. W ścianie otworzyło się przejście. Z otworu dobiegał cichy chrobot...


Tonari no Totoro!
Rincewind lekko przechylił głowę, jakby chcąc ostrożnie spojrzeć, co znajduje się za przejściem i nie spuszczając wzroku z otworu spytał spokojnie:
- I kto tu mówił, że jest specjalistą od tajemnych przejść.
- Yyyyy... no wiesz... te były wyjątkowo dobrze ukryte... - zaczerwienił się Nazin.
Normalną reakcją drużyny na całą sytuację byłaby salwa śmiechu, jednak teraz nikomu wesoło nie było. Ostrożnie weszli do środka. Pierwszy Red, drugi Medivh, za nim Nazin, a na końcu Rince. Gdy tylko postawił krok za progiem, znów dał się słyszeć chrobot zamykanych drzwi. Tym razem odgłos był straszniejszy. Nikt nie próbował nawet zatrzymać procesu. Zapanowała cisza, cisza podobna do tej z cmentarzyska w godzinach nocnych, cisza która była w rzeczywistości straszniejsza od wszystkich wrzasków tego świata. Grupa znajdowała się w ogromnym, ciemnym pomieszczeniu, przyozdobionym kamiennymi kolumnami. Wiekszość z nich była poprzewalana i zniszczona, ale te, które zostały świadczyły o wysokości pomieszczenia. Ich końca nie było widać.
- Ciemno tu. - przerwał pierwszy ciszę Adam.
- Zdecydowanie przesadzasz. - skrzywił się Nazin.
- Tak? To może pożyczę od ciebie oczka długouchu, co?
Rincewind popatrzył tylko na łowcę z niesmakiem, zaś sam zainteresowany nic nie odpowiedział.
- Red ma rację. Ja też niewielę widzę. - spojrzał błagalnie na Rince'a Medivh.
- Co się tak patrzysz? Co to, jakimś przewodnikiem jestem. Jak ci tak bardzo ciemno, to zapal to światło... tylko nie za duże - końcówkę dodał ciszej.
Koniec kija półelfa rozjaśnił sie lekkim, zółtawym, magicznym płomieniem.
- Śmierdzi tu pułapkami. - stwierdzil Nazin - Gdybysmy mieli ze sobą Devilusa... On by sobie z tym poradził bez najmniejszych problemów.
- Ja znam zaklęcie Szukanie Pułapek - wypiął pierś do przodu Medivh.
- No to na co czekasz? Do roboty. - klepnął go po plecach elfi czarownik...

I nadejdzie wkrótce ten dzień...

RTS
- Bardzo smieszne. - Medivh zmarszczł brwi. Po chwili jednak wymówił dziwną formułkę i przez ciemną komnate przeleciało coś jakby wiatr.
- No i co? - zapytał niewzruszony Adam.
- Teraz wszystkie pułapki będą podświetlone na czewono. Tylko trza będzie uważać, żeby w jedną nie wdepnąć.
- Wielkie mi rzeczy. - obruszył się Łowca Smoków.
Bohaterowie poszli przed siebie cieną komnatą. Zdarzało im się napotkać pułpki duże i małe. Na całe ściany i na małe odcinki marmuru. W końcu dotarli do "pewnego" problemu. Cały odcinek, od podłogi, aż po sufit, był cały w pułapkach.
- No? I co teraz? - zapytał Nazin.
- Przydałby sie Dev... - zauważył Rince.
- O wilku mowa...
......Na drugim, odległym, końcu sali stał nie kto inny, a sam Devilus. Wszyscy stanęli jak wryci.
-Co się tak gapicie chłopaki - krzyknął Dev - umiem wyłączyć te pułapki.
Dev poszperał coś przy ścianie i nagle cały błysk, który szedł od pułapek zgasł.
-Już - krzyknął.
Nazina postąpił krok w stronę wejścia sali, ale usłyszał w głowie głos Rince'a:
-Stój.
Wiedząc, że elf nie rzuca słów na wiatr zatrzymał się.
-Czemu nie idziecie? - krzyknął zniecierpliwiony Dev.
-Zaraz przyjdziemy. Jesteśmy zmęczeni podróżą, a sala jest długa. Jeszcze pułapki się uruchomią i zginiemy. Odpoczniemy chwilę po tej stronie korytarza - krzyknął Rince siadając.
Wszyscy poszli za jego przykładem. Wyglądało to jakby zasnęli, ale tak naprawdę to była przykrywka do mentalnej rozmowy, którą prowadziła cała czwórka.
-Dlaczego nie pozwoliłeś mi iść tam? - zapytał zaciekawiony Nazina
-Po pierwsze - odpowiedział Rince - jak on tam się dostał skoro wyłącznik pułapek jest po tamtej stronie? Po drugie jakim cudem on ma tak czyste ubranie, a my jesteśmy umorusani od stóp do głów? A po trzecie jak przedostał się przez te chmary ożywieńców niezauważony? Wiem, ze potrafi się skradać, ale zombie mają wyczulony węch....
-Czyli sugerujesz, że to nie Devilus? - odezwał się Medivh
-Nigdy nic nie wiadomo. Jedyny sposób aby to sprawdzić to....posłać tam iluzję.
-Ja mogę to zrobić - uśmiechnął się Nazina - swego czasu byłem w tym dobry.
Po chwili cała czwórka wstała i ruszyła przez salę. Gdy byli w połowie Devilus wypowiedział jakieś zdanie i nagle wszystkie pułapki uruchomiły się. Ze ścian wystrzeliły strzały, z podłogi wysunęły się kolce, a z sufitu pospadały bloki kamienne. Paro wiekowe pułapki narobiły mnóstwo kurzu i cała sala zakryła sie w białym dymie. Gdy kurz opadł na środku sali nie było nikogo widać, a w drugim wejściu stała człekopodobna istota śmiejąc się skrzecącym głosem. Nagle sobowtórniak dostał Większą Kulą Ognia i Większą Błyskawicą. Zginął od razu.
-No Rince, chyba zawdzięczamy ci życie - powiedział Medivh kładąc rękę na ramieniu elfa.
-Drobiazg - zaczerwienił sie lekko mag.
-No i pułapki mamy chyba z głowy......


Tonari no Totoro!
- Na to wygląda. Teraz trzeba przeszukać to wszystko, a poza tym to jest tylko jedna sala. Nie wiemy czy tutaj znajdziemy to czego...szukamy. - zauwazył słusznie Adam.
- No to leżymy...

_____________________________________________________
Aya siedziała na ziemi. O dziwo miała wolne ręce. Rozejrzała się dookoła własnej osi w celu zbadania otoczenia.
- No, śpiąca królewna się obudziła. - elfka zauważyła Atis. Dziewczyna siedziała na parapecie przy jakimś oknie. Bawiła się dosyć dziwnym nożykiem...
- Co? Ale jak....ojej, ale mi łeb pęka....
- Jesteś blada, źle się czujesz?
- A dlaczego tak się o mnie martwisz? Nigdy taka wobec mnie nie byłaś.
- Słuchaj mały uszatku, skoro nie ma Rince'a w pobliżu to ja muszę się tobą opiekować, biorę na siebie całą odpowiedzialność.
- Teraz ty mnie posłuchaj, nie jestem dzieckiem...
- Ale możesz sobie zrobić tu krzywdę. Przesiedziałam 10 lat w więzieniu. Mam na swoim koncie duuuuużo niemiłych wspomnień niż ktokolwiek, a już napewno więcej od ciebie dziecinko.
- Daruj sobie. Apropo więzienia, to nie wygląda za bardzo na takie "typowe"....
- Jako taki luksus jest, leprzy niż w niektórych tawernach drogich, ale zawsze to więzienie. Kamienne mury, kraty na oknach....niemiłe wspomnienia wracają..... - Atis spojrzała przez okno.
- A czym ty się tak namiętnie bawisz? Nigdy takiego noża nie widziałam....
- Bo to nie nóż, to scyzoryk.
- Scyzoryk?
- Tak, dobrze słyszałaś. Dostałam go kiedyś od bliskiego przyjaciela....z tamtego świata.... - Dziewczyna położyła końcówkę ostrza i zakręciła scyzoryk na palcu, wcale się przy tym nie kalecząc.
- Od bliskiego przyjaciela, co? - Aya spojrzała na nią tajemniczo.
- Nie wnikajmy, w to dobrze? Bo to się źle skończy...
- Jak chcesz....a wogóle po co nas porwali?
- Nie znasz tego stereotypu? Źli faceci porywają damulkę pod rządaniem okupu, później dzielny rycerz ma ją uratować spełniając rządania tych złych i już, niby zawsze jest "hepi end", ale nasza sytuacja może nie skończyć sioę tak dobrze jeśli nie zrobimy nic.
- Ale jak, niemamy żadnej broni, ani nic.
- Echhhh, elfy. Tylko by na łatwiznę szły. Gdybyście zawsze wierzyli, że Atis ma zawsze rację, wasze życie byłoby dużo prostrze.
- Możesz się przestać puszyć?
- Ja się nie puszę. Jesteś chyba ślepa.
- Wypraszam sobie!
Atis zsiadła z parapetu i podeszła do Aya'i. Pomachała jej parę razy przed oczami scyzorykiem.
- Halo! A scyzoryk to co?
- Gdzieś ty go schowała?!
- W bucie, zawsze go tam noszę....
.........-CHŁOPAKI! TU NIC NIE MA! - krzyknął zmęczony Adam.
-Musi tu coś być - powiedział Medivh gorączkowo obszukując jeden z dwóch sarkofagów.
-Odpocznijmy chwilę - powiedział Nazina opierając się o ścianę.
Ale jeden z kamieni na ścianie nagle wsunął się do środka i obok otworzyła się mała skrytka. W środku leżał mały klejnot.
-Takie rzeczy zdarzają sie tylko w bajkach - powiedział Nazina zamykając usta.
-Nie gadaj tylko bierz klejnot i spylamy do głównej sali. Zostały nam jeszcze dwa pomieszczenia i dwie części dysku, a czasu coraz mniej.
Nazina wziął klejnot i schował go do kieszen szaty. Wszysy ruszyli szybkim krokiem do sali głównej...

-----------------------------

Jakimś dziwnym trafem zamek w metalowych drzwiach ustąpił po 3 minutach pracy scyzorykiem. Obie dziewczyny szybko wyszły z celi i zamknęły cicho drzwi. Atis schowała scyzoryk do buta. Przemykały się po korytarzach. Jeden rzut oka z okna i zorientowały się, ze są w zamku na jakiejś skale. Ostrożnie zaczęły schodzić po schodach, gdy nagle zza ich pleców dobiegł głos:
-Dokąd to panienki?
Odwróciły się szybko. Za nimi stał wysoki mężczyna.
-Kim jesteś?
-Jestem panem tego zamku. I kimś kto was złapał - postać zaśmiała się sucho
-Będziemy się bronić. Nie damy się bez walki.
-Naprawdę?
Posać kiwnęła ręką i nagle w głowach Ayi i Atis eksplodował potworny ból, który rzucił obie na kolana. Po chwili zemdlały. Obudziły się obie w znajomej celi, z potwornym bólem głowy, pustką w brzuchach i ogromnym zmęczeniem........


Tonari no Totoro!
- Nie mam siły, a ty? - Aya odezwała sie pierwsza. Atis niereagowała. Patrzała w suft. - Atis? Atis!
- Wybacz. - zaśmiała się po cichu. - zamyśliłam się.....nie.....po prostu przypomniało mi się pewne zdarzenie....nawiesem mówiąc bardzo zabawne....
- A może mi opowiesz?
- Nie wiem czy zrozumiesz...
- Napweno....
- A więc.....

_______________________________________

- Mam dość! Nie mam siły dalej przeszukiwać tego grobowca!
- Adam, nie możemy zostawić dziewczyn w takiej sytuacji. One są bezbronne!
- No nie wiem Rince. Jak znam Atis, a znam ją dobrze, to napewno juz kombinuje jak się wydostać. To samo Aya, one nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.
- Racja....ech, Aya.....
- Spokojnie, uda nam się.....w końcu powinno....
- Ale zastanawiam się dlaczego nast to wszystko spotyka. Pamiętasz Med? W świątyni Tyra. Atis mówiła, ze ciąży nad nią okrutny pech i, że bardzo nasilił się tutaj.
- Może, ja nie wierzę w coś takiego jak pech i wątpię, zeby Atis też wierzyła.
- Nie gadajcie tak, tylko szukajcie! - Popędzał rezztę Adam.

_____________________________________

- Naprawdę? Niemożliwe.
- Możliwe. Śmiałam się z niego jak najęta. Nie mogłam wytrzymać. Nie możesz sobie wyobrazić jak on wyglądał z tym nietoperzem we włosach. Musiałam mu pomóc go wciągać. To było wprost komiczne.
- A podziekował ci chociaż?
- Może największym dżentelmenem to on nie jest, ale gest to on zna.
- A co to był za gest?
- Pocałował mnie.
- Taki przyjaciel to napewno fajna rzecz, co?
- W pewnym sensie.
Nagle drzwi do celi otworzyły się i wszedł do niej ten sam męszczyzna, który złapał Atis i Ayę poprzednio. Był w towarzystwie dwóch strażników.
- Czy panie zechcą wziąść kąpiel?
- A co to ma być?
- Jestem dżentelmenem, a wy kobietami. Mimo iż jesteście więźniami, to nie zwalnia mnie z dobrych manier.
- To tłumaczy tą celę. Co ty na to Aya?
- Ja jak najbardziej za.
- Proszę ze mną, w takim razie.
Atis i Aya wstały i poszły razem z trzema męszczyznami....
........-Ha! Znalazłem - krzyknął Nazina podnosząc się znad rozprutego brzucha topielca. W ręku trzymał połówkę dysku, z półkolistym otworem na klejnot.
-No to jeszcze jedna część i jesteśmy w domu - ucieszył się Adam.
-Została tylko jedna dźwignia i jeden potwór. Po sobowtórniaku i topielcu, który strzegł tego pomieszczenia, już nic nie potrafi mnie zaskoczyć - zaśmiał się Nazina.
Wszyscy ruszyli znowu do sali głównej.....

-----------------------------

-Świetnie! Ta kąpiel to była tylko przykrywka do przeszukania ubania! - krzyczała rozwścieczona Atis stojąc na środku celi - Zabrali scyzoryk!
-Przynajmniej już nie jesteśmy brudne - zauważyła Aya.
-Ale nie mamy już szansy na ucieczkę.
-A te twoje skoki międzysferalne? Wystarczy, że przeskoczysz za drzwi i mi je otworzysz.
-Mam lepszy pomysł. Wezmę cię ze sobą podczas skoku.
-Co?
Zanim Aya zdąrzyła ochłonąć, Atis złapała ją w tali i po krótkim czasie zniknęły z celi......

-----------------------------

-Teraz albo nigdy - powiedział Rince pociagając za ostatnią dźwignię.
Podobnie jak poprzednio otworzyły sie ukryte w ścianie drzwi. Podobnie jak poprzednio z drzwi wysypała się chmara ożywieńców, których szybko rozwalili. Podobnie jak poprzednio korytarz ciągnął się kilometrami. Zupełnie inaczej niż wcześniej korytarz kończył się przepaścią, za którą nie widać było drugiego końca........


Tonari no Totoro!
- Mój boże...To było straszne!
- Cicho siedź! A co do sfer, jak wykonuję skok z jakąś osobą to trwa dłużej. Pozatym, nigdy nie widziałaś Balorów?
- Masz mnie za samobójczynię? - zapytała z niesmakiem Aya.
- Ja z takimi demonami przesiedziałam Bóg wie ile czasu.
- Jesteś wariatką.
- Powinnyśmy poszukać broni, nie uważasz?
Atis i Aya rozejrzały się dookoła. Nikogo nie było. Zupełna cisza.
- To jest jakaś zasadzka, czy jak?
- Pewnie tak, ale skoro nik nie stóżuje, chyba mamy wolną rękę.
Dziewczyny ruszyły przed siebie.

_________________________________________________

- Co teraz?
- Słyszycie? Jakieś szelesty... - uszy Nazina wręcz poruszały się.
- CZEGO CHCECIE ISTOTY Z POWIERZCHNI? - bohaterowie usłyszeli dziwny głos.
- A ty kim jesteś? - zapytał Rince z nutką strachu w głosie.
- JESTEM PODZIEMNYM SFINKSEM. - Z cienia wyłonił się Sfinks. Był większy niż inne, o czarnej maści. - OSTATNIM ZE SWOJEJ RASY. POCO PRZYCHODZICIE?
- Po drugą połowę artefaktu ukrytego w tym grobowcu.
- AH, PO TO. CHĘTNIE WAM GO ODDAM. NIE MAM ZAMIARU DALEJ GO PILNOWAĆ. PRZYNIÓSŁ MI WYSTARCZAJĄCO WIELE KŁOPOTÓW.
- Dziękujemy ci.
Sfinks wręczył drugą połówkę dysku Medivh'owi....
......Atis i Aya szły leśną ścieżką. W oddali na wzgórzu piętrzył sie zamek, którego wieże ginęły wysoko we mgle. Tu i tam latały kruki. Wszystko wyglądałoby normalnie, gdyby nie fakt, że ramy okienne były zrobione z ludzkich czaszek. Widać to było nawet z tej odległości. Dziewczyny powstrzymały obrzydzenie i szły dalej. Po jakiś pięciu minutach marszu, przed towarzyszkami, otworzyły się Wymiarowe Drzwi. Wyszedł z nich nie kto inny jak sam właściciel zamku.
-Mnie nie uciekniecie skarbeńki - powiedział i zarechotał.
Ten sam ruch ręką, ten sam ból głowy, to sam powolne mdlenie i po przebudzeniu ta sama cela....

------------------------------------------

-Słuchajcie - przerwał milczenie Rince - Mamy już kompletny dysk, ale nie pomysleliśmy co zrobimy jeżeli on go sobie weźmie i po prostu sie ulotni.
Chwila milczenia podczas marszu.
-To nie jest problem - odezwał się Nazina - każda postać po teleportacji musi zostawić cząstkę energii. Wystarczy wysłać coś w rodzaju sondy za tą energią i już wiemy gdzie gość się teleportował.
-A jeżeli wystawi nas do wiatru i będzie się teleportował parę razy? - zapytał Medivh
-A mamy inne wyjście? - uśmiechnął się ponuro Rince.
-Masz rację.
Drużyna wyszła z kanałów. Na zewnątrz panowała zupełna ciemność. Ciszę nocną przerywało tylko odległe hukanie sowy.
-Jesteśmy w tym samym miejscu gdzie spotkaliśmy tego gościa,a jego nie ma. To jest nastepna rzecz, której nasz genialny plan nie przewidział - mówił z goryczą Red.
-Nie panikuj. Ktoś tu się zbliża.
Rzeczywiście gdzieś z daleka było słychać kroki, które przybliżały sie coraz bardziej do bohaterów. W końcu z cienia wyłoniła się wysoka sylwetka mężczyzny.
-Estcharu - szepnął Adam
-Tak to ja. Macie dysk?
Nazina pogrzebał chwilę w kieszeniach swojej szaty nim wyciągnął piękny, błyszczący dysk. Był on cały złoty, a w środku świecił się jakiś klejnot. Trudno było go przypisać do jakiejkolwiek kategorii. Mężczyzna zaśmiał sie.
-Szczerze to nie sądziłem, że wam się uda. Sam miałbym nielada problem z przedostaniem się przez te kanały. A teraz oddajcie dysk.
-Uwolnisz dziewczyny? - upewniał się Medivh
-Oczywiście. A teraz dajcie mi dysk - powiedział ostrzej.
Nazina podał dysk tajemniczej postaci. Postać od razu wyciągneła rękę i wyrwała dysk Nazinie.
-Frajerzy - postać zaśmiała się i teleportowała.
-Sonduj Nazina - Rince potrząsnął elfem.
Nazina wypowiedział formułkę. Jego twarz po chwili wykrzywiła się w bolesnym grymasie. Padł na kolana i zaczął dyszeć. Adam podtrzymał go żeby nie przewrócił sie zupełnie.
-Zamek Spulzeer.....niedaleko Amnu (wziałem ten zamek z mapki Faerunu ).....rzucił jakieś czary blokujące czy coś..... - wydyszał Nazina i zemdlał.
-Red zaopiekuj sie nim. My z Medim ruszamy za nim.
Zanim łowca zdąrzył zaprotestować magowie weszli w Wymiarowe Drzwi i zniknęli. Wyszli w lesie na jakiejś ścieżce. W oddali na wzgórzu piętrzył sie zamek, którego wieże ginęły wysoko we mgle. Tu i tam latały kruki. Wszystko wyglądałoby normalnie, gdyby nie fakt, że ramy okienne były zrobione z ludzkich czaszek................


Tonari no Totoro!
Ta sama cela... Z drobną różnicą.
- Kim WY jesteście?! - powiedziała jakaś postać, skulona w rogu, jakby chciała zniknąć.
- Takie samo pytanie możemy zadać TOBIE - powiedziała Atis, patrząc się niezbyt przychylnie na przybysza.
- Ehh... No dobrze... Jestem Finkregh d'Aye, mag lodu i powietrza. Witam. A może teraz wy się przywitacie?
- Atis - powiedziała Atis.
- Aya - powiedziała Aya. - Jak się tu znalazłeś?
- Za nieposłuszeństwo... No cóż, ale jak tu okazać posłuszeństwo, skoro niewiadomo co trzeba robić? To jest zagmatwane... I najgorsze jest to, że w tej wieży NIE mogę użyć żadnego czaru.
- Na terenie wieży... A poza nią? - zainteresowała się Atis. - Jeśli jesteś dość potężny, to...
- Wystarczy... Nie jestem może tak potężny jak ten tutaj, ale wystarczy na pokonanie jego strażników... Ba, może nawet jakiegoś demona, jeśli się nawinie... A czemu pytasz?
Atis zaczęła wprowadzać go w szczegły planu...

_____________________________________________

Medivh i Rince rozgladali sie przez chwilę z niesmakiem.
- Go coś chyba uderzyło mocno w głowę - powiedział Medivh. - Kiepskie wnętrza...
- Musimy szukać dziewczyn, nie? - odezwał się i Rince i z irytacją pociągnął nosem. - Czujesz? Magia jest tutaj przytłumiona... Chodźmy tym korytarzem - wskazał na wprost. - Nie mamy nic do stracenia...
- Chej, tutaj chyba ktoś niedawno użył magii! - wykrzyknął Medivh. Na starym kurzu były odciśnięte ślady dwóch par stóp, po czym urwały sie w pewnym momencie i pojawiły się trzecie, znikąd...
Nagle na środku korytarza pojawił się Dżinn. Niebieska, magiczna, majestatycznie wyglądająca postać zdziwiła czarodziei.
- Eee... Jak... Jak udało ci się tu zmaterializować? - spytał Medivh. - Przecież tutaj chyba nie da się używać magii.
Dżinn spojrzał na niego z pogardą.
- Przynajmniej my nie możemy - dodał szybko półelf.
- Medivh, on nam chyba chce coś powiedzieć - zauważył Rincewind. - Daj mu dojść do głosu.
- Co? A, racja. Słuchamy Dżinnie. - twarz czarownika przekręciła się w stronę elfa i dodała ciszej - Dobrze?
Towarzyszy nie opuszczał humor, bo zaczęli śmiać się jeden z drugiego nieświadomi chyba z powagi sytuacji. Dżinn spokojnie wisiał w powietrzu z założonymi rękoma. Czekał...
Ściana korytarzu znajdującego się jakieś 10 metrów za czarodziejami zatrzasnęła się z łoskotem, a w miejscu śladów stóp pojawiło się trzech Niewidzialnych Łowców. Stali za Dżinnem. Z twarzy naszych bohaterów od razu zniknął uśmiech.
- Ty... ty... ty chyba nie chcesz z nami walczyć, co? - spytał niepewnie Medivh.
- Nie wiecie gdzie jesteście - po raz pierwszy zagrzmiał glos Dżinna, a był niezwykle niski i wysoki zarazem. Z dziwnym echem odbijał się po kamiennych ścianach wąskiego korytarzu. - To zamek Estcharu, istoty starszej nawet ode mnie.
- Widzielismy go, wcale nie wyglądał tak staro - humor jednak nie opuszczał Medivha.
- Nie znacie jego prawdziwej natury. To jest nekromanta. Jeden z czterech.
- Co to znaczy? - spytał Rince'a półelf.
- Jest jednym z czterech, którzy jakieś 750 lat temu stworzyli legion nieumarłcyh i próbowali zawładnąć Shaarem, równiną wielkości jednej czwartej putsyni Anauroch na wschód od Morza Shining - odpowiedział elf.
- Doskonale. - uniósł brwi Dżinn. - Zapomniałeś tylko dodać, że nie za bardzo im się to udało. A to tylko dzięki paladynom i kapłanom Lathandera, nienawidzącym wszelkiej formy życia po śmierci. Jednak Estcharu był sprytny. Przybrał formę nietoperza i uciekł. Słuch po nim zaginął...
- A teraz powrócił przybierając postać człowieka - dokończył Medivh.
- Nie brak wam sprytu - pochwaliła ich magiczna postać. - Jednak żeby przejść dalej musicie odpowiedzieć na moją zagadkę...
- Nie! Wiedziałem, że tak to się skończy! - krzyczał Rince. - Jesteś jego poddanym? Musisz nam zadawać zagadki?
- W pewnym sensie tak. Związał mnie z tym miejscem. Zostanę wolny gdy tylko jakaś osoba odpowie poprawnie. Siedzę tu już dokładnie 600 lat. Może się wam uda? - spytał raczej sam siebie z lekka dozą ironii. - Jeśli tak, powiem wam nawet co trzeba zrobić, by dostać się do głównej sali i jak używać tu magii.
- Hmmm. Gra jest chyba warta świeczki - powiedział czarownik.
- Ale co się stanie jeśli odpowiemy źle? - szybko dodał półelf.
Dżinn wskazał ruchem ręki Niewidzialnych Łowców.
- Wszystko jasne - uśmiechnął się ponuro elf. - Pytaj.
- Matka jest o 21 lat starsza od swojego dziecka. Za 6 lat Dziecko będzie 5 razy młodsze od matki. Gdzie jest ojciec?
- A co to ma niby wspólnego? - spytał zaskoczony Medivh.
- Ile mamy czasu? - dodał Rince.
- Widocznie coś ma. Ja nigdy nie zadaję zagadek nie do rozwiązania. A jeśli chodzi o czas... Niech będzie dziesięć minut.
- Co? To nie wystarczy! - znowu krzyczał elf.
- Nie kłóć się z nim. Nie mamy czasu.
Czarodzieje odeszli i usiedli pod ścianą która się za nimi zamknęła.
- Jak coś wymyślisz to mów. I najpierw zastanów się nad tym, ile lat ma dziecko - powiedział Rincewind.
- Jasne.
Oboje zamknęli oczy. Widać było po nich, że intensywnie myśleli. Na czole elfa pojawiła się nawet kropla potu, a Medivh zaciskał coraz bardziej powieki. Po jakichś pięciu minutach zaczął coś rysować palcem po podłodze. Rincewind spojrzał z zaciekawieniem na powstające równanie.
- To jest bez sensu - powiedział z rezygnacją Medivh. - Wychodzi, że dziecko ma -3/4 roku. To niemożliwe.
Rincewind gorączkowo myślał. Po chwili uśmiechnął się tak, jak tego nie robił od ostatniego razu, gdy przytulał Ayę.
- To jest możliwe! - krzyknął i zaczął trząść Medivhem. - Dziecko ma -9 miesięcy, czyli jest...
- W drodze! - krzyknął półelf i rzucił się z radości na towarzysza. Czyli tatuś jest...
- Na mamusi - dokończył czarownik i zaczęli się śmiać tak głośno, że Dżinn nerwowo przełknął ślinę.
Od razu pobiegli do postaci i odpowiedzieli równocześnie:
- Ojciec jest na matce.
Zapadła chwila ciszy.
- Jak... jak to możliwe? Jak wam się to udało. Do tej pory już jakieś 200 istot walczyło z moimi Łowcami, a ja bardzo lubiłem sie temu przyglądać - wyraźnie posmutniał.
- Obiecałeś nam coś - przypomniał półelf.
- Tak, tak... Echh, no dobrze. Aby dostać się do głównej sali musicie....

I nadejdzie wkrótce ten dzień...

RTS
...COO?!?!?! NIGDY! - krzyknął Finkregh, usłyszawszy plan Atis. - Żadne skoki! Przecież nas wykryją!...
- Nie wykryją! Nie robię tego po raz pierwszy! - podobną głośnością odpowiedziała Atis. - Przecież raz już stąd uciekłyśmy!
- No to chyba nieskutecznie... - powiedział z przekąsem. - Ale nie mamy lepszego pomysłu... Pozwólcie przynajmniej sprawdzić czy nikogo nie ma na korytarzu.
Pogrzebał przez chwilę w swojej podartej szacie, wyciągnął z niej wąską rurkę i wsadził ją przez dziurkę na klucz.
- No dobra... Nikogo tam nie ma - mówił, chwojąc tę rurkę. - No to czas wprowadzić w życie ten plan...

________________________________

- Zadziwiająco proste - rzekł Medivh, słuchając dżinna. Wystarczyło wyobrazić sobie, że tej atmosfery nie ma, aby umieć czarować. Ale z kolei nie działają tu w ogóle czary wody, powietrza i Świętej Magii...
- Dziękujemy ci bardzo. Ale teraz powiedz, jak dostać się do łównej Sali - rzekł Rince.
- Ah tak - dżinn lekko się zmieszał... jeśli dżinn w OGÓLE może się zmieszać. - Drzwi... nie, wrota na końcu korytarza którego strzegę... Raczej strzegłem. Dziękuję wam, ale teraz już chyba zaznam troche wolności... - ostatnie słowa utonęły, gdy dżinn się zdematerializował, a wraz z nim wojownicy.
- Hmpf... Główne wejście za dżinnem... Jakieś to proste - ironicznie dodał Medivh. Podeszli ostrożnie do wrót....

____________________________

...i zostali odrzuceni przez 3 postacie wypadające przez drzwi.
- No mówiłem ci, że kiepsko to robisz!
- Ja niby cos kiepsko robię?!?! - wrzasnęła jedna z kobiet. - No to choelra, nie trzeba było kazać mi przebiegać przez 5 drzwi z kolei!
- Ale dzięki temu masz te swoje rzeczy! - odkrzyknął mężczyzna, człowiek.
- Ty też, mała cholero, ty magu od siedmiu boleści! A was co tu!... - Atis zwróciła się do Rince'a i Medivha, i zmilkła...
- A nas co tu? - zapytał z uśmiechem Rince.
- Rince! - Aya rzuciła się elfowi do szyi.
- Hej chłopaki! Jak nas znaleźliście?
- Długa historia. - Medivh podszedł do Atis i przytulił ją do siebie.
- Jak stąd wyjdziemy będziemy mieć dużo czasu na opowiadanie, ale teraz trza sie stąd wydostać......i co najważniejsze muszę odzyskać mój scyzoryk!
- A po co ci on? - zapytała Aya.
- Niech ktoś ją udusi zanim ja to zrobię!!!!! - Medivh złapał Atis za ręce, ta zaś wyrywała się do Aya'i.
- Atis, spokojnie. - "próbował" uspokoić ją Rince.
- No, ale na co ci ten głupi scyzoryk?
- Ty mała, głupia, uszata małpo! - Atis wyrwała sie o Aya'i.
- Hej! Nie masz prawa tak do mnie mówić! - oburzyła się elfka.
- Dziewczyny, uspokujcie się. Robicie dużo hałasu, jeszcze nas odkryją. - "starał się" uciszyć dziewczyny Medivh.
- To niech ona odszczeka ten "głupi scyzoryk"!
- Chyba śnisz!
- No to przygotuj się na łomot, Pride!
- Dziewczyny! Uspokójcie się! Zachowujecie się jak dzieci! - wybuchnął Rince. Atis i Aya natychmiast zamilkły. - O co wam chodzi z tym całym scyzorykiem?
- To jest bliska mojemu sercu rzecz. Dostałam go od mojego najlepszego przyjaciela. - wytłumaczyła Atis. - A ta uszata małpa nie chce przyjać do wiadomości, że jest on dla mnie ważny! Chyba ci się coś w mózgu zalęgło!
- I kto to mówi! Niedorozwinięta kura!
Atis już sięgnęła po swoje sztylety, kiedy Rince zamknął ją w Nienaruszalnej Strefie.
- Rince! wiesz jak ja nie lubię tego zaklęcia.
- Ale to jedyny sposób, abyś się uspokoiła.
- Słuchajcie, wy już stąd idźcie. Ja przeszukam zamek i dołączę do was, jasne? - zaproponowała Atis.
- Ale złapią cię.
- Oj Med, ty mnie dobrze nie znasz. Jeśli ktoś miałby ze mna iść, toby mi tylko zawadzał. Dajcie mi pół - godziny i wracam.
- Napewno?
- Spopkojnie.
- Dobrze, jak chcesz. - Rince uwolnił dziewczynę.
- No, już lepiej. Uciekajcie mi z oczu.
- Pamiętaj, pół - godziny. - przypomniał jej Medivh.
- Spokojnie, spokojnie.
Po chwili drużyna wraz z Fingrekh'iem zniknęli w Wymiarowych Drzwiach.
- No to teraz mogę sobie swobodnie poszperać w zamku..... - na twarzy Atis pojawił się okrutny uśmiech...
__________________________________________________________________
- Hmmmmm...mija już określony czas, ciekawe gdzie Atis... - zastanawiał się głośno Rincewind.
- Chyba nie wpadła w żadne tarapaty.
- Miejmy nadzieję....
- No hej chłopaki! Już jestem. - Atis nagle pojawiła się obok Medivh'a.
- Uwinęłaś sie szybko.
- Byłabym dużo szybciej, ale skoro już bylam w zamku, to nie mogłam się oprzeć przeszukaniu go.
- Co zwinęłaś? - Medivh spojrzał tajemniczo na Atis.
- Zwinęłam? Ja bym to nazwała "pożyczeniem", ale nazywaj to jak chcesz. Trochę błyskotek buchnęłam. - Dziewczyna wyjęła z kieszeni parę złotych pierścieni i naszyjników. - Jak myślicie, ile za to będzie?....
......-Nie ile, ale raczej za ile - powiedział z ironią Rince
-Chyba nie bardzo zrozumialam.
-Niedługo dowiemy się za ile doścignie nas Estcharu. Dzięki tym błyskotkom znajdzie nas o wiele szybciej niż bez nich.
-A co za różnica, i tak by ns znalazł.
-Może zamiast gadać wyniesiemy się stąd? - po raz pierwszy odezwał się Finkregh
-A ty kim jesteś? - dwaj magowie jakby dopiero teraz zauważyli trzeciego.
-Jestem Finkregh d'Aye, mag lodu i powietrza - ukłonił się.
-Ja jestem Rincewind.
-A ja Medivh.
-Świetnie. Skończyliście? - zapytała Aya z nutką złośliwości w głosie - To może wreszcie się stąd ruszymy, a nie będziemy czekać aż te kościotrupy nas dopadną?
Wszyscy obrócili się w stronę zamku, skąd nadciągała grupa szkieletów. Byli niecałe 100 metrów od nich. Medivh szybko otworzyuł Wymiarowe Drzwi i po chwili cała drużyna stała przed znajomą karczmą w Neverwinter.
-Uff...Było blisko - zaśmiał się Rince.
W tym momencie dwaj magowie przypomnieli sobie o Nazinie. Szybko wbiegli do karczmy. Zdziwieni Atis, Aya i Finkregh weszli za nimi do środka. Przy ostatnim stole siedzieli Adam i Nazina. Obydwoje pałaszowali właśnie jakieś pieczone mięso. Pierwszy dostrzegł ich Nazina.
-Widzę, że misja udała sie - zaśmiał się gdy wszyscy podeszli do stolika - I to jeszcze zgarnęliście kogoś po drodze. Jak zwykle - tym razem zaśmiali się wszyscy. Towarzysze zasiedli do stolika i za chwilę przyniesiono to samo mięso dla każdego. Wygłodniali bohaterowie w mig pochłonęli jedzenie.
-Przydałay mi się kąpiel - zaśmiał się Medivh
-Chyba nici z tego - rzekł Rince wskazując na wchodzącego do karczmy Estcharu.....


----------------------------------------------------

No i po magicznej liczbie 666 w liczniku


Tonari no Totoro!
- No i cały misterny plan w pizdu, co dziadku? - zadrwiła Atis z Estchara.
- Masz niewyparzoną gębę jak na Łowcę. - zauważył Nekromanta stojąc w progu.
- Nie ja jedna...... - dziewczyna spojrzała na resztę.
- Nie masz zamiaru się od nas odczepić? - zapytał Medivh, dosyć szyderczo jak na swoje standardy.
- Jeśli oddacie kosztowności, które zabraliście z mojego zamku.
- Atis! - bohaterowie powiedzieli jednocześnie, po czym spojrzeli na Łowczynię Demonów morderczym wzrokiem.
- No co? Ja nie oddam......- drużyna nadal naciskała wzrokiem - no dobra......
Atis wyciągnęła z kieszeni wszystkie złota, które zabrała i rzuciła je nekromancie pod nogi.
- To nie wszystko. - odparł.
- Wal się, miało być to co zabrałam.
- Ale to nie wszystko.
- Atis... - Medivh szepnął dziewczynie znacząco na ucho.
- Ty też mi nie wierzysz? - odpowiedziała pół - elfowi.
- To może łaskawie wytłumacz na co jeszcze nasza towarzyszka zabrała? - Odpowiedział Rince za nią.
- Sztylet. Ale ona nazywa to inaczej.
- Masz na myśli scyzoryk? Ten scyzoryk? - Dziewczyna wyjęła nożyk z kieszeni od spodni.
- Tak ten, należy do mnie.
- Chyba ci się przśniło. Sam mi go zabrałeś. Aya może to potwierdzić, prawda?
Aya stała cicho. Nadal gniewała się za wyzwiska.
- Taki to pożytek z elfów....bez urazy Rince....
- Posłuchaj nekromanto, ten sztylet nie należy do ciebie, zostaw nas w spokoju. Spełniliśmy twoje prośby, oddaliśmy co twoje. Spłaciliśmy dług. - Rince jak widać chciał spławić dziada....
- Albo inaczej, nie pójdziesz po dobroci, to porozmawiamy inaczej.... - odezwał się Adam i zacisnął pięść.
W tym momencie Atis wstała z krzesła i rzuciła się na Estchara. Wykonała z nim skok między sferalny, a po chwili wróciła.
- No i po kłopocie. - oznajmiła "trzepiąc" dłonie.
- Gdzie się z nim przeniosłaś? - zaczął Rince.
- Do Menzorberanzan.
- Będzie miał zabawę.... - Nazin zaśmiał się pod nosem....
......-Co z tego gdzie go przeniosłaś. I tak powróci. Można go zostawić w środku wybuchającego wulkanu, a i tak znajdzie drogę do nas. Jeżeli nie dzisiaj to jutro, a jak nie jutro to później. Dla niego czas nie ma znaczenia. W końcu jest jednym z czterech.
Wszyscy oprócz Medivha, który już znał tą historię utkwili pytający wzrok na Rincewindzie. A więc mag musiał opowiedzieć tą historię jeszcze raz.
-Chcę przez to powiedzieć, że nie odczepi się od nas dopóki nie uzyska tego czego chce, albo dopóki go nie zabijemy co graniczy z cudem.
Przy stoliku naszych towarzyszy zapadla cisza. Przerwał ją Nazina.
-Nie ma co siedzieć tutaj i martwić sie. Co ma wisieć nie utonie. Żyjmy dalej. Proponuję wynieść się z Neverwinter, bo już do końca obrzydło mi to miasto.
Wszyscy weseli z rozładowania sytuacji skinęli z usmiechem głowami.
-Zastanówmy się gdzie możemy wyruszyć.
-Może pójdźmy do Waterdeep - zaproponował Adam.
Drużyna odrzuciła pomysł.
-No to może Wrota Baldura? - zapronował tym razem Nazina
I znów pomysł został odrzucony. Po paru wymienionych miastach i rezygnacji niespodziewanie odezwała się milcząca dotąd Aya.
-A może Kuldahar? Zawsze chciałam zobaczyć to osławione miejsce, Iselora (o ile jeszcze żyje), Wielkie Drzewo i Klejnot.
Równie niespodziewanie drużyna przyjęła pomysł jednogłośnie.
-No to jak wszystko ustalone ruszamy jutro. A teraz chodźcie się umyć i połozyć w wygodnych łózkach. Jutro czeka nas męczący dzień. A i przy okazji nasz nowy towarzysz będzie mógł nam opowiedzieć co nieco o sobie. Chyba, że dalej nie rusza z nami...


Tonari no Totoro!
- Co prawda Estcharu jest jeszcze moim panem, ale i tak jestem wygnany z jego zamku za nieposłuszeństwo, choć jednak nie do końca wolny. Jeśli on jeszcze żyje, to ja jestem jego niewolnikiem.
- Pogadamy jutro rano, przy marszu. - przerwała mu Atis. - Chłopaki! Wyglądacie okropnie! - dziewczyna zwróciła się do męskiej części drużyny. - Musicie sie koniecznie wyspać! Aya, leć zamów jakieś pokoje.
Aya nie reaguje.
- Oj Bożeeeeeeee.....odłuż na bok kłótnię ze względu na chłopaków, dobra?
- Hmpff! Ale tylko ze względu na nich. - elfka podeszła do karczmarza i rozmawiała z nim moment, po czym wróciła do drużyny z jakimiś kluczami. - Dwa pokoje dwuosobowe i trzy jednoosobowe. Jesteście mi winni 10 sztuk złota. - oznajmiła z grobową miną.
- Dobra chłopaki, koniec siedzienia. Do pokoi. Ruchy, ruchy, ruchy! - Atis popędzała męską część drużyny na górę, do pokoi. Kiedy "zagoniła" wszystkich, zwróciła się do pozostałej na dole Aya'i. - Wybacz Aya. Wtedy to mnie poniosło. Zrozum, to jest coś bliskie memu sercu, nie chciałam tego stracić. Przypominało mi o ważnej dla mnie osobie.
- Ale to nie oznacza, że od razu masz mnie wyzywać od uszatków....
- Czyżby to było coś bolesnego dla ciebie?
- Tak, ale to nie twoja sprawa.
- Słuchaj, mi możesz powiedzieć. Nikomu innemu nie powiem....
- Napewno?
- Napewno.
Obie usiadły przy opustoszałym już stole.
- Mieszkałam w normalnej dzielnicy miasta. Raczej pomieszanej. To znaczy, mieszkały tam elfy, ludzie, krasnoludy nawet.....często inni, prócz mojej rasy, wyzywali mnie właśnie od "uszatków". Nie dawali mi spokoju, dręczyli mnie tym przez kilkanaście lat. Dlatego to zapadło mi tak w pamięć, ale zawsze w mojej obronie stawał Rincewind....ech...
- Powod jak powód, ale nie przejmuj sie. Pomyśl, ze mogło być gorzej.
- Tak, jasne. - w tym momencie Aya zaczęła płakać.
- Ej no, nie płacz bo będę mieć cię na sumieniu.
- Ty nie wiesz jak to jest. - powiedziała przez łzy.
- Rzeczywiście, ja nie wiem jak to jest. A wiesz co to znaczy przesiedzieć 10 lat w więzieniu? Akurat wtedy kiedy dziecko najbardziej potrzebuje miłości.
- T-ty....
- Tak.... - rozumiały się bez słów. Aya otarła łzy i wstała. Atis poszła w jej ślady. - Słuchaj, marnie wyglądasz. Idź się prześpij. Dobrze ci to zrobi.
- Nawzajem.
Obie ruszyły do góry....
- No tak, jasne, jak zwykle dostałem pokój samotnie... - mruczał Finkregh, zamykając drzwi. Ułożył starannie swój tobołek, oparł kostur o ścianę i usiadł na łózku. - Głupi nekromanta, głupie zobowiązania. Ehh... I jego głupi zamek. Czemu to wszystko jest skomplikowane? I jak go zabić? Przecież to nie ma sensu. Jest jednym z Czterech, czyli nie pokona go nawet i 10 takich grupek jak my. A ja mu, nawet jeśli pośrednio, podlegam... To jest skomplikowane, nawet bardzo... - od niechcenia rzucił czar Czyszczenia na siebie, po czym położył się na łózku i natychmiast zasnął.

____________________________________________________________

Aya i Atis ulokowały się w jednym z dwuosobowych pokoi. Rozebrały się, wykąpały, po czym położyły się. Ale nie potrafiły zasnąć.
- Aya... - zaczęła Atis. - Czy ty również obawiasz się tego nekromanty?
- Ehh... Może nie obawiam, ale odczuwam niepokój w chwili, gdy o nim pomyślę. O co mu chodziło z tym nożem? Może on JEST jego?
- Daj spokój! Nie zabrałam mu go, tylko otrzymałam od przyjaciela - zaparła się Atis.
- Oczywiście... Tak tylko pytam... - Aya odwróciła się na drugi bok, odwracając się od Atis.
← Fan Works
Wczytywanie...