droga_szamana_5

NOWA niekończąca się opowieść..........

.....Wszyscy ruszyli w drogę powrotną do wieży. Nikt się podczas tej drogi nie odzywał. Tylko Red gwizdał sobie prawie, że wesoło. W wieży nikt nie mógł znaleźć sobie miejsca. W końcu zebrali się na wieczornym posiłku w dużej sali.
-Nie wiem jak wy - przerwał milczenie Medivh - ale ja sądzę, ze Dev miał rację. Pałętamy się po Evermeet i wracamy do wieży Atubara. Żadnych przygód... nic... Proponuję podróż gdzieś na kontynent (Wymiarowymi Drzwiami).
-Popieram - powiedział Nazina - Ale najpier Atubar musi skończyć...
-Najpierw musimy odpocząć parę dni - przerwał Rince i nieznacznie wskazał ruchem glowy na Red'a.
Po posiłku Atubar poszedł dalej rozszyfrowywać amulet, a reszta drużyny poszła spać...


Tonari no Totoro!
Wieża maga pomimo, że została wniesiona na kole o promieniu zaledwie pięciu metrów, była bardzo wysoka, tak więc dla każdego znalazł się oddzielny pokój, jednak nie wszyscy chcieli z tej możliwości skorzystać... Nie wszyscy również spali... Mediv zastanawiał się nad tym, co zrobić z nieproszonym towarzyszem podróży, Atis rozmyślała o ttym, jakie były pradziwe powody, dla których Dev opuścił drużynę. Nazina studiował księgi, które dostał od starego maga. Red spał, Aya drzemała, zaś Rince w końcu mógł się zabrać za pracę nad mieczem.
- Weź z mojej szfki Kamień Gromu. Wzmacnia większość zaklęć. - wyjaśnił szybko Atubar - Możesz jeszcze skorzystać z Płommienych Jagód i oczywiści pióra Kuroliszka.
- Co dają Płomienne jagody? - zapytał z zaciekawieniem Rince.
- Jaby to ująć... zmniejszają ryzyko niepowodzenia i...
- I co?
- I tym samym chronią przed niechcianym zepsuciem materiału i wybuchem - uśmiechnął się sztucznie mag.
Rince tylko popatrzył na niego dziwnym wzrokiem i poszedł po składniki. Miał już wszystko czego było mu trzeba. Miecz, składniki i oczywiście zaklęcia. Mógł umieścić w nim tylko dwa. Usiadł na chwile i jeszcze raz poważnie się zastanowił.
- Na pewno dodam na ostrze nieco kwasu. To pochłonie już jednak jedno zaklęcie. Co zrobić z drugim? Hmm... Może ochrona przed magią... Nie! Może paraliż... Tak, to jest pomysł! Albo nie. Przecież niektórzy przeciwnicu mogą uniknąć działania paraliżu. Muszę nałożyć coś, czego nikt nie uniknie. Ale przecież takiego czru nie ma. Chyba, że rzucę zaklęcia wzmacniające. Tak, to jest myśl... Siła byka... Kocia Zwinność... Mam! Przyspieszenie. TAk, to na pewno się przyda. Tylko żeby sobie nie pomyśleli, że jesem txhórzem i że dałem taki czar, żeby w razie czego móc szybko uciec z miejsca walki... - tu elf pomyślał sobie o swoich towarzyszach - Zrozumieją to.
Czarownik przystąpił do długiego i żmudnego procesu umagiczniania broni. Po kilku godzinach podniósł swoje dzieło. Miecz nie był jeszcze wyostrzony, ale miał ładne wygięcie do środka ostrza zaraz nad pozłacaną rękojeścią. Udał się do Atubara i poprosił mistrza o zadbanie nad ostatecznym wyglądem.
- Jakieś znaki runiczne, czy coś w tym stylu? - spytał arcymag - Chcesz, żebym coś umieścił na ostrzu.
Elf przez chwilę zastanowił się.
- Taaak. Wytop w elfim Aya.
Stary mag uśmiechnął się tylko i kiwnął głową, zaś Rince przeciągle ziewnął i udał się na górę. Chciał jeszcze wejść na chwilę do Ayi, ale pomyślał, że pewnie już śpi i lepiej jej nie budzić. Było już bardzo późno...

I nadejdzie wkrótce ten dzień...

RTS
......Atis leżła na łóżku. Powoli zaczęło ją...nosić. Ale dlaczego? To nie był jego powód. To nie był prawdziwy powód. NAPEWNO NIE! Usłuszała jakieś szmery na korytarzu. Wstała i zajżała ostrożnie za drzwi. Zobaczyła Medivh'a i Nazinę skradających się na schody.
- A wy gdzie się wybieracie?
Kiedy usłyszeli ją, obrócili się do niej.
- Zmykamy stąd. Idziemy szukać Dev'a. - odparł po cichu Nazina.
- Jak zamierzacie go znaleźć? A Rince i Aya?
- Zostawiliśmy im wiadomość.
- Przyznajcie się, że już wam się nudzi i dlatego zwiewacie.
- No dobra, masz rację.
- Idę z wami. - Atis wróciła do pokoju i zaczęła.....nie, nie nazwiemy tego "pakować się". Po prostu wzięła jedną rzecz: katanę. Wybiegła do Medivh'a i Naziny. - No to trzeba jakoś stąd wyjść.
- A nie bierzesz swojego dwuręcznego miecza?
- Po co? To tylko replika.
- Replika? - zapytał Nazina z niedowierzaniem.
- Tak. opowiem wam po drodze. Teraz trzeba się stąd wydostać.
- Przez drzwi.
- A gdzie ty tu widzisz drzwi na zewnątrz, hmm?! - zapytała sarkastycznie Atis. Medivh wyczarował Wymiarowe Drzwi.
- Tutaj.
- Bez komentarza proszę. Wiesz chociaż gdzie prowadzą?
- Z tego co mi wiadomo to wylądujemy w Waterdeep.
- Przecież to na kontynencie.
- Czy tobie nie nudzi sie już na Evenmeet?
- Racja. Dawno nie byłam na kontynencie dłużej niż trzy dni.....no to idziemy. - Dziewczyna wskoczyła do portalu, a zaraz za nią Medivh i Nazina.....
.........-Uch... Czy my zawsze musimy lądować w taki sposób? - zapytał Nazina wstając z ziemii przed murami miasta.
-Na to wygląda - uśmiechnął się Medivh
-O kurde! Zostawiłam Markusa u Atubara - powiedziała Atis
-Mówi sie trudno - wzruszył ramionami Nazina - Jeżeli Aya i Rincewind do nas dołączą to zabiorą go z Xenonem.
-Może i tak - uśmiechnęła się.
-Przynajmniej nie musimy znosić towarzystwa tego Łowcy - powiedział Medivh
-Ty go na prawdę nie lubisz - powiedziała z uśmiechem Atis - A ciekawe jaki jest prawdziwy powód, co?...
Medivh spojrzał się na nią z zamiarem powiedzenia czegoś dłuższego, ale zmienił zdanie i powiedział:
-Nieważne... A zresztą powinnas wiedzieć - pomyślał, a na głos dodał zmieniając temat - I znowu we trójkę. Jak za starych, dobrych czasów.
-Haha! Tak! O, patrzcie karczma może coś zjemy i powspominamy "stare, dobre czasy"? - zapytał Nazina
-Czemu nie - uśmiechnęli się Atis i Medi.

-----------------------------------------------------------------------

Jak tylko skończysz wyrób miecza i jak będziesz chciał to dołącz do nas. Będziemy gdzieś w Waterdeep. A zresztą skontaktuj się mentalnie z Naziną albo ze mną i Ci powiemy co i jak. Weź ze sobą Ayę, Atis, Xenona, Markusa no i...... tego... Łowcę..... Użyj do tego Wymiarowych Drzwi, a zresztą co ja Ci będę mówił. Sam wiesz dobrze. Trzymaj się i dołączaj do nas szybko.

Medivh


Rince schował list do kieszeni, zawołał Xenona, wziął miecz i wyszedł z pokoju. Udał się prosto do Ayi. Zastukał do drzwi i usłyszał jej głos:
-Proszę.
Wszedł do środka usiadł i powiedział:
-Co byś powiedziała na podróż do Waterdeep?
-Z chęcią - elfka uśmechnęła się do niego.
Rince skupił się i powiedział:
-Nazina? Gdzie jesteście?
-Rince? Wiesz odezwij się potem... Teraz mamy...Uch....Lekkie kłopoty...
-Co się stało? Nazina?


--------------------------------------------------------------------

-A pamiętacie jak uciekliśmy przed Żywiołakami Ognia? - zaśmiał się Nazina znad talezra z jedzeniem.
-Tak, potem....
-Ludzie! Ludzie! - do karczmy wbiegł niski, gruby, zdyszany chłop - Pożar! Palą się pobliskie domy! Żywiołaki Ognia!
-Zbiego okoliczności? - uśmiechneła się Atis wyjmując katanę - Jest okazja do zarobienia. Szykujcie się chłopaki.
Trójka towarzyszy wyszła z karczmy i zobaczyła Mniejszego Żywiołaka Ognia próbującego podpalić dom. Atis podbiegła do niego i szybkimi cięciami katany zabiła potwora, który rozsypał się w popiół.
-To wszystko? - zmartwiła się Atis
-Nie sądzę - powiedział Medivh wskazując na dom stojący po przeciwległej stronie ścieżki. Wychodzilo z niego coś około 10 Większych Żywiołaków Ognia. Spostrzegli oni ich i z sykiem rzucili się na bohaterów.
-Jakieś pomysły? - zapytała Atis
-Jasne. - odpowiedzial Nazina - W nogi!
Cała trójka ratowała się ucieczką przed doganiającymi ich Żywiołakami.
-Nazina? Gdzie jesteście?
-Rince? Wiesz odezwij się potem... Teraz mamy...Uch....Lekkie kłopoty
...


Tonari no Totoro!
- Lekkie kłopoty? Co masz na myśli?
- No cóż....właśnie goni nas stado Większych Żywiołaków Ognia.
- No to już do was pędzimy!
- Moze lepiej nie......
ATIS! CO TY DO CHOLERY JASNEJ WYRABIASZ!!!????
- Nazina? Co się dzieje?!
- Atis odstawia jakiś cyrk! Rzuciła się na Żywiołaki.....zaraz, niezła jest...
- NAZINA! CO SIĘ TAM DZIEJE?!
- Później pogadamy stary.....O KURDE! Szata mi się pali!......
- Nazina?.....

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Atis! Wracaj!
- No co ty! Nie bądź sztywny! To tylko zabawa! - zawołała zawadiacko dziewczyna do Medivh'a.
- Ja sztywny?! No to szykuj sie na prawdziwą zabawę! - odpowiedział jej pół - elf, dołączając do niej.
- Oni są jak małe dzieci. Tylko zabawa im w głowie. - mruknął do siebie Nazina.
Po krótkiej...hmmm...."wymianie poglądów na temat pożaru":
- No i co? Zabiłam więcej Żywiołaków niż ty!
- Chyba ci się przyśniło!
- A moze odbierzemy nagrodę? - zaproponował Nazina.
- Dobry pomysł. - poparł go Medivh, spoglądając złośliwie na Atis. Ta puściła mu oczko.
Trójka podeszła do wieśniaka.
- Hej stary, może mała nagroda, co? No wiesz, ryzykowaliśmy życie i....
- No dobrze, dobrze. Weźcie te 50 sztuk złota.
- Dziękuję. - odpowiedziała Atis i wzięła pieniądze z rąk wieśniaka. Grupka odeszła od niego.
- Eeee...Atis? Dobrze się czujesz? - zapytał Nazina kładąc dłoń na czole dziewczyny sprawdzając czy nie ma gorączki.
- Tak, a czemu pytasz?
- No bo wziełaś pieniądze od tego wieśniaka i nie chciałaś więcej.
- Pieniądze to nie wszystko, chłopaki. - Łowczyni zaśmiała się pod nosem.....
Po chwili drogi przez miasto, Nazina przypomniał sobie, o przerwanej rozmowie z Rincem.
- Hej! - zatrzymał się mag.
Wszyscy odwrócili się w jego stronę.
- Rince i Aya... Zupełnie zapomniałem.. - skrzywił się Nazin.
- Pogadaj z nimi, na pewno się nie obrazili...
Jeden z trójki towarzyszy, skópił się i zaczął rozmowę.
- Rince?
- Och, wreszcie... Już chciałem się przenieść do was i pomóc. - odetchnął uczeń smoka.
- Spokojnie, już wszystko pod kontrolą... Przenieś się do Waterdeep, spotkajmy się... powiedzmy, że przy północnej bramie miasta.
- W porządku, czekajcie tam na nas.

Rozmowa się urwała...
- Co powiedział? - powiedziała prawie natychmiast Atis.
- Spotkamy się z nimi przy bramie miasta.
Trójka powędrowała w stronę umówionego miejsca.
--------------------------------------------------------------------------
Aya szarpnęła Rinca za rękaw.
- Co mówili? Nic się nie stało? - zapytała.
- Nie, nic... Umówiłem się z nimi przed północną bramą miasta - uśmiechnął się mag przekazując nowinę.
- No to na co czekamy? - mrugnęła okiem elfka - pokujemy się i w drogę!
Rince wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Mogą jeszcze chwile poczekać - powiedział, zbliżając się do Ayi.
Para pocałowała się namiętnie, a po niedługiej chwili oboje wylądowali na materacu.
------------------------------------------------------------------------
- Co oni tyle czasu robią? - niecierpliwił się Medivh.
To pay the price of being hell bound...
....
- Stary.....ty nie wiesz? - Atis po prostu niemogła się opanować. Wybuchła śmiechem.
- N-no co się śmiejesz? Co ja takiego powiedziałem? No Atis. No co?!
- N...n...nic...uhaha....nie mogę....nie wiem dlaczego zaczęłam się śmiać.....ale na pewno nie z ciebie ani z twojego pytania...nie wiem..serio...przepraszam!
- N-nic się nie stało, ale to trochę dziwne. Czyżbyś miała jakieś napady?... - Medivh uniósł brew.
- Być może. - Łowczyni jeszcze chwilkę podśmiewywała się pod nosem i ocierała łzy.
- Bożeeee.....głodny jestem.... - jęczał Nazina.
- Masz stary bezdenny żołądek.
- No to chodźmy. Co nam szkodzi? - Zaproponowała Atis i złapała Medivha za rękę. Pół - elf zaczerwienił się.
Może czas zacząć życie na nowo.....
..........Towarzysze doszli do karczmy. W środku nie było prawie nikogo więc szybko znaleźli wolny stolik. Po chwili stało już na nim mnóstwo jedzenia i wszyscy z ochotą zabrali się do niego. Nazina pochłaniał co chwilę nowe ilości. W końcu oparł się wygodnie o krzesło i westchnął przeciągle:
-Bożeeee..... Ale się najadłem...
-Taaa. A za parę godzin znowu będziesz jęczał, że jesteś głodny - powiedziała kąśliwie Atis. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Nie sądzicie, że czas aby pójść do tej bramy? Późno się robi.
-Więc ruszajmy - uśmiechnęła się znowu Atis i poszła w stronę wyjścia. Magowie poszli za nią. Szli dość szybko i dość szybko doszli do bramy.
-No a ich nadal nie ma...- stęknął Nazina, ale przerwał bo obok niego pojawiły się Wymiarowe Drzwi. Z nich oczywiście wyszli Rince, Aya, Red, Markus i Xenon.
-O wilku mowa - uśmiechnęła się Atis.
-Hej. Długo na nas czekaliście? - zapytał Rince
-Godzina to wcale nie tak długo - uśmiechnął sie Medivh.
Wszyscy sie zaśmiali.
-No to gdzie dzisiaj nocujemy? - zapytał niespodziewanie Łowca. - znowu w jaskini?
-Nieee - odpowiedziały naraz Aya i Atis. To spowodowało nową salwę śmiechu.
Towarzysze udali się do tej samej gospody, w której niedawno jedli. W czasie drogi Medi uśmiechając sie wskazał Rince'owi na kącik jego ust, w którym widniała resztka szminki. Elf zdziwiony dotkanął ręką wskazywanego miejsca, spojrzał na nią i również uśmiechnął się.
-No to weźmiemy 6 pokoi - powiedział Medi - chyba, że wy chcecie mieć razem - mrugnął do Rince'a i Ayi.
-A czemu nie? - powiedziała na przekór jemu Aya uśmiechając się.
-No to bierzemy 5.
-Wiecie co? Ja bym co jeszcze zjadł przed snem - powiedział Nazina. Atis i Medivh zaśmiali się, a reszta drużyny nie wiedząc o co chodzi tylko uśmiechnęła się.........


Tonari no Totoro!
....
- No to moze weźmiemy 4, co Medivh? - odparła Atis po czym spojrzała zalotnie na Medivh'a.
- S-słucham?
Przez chwilę w grupie było słychać takie odgłosy jak "uuuuu".
- Chyba nie masz nic przeciwko Romeo. - zagadał po cichu Nazina do czerwonego pół - elfa.
- N-no raczej nie.....a może jednak....- odpowiedział mu Medivh.
- No to karczmarzu wieźmiemy 4. - dokończyła za resztę Aya.
Adam niechętnie patrzał na Medivh'a i Atis, którzy patrzyli sobie głęboko w oczy.
- A ja to co?! Pani! Nie pamiętasz o moim istnieniu!? A kiedy ja ostatnio jadłem?! Nawet w tej wierzy nic nie dostałem! Ten stary sklerotyk nawet mnie nie nakarmił! - zawołał błagalnie Markus we wspólnym. Cała grupa się zaśmiała.
- Nie martw się futrzaczku. Dostaniesz solidny posiłek. - Atis pogłaskała wilka po kudłatym łbie.
- Atis, nie nazywałaś mnie tak od czasu powrotu tu.
- A ty nie odzywałeś się do mnie na "ty" od powrotu tutaj.
- To się zmieni.
- No ja myślę. - grupa jeszcze raz się zaśmiała.
- No dobra. Koniec śmiechu. Chodźmy lepiej spać. Czeka nas wędrówka po całym kontynecie. - zaproponowała Aya.
- Dobry pomysł. - Rince złapał elfkę za rękę. Tak samo zrobił Medivh i Atis. Bohaterowie ruszyli do swoich pokoi.....
..........Medivh i Atis udali się do pokoju. Był on całkiem duży jak na taką gospodę. Gdy drzwi się za nimi zamkneły pół - elf zbliżył sie do Atis i zapytał:
-Dlaczego?
Atis po chwili milczenia odpowiedziała:
-Tak... po prostu.
Medi już o nic nie pytał tylko zdjął szatę, przybliżył się jeszcze bardziej do Atis, położył ręce na jej biodrach i pocałował ją. Atis uśmiechnęła sie do niego, połozyła ręce na jego plecach i odwzajemniła pocałunek. Jak nietrudno się domyślić Rince i Aya robili to samo. Red w swoim pokoju leżał na łóżku i bił się z myślami. Nazina smacznie spał po posiłku, chowańce również.......

-------------------------------------------------------------------

Rano Medivh obudził się i spojrzał na śpiącą obok Atis. Zobaczył na jej długie, piękne włosy, piękną twarz i pomyślał:
Jakie ja mam szczęście.
Pocałował Atis delikatnie w policzek by jej nie obudzić. Ona jednak obudziła się. Uśmiechnęła się znowu do maga i pocałowała go w usta.......

---------------------------------------------------------------------

Popołudniu cała drużyna wychodziła z karczmy.............


Tonari no Totoro!
......
- Uuuuaaaa! - Atis ziewnęła szeroko. - Nie wiem co myśleć. Spało mi się dobrze czy kiespko. Twarde te łóżka. Zresztą nic nie pamiętam.
- Nie dziwić się. - odprał złośliwie Nazina.
ŁUP!
- AŁA! ZA CO?!
- Za lenistwo. - Atis uderzyła elfa ręką w głowę.
- Jasne, jasne. Uważaj, bo uwierzę.
- Żebyś się nie zdziwił uszatku.
- No to gdzie teraz idziemy? - zapytała Aya.
- Hen daleko, tam gdzie nie sięga ludzki wzrok. - odpowiedział Medivh.
- A ty co? Poeta? - Atis zaśmiała się i złapała pół - elfa za rękę.
- A tak mi się jakoś powiedziało...
- No to wychodzimy z Waterdeep. Północna brama jest tam.
Cała grupa ruszyła w stronę wyjścia z miasta. Markus patrzył na swoją panią potulnie.
Nie była taka szczęśliwa odkąd przeżyła tamten horror. Podziwaim ją... Naglę na grzbiet wilka wskoczył Xenon. Zaczęli rozmawiać:
- Podwieziesz mnie stary?
- Nie przyzwyczajaj się ziom.
- Czaję. To podwieziesz mnie?
- Jasne.
- Dzięki.
- Później ty podżucisz mnie.
- Jasne, jasne.....
pisze

[ Dodano: 05-03-2005, 21:30 ]
Drugi dzien drogi... Wszystkim nogi uginały się od prawie nieustannego marszu. Aya człapała ciężko, opierając się na nie mniej zmęczonym Rincewindzie, Atis zorbiła podobnie, choć jej krok był jeszcze najbardziej żwawy. Łowczyni, jak zawsze była chętna przygód i dobrej zabawy.
- Gdzie dokładnie jesteśmy? - zapytał po chwili Medivh.
- Dokładnie... Dokładnie to raczej nie da się określić - uśmiechnął się Nazina - ale zmierzamy do Neverwinter, w jego stronę.
- No nie...... Nogi mi odpadną zanim tam dojdziemy - poskarzyl sie Medivh.
- Spokojnie, oczywiscie zatrzyamy sie w jakiejs wiosce czy cos, zanim dojedziemy do Neverwinter minie troche czasu - odpowiedzial spokojnie Rince.
Na horyzoncie slonce powoli zatapialo sie w zielona trawe i kreta, prowadzaca prost drozke. Na rozowo - pomarnczowym niebie odbijaly sie pieknie korony wysokich drzew, wydawaloby sie dotykajacych blekitnawych chmur, leniwie snujacych sie po kolorowym podlozu.
Wszyscy spojrzeli sie na ten widziany juz tyle razy, lecz dalej oniesmielajaco piekny widok.
- Raczej nie widac tu zadych zabudowan... - stwierdzila po chwili Aya.
- Jest pieknie... - zamyslil sie Rince.
- Jezeli taka pogoda utrzyma sie przez noc, mozemy spac nawet pod gwaiazdami - zauwazyl Red.
- Mi sie to wydaje ciekawa propozycja! - zasmiala sie Atis.
- No wiec postanowione - usmiechnal sie Medi.
Rince i Aya, poszli po drewno na ognisko, po chwili wrocili na polane. Towarzysze rozlozyli sie wygodnie na miekkiej trawie i patrzeli na gwiazdy. Adam rozpalil ognisko i siedzial chwile wpatrujac sie w ogien. Gdy bylo juz bardzo pozno, odszedl troche dalej i zasnal.
Rince i wtulona w jego ramie Aya, zasneli szybko, podobna sytuacja byla z druga para - Atis i Medivhem.
Nazina poszedl do Reda, nie chcac przeszkadzac reszcie.
Rano nastapila strasznie szybko, i trzeba bylo zbierac sprzet i wyruszac w nastepna, pelna przygod droge.
To pay the price of being hell bound...
.....
- Wcale nie czuję się lepiej. Nogi wbijają mi się w "cztery litery"! - narzekała Atis.
- No nie przesadzaj. Jakoś wytrzymasz. - odparł Nazina.
- Nie lubię cię.
- Ja ciebie też i jesteśmy kwita. - Dziewczyna posłała gniewne spojrzenie elfowi.
Na niebie nagle pojawił się wielki cień, który zniknął tak szybko jak sie pojawił. Jakaś wielka istota przeleciała nad nimi.
- Co to było?
- Na pewno smok. - zauważył Rince.
- Ale w okolicy nie ma żadnych smoków.
- Najwyraźniej nie.
Rzeczywiście. Było to Mosieżny Smok. Gad wyglądał na dorosłego i zdrowego. Podleciał do grupki i usiadł na ziemi przed nimi.
- Witajcie podróżnicy. Gdzie zmierzacie? - zapytał smok we wspólnym. Jego głos był potężny.
- Z całym szacunkiem, co Mosiężny Smok robi na zielonych polach, a nie na pustyni? - zapytał Medivh.
- Łamię standardy. Na pustyni jest nudno. Postanowiłem zmienić tryb życia.
- To wiele tłumaczy.
- Ponaiwam pytanie: Gdzie zmierzacie?
- Do Neverwinter.
- Neverwinter, Neverwinter.....TO NEVERWINTER! Mogę was podżucić.
- Ale nie będziesz nic od nas potem chciał? - zapytała Atis patrząc kątem oka na smoka.
- Nie wieżysz w smoczą uczciwość? Wszak jestem smokiem metalicznym. Nie macie się czego obawiać.
- Metaliczny czy Chromatyczny, smok to smok. Zawsze łasy na skarby i kosztowności.
- Już dawno odrzuciłem materialne dobra. Natura i dzicz moim skarbem.
- Jak tak - to tak.............
- To to wchodzimy - powiedziala wesolo Aya.
- Brrrrr - wzdrygnela sie po chwili Atis, przypominajac sobie o jej leku wysokosci.
Medivh popatrzal na nia katem oka.
- Wysoko bedziesz lecial? - zapytal nagle.
Smok zmarszczyl to, co czlowiek nazywa swoja brwia.
- O co chodzi? - zapytal po chwili, ze zdziwieniem wpatrujac sie w towarzyszy.
- Powiedzmy za mamy pewna osobe, ktora nie lubi wysokosci - mrugnal Rince.
Smok mogladzil lapa ziemie.
- Moge leciec troche nizej.... Jezeli wam tak na tym zalezy..... - zamyslil sie, wyobrazajac sobie smoka z kilkoma osobami na grzbiecie, biegnacego droga. Usmiechnal sie lekko.
- To co idziemy nie? - zasmiala sie Atis.
- Lecimy.... - poprawila ja Aya i zaczela wchodzic na smoka.
Reszta zrobila podobnie. Na samym koncu siedzial Rince i jego dziewczyna (lol).
- Bedziesz mnie trzymal romeo! - zasmiala sie elfka - ja tam ide spac.
Rince zasmial sie po cichu i zlapal Aya, ktora oparla glowe, o jego ramie i wyciagnela prosto nogi. Na wielkim somoku i tak bylo wystarczajaco duzo miejsca dla jeszcze kilkunastu ludzi.
- Fajnie sie z wami podrozuje - powiedziala Aya z polprzymknietymi oczami.
- Z Toba jest duzo lepiej - usmiechnal sie mag.
- Bez ciebie by mnie nie bylo z wami - wyszeptala dziewczyna i zamknela oczy. Mag ucalawal ja lekko i zaczal podziwiac widoki.
Jezli smok uwazal ten lot za niski, to nikt nie chcial by widziec wysokiego. Slonce mocno razilo w oczy, gdy spojrzalo sie w dol - czego nie robila spocona Atis - mozna bylo zobaczyc pojedyncze domy.... mniejsze i wieksze lasy.... gdzieniegdzie wila sie spokojna rzeczka. Jednak smoki to maja sobie fajnie...
To pay the price of being hell bound...
........-Atis możesz juz otworzyć oczy, wylądowaliśmy - szepnął jej do ucha Medivh
-Co? Ale ja nie miałam..... A zresztą......
-Ale smoku do Neverwinter jest jeszcze z 10 kilometrów - powiedziała Aya
Przez chwilę wydawało się, ze smok próbuje wzruszyć ramionami.
-Wiesz nie za bardzo chcę pokazywać się w mieście. I tak już za dużo ludzi na mnie poluje - tu mrugnął do Adama.
Ten z kolei już nie wytrzymał. Wyciągnął miecz i z rykiem rzucił sie na smoka. Rince w porę się zorientował i zaraz Red był uwięziony w Nienaruszalnej Strefie Ottiluke'a.
-Cholera - zaklął pod nosem.
-Żegnaj smoku. I dzięki za pzejażdżkę.
-Nie ma za co. Kiedyś mi się za to odwdzięczycie.
-Co on miał na myśli? - zapytał Nazina
-Tylko on to może wiedizeć - odparł Rince uwalniając Reda.
Cała drużyna ruszyła w stronę Neverwinter. Po godzince spaceru dotarli na wzgórze, z którego było widać całe miasto. Akurat załapali się na zachód słońca.
-Co wy na to byśmy obejrzeli ten piękny widok? - zapytała Atis
Wszyscy na to przystali i usiedli na ziemi. Aya przytuliła si do Rince'a, a Atis do Mediego. Gdy słońce schowało się za horyzontem wznowili swój marsz do miasta. Pierwszym krokiem było znalezienie gospody................


Tonari no Totoro!
.....
- Czy nie sądzicie, że to już nasza tradycja? - zapytała Atis, a zaraz potem ziewnęła.
- Co masz na myśli?
- Że zawsze jak idziemy do jakiegoś miasta to od razu idziemy do karczmy.
- Może i racja..... - odpowiedział Nazina. - Ale ja na serio jestem głodny.....
Atis i Medivh zaśmiali się.
- No co?
- A nic, nic.... - odpowiedział Medi.
Po jakimś czasie grupie udało dojść się do jakieś karczmy. Po niedługich poszukiwaniach znaleźli stolik.
- Atis? Czemu nie siadasz? - zapytała Aya.
- Hmmm.....mam pewną sprawę do załatwienia.....weźcie dla mnie osobny pokój, co? Wrócę baaaardzo późno....no więc, papa. Zobaczymy się rano. - dziewczyna wyszła z karczmy.
- Jak myślicie, gdzie ona poszła i po co? - zapytał Rince.
- Nie mam pojęcia, ale coś mi mówi, że to nie będzie przyjemne dla niej. Zauważcie, że nigdy tak nie robiła.....Chyba pójdę za nią. - powiedział Medivh po chwili zastanowienia.
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Cała odpowiedzialność na mnie. Idę za nią. - Po chwili i pół - elf wyszedł.
- No to co my robimy?
- JEMY! - powiedział ochoczo Nazina.
- A my to co!? - zawołał Markus we wspólnym, pokazując na siebie i Xenona, na swój sposób.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Atis szła przez Żebracze Gniazdo dość szybkim krokiem. Ta dzielnica wyglądała jak Doki czy Półwysep. Była dość zadbana. Pewnie po opanowaniu zarazy mieszkańcy Neverwinter jakoś je odnowili. Noc już zapadła. Niebo było bezchmurne więc było widać wszystkie gwaizdy. Dziewczyna złapała jakiegoś przechodnia:
- Przepraszam...chciałabym dowiedzieć się gdzie jest cmentarz.
- Idź w prawo i dalej prosto, dziecko, aż dojdziesz do bramy. Tam jest cmentarz.
- Dziękuję.
Poszła dalej we wskazanym kierunku.
Medivh szedł za nią, w dostatecznej odległości. Po co ona idzie na cmentarz? Ruszył dalej za Atis.
Łowczyni po paru minutach doszła do bramy cmentarnej. Uchyliła nieco je i weszła po cichu. Błądziła przez kilkanaście dobrych chwil. Znalazła jakiś zakątek, w którym rosło wielkie drzewo o rozłorzystych gałeziach.
Medivh dalej szedł za Atis. Kiedy ona przystanęła - on także. Starał się poruszać w ten sposób, aby go nie usłyszała.
Dziewczyna odwiązała katanę od pasa i położyła ją pod drzewem. Wyjęła jeden ze sztyletów zza pasa i zaczęła kreślić coś na pniu rośliny. Kiedy skończyła cofnęła się o parę kroków. Miała przy sobie tą samą różę. położyła ja delikatnie na katanie. Stanęła prosto i zaczęła się wpatrywać w ostrze. Poczęla ronić łzy.
- Ja wiem....jest mi ciężko bez ciebie, ale takie jest życie. Ty wiesz, że tęsknię za tobą.....bardzo....teraz zacznę życie od nowa. Tak chyba będzie najlepiej...dla nas....też byś tak uważał.....ja to wiem.... - Atis mówiła jakby do kogoś, a jednocześnie do nikogo.
Medivh przyglądał się jej z daleka. Poczuł dziwny żal. Współczuł jej. Spuścił głowę. Spojrzał jeszcze raz na dziewczynę. To co zobaczył, delikatnie (podkreślam) go zdziwiło. Zobaczył stojącą Atis i jakiegoś białowłosego męszczyznę w błękitnym płaszczu. Obejmował ją od tyłu. Medivh ze zdziwienia przetarł oczy i znów spojrzał na dziewczynę. Stała sama. Ja mam jakieś zwidy.....czy to możliwe....to był duch.....jej ukochanego?.....muszę się przespać, bo ktoś na tym ucierpi.... Medivh wrócił do karczmy. Odrazu padł na łóżko i zasnął..........
..........-O, patrzcie Medivh wrócił.
Mag wszedł do karczmy i poszedł na górę nie zwracając na nic uwagi.
-Kolejna grubsza sprawa? - uśmiechnał się Nazina. Nikt mu nie odpowiedział. Gdy wszyscy się najedli, poszli spać. Atis wróciła jakąś godzine po pół - elfie i również poszła spać.
Rankiem cała drużyna chodziła po mieście.
-Eee... Rince czy widziałeś kiedyś ducha? - zapytał Medivh
-Nie nigdy, ale czytałem o nich sporo.
-No przynajmniej wiem, że nie zwariowałem - mruknał do siebie Medi
-Co?
-Nic, nic.
Po pewnym czasie zobaczyli zbrojownię.
-Przydałaby się nam chyba lepsza broń, co? - powiedział Nazina
-Mhm. Racja - powiedziała Aya.
Sklep nie był duży, ale zadbany. Sprzedawca nic nie mówiąc wskazał na drużynę palcem i poprowadził ich do oręża. Nazina wybrał sobie jakiś sztylet, Aya wzięła lepszej jakości strzały, a reszta nic nie kupiła. Potem udali się do Alchemika, by nakupić różnych mikstur.
-Mikstury many i leczenia nam sie na pewno przydadzą - powiedział Rince.
-Taaak, a przy okazji kupimy jakies inne miksturki - powiedziała Atis.
Po wizycie u Alchemika wszyscy ruszyli w drogę powrotną do gospody, na obiad.
-Straszny tłok w tym mieście - powiedział Medivh
-Nic dziwnego - odparł Red patrząc na ulotkę przyczepioną na budynku.

W DNIU DZISIEJSZYM W CZARNYSTAWIE ODBEDZIE SIĘ TURNIEJ. WOJOWNICY, MAGOWIE, ŁUCZNICY Z CAŁEGO ŚWIATA BĘDĄ BRAĆ W NIM UDZIAŁ. ZAPISY W KARCZMIE POD PUSTĄ ŁAWĄ.

-Co wy na to? Może weźmiemy w tym udział? - powiedziała Atis..........


Tonari no Totoro!
.....- Bo ja napewno.
- Jak ty, to ja napewno! - zawołał Nazina.
- Może też się skuszę. - dopowiedział Medivh.
- Ja i Rince będziemy wam kibicować. - odparła Aya.
- Adam, a ty? - Atis zwróciła się do Łowcy Smoków.
- Nie dzięki. Nie dla mnie coś takiego.
Cała grupka ruszyła w stronę Czarnystawu. Medivh i Rince trzymali się z tyłu i rozmawiali.
- Więc co mówiłeś o tym duchu?
- Co? A tak....
- Nie musisz nic ukrywać. Jesteśmy przyjaciółmi, nie?
- No tak, ale nie wiem czy będzie to sprawiedliwie w stosunku do Atis.
- Atis? Jednak to ma z nią związek.
- Tak. Opowiadała tobie i Nazinie swoją historię, prawda?
- Tak.
- Mówiła też....o....swoim ukochanym?
- Tak. To ma jakiś związek.
- No....tak, tak.....Atis poszła wczoraj na cmentarz. Zostawiłam tam swoją katanę i jakąś różę...
- Wiem jaką....
- Zaczęła coś pisać na drzewie, a potem mówiła coś do kogoś, ale nikogo tam nie było. Spuściłem na chwilę głowę, a jak poraz drugi na nią spojrzałem zobaczyłem tego chłopaka. Obejmował ją, a Atis zachowywała sie jakby go czuła. Jakby był żywy. Przetrałem oczy i spojrzałem na nią znowu. Była sama. Myślałem, że zwariowałem.
- Trochę dziwne.
- Wiem, Atis ma ten wisiorek. To jest zamknięta dusza. Czy to może mieć jakiś związek?
- Być może.
- Chłopaki! Co się tak guzdrzecie! - zawołały ochoczo Aya i Atis. Medivh i Rince tylko im pomachali...
.........Cała drużyna doszła niedługo do karczmy Pod Pustą Ławą. Karczma była całkowicie pusta nie licząc karczmarza. Wszyscy prawdopodobnie zapisali się już wcześniej.
-Dzieńdobry. Przyszliśmy zapisać się na turniej.
-Oczywiście. Są trzy konkurencje. Dla wojowników, magów i łuczników.
-Ja zapiszę się do wojowników. Atis.
-Ja do magów. Medivh.
-Ja też do magów. Nazina.
-Hej, a ty Ayu? Jest konkurencja dla łuczników, w sam raz dla ciebie - powiedział Rince.
-No....sama nie wiem.
-Ach co tam mówisz. Zapisz ja do łuczników. Aya.
-A ty Rince? Wszyscy startują a ty będziesz siedział, co? - powiedział Medivh
-No niech wam będzie ja też startuję. Do magów. Rincewind.
-A ja na was popatrzę - powiedział Red
-Jak dojść na arenę?
-Wyjdźcie za róg karczmy. Potem prosto, w lewo i jesteście. Aha i pierwsza konkurencja jest dla wojowników.
Wszyscy wyszli z gospody i poszli tak jak powiedział karczmarz. Gdy zobaczyli arenę stanęli zdziwieni. Arena była ogromna. Na trybunach siedziało mnóstwo ludzi. Tu i tam przechadzali się uczestnicy.
-No nic ja idę tam przygotować się - powiedziała Atis wskazując na niski budynek przeznaczony dla zawodników.
-Będziemy ci kibicować - powiedział Medivh - a to na szczęście - mówiąc to pocałował ją....


Tonari no Totoro!
.....
- Dziękuję. No to zobaczycie mnie w medalu zwycięzcy! - Atis odeszła od reszty.
- Jest pewna siebie. - zauważył Rince.
- Cała Atis.
Po paru chwilach drużyna znalazła jakieś miejsca. Były osadzone niedaleko areny.
- No to przedstawienie czas zacząć.
Na arenę wyszedł jakiś człowiek (zapewne sędzia), a zaraz potem zawodnicy. W tłumie można było dostrzec Atis. Sędzia zaczął odczytywać imiona uczestników dodając swoje komentarze, ci zaś ostatni występowali aby pokazać się tłumowi. Ostatnia zaś wystąpiła Łowczyni Demonów:
- Atis Łowczyni Demonów! Piękna, słodka, wrażliwa, a walcząca jak tygrys!
Łowczyni pusciły nerwy. Podeszła do sędziego i po prostu uderzyła go pięścią w twarz, tak mocno iż od razu padł nieprzytomny na ziemię.
- Nigdy! Powtarzam nigdy nie mów tak o mnie!
Na trubunach rozległ się odgłos radości, wiwatu. (nie znalazłam odpowiedniego słowa)
- Czy ona to zrobiła?! - zapytał z niedowierzaniem Nazina.
- Obawiam się, że tak. - odpowiedział mu Medivh.
- Zdyskfalifikują ją napewno.
- Zobaczymy, może nie. W końcu broniła swojego honoru. - wtrącił Rince.
- Ale, żeś stary dowalił tym tekstem. - odpowiedzieli jednocześnie Medivh i Nazina........
← Fan Works
Wczytywanie...