droga_stali_i_nadziei

[ekhp1] Początek - Gwardia

-No dobraaaaa !

5 1 4 6 1 1

Podnosze 5 4 6
Wypada: 4 3 3

-Cieńki ten full ! Rzucam jeszcze raz !

1 1 1 3 3 2

Podnoszę 1 1 1 2
Wypada 4 4 4 2

-To mi pasuję !
Gwardzista spogląda na ciebie spode łba. Łyka z piersrówki.

- No tak... Masz 40.
Zgarnia kości, mocno nimi potrząsa i rzuca.

1 1 3 5 5 4

Podnosi 3 i 4.

5 2

Podnosi 2

3

- Nieparzyste! Razem 20. Czyli mam 42 punkty. No przegrałem, ładnie mnie załatwiłeś kolego. Przypmnij mi się w kantynie, masz u mnie obiad. - Pociąga łyk z piersiówki, oddaje ci pustą i wstaje od stołu.
-Poczekaj kolego, gdzie ci się spieszy ? Do stania pod drzwiami pałacu króla ? Czy do tych...
Spluwam
....elfickich posłów króla, którzy co krok się czepiają ? Nie wolisz pogadać z nowym kolegą Tokarem ? Zrobimy tak stary, opowieść za opowieść. Ja zacznę ! Zostajesz ?
Widzę jak ten człowiek z korpsu się łamię i nie śpieszy mu się do pracy. Widocznie dają mu w tyłek w pracy i mój alkohol robi swoje.
Strażnik zatrzymuje się w miejscu pocierając dłonią brodę.

- Co racja to racja. Mi się tam do tych elfów nie śpieszy. Wszyscy się rozleźli po mieście, co będe sam siedział. Ale tak ględzić o suchej gębie nie wypada. Zaraz przyjdę.

Widzisz jak strażnik udaje się do koszar. Po dłuższej chwili wraca idąc powoli. Niesie ze sobą dwa kufle i dwie misiki z których coś miło pachnie.

- Dzisiaj goloneczka w piwie i - stawia kufle na stole - z piwem. To co mi chcesz opowiedzieć? - mówi przełamując pajdę chleba.
-Dobra to zaczynam ! Opowiem ci pewną przygodę.....
Opowiadam strażnikowi o poszukiwaniu Goblina i jak przy okazji zachaczaliśmy po drodze o każdą tawernę (żeby sprawdzić czy gdzieś tam się nie zawieruszył). Atmosfera się rozluźnia, a ja zamawiam kolejne piwka. Kończąc swoją historię widzę, że strażnik jest troszeczkę podchmielony.Teraz będe mógł wyciągnąć z niego wszystko co będe chciał.
-No skończyłem ! Teraz twoja kolej !
Po wyrazie twarzy strażnika widać, że w obecnym stanie nie może sobie nic przypomnieć.
-No nie wiem, jak nie znasz jakiś starych opowieści, to może mi opowiesz cos teraźniejszego ? Na przykład co się działo ostatnio w pałacu, czy nie było jakiś tajemniczych gości ? Albo co się dział w dniu zniknięcia pióra ? Bo ja na przykład, w tym czasie siedziałem w oberży "Pod pijanym żubrem" !
- Czyś ty zdurniał człowieku?! Przecież to PAŁAC! - strażnikowi zaczyna powoli iśc do głowy - Tam ciągle pojawiają się jacyś podejrzani ludzie. Ale my równiez jesteśmy podejrzliwi! Pojedrzliwi strażnicy pilnują podejrzanych ludzi, hehe. Oooo, na przykład ostatnio przylazł taki niewidomy elf, starzec prowadzony przez chłopca. I jak ci nie zaczął oczerniać króla, do zdrady nawoływać nas psami na łańcuchu nazwał! NAS! Tak się żeśmy zdenerwowali z chłopakami żeśmy o mało go nie uszkodzili. Ale ten cholerny elfi ordynans powiedział... co on powiedział? aaa no tak: "że elementy wywrotowe mają być usuwane z terenu pałacu lecz nic poza tym" - mówi strażnik udając elf akcent - to żeśmy dziada usunęli, hehe, prosto na pryzmę kompostu w ogrodzie. Też mu się zachciało. Wieszczby opowiadać... No ale dość tego ględzenia. Obowiązek wzywa. Ide znaleźć tego elfiego pajaca...

Strażnik wstaje i odchodzi w stronę koszar lekko chwiejnym krokiem.

(mocno się drań trzyma jak na tyle alkoholu - myślisz sobie)
Może ten dziadek coś wie ?
-Hej, chętnie go poszukam z tobą ! Zabierzesz mnie do tego niewidomego elfa ?
Do Tokara

Idziesz koło strażnika i słuchasz:
- Do czego ci ten wariat? Nie mam pojęcia gdzie on jest. Mało to takich obłąkańców się tu pałęta. Nie ma tygodnia by jakiś zgrzybiały wariat nie opowiadał nam jakis bajek o końcu świata, nadchodzącej zagładzie czy innym rozwolnieniu międzywymiarowym które ma zniszczyc wszystko i wszystkich. On ci nic nie powie poza jakimiś bredniami.

Wtem zauważasz wbiegającego na dziedziniec Ashgana i Augusta. W garści trzymają jakiś dziwny słój i są najwyraźniej czymś poruszeni.


Do Ola i Ashgana

[color="gray"]Wbiegacie na dziedziniec lekko zadyszani. Widzicie jak Tokar właśnie rozmawia z jakimś strażnikiem. Zwraca się ku wam bedąc wyraźnie zainteresowany słojem który trzymacie i waszym wzburzeniem.[/color]
Mijajac Tokara nie zatrzmujac sie nawet krzycze:

Musimy jak najszybciej porozmawiac z dowodca, gdzie on jest?
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
-Spokojnie dowódca właśnie przesłuchuję więźnia w lochach ! Co wam się tak śpieszy, chyba ten słój to nie bomba !
Widzę jak August i Ashgan oddalają się coraz dalej.
-Panowie, ale lochy to zupełnie w inną stronę !
Stoicie na dziedzińcu gdy z ksozar wychodzi dowódca rozmawiający z jakimś mężczyzną. Po chwili zegna się z nim, podaje mu ręke i podchodzi do was. Spogląda na Augusta i Ashgana i mówi:

- No widzę chłopcy, że pilnie wykonujecie powierzone wam rozkazy. Dobrze, ze pomogliście Gurneyowi - spogląda na słój z cięciwą. - Dowiedzieliście się może czegoś ciekawego przy okazji, miasto podobno aż huczy od plotek. - mówi, kierując pytanie do wszystkich
-Ech.... ja jak zwykle niedoinformowany jestem....... Same tajemnice !
Oznajmiam to ze smutkiem na twarzy.
Przez chwile próbuje złapac oddech i mowie:

Idac spowrotem z cieciwami, mijalismy po drodze grupke ludzi, którzy otaczali przemawiajacego starca. Cos mnie tknelo i postanowiliem posluchac o czym ow starzec mowi. A to co uslyszelismy wywolalu o nas strach oraz złośc. Ponieważ starzec ten, niemalze namawial ludzi do rewolucji. Oraz złorzeczył przeciwko królowi naszemu. Lecz nie byłem na tyle głupi i postanowilem go nie aresztowac narazie. Poniewaz ludzie mogli by go uznac za mecznnika cierpiącego w imie swoich idei. A wtedy to mogli by wywolac istna rewolucje. Co pan mysli na ten temat, mam nadzieje ze postapilem slusznie...
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
-Ba, ten starzec jest podobno nie szkodliwy ! Gadałem z moim kumplem z korpusu pałacowego i za oczernianie króla strażnicy wywalili go na wóz pełen g..... ! Więc mu teraz się nie dziwcie, że namawia ludzi do rewolty ! Wznawiam moje pytanie.
-O co chodzi z tym pierdzielonym słojem i tymi cholernymi cięciwami ?!! Jakie zadania ?!! Może ktoś mi to wyjaśni, a nie same konspiracje !
Przypiminajac sobie nagle o sloiku, wale sie mocno w lep i mowie:

A wlasnie sloik....Musimy go odniesc Gurneyowi bo inaczej bedziemy musieli mu pomagac do konca roku.

Przez chwile jeszcze zwlekam. W koncu zly na siebie spogladam na Tokara i mowie:

Przepraszam cie przyjacielu lecz, obiecuje ci ze jeszcze dzis dowiesz sie co dzisiaj sie mi i Ashganowi przydazylo, obiecuje ci.

Wyruszam wraz z Ashganem do Gurney'a.
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
-August masz rację, odnieście te cięciwy Gurneyowi. I widzę was tu zaraz spowrotem. - mówi dowódca

Do Ola i Ashgana
Idziecie do zbrojowni. Gurney jest wam wielce wdzięczny za to, że mu pomogliście. Dokładnie ogląda cięciwy po czym starannie zabiera sie za ich wymianę. Mówi, że się wam odwdzięczy przy pierwszej nadarzającej się okazji. Chwilę z nim rozmawiacie o Moradinie po czym wracacie na dziedziniec.

Do Tokara

A ty Tokar się tak nie bulwersuj. Chłopaki dzisiaj nabroili to dostali ode mnie zadanie. Zbrojmistrz potzrebował nowych cięciw. A jako, że to na drugim końcu miasta to posłałem tam Ashgana i Augusta. No, a teraz wrócili w glorii chwały. Nic nadzwyczajnego.

- Dobra panowie. Noc już tuż tuż. Musicie w końcu pójść i spotkać się z tym informatorem. Nie wiem czy powie on wam co ciekawego ale nie możemy sobie pozwolić na lekceważanie. Mam bardzo złe pzreczucia ale wstrzymam się z ich wygłaszaniem do czasu aż nie wrócicie i nie będziecie w komplecie.
-Dobra, dobra pan kapitan zawsze tajemniczy..... Idziemy tylko mam jedno ale.... Pan kapitan nie raczył powiedzieć, która to karczma ! Wszak w naszym "pięknym" mieście jest ich wiele ! Czy nie czas już na emeryturę ?
Uważam że udanie się do karczmy nie jest właściwe. A dlaczego to zaraz się dowiecie jak wam opowiem czego się dowiedzieliśmy. To było tak:
Udaliśmy się do rzemieślnika Moradina po cięciwy. Staruszek był bardzo miły. Przy okazji powiedział nam że jeżeli on miałby pióro to pewnie uciekłby do portu i tam je sprzedał. Więc teraz najlepiej będzie udać się tam we trójke uprzednio zabierająć ze sobą odpowiedni ekwipunek.


Patrze na zebranych...

Jakieś pytania panowie? Jeżeli nie to prosiłbym o pozwolenie odmeldowania się i udana do portu

Dowódca spoglada na ciebie surowo.

- Tak jedno pytanie. Od kiedy jesteś dowódcą?! Ja mówie co robicie, kiedy robicie i jak robicie! Jak ja mówię, ze podskakujecie to wy pytacie tylko: jak wysoko panie kapitanie! Rozumiemy się? Mam nadzieję, że tak. Nie będzecie łazić mi tu teraz po żadnych portach. Z resztą co to ma być żołnierzu?! Zdajecie mi raport i mówicie 'port', w promieniu 50km jest tu więcej portów i przystani niż ty masz lat na karku. Jak będziemy wiedzieli już wszystko co mozemy się dowiedzieć to dopiero wtedy przejdziemy do działania. Nie mozemy się miotać jak jacyś szaleńcy. A tobie Tokar widzę, że się dowcip wyostrzył. - spogląda na Tokara - Wszyscy trzej macie teraz zebrać manatki i pójść do karczmy Błękitne Niebo. Nie krzywcie się tak. Odmaszerować!


Błękitne Niebo - Karczma prowadzona przez 2 elfów ulokowana w dzielnicy wschodniej. Słynie z awangardowego wystroju, "bezalkoholowych alkoholi" i conajmniej dziwnej klienteli (pisarzy, poetów, artystów i innych nierobów).

(opis zabieranego ekwipunku/wyposażenia bynajmniej wskazany)
Tak jest dowódco. I przepraszam za moje zachowanie, ale naprawde zależy mi na rozwiązaniu tej całj zagadki. A i jeszcze jedno pytanie panie kapitanie. Czy możemy udac się jeszcze do Gurneya po uzbrojenie bo karczma karczmą, ale nie wiadomo do czego zdolny jest jakiś informator.

Patrzę badawczo na dowódce stojąc na baczność.

← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...