przebudzenie_cienie

[ekhp1] Początek - Gwardia

-Co ?! Do karczmy Błękitne Niebo ?!! Czemu akurat tam ? Wolał bym już pójść do "Dziewięciu piekieł", niż wejść do tej karczmy ! Nie dość, że od słuchania tych "świętoszków" wyskakuje mi nieprzyjemna wysypka na plecach........
Zaczynam mówić szeptem.
..... to oni dziwnie się na nas patrzą. Myśle, że oni wolą chłopców....
Po wypowiedzeniu tych słów na mojej twarzy pojawia się przerażenie.
Poklepuje przyjaciele po ramieniu i mowie:

Nie martw sie nic robia nam zadnej krzydwy jak bedziemy tam wszyscy razem...mam nadzieje

Po chwili zasepienia salutuje i mowie:

Wiec idziemy po nasz ekwipunek.

Salutuje jeszcze raz ide do zbrojowni.
Biore moj stary, miecz, który jeszcze dostalem od ojca w czasach, kiedy to 15 letni młodzeńcy szli do wojska. Nie zmienialem go mimo, że byl juz raz zlamany. Kiedy to po pijaku zaczelem uderzac w skale, ktora myslalem ze jest kamiennym golemem. Naszczescie zreczni kransoludzdzy kowale, zczepili, ulamane czesci w jedna calosc. Potem nakladam moje spodnie. Oraz buty, do których pokryjomu wkladam sztylet. Gdyż pamietam takie sytuacje w ktorych, jest sie rozbrojonym, tylko po to by pozniej walczyc bez broni. Wiec uwazam ze lepiej miec mala bron taka jak sztylet niz nic.

Po tym jak sie ubieram czekam na reszte moich towarzyszy.
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
Przeszukując pomieszczenia w zbrojowni doszukałem się pewnego krótkiego miecza. Był niezwykle okazały pod względem ostrza. Było ona 'szczerbate' dzięki czamu bardziej pustoszyło ciało i zadawało gorsze rany. Następnie znajduje na jednej z półek ubranie. Ma ono kolor moro. Gdy wychodziłem z pomieszczenia chciałem umieścić dłoń w kieszeni gdy nagle coś mnie ukuło. Okazało się że w kieszeni mam 5 shirukenów. Schowałem je więc do kieszonki umieszczonej przy pasie.

- Ty się Tokar nie masz czego obawiać. ty już taki chłopiec nie jesteś. A do tego będziesz miał obstawę dwóch strażników króleswkich w razie czego. - dowódca spogląda na ciebie z kpiarskim uśmieszkiem - I widze cie tu za chwile gotowego do drogi.
Cały swój rynsztunek bojowy mam na sobie. (Miecz, tarcza, kolczuga)
-Skoro kapitan taki mądry to czemu pan nie idzie ? I do cholery gdzie są Volkier i Manor ?!
Po chwili milczenia dodaje.
-Ja jestem gotowy, mogę ruszać !
- Ty się o Volrikera i Manora nie martw. Jeśli nie napotkali godnego przeciwnika w postaci jakiejś pełnej beczułki to wrócą niebawem. Wszyscy nie musicie iść do karczmy. Aha, i jeszcze jedno. Skarbnik królewski powiedział, że nie da nawet złamanego grosza za pokrywanie strat w karczmach w wyniku 'działań operacyjnych". Więc jak będziecie miel dać komuś po mordzie to róbcie tak by nie robić zbyt dużego przemeblowania. - dowódca przygląda sie koleno każdemu z was patrząc czy aby na pewno zrozumieliście. - A teraz idzcie juz brakuje tylko byście się spóźnili.



(zaraz powstanie nowy dział)
Dzień drugi


Mimo, że poprzedni dzień wydawał się wam dłużyć w nieskończoność to jednak w koncu się skończył. Owszem kosztowało was to trochę zachodu (Manor i Volriker) ale w końcu się udało. Po ciężkich przeżyciach, paru mordobiciach (od pospolitych zamijaków, przez krytyków sztuki a kończąc na własnych sobowtórach), nie udanych upadkach z wysokości i siedzeniu we własnym więzeniu (Ashgan i August) w końcu zasnęliście we własnych komnatach.

Wydarzenia dnia minionego bynajmniej nie wiele obchodziły trębacza który zbudził was grajac conajmniej tak jakby napadała was wroga armia. Lekko kołowaci chcieliście wyjść jak zwykle na śniadanie na dziedziniec (na świeże, i "rześkie" powietzre jak mawiał kapitan). Jednak nocny opad sniegu skończył się na tym, ze ku waszemu wielkiem zadowoleniu zostaliście odesłani do kantyny.

Siedzicie w jednej z salek przy duzym stole. W podobnych pomieszczeniach siedzi każda z drużyn gwardyjnych. Z pomieszczenia jest jedno wyjście które prowadzi do głównej sali połaczonej z kuchnią.

Jesteście w trakcie śniadania. Dyskutujecie o tym co wam się ostatnio przydarzyło gdybacie o tym co sie wydarzy i ogólnie rzecz biorąc wyczekujecie kiedy wasz dowódca przyjdzie z drużyny oficerskiej (inaczej mówiąc z dywanika u kapitana).

[mozecie sobie pogadać - to tak jakby kto aluzji nie zrozumiał ]
Zwracam się do Ashgana i Augusta

-Jak tam panowie? Jak minął wczorajszy dzień?

U nas wspaniale... prawda Vol? Gdybym miał nawet cztery ręce nie policzył bym na palcach ile zabiliśmy zombiaków, wampirów, cwelfów...
A dead issue, don't wrestle with it, deaf ears are sleeping. A guilty bliss,
so inviting, nailed to the cross. I feel you, relate to you, accuse you.
Wash away us all, take us with the floods.
Then throughout the night, they were raped and executed.
Cold hearted world. Your language unheard of, the vast sound of tuning out.
The rash of negativity is seen one sidedly, burn away the day.


Odwal się od elfów. Ale co do reszty się zgodzę. Skąd się biorą te zombi w podziemiach? Widzieliście kiedyś szkielety, które się składają do kupy, jak się je rozwali? Mówię wam, ile z tym roboty, musieliśmy je porozrzucać po całych podziemiach, żeby miały problemy. I niezły był ten wampir, który się ciebie uczepił, prawda Manor? Prawie go zdjąłem, ale do mnie przywalił się drugi. To była jatka. Jest tam jeszcze piwo?... Taa, ale jakoś nam się udało wyjść cało. A co u was, słyszeliśmy, że sobie posiedzieliście? Co tym razem się przeskrobało?
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Zwracam się do Manora.
-Krasnoludzie czemu nie poszedłeś z nami ? Uwieżysz, że walczyliśmy w barze pełnym ciotowatych elfów. Ach... wybacz Volrikier, ale wiesz jak się zachowują twoi bracia z "Błękitnego Nieba". Zaiste piękna rzecz zrobić burdę w takiej oberży...
Przez chwile z rozmarzeniem wpatruje sie w okno i wspominam wczorajsze wydazenia. Rozcierajac sobie knycie mowie do przyjaciol:

Eh ja bym tam wolal zeby takie walki sie czesciej zdazaly. Mozna dzieki temu odchamic sie. Po chwili zadumy dodaje: ale za to walczyc ze smierdzacymi umarlakami nie lubie. Poniej trzeba sie myc. A jak nie daj boze ugryza trzeba lezec w szpitalu. Co jednak ma swoje dobre strony gdyz pracuja tam calkiem calkiem cycate panie pielegniarki, ktore na kazde twoje skinienie sa przy tobie.
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
Tokar, a chcesz dostać za to? Nie lubię jak mnie ktoś obraża. Jestem elfem i sobie nie życzę takich uwag. Jak jesteś zazdrosny, że jestem przystojniejszy od ciebie, to zachowaj to dla siebie.
A co do twojej uwagi Olo, rzeczywiście, to jedna z zalet, których nie zauważyłem. Może być przyjemnie. O, chyba jednak troszeczkę mnie ręka boli przez tego zombiego. Będą się musiały tym zająć, to może być niebezpieczne.

Popijam wesoły piwo.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Zakładam noge na noge i ugryzam jabłko [kolejne lekkie sniadanko ]

-Mowcie co chcecie... Juz wole patrolowac ulice albo podkradać się w nocy do obozu Koboldów żeby odbić ukradzione przedmioty niz bić się w karczmie. Ale teraz najchętniej walnałbym sie spać.

Wracam do normalnej pozycji siedzącej i mowie.

-Ah. Przypomniala mi sie sytuacja kiedy rabusie odkryli stary grobowiec orkow i mielismy zabic to co w nim bylo. Hehe to dopiero byl ubaw. Stałem sobie i wpatrywalem sie w jednego nieumarlaka, ten rzucil sie w moja strone, ale po drodze wpadl na kamien i odpadla mu noga.

-Eh, młokosy, co wy widzicie w tych pielęgniarkach? Fakt, można sie ukryć w tych ich balonach, ale to nie to co krasnoludzkie kobiety... taki mają seksowny zarost. Ahh...
A dead issue, don't wrestle with it, deaf ears are sleeping. A guilty bliss,
so inviting, nailed to the cross. I feel you, relate to you, accuse you.
Wash away us all, take us with the floods.
Then throughout the night, they were raped and executed.
Cold hearted world. Your language unheard of, the vast sound of tuning out.
The rash of negativity is seen one sidedly, burn away the day.


-Nie irytuje was już troche to ciągłe pracowanie? Mogliby nam dać jakiś urlopik. Jesteśmy wkońcu gwardzistami którzy wykonuja najbrudniejsze zadania.... Ah... Chętnie wydałbym ostatnie pieniądze w 'Czerwonej Latarni'

Praca jak praca, nie po to wstąpiłem do Gwardii, by się obijać. Czasem mamy urlop i mi to wystarczy. Wolę mieć dreszczyk emocji, niż się nudzić gdzieś. W Czerwonej Latarni byłem kilka razy, ale muszę powiedzieć, że nie ma tam pięknych kobiet. Najpiękniejsze są w moim rodzinnym Lesie, bóstwa chodzące po ziemi. Miałem raz nawet jedną dziewczynę tam, zanim poszedłem do Gwardii.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

- Nooo jak tam się mają obrońcy króla? Hę? Nie musicie wstawać - dowódca podszedł do waszego stołu. Chwilę was lustruje. - Sądząc po tych głupkowato-rozmarzonych minach znowu wam jakieś łajdactwa chodzą po łbach?
Po uslyszeniu o zaroscie wystepujacym na twarzach krasnoludzich kobiet odechcialo mi sie jesc. Przez chwile wpatruje sie z niesmakiem w przestrzen. Po chwili zadumy mowie do dowodcy:

Eh juz przestalo nam chodzic cokolwiek po glowie. A to dzieki Jakóbowi. Chyba musze isc do toalety...
...i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia-
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego : sześćset sześćdziesiąt sześć.
Wyruszamy wreszcie za tymi bandytami? Przecież mówiłem, że wyruszyli razem z karawaną już wczoraj. Teraz mogą być już daleko od miasta i ich nie znajdziemy. Co powiedział ten kontakt w gospodzie? Co pan o tym myśli, sir?
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

-Zwolnij stary. Gdzie ci sie tak śpieszy? Ja ci mówie, odpoczywaj póki możesz bo coś mi sie wydaje że przez najbliższy tydzień będziesz marzył o tym żeby pospać dużej niż 3 godziny. A juz nie mowiąc o normalnym posiłku takim jak ten.

← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...