Sesja Tokara

[ Ilustracja ]

Stojąc na jednym z balkonów Miilvuthan obserwowałeś wieczorną agonię słońca, niespiesznie tonącego za horyzontem Morza Mieczy, którego fale przybrały krwistoczerwony odcień.
Wciągając głęboko do piersi ostrą, rześką nocną bryzę, odprowadzałeś wzrokiem kilka ostatnich statków zawijających do portu, których załogi zapewne szukać będą taniego i dobrego wypoczynku w tawernach twego miasta.

A może nawet, wcale bez zbędnej przesady, twego małego imperium...?

Z komnaty za twoimi plecami dobiegał cię głos Eskela, od lat równie sprawnie zarządzającego twoim wojskiem, co doradzającego ci w rozmaitych politycznych sprawach i machinacjach. Krążąc wokół stołu zawalonego papierami i listami składał ci raport z najważniejszych wydarzeń mijającego dnia.

- ...Canrath raportuje, że jego ludzie zdołali zatrzymać obie karawany do Mosston, o których mieliśmy informacje w zeszłym miesiącu. - usłyszałeś za sobą jego słowa i lekkie pobrzękiwanie kolczugi, dźwięczącej gdy Eskel chodził po pomieszczeniu czytając pismo, jak to miał w zwyczaju. W tym wypadku "zatrzymanie karawany" oznaczało to, co zwykle. Prawdopodobnie nie przeżyły nawet konie. - Pisze, że czekali na nich na gościńcu tuż przy wyjściu z lasu, nieco ponad pół dnia drogi od Mosston. Daleko się zapuścili, z Canratha zawsze był ryzykant, chyba tylko śmierć to zmieni...
Eskel umilkł na chwilę w trakcie której szum fal czerwonych od krwi tonącego słońca mieszał się z szelestem przekładanych kartek.
- I potwierdza to w całej rozciągłości kolejny, nie pomnę już który, oficjalny list protestacyjny rady miejskiej Mosston! - ciągnął dalej fałszywie oficjalnym tonem. - Tak... Tak... Oczywiście nie mają żadnych jednoznacznych dowodów i oczywiście wcale ich nie potrzebują by stwierdzić kto stoi za tak "bezbożnym i bestialskim aktem"... Tak... Tak... A my jak zwykle możemy potraktować tak nieuzasadnione oskarżenia jako uwłaczające potwarze i kalumnie...

Rozległ się szelest gniecionego papieru, tuż nad tobą zaś zakwiliła przelatująca nieopodal mewa.
Odpowiedz
Wciągnął rześką wieczorną bryzę w płuca i westchnął głęboko. Od wielu miesięcy prowadził swoją małą wojenkę z tymi mosstońskimi dziadygami, jej wynik był do dziś sprawą mocno dyskusyjną. Napady na karawany dawały wymierny efekt, tak samo jak kilku krzykaczy i mitomanów, których pozatrudniał, aby szerzyli negatywną propagandę w tawernach i na placach targowych kluczowych miast, ale... droga lądowa wciąż była popularna i warta pewnego ryzykanctwa. Traciła na tym jego mała metropolia, którą ten trakt omijał irytującym łukiem. Canrath wypełnił swoją misję, może tak zuchwały atak da do zrozumienia kupcom, aby wybierali jego szlak handlowy. Przynajmniej na jakiś czas... - Nie zapomnij o dopisać, że składamy ubolewania rodzinom ofiar, gdyby te biedaczki wybrały drogę morską, jestem przekonany, że słodka Umberlee łaskawie spojrzałaby na tych niewinnych ludzi... - uśmiechnął się pod nosem, delektując się ostatnimi sekundami zachodu Słońca - Oczywiście zaoferuj też naszą bratnią pomoc. Skoro możni panowie mają trudności z utrzymaniem spokoju na drogach, czujemy się w obowiązku wysłać naszych braci zakonnych, którzy chętnie wyłapią tych bluźnierców. W zamian za symboliczny datek na kościół, ma się rozumieć. - chrząknął znamiennie - Jak się sprawy mają na innych "frontach"?
Odpowiedz
- Co my tu... A, taaak... - Eskel rozłożył szeroki pergamin, na którym prześwitujące przezeń płomienie świec ujawniły niezwykle kaligraficzne pismo. Studiował list przez chwilę i oznajmił: - Cóż, milordzie, zapewne zadrżysz po same trzewia gdy dowiesz się, że Arcydruid Mosstone przesyła ci gorące pozdrowienia, w których grozi ci... pięcioma klątwami oraz sześcioma... nie, siedmioma śmiertelnymi chorobami oraz zarazą, które dosięgnął ciebie i twego miasta, jeśli jeszcze raz choćby liść, emm, włos spadnie z głowy któregoś "opiekunów lasu". - rzucił pismo z powrotem na stół - Chyba dawno nie pytaliśmy jak się mają mamusia Shiallia i tatuś Sylvanus...
Pochylił się ponownie nad blatem, lecz nagle coś sobie przypomniał:
- A! To o tyle ciekawe, że kapitan straży miejskiej donosił mi ostatnio, iż jakaś zgraja obdartusów postawiła wielki, dębowy krzyż na przedmieściu przy Leśnej Bramie i krążą wokół niego jak wokół relikwii...
Kolejny raz zanurzył wzrok w biało-żółtej stercie i wyjął pismo, na które zdążyło już skapnąć trochę wosku.
- Hmmm... A to nad wyraz ciekawe... "Wierni korsarze Jego Lordowskiej Mości w osobie kapitana Mordehaja 'Rapiera' donoszą o przejęciu całkowitej kontroli nad obszarem od Kanału Asavira po Śpiewające Kamienie" - czytał na głos, spacerując od ściany do ściany - "Stracono dwa okręty, zatopiono dziewięć jednostek pod banderą Zetaspuru, przechwycono czterdziestu dwóch jeńców i dwa statki handlowe z Lantan o ładunku niewiadomego przeznaczenia..." - Eskel uniósł wzrok nad kartkę i spojrzał na ciebie - Nie wiadomo czy lepiej będzie to sprzedać czy wyrzucić do morza, te lantańskie ustrojstwa, ech...
Odpowiedz
- Straszne... - rzekł nonszalancko patrząc na paznokcie - Stary chyba jest niewyżyty odkąd rada Mosstone skąpi mu na dziwki w wyniku problemów z karawanami. - rozłożył beznamiętnie ręce - No, ale co ja mogę... Nie zabronię przecież moim chłopcom odrobiny rozrywki. Słyszałem, że te druidki to prawdziwe kocice, jeżeli wiesz o co mi chodzi, a jeżeli facet pragnie mieć spokój, niech wyniesie się z lasu do miejsca, gdzie tolerują te jego zabobony. Na ten moment trzymajmy się standardowej procedury. - podrapał się po policzku - Co do tych heretyków, to chyba sprawa jest jasna. Spal tę drewnianą tandetę i zrób pokazowy proces w porcie, trzeba dać gawiedzi odrobinę rozrywki. Do lochu wtrąć tych, którzy wyrzekną się złych bogów i powrócą na łono Umberlee. Zatwardziałych heretyków i recydywistów oddaj morzu - na ostatnią wieść aż przyklasnął - Nigdy nie wiadomo drogi Eskelu, znam kilku szalonych kolekcjonerów, którzy gotowi są zabić za nowinki z Lantanu. Czysty zysk, przynajmniej "Rapier" odda nam wszystko. Niech nasz "Słodyczek" przepyta kilku jeńców, co tam słychać w pięknym Zetaspurze. - położy wyraźny akcent na słowie 'przepyta' - Coś jeszcze wartego uwagi? Burczy mi w brzuchu i chętnie napiłbym się dobrego ale.
Odpowiedz
- Dobry napitek, taak... zdecydowanie tak... - żołnierz omiótł wzrokiem pozostałe na stole pisma. Marszcząc brwi sięgnął po szczególnie bogato oklejony pieczęciami list i ze zdziwieniem odczytał imię nadawcy.
- "Wierny i uniżony sługa Jaśnie Oświeconego Wezyra Manshaki, Błogosławionego Władcy Starego Coramshanu..." et cetera, et cetera... "Nadworny Sekretarz i Mistrz Sztuk Mistycznych Jafaar ibn Rasid ibn Hammad do Jaśnie Wielmożnego Lorda Clovisa Greystöra, Pana Velen" - wyrecytował i podał ci opieczętowany pergamin.
Odpowiedz
Uniósł jedną brew jako wyraz niesmaku i zaskoczenia - Czego ci południowcy znów do cholery chcą? - Jasne, posiadał kilka kontaktów w Calimshanie, opłacał nawet kilku szpiegów i kupców, którzy pozwalali trzymać mu rękę na pulsie. Parę razy wynajął nawet tamtejszych zabijaków, ale... generalnie nie ufał południowcom, a w szczególności eunuchom. Ciężko jest omotać czy przekupić kogoś takiego, a w związku z tym, że nie interesują ich przyziemne przyjemności, mają mnóstwo czasu na bycie niemiłym wrzodem na tyłku. Ujął pergamin w dłoń i zaczął go pobieżnie czytać.
Odpowiedz
[font="Century Gothic"]"W świetle ostatnich, niezwykle pomyślnych dla Waszej Lordowskiej Mości wydarzeń, które zapewnią miastu Velen wiodącą pozycję w handlu morskim, a których sława niesie się nawet przez piaski pustyni Calim, wezyrat Manshaki pragnie zaproponować Lordowi Greystörowi współpracę na polu polityki towarowej i zagranicznej."
"Wezyr Manshaki, pomimo swych dyplomatycznych zabiegów i odważnych, zdecydowanych posunięć na polu ekonomii, nie zdołał dotąd przekonać potencjalnych zainteresowanych wymianą handlową o niekwestionowanej wyższości Manshaki nad Calimportem. Chcąc zmienić ten, szkodliwy dla społecznej świadomości, stan rzeczy, zwraca się do Waszej Lordowskiej Mości z zapytaniem o możliwość wykorzystania w tym celu tej części floty Velenu, która w ostatnich dniach zadecydowała o gwałtownym wzroście jego gospodarczej atrakcyjności."
"Jednocześnie Jego Miłość, Błogosławiony Wezyr Artuok Fanzir, oferuje hojne wsparcie finansowe dla wszystkich interesów handlowych Velenu od południowych po północne granice Calimshanu, równocześnie deklarując poparcie dla w s z e l k i c h politycznych, a nawet ustrojowych inicjatyw, które Wasza Lordowska Mość zamierzałby przedsięwziąć."
"Wielki Wezyr, ustami swego uniżonego sługi, wyraża nadzieję i przekonanie, że ewentualna współpraca miast tak możnych i potężnych, jak Velen i Manshaka, przyniosłaby niechybny splendor i pomnożyła sławę obu wymienionych, zapewniając jednocześnie dobrobyt obywatelom i kontrahentom naszych państw."
[/font]
Odpowiedz
Uśmiechnął się cynicznie. Ta informacja była słodziutka, zbyt słodziutka jak na jego gust. Zbyt wiele proponują, za dużo ukrywają. Tkwił tutaj potężny haczyk zwany wojną handlową z Calimportem, legendarnym miastem, z którym utrzymywał całkiem niezłe stosunki. Jego flota i mała armia starczyła na zwodzenie tych tethyrskich kmiotów, ale to był zdecydowanie poważniejszy gracz. Frontalny atak nie wchodził tutaj w grę, po początkowym 'efekcie zaskoczenia' przegrupowaliby się i powybijaliby go stopniowo. Sułtan nie zna litości dla kogoś, kto psuje mu interesy. Nawet w najbardziej optymistycznych prognozach nie widział mu się ten układ. Oddanie połowy floty! Poszaleli... to rozciągnęłoby jego siły totalnie, flota straciłaby efektowność i utraciłby wszystko to, co przez wiele miesięcy wydzierał Mosstone i Zetaspurowi. Jednak stabilna placówka w słonecznym Calimshanie, była więcej niż kusząca, a nowy sojusznik mógłby okazać się użyteczny. Koniec końców Calimport nie jest monolitem, może upaść. Tutaj trzeba było po prostu być bardziej subtelnym i elastycznym. To wymagało pieniędzy, ale wezyr miał ich pewnie pod dostatkiem. Spalił list w kominku i powiedział do Eskela - Wyślij kruka do Manshaki. W liście zawrzyj, że jesteśmy zainteresowani propozycją i niezmiernie wyczekuję spotkania w cztery oczy na neutralnym gruncie, w celu omówienia szczegółów. - nie było nic bardziej pouczającego od ożywczej konwersacji - Uruchom też nasze kontakty w Calimshanie. Żądam kompleksowego raportu o sytuacji gospodarczej, społecznej i politycznej w wezyracie Manshaki. Chcę wiedzieć wszystko o wezyrze Artuoku Fanzirze: co to za człowiek, jaki ma charakter, kto go podcierał w dzieciństwie, jakie dziwki lubi.
Odpowiedz
- Jak sobie życzysz, panie. - Eskel skłonił się lekko i jeszcze raz omiótł wzrokiem stertę papierów. - To chyba już wszystkie z ważniejszych spraw, którymi miałbyś zaprzątać sobie głowę. Jeśli interesuje cię jeszcze coś...
Odpowiedz
- Nie, dziękuję. Trza mi teraz jakiejś strawy i dobrego ale. Jest za co pić - poklepał się po brzuchu. Wszystko układało się jak na tę chwilę, zgodnie z planem.
Odpowiedz
Mężczyzna ponownie zgodził się z tobą przez skinienie głową.
- Jeśli zatem pozwolisz, ja także udam się już na spoczynek. - Eskel skłonił się raz jeszcze i nie tyle wyszedł, co odmaszerował z komnaty, do której niecałą minutę później wszedł jeden z twoich służących z tacą pełną strawy i napitku.
Z balkonu, wraz z nocnym, rześkim wiatrem, wpadały do komnaty zamazane echa nocnego życia portu.
Odpowiedz
Nalał sobie porządny kufel ale i dorwał się do pieczystego. Strawa i trunek, choć nie wyróżniały się niczym wyjątkowym, miały dzisiaj wyjątkowo dobry smak. Garść ambicji, szczypta intrygi i kilka kropel wiktorii, zawsze umilały prozaiczne czynności. O dziwo przypomniał sobie ojca, bogobojnego zarządcę tej twierdzy, który zawsze wierzył w sprawiedliwość i pielęgnował swój cenny honor. Co mu z tego przyszło? Haniebna śmierć, która nikogo nie obeszła. Uśmiechnął się spoglądając na nocny krajobraz swojego małego królestwa - I co ty na to tatku...
Odpowiedz
Niewątpliwie smutna - okrutna prawda była taka, że doszedłeś do miejsca, którego twój ojciec nigdy nie osiągnął i otwierały się przed tobą perspektywy, których on nigdy nie miał. Na ile stało się to pomimo, a na ile za sprawą działań skrytobójcy, który pozbawił cię rodziciela - trudno było rozstrzygnąć. A skoro już o skrytobójcach mowa...
Wysokie, dwuczęściowe drzwi do twej komnaty skrzypiały lekko za każdym razem, gdy przez 38 lat twojego życia ktoś je uchylił. Czy to za sprawą zawiasów, czy też źle obrobionego drewna, wydawały delikatny pisk, do którego zdążyłeś przyzwyczaić się na tyle, że całkowicie przestał się przeszkadzać.
Tym razem jednak drzwi nie zaskrzypiały, a ty, pogrążony w myślach i zajęty strawą, zorientowałeś się, że ktoś stoi za tobą dopiero wtedy, gdy przemówił.
- Lordzie Greystör, złapaliśmy szpiega. - powiedział kapitan twojej "zakonnej" gwardii głosem ducha, niewiele różniącym się od wiejącej za balkonem bryzy - Pomyślałem, że zechciałbyś przesłuchać go osobiście. Przyprowadzić?
Odpowiedz
Nie był zaskoczony wykrytym szpiegiem, prawdę powiedziawszy oczekiwał tego. Wielu głupców pragnęło poznać jego plany lub zabić go z zimną krwią, a jak widać niekompetentnych skurwysynów, mamionych łatwych szmalem, nie brakowało w całych krainach. Nie z nim były takie numery, o nie! Zakon Meduzy... wielu myślało, że oszalał, gdy dał im dach nad głową i brał ich na służbę. Klechy były zazwyczaj dobre we wpieprzaniu żarcia na czas albo wyłudzaniu monet od kmiotków, ale do miecza się nie nadawali. Ci fanatycy Umberlee należeli jednak do innej bajki. Takiej, której opowiada się przy ognisku, pełnej krwi i strachu. Bezwzględni skurwiele, którzy uważali, że objawiła im się sama Sucza Królowa i są jej boskimi palcami na tym świecie. Paskudne mordy, gwałty, zuchwałe świętokradztwa. Po prostu idealni partnerzy do współpracy i lojalni ochroniarze, a to, że w czterech krainach zostali uznani za heretyków? Decyzje imbecyli, których niekompetencje i brak wyczucia skrupulatnie wykorzystał. Zaklaskał w ręce i uśmiechnął się - Ach... błazen do mojej wieczerzy. Wspaniale! Przyprowadźcie go, szybko! Ciekawe czy umie połykać miecze? A może potrafi oddychać pod wodą?! - powiedział cynicznie.
Odpowiedz
"Meduza" skinął głową i wyślizgnął się przez drzwi, zamiatając połami płaszcza. Po kilku minutach z korytarza dało się słyszeć kroki i niewyraźne głosy. Drzwi otwarły się szeroko (tym razem skrzypiąc zgodnie z tradycją) i wyszły przez nie dwie kolejne "Meduzy" wraz z kapitanem, trzymające pod łokcie pozbawionego górnej części odzienia elfa, którego twarz przybrała już kolor nieba znajdującego się na zewnątrz. Przewlekli go przez połowę komnaty i rzucili przed tobą jak worek kartofli. Elf stękną krótko i głośno oddychając klęczał krzywo z rękami skrępowanymi na plecach grubym, szorstkim sznurem.
- Harfiarz, panie. - ozwał się kapitan - Złapaliśmy go gdy próbował sforsować jedne z tajnych drzwi prowadzących w podziemia zamku. Poza krótkim mieczem i zestawem wytrychów nie miał przy sobie nic. Jak dotąd nie chciał mówić.
Odpowiedz
Nie wiedział z jakiego powodu nim bardziej gardził. Dlatego, że urodził się jako elf czy w wyniku bycia członkiem tej pedalskiej organizacji. Ta gadka o równowadze i sprawiedliwości, robiło mu się niedobrze. Mieli sporo wpływów w Tethyrze i co zrobili, aby zapobiec chaosowi i rozpasanemu możnowładztwu, które codziennie podcierało sobie swoje szlachetne zadki ich cenną harmonią? Nic, pierdolone świnie i megalomani. Dzieciaki, które myślą, że złapały bogów za nogi i mają monopol na ustawianie władzy. Niech tylko poczekają, on zaprowadzi równowagę w Tethyrze, ale na swoich własnych warunkach. Uśmiechnął się półgębkiem na tą myśl. - Kolejny z 'grających na harfie'. Co tym razem sprowadza was do moich skromnych progów? Niech się zastanowię... Chcecie znać moje plany! - pokręcił głową, elf nie odpowiadał - Nieee... to już było. Może mojego życia? To też takie prozaiczne. Pieniędzy i moich dziewek na pewno nie, przecież dałem już w tym cyklu w łapę waszym 'Starszym' - strasznie lubił widzieć ich oburzone miny, gdy wypowiadał te zdanie. Świętojebliwe durnie - Gadaj błaźnie, skończmy ten żałosny spektakl.
Odpowiedz
Harfiarz uśmiechnął się blado i splunął na dywan przed tobą mieszanką krwi i śliny. Stojący obok kapitan natychmiast wyłożył mu błędność takiego postępowania solidnie poczęstowawszy go butem, następnie chwyciwszy za włosy i wycierając jego twarzą plwocinę z materiału.
- Mam... wiadomość... pismo dla lorda Greystora. - wysapał po chwili, zmieniając sposób odpowiedzi.
- Nie łżyj, leśny robaku. - pouczył go kapitan - Masz przy sobie tyle, ile jesteś wart, czyli nic. Przeszukaliśmy cię.
Elf pozwolił sobie na jeszcze jeden uśmiech.
- Są miejsca, w które nie zajrzeliście.
Odpowiedz
- Mogłem się tego spodziewać po elfie, lubujecie się w tych całych sodomiach - rzekł z niesmakiem. Następnym razem będzie musiał wyartykułować cnym zakonnikom, aby zaglądali w każde miejsce, szczególnie jeżeli chodzi o nieludzi - No nic, dawaj tę wiadomość.
Odpowiedz
Kapitan skinął na jednego ze swych podwładnych, a ten zrobił co trzeba. Po chwili z bardzo cienkiego worka wyjął bardzo cienko zrolowany zwój. Rozłożył go, odsuwając jak najdalej od twarzy, ale jedynie zmarszczył brwi i odwrócił zawartością w twoją stronę.
- Wybacz, panie, może ty znasz taki język... - pokazał ci treść zwoju z bezpiecznej dla nosa odległości.
Patrząc na rozmiary zwoju jeszcze bardziej zadziwiłeś się nad pojemnością elfiego odbytu, niemniej dziwne znaki, kreski i kropki nie przypominały ci żadnego ze znanych języków czy alfabetów.
Odpowiedz
Jak myślałem, dzieciaki bawią się w łamigłówki, zamiast po prostu wyłożyć ale na ławę - Kpisz ze mnie 'drzewolubie'? Nie mam czasu na szarady, gadaj co to jest.
Odpowiedz
← Sesja FR

Sesja Tokara - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...