Sesja Radza

Connor poruszył się na fotelu i odwrócił w twoją stronę, żywo zainteresowany wzmianką o maszynach.
- Ooo? Zaglądałeś w bebechy? I coś ciekawego wykumałeś? - pytał szybko, przy okazji zadymiając powoli kabinę samochodu. - Bo wiesz, nam na specach nie zbywa, choć rzecz jasna na Posterunku mamy najlepszych, jacy tylko mogą być. Ale żeby ogarnąć pojebane pomysły Molocha trzeba mózgu nie lada, a co kilka mózgów, to nie jeden, wiadomo...
- Jak wyście wytrzymali w ogóle tyle czasu w tym swoim miasteczku? - wciął się Connorowi Zielony. - Z map i tak pobieżnie wygląda, że to jeden wielki pustostan. Ilu tam macie mieszkańców? N.Y cokolwiek wam pomogło, czy byli jak zwykle zbyt zajęci stróżowaniem nad prawem i porządkiem? - przy ostatnim pytaniu zaczął szukać czegoś w schowku, pochylając się nisko i zdejmując ręce z kierownicy. Samochód zaczął powoli skręcać, ale żadnego z żołnierzy to nie obeszło. Pustkowie przed wami i wokół was było na tyle jałowe, że po prostu nie było nic, z czym moglibyście się zderzyć.
Odpowiedz
Sięgam pamięcią ....
[Trochę się zaciąłem i nie wiem co odpowiedzieć, prosił bym o trochę informacji o moim doświadczeniu z molochem i o miasteczku]
Odpowiedz
[A to ja bym prosił o trochę tych doświadczeń Masz tutaj pełną dowolność we "wstecznej kreacji fabuły", że tak to dumnie nazwę. Po prostu im więcej zajebistości sobie dodasz, tym więcej będziesz miał w tej materii do odegrania i tym więcej dajesz mi narzędzi do uprzykrzenia Ci życia ]
Odpowiedz
- Z moich pobieżnych badań wynika że po Molochu to się można wszystkiego spodziewać, a co kolejny potworek to gorsza niespodzianka.
- Raz rozwaliliśmy maszynę na totalne kawałki, tylko jedno jak by odnóże zostało w całości, jeden od nas, Dany, podszedł do tego, a to jak nie fiknie !
- Niestety z Danyego zostały dwie połówki, nie było czego ratować.
- Jak się potem okazało w tym cholernym odnóżu znajdowało się zarówno zapasowe zasilanie, do tego zapasowa jednostka sterująca i jeszcze kilka działających sensorów.
- Generalnie z tymi zdublowanymi obwodami to jakaś masakra jest, wsadzają do takiego po kilka obwodów zasilających, zdublowane systemy sterowania, wszystko wisi na takiej dziwnej magistrali że wpakujesz w to porządny pocisk, z ledwością zostanie to w jednym kawałku, a nadal działa !
- Oczywiście nie każda maszynka jest taka skomplikowana, większość tych co do nas docierały to tylko maszyny zwiadowcze aczkolwiek to w rozumieniu Molocha różnie bywa.
- Zdarza się że z zewnątrz wyglądają tak samo, zbadałeś poprzedniego, myślisz wiem jak się tego pozbyć a po wszystkim okazuje się że w środku to zupełnie co innego.
- Z tym patrzeniem do środka to też różnie bywa, słyszałem o przypadku że ktoś chciał się dobrać do jednostki sterującej, zaczął odkręcać śrubki, a tu BUMMMM !
- Wprawdzie człowiek tylko ręce stracił ale co to za spec bez rąk ?
- Innym razem widziałem przypadek że moduł zasilający był szczelnie zamknięty, a w środku jakiś strasznie trujący gaz, całe szczęście że moduł się rozszczelnił i tylko jeden z naszych się trochę pochorował od resztki gazu, ale Doktorek go wyleczył.

Wzdycham.

- Ale co ja wam będę opowiadał, pewnie widzieliście takie monstra o których mi się nawet nie śniło.
- A przy okazji ! Jedziemy gdzieś konkretnie czy te auto będzie samo się kierowało ?

Wskazuje na kierownicę.

- A co do miasteczka to grunt to dobra organizacja, a o to dbają Merowie, jak słyszałem kiedyś byli kupcami którym zbrzydł N.Y. a na wycieczki po kraju też nie mieli ochoty. Każdy mieszkanie musi płacić "miejscowe" to jest coś w rodzaju podatku aczkolwiek wcale to nie muszą być pieniądze, kto potrafi pełni patrole, naprawia umocnienia, pomaga przy budowie nowych umocnień i budynków, czy przy hodowli zwierząt czy roślin i cokolwiek co jest pożyteczne dla przetrwania całej społeczności.
- N.Y. nam za bardzo nie pomaga jednak zawsze coś tam skapnie za raporty terenowe, wyręczamy ich za ochronę tego terenu choć mogli by być nieco bardziej szczodrzy.
- Jeśli chodzi o przestępczość to jedynie przyjezdni sprawiają czasem problemy, stali mieszkańcy praktycznie znają się wszyscy choć z widzenia czy wspólnych prac, w końcu to prawie 200 ludzi, wiedzą że jeśli coś poważnego by przeskrobali to zostali by wydaleni ze społeczności, a w końcu raj to to nie jest ale jednak jest lepiej niż w większości pobliskich miasteczek.
- Bywa że karawany nie chcą jechać do N.Y. czy to bojąc się skażenia o którym słyszeli czy z innych powodów i to u nas prowadzą swe interesy, nasze karawany później wiozą co zbędne do N.Y. i tam wymieniają na żywność, amunicję, ubrania czy blachy czy inną stal którą można tam bardzo tanio dostać.
- Nasza mała biblioteka współpracuje także z uczelnią w N.Y., udało się nam uruchomić kilka starych komputerów i przenosimy wiedzę z książek do wersji elektronicznej, książki wysyłamy potem do biblioteki razem z ich elektroniczną kopią, wprawdzie majątku na tym nie zarabiamy ale bibliotekarze z N.Y. w miarę dobrze cenią wiedzę minionej epoki, czasem nawet sami przysyłają coś do wykonania wersji elektronicznych.
- Tak więc w Newan żyje się dobrze i chciałbym aby tak się żyło nadal, dlatego nie trzeba było mnie długo namawiać bym z wami pojechał...
Odpowiedz
Gdy mówiłeś Connor sporadycznie kiwał głową, jakby potwierdzał twoje słowa i własne ich zrozumienie. Gdy skończyłeś, spojrzał na Greena i zaskakująco poważnym głosem stwierdził:
- Widzisz Lio? Jednak jest jakiś sens w całym tym gównie, w którym pływamy.
- I topimy
. - dodał kierowca, zabierając się na powrót do leniwego kierowania pojazdem, w międzyczasie przegryzając Snickersa. - Trafiliśmy przypadkiem na jakiś magazyn... - wyjaśniał, potrząsając batonikiem, jakby chciał odpowiedzieć na niezadane przez ciebie pytanie. - Chłodnia wciąż tam funkcjonowała, jakimś cudem zasilający ją agregat nadal działał, więc przejęliśmy chyba ze trzy tony takich batonów. Potem się okazało, że od dłuższego czasu grzebały tam maszynki, przystawiając się do założenia kolejnej pierdolniętej fabryki i stąd takie mocarne, niezależne źródło prądu. Moloch się wkurwił, nie wiem tylko, czy bardziej o miejscówkę, czy o Snickersy, w każdym razie to była moja pierwsza naprawdę wielka rozpierducha.
- Ta... I moja pierwsza rozbita kompania... - dorzucił Connor. - A jedziemy, jak już ci wspomniałem, na północny zachód. Nie aż pod sam front, przynajmniej nie od razu, ale jeszcze trochę drogi przed nami. Widzę, że trochę się znasz na rzeczy, co zajebiście mnie cieszy. Ostatnio... jakieś pół roku temu, jeszcze w okolicach Chicago... jeden z naszych lepszych speców od "maszynerii" miał kurewsko słabą przygodę. Mobsprzęt dojebał nas z totalnego zaskoczenia, tego czasem po prostu nie da się uniknąć. Nawet nie tyle, że ich nie wykryliśmy, ale czy to w dowództwie ktoś źle spojrzał na mapy, czy to Molochowi się pojebało, gdzie i kogo ma atakować, grunt, że spora grupa żelastwa natarła na nas w środku nocy, nim zdążyliśmy zwinąć bazę i ewakuować mózgowców. Podjeżdża tego gówna, Rzeźnicy, Clowny i jakieś pierdolone samoróby, które więcej hałasowały, niż faktycznie szkodziły, część z nas zwija stanowiska, część leci na ogniowe, część zbiera mechaników, chemików, cały korpus naukowy, słowem burdel na kółkach. I tu właśnie do mojego stanowiska podjeżdża jakieś chuj wie co, na sześciu kołach od Monster Trucka, ni to czołg, ni hulajnoga, z lufą jakby z rury kanalizacyjnej. Zatrzymuje się przed Johnym, tym specem właśnie, celuje w niego z tej swojej armaty i... - zawiesił głos, biorąc głębokiego bucha i strzepując popiół za okno. - No, jak myślisz, czym w niego strzela? Obstawiaj.
Odpowiedz
- Kula bilardowa ?
Odpowiedz
Pokręcił przecząco głową z kwaśną miną.
- Nie. To było gówno. Potężny, wysokociśnieniowy strumień sraki, szczyn i wszystkiego, co ten szambowóz w sobie miał. Johny'ego po prostu zmyło, mało się nie utopił. Tak się opił tego ścieku, że ledwieśmy go uratowali. Sami mało nie zdechliśmy od smrodu, przysięgam ci stary, w życiu nie zaznałeś czegoś takiego. Gorzej, że cały ten syf był zmieszany z jakimiś chemikaliami, sztucznym nawozem, pestycydami, generalnie chuj wie czym, ale nie było to samo gówno. Gówno, choćby najbardziej śmierdzące, nie wyżarłoby mu oczu, skóry i połowy twarzy. - skwitował, ponownie kręcąc głową i ze zgrozą zaciągając się fajką, a w milczeniu wtórował mu Lio. Myślałeś, że to koniec opowieści, ale po chwili Connor ciągnął dalej.
- Zdołaliśmy podtrzymać go przy życiu pomimo poparzonych płuc i dróg oddechowych, mamy parę całkiem niezłych respiratorów... Ale do tego doszły inne sprawy. Pierwsza, dość oczywista - zatrucie pokarmowe. Johny opił się kilka litrów ciekłego gnoju i mało się w nim nie utopił. Nie wszystko zdołał wyrzygać od razu, a na płukanie żołądka w środku bitwy nie było zbytnio czasu. Druga sprawa - zakażenie. Już wcześniej facet miał kilka draśnięć od odłamków i podobnych drobnostek, ale jak w takie zadrapania wetrzesz gówno i polejesz szczyną... Zakażenie krwi, dyzenteria, cholera wie co jeszcze... Koniec końców po paru dniach zszedł, nasi medycy stwierdzili, że właśnie z któregoś z tych powodów.
Odpowiedz
- Hmm, no tak z reguły aż takich jaj maszynki nie robią, a jak robią to muszą mieć jakiś głębszy powód.
- Z tego co mi się wydaje to większość maszyn ma tak ustawione priorytety że najpierw za wszelką cenę zabij człowieka wszelkimi możliwymi sposobami, a dopiero późnej chroń siebie i wykonuj podstawowe zadanie. Wydaje mi się że naprawdę rzadko można natrafić na maszynę która po spotkaniu człowieka nie będzie usiłowała go zabić.
- Tak więc prawdopodobne że ten wasz szambowóz był przygotowany żeby na ten przykład zatruć jakieś źródło wody czy coś, ale zobaczył biednego Johnego i sru jedynym co miał na pokładzie.
- Aczkolwiek wiecie to tylko moje domysły na podstawie tych szczątkowych informacji.
Odpowiedz
- Hm... To z tym szambowozem to całkiem sensowne. - stwierdził Connor po krótkim namyśle. - Ale już z priorytetami maszynek to różnie bywa. Czasem ich nie mają, czasem im się pierdoli, ale generalnie na froncie nie są nastawione na zabijanie. Przynajmniej nie te, które składają się z czegoś, w czym można cokolwiek zaprogramować. Okaleczyć, zmasakrować - jasne. Ale nie zabić. I to właśnie jest najgorsze. - urwał, by ponownie zaciągnąć się szlugiem. Widać było, że myśli nad czymś intensywnie, mimo to milczał przed kilka długich minut, po których dodał wreszcie.
- Nigdy nie daj złapać się maszynom. Nigdy. Strzel sobie w łeb, odbezpiecz granat, rzuć na linię ognia... Potem nie będziesz miał szansy.
Odpowiedz
- Możliwe że coś w tym jest, moje doświadczenia były raczej ograniczone do odpierania pojedynczych ataków, te pewnie miały inaczej ustawione priorytety.
- A tak w ogóle to wiecie co się dzieje jak kogoś porwą ? Co z nimi robią ?
Odpowiedz
Żołnierze wymienili ukradkowe spojrzenia, a po ich twarzach przebiegły grymasy niesmaku czy niezadowolenia. Milczeli moment, jakby bez słów przekonywali jeden drugiego, który ma udzielić ci odpowiedzi.
- Wiemy tylko tyle, ile widzimy. - odpowiedział w końcu Lio. - A widzimy... Cóż... Kiedy twój kumpel, z którym przez ostatni rok wspólnie walczyłeś, żarłeś, srałeś, piłeś, śmiałeś się i usiłowałeś przeżyć... Kumpel, który przed miesiącem zginął na twoich oczach z łap Molocha, staje przed tobą jako rozbebeszony korpus pospawany z metalem, który usiłuje wysłać cię do piachu... Kiedy wiesz, że ten wrzeszczący, oszalały ochłap zlutowany z maszyną w jakimś piekielnym warsztacie ma świadomość i do pewnego stopnia wciąż jest tym kumplem... Wtedy wiesz, że widziałeś już wszystko.
- Nie wiemy, co dzieje się z tymi, którzy nie wracają.
- włączył się Connor, cichym, lodowato spokojnym głosem. - Przypuszczamy, że Moloch w jakiś sposób wyciąga im z mózgów informacje, które potem wykorzystuje przeciw nam. Parę razy się to potwierdziło, dlatego musieliśmy przeorganizować cały łańcuch dowodzenia... Nasi spece przypuszczają też, że ten skurwiel wykorzystuje ich do czegoś większego, ale nie wiem do czego. I nie chcę wiedzieć. Wiemy natomiast co się dzieje z tymi, którzy wracają. Mutanty, biomaszyny, cyborgi... Tyle wiem, i dałbym wiele, żeby to wszystko zapomnieć. - zakończył ponuro, wbijając spojrzenie w krajobraz, monotonnie przesuwający się za oknami, niczym ruchoma dekoracja ze starego westernu.
Odpowiedz
- O kurde ! To taka technologia ?!
Zaczynam się nakręcać.
- Czytałem że ludzki mózg to zajebisty komputer, więc moloch musi mieć jeszcze zajebistszy żeby takiego cyborga przeprogramować choć wydaje mi się że też niemożliwe jest do końca takie przeprogramowanie człowieka.
- Kiedyś czytałem nawet taka książkę o sposobach leczenia świrów, można powiedzieć że resetowali im część mózgu odpowiedzialną za to że świrowali, podobno nawet to działało tylko był z tym jeden poważny problem, człowiek miał potem świadomość noworodka. Praktycznie musiał się uczyć wszystkiego od początku dlatego nie stosowali tego na szerszą skalę. Była też tam wzmianka że usiłowali robić tylko miejscowe resety ale chyba we wszystkich przypadkach ze świra robił się niedouczony świr zamiast w miarę wykształconego bez wykształconego charakteru.
- Obstawiał bym że moloch tylko częściowo resetuje świadomość, a raczej czymś w rodzaju kooprocesora blokuje świadomość aby pozostały tylko zdolności i wiedza. Zapewne potem łączy takiego człowieka za pomocą czegoś w rodzaju smartzłącza z samą maszynką, lub robi wszczepy cybernetyczne.

- Kurcze gdyby przechwycić taki warsztat molocha w nienaruszonej postaci to mogła by być rewolucja w wojnie !
- Te cyborgi tworzone przez molocha mają zapewne ograniczenia związane z tym że działają niejako pod przymusem i zapewne nie daje im wystarczająco dużo czasu na zgranie układu nerwowego ze sprzętem, ale gdyby tak wytrawny żołnierz zdecydował się na prawie pełną cyborgizację; co było by w cholerę niebezpieczne ; i dodatkowo połączył się przez smartzłącze z jakąś z tych najbardziej przejebanych maszynek molocha ;oczywiście po wypruciu wszystkich molochowych niespodzianek; to był by małą samodzielną armią zdolną do rzeczy które nawet nam się nie śnią !

Nagle się strapiłem.
- Oczywiście działa to także w drugą stronę. Jeśli trafi się jakiś szaleniec chcący działać po stronie molocha i moloch zrobi z nim to co opisałem przed chwilą to będziemy mieli totalnie pozamiatane.
- Miejmy tylko nadzieję że moloch nie ma za dużo tych cybernetycznych zabawek bo ludzkość może mieć jeszcze bardziej przejebane niż jest to teraz.
Odpowiedz
Obaj żołnierze wymienili kolejne długie spojrzenie i równie długo żaden z nich się nie odezwał. Po paru minutach na horyzoncie dostrzegłeś wreszcie zarys jakiegoś kompleksu skalnego albo czegoś podobnego. Wówczas proces myślowy Connora ponownie uległ werbalizacji.\
- Powiedz no mi Mart... Bo ciekawe rzeczy mówisz... Co wiesz o doktorze Alluvachu?
Odpowiedz
- Hmmm, coś mi to mówi ......
- A pamiętam, kiedyś ktoś mi coś o nim wspominał w barze, chyba że to nasz wybawca i tylko on jest w stanie pokonać maszyny i tego typu pierdoły.
- Więcej nie pamiętam bo byłem już bardzo pijany ... podobnie jak mój rozmówca.
Odpowiedz
Krótkie mruknięcie pod nosem dało wyraz rozbawieniu starszego stopniem żołnierza.
- W takim razie może niedługo dowiesz się czegoś więcej... - rozpoczął enigmatycznie, ale nie pociągnął tematu.
Po kolejnej dłuższej chwili jazdy w milczeniu majaczące na horyzoncie kształty stały się wyraźniejsze. Zgodnie z pierwszym wrażeniem było to niewielkie pasmo spiczastych, rudoczerwonych skał, wystających z gruntu nieco od czapy właśnie w tym miejscu. Ważne jednak, że tworzyły pasmo na tyle długie, by przesłaniać większą część horyzontu bezpośrednio przed wami, zaś u ich podnóża rozstawiono kilkanaście namiotów, które dostrzegłeś dopiero z relatywnie bliskiej odległości. Za sprawą maskującej (a może po prostu wypłowiałej barwy) zlewały się z otoczeniem, podobnie jak rdzawe sylwetki dżipów i wojskowych ciężarówek.
Odpowiedz
Przez chwile zastanawiałem się czy nie pociągnąć tematu ale po zastanowieniu po prostu rozsiadłem się wygodnie i zacząłem wypatrywać przez okno, czekając aż dojedziemy na miejsce.
Odpowiedz
Dojechaliście szybko. Zanim się to stało, widziałeś kilku żołnierzy wychodzących naprzeciw, ale gdy poznali wóz odeszli w swoich kierunkach. Zatrzymaliście się, wysiadłeś, mogąc z bliska zobaczyć całą bazę. Wyraźnie mobilny charakter powodował, że z pobliskich wozów i ciężarówek wysypywało się niemal wszystko - broń, sprzęt, prowiant, tony kabli. Connor od razu kazał ci podążać za nim, nie przyjrzałeś się więc dokładnie wszystkiemu, ale tych parę chwil wystarczyło, by stwierdzić, że wszystkiego jest tu dużo. Dużo materiałów, elektryczności, dużo ludzi... i większość w maskach gazowych.
Spostrzegłeś, że żołnierze mają na sobie specyficzne, ochronne płaszcze zakrywające mundury, niektórzy z nich krążą tu i ówdzie z licznikami Geigera. Słyszałeś fragmenty okrzyków, gdy ktoś zdejmując maskę wydawał rozkaz lub przekazywał jakąś informację, urywki śmiechów z opowiadanych dowcipów, charakterystyczny dźwięk spawania, dobiegający wraz z oślepiającym błyskiem z sąsiedniego namiotu. W powietrzu czułeś benzynę, pośpiech i wojnę.
- Panie pułkowniku, starszy sierżant Johnatan Connor melduje się na rozkaz, sir. - zasalutował siwemu mężczyźnie o niewiarygodnie hardym spojrzeniu i ostrych rysach, gdy weszliście do jednego z namiotów, wypełnionego sprzętem i elektroniką, na widok której ścisnęło ci serce, a przez głowę przemknęły wspomnienia wszystkich katuszy doznanych przy sklejaniu złomu w Newan.
- Spocznij. Czy wyście na głowę upadli sierżancie? Mamy tu promieniowanie jak w cholernym Kanionie Waszyngtońskim, a wy paradujecie bez maski i stroju ochronnego?! Do tego z cywilem?
- Sir, melduję, że to nasz nowy saper, sir. - odpowiedział spokojnie Connor, ściągając na ciebie nieprzyjemnie badawcze spojrzenie pułkownika.
- Saper...? Zaiste...?
Odpowiedz
Trochę nieudolnie zasalutowałem.
- Monter Mart Tronik, saper obrony cywilnej miasteczka Newan melduje się ... eee ... po prostu się melduje, ... sir.
Po czym uśmiechnąłem się jak dziecko w sklepie z zabawkami.
Odpowiedz
Pułkownik otaksował cię od góry do dołu. Po uniesieniu jednej brwi mogłeś nabawić się wątpliwości co do tej szybkiej oceny twojej osoby.
- Saper obrony cywilnej, tak? Dobrze, dla nas bardzo dobrze. Nie wiem, czy tak samo dobrze dla ciebie, synu. Co wam strzeliło do łba przyjeżdżać tu do nas? Jeśli Moloch się po nas przejedzie, nie zdążysz już zabrać dupy w troki. Na czym się znacie, żołnierzu? - zakończył znacznie bardziej oficjalnym tonem.
Odpowiedz
- Cóż, sierżant wytłumaczył mi to tak, że jak tu nie pomogę i front dojdzie do mojego miasteczka to będzie pozamiatane, więc zebrałem graty i jestem.
- A co do moich umiejętności to tak po trochu znam się na wszystkim co związane z techniką, elektroniką, komputerami no, a ostatnimi czasy dane mi było podszkolić się nieco w przygotowywaniu wybuchowych niespodzianek dla molocha.
- Miałem też okazję poobserwować nieco maszynki zarówno w działaniu jak i nieco od środka aczkolwiek jak nasi się za nie wzięli to już nie było za dużo co oglądać i badać.
Odpowiedz
← Sesja Neuroshimy

Sesja Radza - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...