Sesja Radza

Ed i Ted spojrzeli na ciebie jednocześnie, zastygając w pół ruchu nad kupką drutowatych bierek, która rozpadła się na cały stół.
- Skąd żeś wziął tyle tego gówna? - zapytał Ed, nie kryjąc zdumienia.
- Jasne, że wszystko jest na miejscu, gdzie niby miałoby być? - odparł równie zdziwiony Ted, nieco wyższy od brata i o węższej twarzy. - Niech mnie szlag, tyle plastiku nie widziałem od Gwiazdki sprzed pięciu laty, kiedy chciałeś ulepić z niej bałwana i... - zwrócił się w stronę brata, który uciszył go nerwowym gestem.
- Morda, pamiętam, nie musisz mi przypominać. Co chcesz z tym dokładnie zrobić?
Odpowiedz
- A radyjko które naprawiłem Grubemu Bobowi tak go zafascynowało że kazał się częstować ... to się poczęstowałem.
- Ale mniejsza z tym bierzmy się do roboty.

Robię trochę miejsca na biurku zgarniając bierki i wyciągam cały semtex.
- Dawajcie tu graty. Ja się zajmę lutowaniem kabli do zapalników bo wolę nie ryzykować znów jakiegoś niewypału.
- A wy pomontujcie trochę min odłamkowych, zakopiemy je potem w okolicach bramy, tylko tym razem podłożymy trochę jakichś żelaznych płyt to chyba lepiej skieruje pierdolnięcie.
- A i mam jeszcze taki pomysł - poszukajcie jakichś prętów i rur stalowych to może uda się zrobić coś w rodzaju jednorazowych armat strzelającej zaostrzonym prętem

Wyciągam i rozkładam potrzebne narzędzia.
Odpowiedz
Zabraliście się do roboty. Przez kolejne minuty słuchać było tylko pobrzękiwanie odkładanych i podnoszonych przyrządów, szczęk nożyc, odgłos rozciągających się sprężyn i innych elementów, które wraz z bliźniakami pakowałeś do swoich prowizorycznych ładunków. Ed jak zwykle wziął do ust papieros, który memłał zawzięcie wiedząc, że nie wypada mu go teraz odpalać. Gdyby to wszystko wybuchło, z całego budynku i części pobliskich niewiele by zostało, a Ed znalazłby najlepszy sposób na rzucenie palenia.
- Rury od kibla mogą być? - zapytał Ted, po tym jak wyszedł na moment za potrzebą. - Z prętami gorzej, ale można wykręcić z siatki i ostrokołów wokół budynku. Nadadzą się?
- Co chcesz żeby powkładać do tych klasterów? - wpadł mu w słowo Ed, mamrocąc z petem w zębach i pytając o kasetówki. - A, i znalazłem gdzieś w szafce z dziesięć metrów kabla, chyba od lampek choinkowych. Pomyśl, czy ci się przydadzą do lutowania, chociaż nie wiem ile to chińskie gówno ma w sobie miedzi i czy w ogóle jeszcze działa.
Odpowiedz
- Powkładaj to co tam mamy, przecież nie robisz tego pierwszy raz. Przecież ci już ostatnio mówiłem stosunkowo małe i ostre.
- Kabel pokaż, zobaczymy czy się do czegoś nada.

Oglądam kabel.
- A ty Ted pokaż co to masz za rury.
Idę z Tedem obejrzeć rury.
Odpowiedz
Kabel jak kabel - około pięciu milimetrów średnicy, dość giętki, zielony, z kilkoma lampkami wciąż sterczącymi tu i ówdzie. Trudno było na pierwszy rzut oka ocenić jego przydatność, choć już sama jego długość mogła być pomocna przy dowolnych zastosowaniach, jakie mógłbyś dla niego znaleźć.
A rury...
Rury jak rury - grube, długie, we względnie dobrym stanie i, o dziwo, z dość dobrego metalu, choć w policyjnym sraczu spodziewałbyś bardziej plastikowej konstrukcji połączonej równie plastikowymi obręczami, która grozi zerwaniem przy najlżejszym kontakcie. Najwyraźniej taki właśnie koniec ją spotkał, a do przywrócenia żywotności ustępowi członków Obrony Cywilnej pomontowano prowizorycznie to, co było pod ręką, a co podejrzanie przypominało ci materiały na granatniki, które chciałeś wykonać jakieś pięć miesięcy temu, a które zaginęły w tajemniczych okolicznościach, padając - jak wówczas sądziłeś - łupem okolicznych złomiarzy.
Odpowiedz
- No elegackie Ted, bierzemy.
- A potem jeszcze skoczysz po te pręty, tylko nie demoluj ogrodzenia, tylko weź te które nie są niezbędne i jak najkrótsze.

Pomagam Tedowi zdemontować i przenieść rury.

Po powrocie do "biura" demontuję z kabla wszystkie żarówki, a sam kabel przygotowuję jako 2 żyłowy.
Żarówki przerabiam na zapalniki.
Odpowiedz
Po mniej więcej pół godziny roboty miałeś przed sobą piękny, choinkowy zestaw detonacyjny. Bliźniacy również wpadli w wir radosnej konstrukcji, szybko i sprawnie kończąc swoje zadania, czego efektem było pojawienie się kilkunastu bomb i min rozmaitej wielkości i konstrukcji, w tym kilka nadziewanych podłużnym żelastwem "jeży". Kończyliście właśnie ostatnie poprawki, gdy do pomieszczenia wszedł wasz dowódca.
- Witam piękne panie, czym się tu zabawiacie? - zapytał, pojawiając się w obłoku dymu z trzymanego w ustach skręta. Był to mężczyzna średniego wzrostu, krótko ostrzyżony, ubrany w znoszoną, przetartą policyjną kurtkę i równie powycierane dżinsy, z których sterczały dziury i wyprute nitki.
Odpowiedz
- Cześć szefie!
- Szykujemy parę zabawek dla Molocha, bo coś czuję że mogą się niedługo przydać.


Kończę co było do zrobienia i zaczynam pakować wszystko by iść zamontować przygotowane ładunki.
Odpowiedz
Objuczeni niczym rasowi złomiarze buszujący w zapomnianej wojskowej bazie zeszliście na dół i wyszliście z budynku, kierując się na obrzeża miasta, które od północnego zachodu otaczał długi na dobre cztery kilometry i szeroki na kolejne półtora pas umocnień, w znacznej większości stanowiący pole minowe. To zabezpieczenie powstawało jeszcze zanim zacząłeś wkładać weń swoje konstrukcje i pomysły, w związku z czym posiadało jedną, dość istotną wadę - brak było jakiejkolwiek mapy poglądowej, na której zaznaczono by wszystkie ładunki i pułapki, umieszczone na tym obszarze na przestrzeni lat. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, że chcąc wzmocnić ten fragment obrony Newan, musiałeś sam nieźle się napocić, by nie wylecieć w powietrze.
Odpowiedz
Położyłem ostrożnie ładunki.
A następnie zabrałem się za rozłożenie prostego wykrywacza metali.
Przystawkę połączyłem z przenośnym radiem, nieco wyprostowałem cewkę po czym przydrutowałem ją do znalezionej gałęzi.

Następnie zabrałem się za ocenę słabych punktów w obronie, szukając najlepszych miejsc dla nowych ładunków cały czas sprawdzając ziemię przed sobą wykrywaczem.
Odpowiedz
Wykrywacz wariował jak zawsze w tych sytuacjach. Poza tonami wybuchowego żelastwa, które ty i twoi poprzednicy pakowali do pasa umocnień, w ziemi zalegały kolejne tony powojennego i zwyczajnego złomu i śmiecia, który czynił odczyt równie prostym i przyjemnym, jak spływ kraulem w dół Missisipi. Miałeś w tym już spore doświadczenie, dzięki czemu wiedziałeś gdzie postawić krok, by nie wylecieć w powietrze, jednak na samych wskazaniach aparatury mogłeś polegać najwyżej "tyle o ile".
Twój dylemat ostatecznie sprowadzał się do rozstrzygnięcia następującej kwestii: czy wzmocnić najszczelniejszy, trzeci pas zabezpieczeń, okalający bezpośrednie granice Newan, czy rozlokować nowe ładunki w pasie środkowym, gdzie duże skupiska min oddzielały przestrzenie względnie puste pasy ziemi, czy w końcu upchnąć je w którymś fragmencie pierwszego, zewnętrznego pasa, którego struktura przypominała tarczę przeoraną serią z karabinu, choć umieszczone w nim ładunki posiadały relatywnie największą siłę rażenia.
Odpowiedz
(Przepraszam za przerwę ale trochę zabalowałem na delegacji)

Po przemyśleniu rozlokowania materiałów wybuchowych zdecydowałem się umieścić większość z nich w środkowym pasie zabezpieczeń w szczególności uszczelnić dziury gdzie brakowało ładunków.
Bardzo ostrożnie poruszając się po polu zacząłem umieszczać ładunki.
Odpowiedz
Robota była równie mozolna, co czasochłonna i uciążliwa. Cały czas to przyklękałeś, to pochylałeś się, trwając w bezruchu przy umieszczaniu ładunków w ziemi, ostrożnie stawiając każdy krok, by przypadkiem nie odlecieć ekspresem na Księżyc. Cała radosna procedura zajęła ci około godziny, po których plecy i łydki odpadały ci od ciała. Gdy zakopałeś ostatni ładunek i wyprostowałeś się, memłając w ustach przekleństwo, gdy na horyzoncie zamajaczyły ci dwa kształty, przybliżające się ze sporą prędkością, na pierwszy rzut oka będące jakimiś pojazdami.
Odpowiedz
Ruszyłem w stronę bram miasta żeby zdążyć się schować za murami nim pojazdy zbliżą się zanadto, oglądając się przez ramię i wypatrując szczegółów pojazdów.
Jeśli udało mi się dotrzeć do bram, a pojazdy nadal są daleko to biorę karabin i przyglądam się przez lunetę,
jeśli są blisko to na wszelki wypadek i tak sięgam po karabin by był w pogotowiu i przyglądam się pojazdom.
Odpowiedz
Miałeś dość czasu, by wycofać się z pola i zająć dogodną pozycję do strzału, podobnie jak bliźniacy, którzy również skończyli swoją część roboty. Szybko stało się jasne, że zbliżające się obiekty to nie maszyny Molocha, lecz zwyczajne samochody. Wciąż z bronią w pogotowiu patrzyłeś, jak nadjeżdżają, zatrzymując tuż przed początkiem pierwszego pasa umocnień, a z nich wysiada dwóch ludzi, których twarzy z tej odległości nie mogłeś dostrzec, lecz miałeś wrażenie, że obaj mieli na sobie coś na kształt mundurów.
Odpowiedz
- Ed, Ted co tak stoicie ?
- Idźcie dowiedzcie się co to za jedni i czego chcą.


Rozglądam się za innymi obrońcami czy ktoś prócz mnie będzie ubezpieczał bliźniaków, jeśli nie to wołam kogoś.
Odpowiedz
Wołać nie było potrzeby, gdyż z budynku komendy wybiegali już uzbrojeni obrońcy. Nie było was wielu, około dwudziestu ludzi, gdyż pozostali członkowie miejskiej OC zajęci byli prywatnymi sprawami, które odkładali wyłącznie na czas służby. W razie alarmu, gdyby zauważono nadciągające maszyny lub inne zagrożenie, syrena alarmowa ściągnęłaby wszystkich, czyli około czterdziestu ludzi plus wszyscy ochotnicy z miasta do walki. Miałeś nadzieję, że nic takiego nie będzie mieć miejsca.
Ed i Ted ruszyli w stronę przybyszów, stąpając sztywno i ostrożnie, co niekoniecznie było związane z paroma tonami wybuchowego żelastwa pod ich stopami. Przez dobre dwadzieścia minut, które zajęło im pokonanie pola minowego w obie strony oraz rozmowa z przyjezdnymi, jedynie wiatr przerywał nerwową ciszę, pośród której ty i reszta twoich kolegów spoglądaliście na siebie niespokojnie. Gdy wrócili, wyższy z bliźniaków oświadczył:
- Nie mówią kim ani skąd są. Mówią tylko, że przyjechali do ciebie.
Odpowiedz
- Ok, Dzięki. Ubezpieczajcie mnie.

Przerzuciłem karabin wygodnie na plecy, poprawiłem ułożenie noża by w razie potrzeby móc go szybko dobyć i ruszyłem ostrożnie przez pole w kierunku przybyszów.
Odpowiedz
Ruszyłeś niespiesznie i ostrożnie, czując na sobie ciężar nieruchomych spojrzeń przybyszów. Gdy zbliżyłeś się do nich na wystarczającą odległość, zobaczyłeś, że faktycznie mają na sobie coś na kształt polowych mundurów, pokrytych dziwnym wzorem przypominającym rdzawo-popielatą panterkę. Bez ogródek i powitania, wyższy z nich oświadczył:
- Doszły nas słuchy, że dziś około godzin porannych w tej okolicy dostrojono niezidentyfikowany odbiornik naziemny na częstotliwość pozwalającą odsłuchać transmisję meldunkową, której treść w całości i fragmentach podlega pod klasyfikację "ściśle tajne". - recytował niczym automat. - Czy jest pan w posiadaniu jakichkolwiek informacji dotyczących tego zdarzenia?
Odpowiedz
- Mi także miło powitać Państwa w naszym skromnym "tu pada nazwa miejscowości".
- Jeśli macie na myśli to co odebrałem podczas naprawiania standardowego starego radia, to taki ten meldunek był tajny jak wywieszenie jego zawartości na jakiejś wielgachnej tablicy pośrodku miasta.
- Już szybciej bym obstawiał że to ktoś inny odebrał waszą transmisję i retransmitował na zwykłych falach radiowych bo nie znam technologi aby można było określić ilość i położenie zwykłych odbiorników radiowych.

Po czym z głupim uśmieszkiem i lekko wytrzeszczonymi oczami zacząłem się dyskretnie przyglądać ludziom, ich ekwipunkowi i pojazdom.
Odpowiedz
← Sesja Neuroshimy

Sesja Radza - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...