Sesja Dany'ego

Zdaje się, że wszystko dookoła Akademii jest martwe. Dostrzegłaś jedynie mały ludzki kształt stojący przed zatrzaśniętymi wrotami świątyni. Czułaś, jak w jej wnętrzu wiruje potężna Moc, która jednak słabła w miarę waszego schodzenia w dół.
- Przygotujcie się. - Harlan podszedł do wyjścia, gdy lądowaliście na świątynnym lotnisku.
Lekku za siebie, miecz do paska, biorę jeszcze podręczny komunikator. Gdy staję przy Harlanie, koło wyjścia, sięgam już wgłąb siebie, synchronizując się z Mocą wewnątrz mnie i mnie otaczającą. Powstrzymując niepokój, z powodu tego, co jest w światyni i tego, że towarzysza mi potencjalni stronnicy Ciemnej Strony Mocy, zbieram w sobie siłę do walki.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Twój żołądek stał się nieco cięższy, nogi lekko zadrżały, a klapa drzwi z sykiem zaczęła się opuszczać, zamieniając się w trap. O ile twoje obawy względem "strony" po której stali teraz twoi towarzysze miały solidne postawy, o tyle to, co czułaś wokół było tak bardzo paskudne, że nawet Harlan w całej glorii swej bojowej furii podczas walki z Primusem zdał ci się mniej przerażający, niż podówczas. Stojący obok ciebie Riahl, nie tylko czując, ale zapewne też widząc to, co ty, wzdrygnął się z obrzydzeniem.
- Bogowie, cóż to za aura... - mówię do siebie i staram się wyszukać, czy ma ona jakieś konkretne źródło, miejsce największego zagęszczenia. Do tego celu zamykam oczy i staram się powstrzymać dreszcze, przebiegające moje ciało.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Skupiając się poczułaś, że ta Moc skupia się wokół konkretnego punktu, osoby, i emanuje z niej na otoczenie. W kilku miejscach czuć było ją wyraźniej niż w innych, zapewne za sprawą skumulowania się jej tam w którymś momencie walki. Walki, która bez wątpienia przyniosła już straty, bo śmierć była tu również obecna.
Zwłaszcza wokół osoby skupiającej cały ten mrok, która - sądząc po otwierających się wrotach - właśnie wchodziła do świątyni.
- Jest przed świątynią. - mówię cicho, właściwie do siebie, bo pewnie Harlan i Riahl też go wyczuli. Licze na to, że to Harlan pierwszy zadziała.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

We trójkę poszliście w tamtym kierunku. Jeszcze przed wejściem natrafiliście na dwa ciała Jedi. Stając w drzwiach dostrzegłaś natomiast kilka sylwetek stojących w połowie długiego, świątynnego korytarza, bliżej zaś postać człowieka, który mówił do znajdującej się dalej grupy:
- Nie zamierzam dawać wam rady. W moim ciele uwięzione są dwie dusze, moja i Kuna. Chwilowo, przy władzy jest moja, jednak do czasu. Dajcie mi statek, odlecę na Balmorrę, i obędzie się bez większej ilości ofiar. Przynajmniej tutaj. Do kogo należy ta korweta, która tu przed chwilą wylądowała?
- Do mnie. - odpowiedział Harlan. Człowiek obrócił się gwałtownie i zobaczyłaś znajomą ci twarz Kyle'a Solusara, jednego z rycerzy. Jednak jego obecny stan był zupełnie inny. Popielato blada skóra, bijące chłodnym blaskiem oczy i mnóstwo zmęczenia.
Już zaczynam nucić po cichu swoją pieśń. Delikatne fale sferyczne Mocy i dźwięku odchodzące od mojej osoby wygaszam jeszcze w pobliżu, by nie dotarły dalej. Jednakże akumuluję już tę energię. Wplatam w to po kolei uczucie współczucia, twardej woli walki i miłości. Przybierają one w moim umyśle różne barwy, pulsują delikatnie. Odsuwam się niezauważalnie pół kroku do tyłu i czekam, śpiewając po cichu dalej.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Pogrążyłaś się w transie tak mocno, że zdania płynące od Harlana do Solusara omijały cię, a ich sens tylko mgliście rysował się w twym umyśle. Harlan usiłował przekonać Solusara, że z obecnej sytuacji są tylko dwa wyjścia, z których tylko jedno poleca opętanemu Jedi.
Czy to za sprawą swoich unikalnych talentów, perswazji czy może po części dzięki tobie, mistrz zdołał go przekonać.
- Pójdę z wami. - oznajmił Solusar, lecz natychmiast po tych słowa jego ręka powędrowała do wiszącej przy pasie broni. Widziałaś zdumienie malujące się na jego twarzy, gdy drugą ręką usiłował powstrzymać działającą niezależnie do niego kończynę.
- To chyba nie będzie takie łatwe... - powiedział Harlan obserwujący goę z pewnym zainteresowaniem.
- Radziłbym się wam pośpieszyć z tym myśleniem jak mi pomóc. To nie potrwa długo. - trzymając wciąż rękę drugą Kyle usiadł i zamknął oczy, jakby usiłował pogrążyć się w medytacji.
- To co robimy? - pytam Harlana, podchodząc łukiem do Solusara. Po czym mówię do Kyle'a:
- Spokojnie, spróbuję ci trochę pomóc. - podchodzę i stając tak, jak on, kładę mu lewą rękę na prawym barku, stojąc w pewnej odległości na wszelki wypadek, gdyby stracił kontrolę nad sobą. Po czym Nie sondując go już nawet, wysyłam w niego to, co już wcześniej śpiewałam. Wszystkie te uczucia niech falami wpływają w niego, rozpraszając mrok zalegający w duszy.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Oddech Solusara stał się głębszy, bardziej regularny i spokojniejszy. Jednak wciąż siedział nieruchomo z zamkniętymi oczami. Rodianin Saram podszedł do niego ostrożnie i wyciągnął rękę by zdjąć mu z pasa miecz, lecz wówczas dłoń Solusara złapała go błyskawicznie za nadgarstek, choć on sam nie poruszył się.
- Zostaw go, jak będzie chciał to i tak przyciągnie sobie jakiś miecz. Trzeba jakoś inaczej go powstrzymać. Harlanie? - wracam do nucenia.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

- Czekamy. - odpowiedział twardo. - To jego walka, jego słabość. On sam musi ją wygrać. Lub przegrać. - dodał w sposób, który nie pozostawił wątpliwości co do znaczenia słowa "przegrać" w kontekście tej sytuacji.
Przystając na sytuację mogę jedynie dopomagać Kyle'owi jak i przedtem. Obserwuję jednak od czasu do czasu zachowanie Harlana i Riahla. Nie powiem, sytuacja jest napięta.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Harlan nakazał gestem pozostać wam tutaj, a sam podszedł do Solusara. Razem z Ar-Saramem i jednym z mistrzów unieśli pozornie nieprzytomnego Kyle'a i trzymając pod ramiona zaczęli ciągnąć przez korytarz w stronę jakiegoś pomieszczenia. Mistrz Heske wyminął ich i podszedł do was.
- Zdążyliście w samą porę. - powiedział zmęczonym, szarym głosem. - Choć to w sumie i tak nie dość szybko... - dodał, spoglądając tam, gdzie leżały ciała mistrza Freya i dwóch innych.
- Co tu się stało, mistrzu Heske? Czemu Kyle poszedł do grobowca? - pytam zdenerwowana.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

Heske pokręcił głową zrezygnowany.
- Sam chciałbym wiedzieć. To my wysłaliśmy Ar-Sarama i Solusara do zbadania tego grobowca, wraz z dwoma innymi rycerzami, którzy postradali tam życie. Kendar uparł się, by wybrać się tam ponownie razem z nimi... Zamiast niego wrócił tu najwyraźniej Exar Kun w ciele Solusara. Nie wiem ile jeszcze byśmy wytrzymali. Ta moc, Frey... - umilkł, nie znajdując odpowiednich słów.
- Dlaczego nagle Kyle odzyskał nad sobą kontrolę? Skoro może walczyć z duszą Exara, to może da się go jakoś od niej odłączyć. Wiecie chociaż jak mogło nastąpić połączenie? - sekunda przerwy. - Po co oni w ogóle tam szli?
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

- Takie połączenie można uzyskać za sprawą z bezpośrednią ingerencją Mocy, skupionej wokół jakiegoś obiektu lub miejsca. - tłumaczył pospiesznie, kątem oka spoglądając na Riahla, który - dla odprężenia lub zabicia nudy - usiadł z boku i zaczął medytować.
- Kyle musiał zetknąć się jakimś przedmiotem, z którym związana była dusza Kuna... Ale niezależnie od mechanizmu do takiego połączenia niezbędne jest przyzwolenie. Chęć. Żaden umysł nie da się zniewolić w pełni, jeśli nie ma w nim woli poddania się obcej sile. - skrzywił się i westchnął. - I zapewne na tej samej zasadzie zdołał w końcu stawić opór. Jest kilka sposobów na zerwanie takiego połączenia, ale wszystkie są... Mam nadzieję, że Harlan coś wymyśli.
Odsuwam go delikatnie dalej od Riahla.
- Czemu to Harlan ma coś poradzić, a Wy nie potraficie? Nie boicie się, że przejawia on zbyt często cechy Ciemnej Strony Mocy? Tak, jak gdy lecieliśmy tutaj, był wściekły. Szczerze mówiąc zachowanie Riahla także mnie trochę niepokoi. - mówię to, jednocześnie starając się wyciszyć rozmowę, by Riahl nie mógł podsłuchać. Niewidoczna bariera mocy naokoło powinna wystarczyć.
Ash nazg durbatulűk, ash nazg gimbatul, ash nazg thrakatulűk agh burzum-ishi krimpatul.

← Sesja SW
Wczytywanie...