Sesja Morttona

- Spokojnie, spokojnie... - dopływał do ciebie jak przez wodę głos mistrza Freya. Twarz Zabraka zaczęła już nabierać szczegółów. - Postaraj się wyciszyć.
-Zgodnie z poleceniem mistrzu.
Wyciszam się jak mistrz przykazał.
Skupiłeś się i odprężyłeś jednocześnie, tak jak uczono cię podczas szkoleń, dzięki czemu prawie natychmiast odzyskałeś pełną świadomość i funkcjonalność zmysłów.
- Ar, pędź na górę i zabierz stąd tylu, ilu zdołasz. - poprosił pospiesznie Frey, za plecami którego dostrzegałeś biegnących w stronę Solusara mistrzów, z których jednego odrzucił właśnie strumień błyskawic, drugiego zaś podmuch Mocy.
- Są sparaliżowani, ale wierzę, że zdołasz im pomóc. - ponaglał Zabrak - A teraz biegnij, nie mamy wiele czasu!
Biegnę na górę i próbuje jakoś im pomóc a jeśli się nie da spokojnie wynoszę ich mocą na dziedziniec.
Gdy wszedłeś na piętro pomyślałeś, że oto znalazłeś się w gabinecie figur woskowych. Kilkudziesięciu Jedi stało w różnych pozycjach w włączonymi mieczami, w całkowitym bezruchu. Gdy skupiłeś się na najbliższym, ten drgnął i odetchnął ciężko, jakbyś wyłowił go właśnie spod tafli lodu i potoczył wokół nieprzytomnym wzrokiem.
- Co... gdzie... Walka? - zapytał nieskładnie.
-Spokojnie. Dasz radę samemu iść?
Pytam i podchodzę do następnego Jedi i robię to samo co z poprzednim.
Jedi kiwnął tylko głową i podszedł z tobą do znieruchomiałego Twi'leka. Gdy radziłeś sobie z nim poczułeś, jak cała świątynia zaczyna trząść się w posadach, a Moc w jej wnętrzu wiruje opętańczo, wypływając z kilku przeciwstawnych źródeł. Uwalniając kolejnego poczułeś, że te zawirowania nasiliły się jeszcze bardziej, a sądząc po odgłosach za ich sprawą coś na dole zaczęło pękać, ze sklepienia świątyni zaś zaczął odpadać tynk.
-Szybka pomóżcie mi!
Podchodzę do następnego Jedi i "pomagam mu".
Usiłowałeś oswobodzić kolejnego Jedi z dziwnej paraliżującej techniki, lecz szło ci bardzo opornie. Co gorsza, zanim zdołałeś tego dokonać wielki płat sufitu odpadł w wyniku drgań i spadał prosto na wasze głowy.
Podtrzymuje go mocą i mówię:
-Biegiem!
Przytrzymałeś opadające płaty stropu, lecz przycisnęły cię one mocno do ziemi. Na tyle mocno, że dwaj towarzysze zamiast uciekać, musieli pomóc ci swoimi siłami.
- To na nic! - krzyknął Twi'lek. - Lepiej pomóżmy mistrzom skończyć tę walkę, bo inaczej nie oswobodzimy reszty zanim świątynia się rozpadnie!
-Dobrze ale najpierw wywalmy to gówno.
Kieruje stropem tak aby go położyć w takim miejscu aby nikomu nie zrobił krzywdy.
Gdy tylko odrzuciłeś fragmenty stropu pod pobliską ścianę, wstrząsy ustały. Równocześnie poczułeś kolejne, przepotężne zawirowanie Mocy, a następnie dostrzegłeś jak ogromne wrota zatrzaskują się z prędkością lecącego pocisku. Zaraz potem nastała cisza, odgłosy mieczy trących o siebie i okrzyków, które dochodziły z dołu, ustały.
-Chodźmy mam złe przeczucia co do tego.
Schodzę do tamtej sali.
W towarzystwie dwóch Jedi zszedłeś do głównego korytarza. Zastałeś tam bardzo ponury widok. Mniej więcej w połowie odległości od wejścia na piętro a zatrzaśniętych wrót klęczało w kręgu pięciu mistrzów. Kolejni trzej z dziewięcioosobowej Rady leżało w różnych miejscach, martwych lub nieprzytomnych.
-Co tu się stało??
Pytam z przerażeniem.
Mistrz Heske odwrócił się w twoją stronę.
- Nie żyją. - powiedział, nie określając kogo dokładnie ma na myśli, ale zapewne chodziło o trzech leżących obok jedi. - A mistrz Frey... - zawiesił głos i spojrzał na leżącego w środku kręgu Zabraka, podtrzymywanego przez innego mistrza. Zobaczyłeś, że Frey został przebity na wylot na wysokości brzucha i z ogromnym wysiłkiem podtrzymywał Mocą wrota.
-Cco to za wrota? I dokąd prowadzą?
Pytam ze zdziwiona miną.
[ To są wrota prowadzące do i z świątyni, przez nie tu wszedłeś ]
[Sorka. Ale fail! ]
-Co z Solusarem i z mistrzem Frey'em?
← Sesja SW
Wczytywanie...