[ekhp1] Początek - Terion i VL

Do VL

Cicho podchodzisz pod ściane stodoły. Idziesz powoli by suche liscie leżące na ziemi szeleściły jak najmniej. Przysłuchujesz się chwilę. Zza zbutwiałych desek dolatuje do ciebie odgłos chrapania. Najwyraźniej jakiś mocno pijany chłop śpi w sianie.
(oddaje ci teraz inicjatywe)


Do Devilusa

Odgłos twoich kroków zagłusza pracujący młyn. Pewnie podchodzisz dobielonej ściany i skradając sie zaglądasz do środka. Jakaś kobiecina siedzi na krześle i ceruje jakieś ubrania przy nikłym świetle świecy. Widzisz również drzwi prowadzące do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. Co robisz?
Lepsza taka krew niż żadna pomyślał wampir po czym wszedł do stodoły. Szybko zauważył leżącego na plecach w sianie człowieka. Podszedł do niego, chwycił za ramiona i podniósł. Odchylił lekko glowę w bok aby mieć "czysty strzał" w tętnicę. Zaspały i pijany chłop nie wiedział co się dzieje dokóki nie poczuł czyjiś kłów w gardle. Wampir przez te półtora roku bycia tym czym jest nauczył się, jak pić krew aby ofiara nie krzyczała. Żeby nie sprawić jej bólu. Początki były trudne ale teraz opanował tę technikę wysysania krwi bardzo dobrze. Krew była rozżedzona przez alkohol przez co nie smakowała tak jak powinna, ale wciaż była to krew. Potrafił wyczuć granicę gdzie musi skończyć pić jeśli chce aby ofiara przeżyła. Czasami, trudno nad tym zapanować gdyż ekstaza płynąca z picia krwi potrafi sprawić, że zapomni się a wtedy ofiara może nie wyjść z tego cało. Jednakże i na to znalazł wampir pewną radę. Mianowicie myślał o liczbach, byle jakich, one sprawiały, że nie odrywał się od rzeczywistości lecz zachowywał niewielką dawkę świadomości. Niewielką, gdyż nie potrafił podczas picia orienotwać się w sytuacji, czyli np. co się w okół niego dzieje, ale na tyle aby nie uśmiercić ofiary. Poczuł granicę. Przestał ssać a miejsce ukłucia polizał językiem. Sprawiało to, że w miejscu uryzienia nie zostawał żaden ślad a co więcej, ofiara nie pamięta co się wydarzyło. To bardzo przydatne przy cichym odżywianiu się. Ramizes poczuł syt, a raczej nie czuł głodu. Jednakże miał ochotę na więcej...Położył chłopa tak jak leżał i wyszedł ze stodoły. Szybko zniknął w cieniu. Znów szukał ofiary, ale innej. Bardziej wymagającej, trzeźwej. Na którą mógłby zapolować....
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Przygladam sie dokladniej wypatrujac patelni i innych rzeczy wartych zabrania. W przypadku nie dojrzenia powyzszych, zagladam do nastepnego domu.
Do VL

Odczuwasz przyjemne ciepło w calym ciele. Wewnętrzne ciepło sprawia, że twój humor się bardzo poprawił. Posiłek sprawił, że stałeś się bardziej wyczulony, lepiej widzisz w ciemności lepiej slyszysz. Mimo, że odszedłeś juz od stajni ciągle słyszysz pochrapywanie swojej 'kolacji'. Mijasz rozświetlony dom w którym właśnie muzykanci zaczynają wygrywac jakiś skoczny utwór. Słyszysz pojękiwanie jakiegoś człowieka przy studni, sądząc po odgłosach właśnie wymiotuje.
- Dosyć pijaków na dziś. - myślisz sobie.

Z daleka dostrzegasz jakiś większy budynek ulokowany przy rzeczce. Młyn wodny. Sądząc po świetle bijącym z okien, mimo późnej pory ktoś w nim pracuje.


Do Devilusa

Lustrujesz bacznie pomieszczenie. Dostrzegasz w kącie stojącą dużą skrzynie, łóżko, jakieś ubrania wiszące na wieszaku wiszącym na ścianie. Na stole przy którym siedzi kobieta znajdują się jakieś przybory krawieckie i paląca sie swieczka. Wychylasz się by zobaczyć co jest w następnym pomieszczeniu. W tym momencie kobieta przestaje cerować i odwraca sie w twoim kierunku.

- Holtan to ty? Co tak po ćmie idziesz? Lampę znowu zgubiłeś
Tak to ja.. Chodz tu za chalupe, zobacz co zem znalazl! Tylko nie bierz lampy!
Powoli chowam sie za domem i przysluchuje sie zamiarom kobiety.
Pracuje, nie pije, pełna gęsta krew, może być pysznie... po czym skierowałsię w stronę młynu. Szedł trzymąjac się w cieniu, nie chciał aby ktoś nieporządany go dostrzegł.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Do VL

Kierujesz się w stronę młynu. Idziesz w cieniu szpaleru drzew wpatrując się jak zahipnotyzowany w oświetlone okno. Nagle dostrzegasz jakąś postać która wychodzi zza rogu jednej z chat. Wyraźnie się przed czymś ukrywa. Dostrzegasz również zbliżającą się poświatę zza drugiego rogu. Ktoś najwyraźniej idzie tam z lampą lub pochodnią.


Do Devilusa

Szybko znikasz za rogiem budynku i przyczajasz się. Słyszysz jak kobieta otwiera skrzypiące drzwi i schodzi po drewnianych schodach. Idzie wzdłuż ściany za dom (czyli tam gdzie się ukrywasz). Łuna bijąca zza rogu świadczy, że wzieła lampę. Słyszysz jak mruczy pod nosem:

- Co ten stary dziad wymyślił. Stary a głupi. Przecież wie, ze ledwo widzę...


Sądząc po poświacie kobieta zaraz wyjdzie zza rogu.
Podchodze do rogu domu maksymalnie blisko, tak ze kiedy kobieta wyjdzie za rog, moge w miare szybko przejsc za nia i zlapac ja za usta, by nie krzyczala, a nastepnie ogluszyc/zabic ja uderzajac jej glowa o sciane domu.
Ciekawe co z tego wyniknie...Z tego spotkania stojac w cieniu obserwuję szczgólnie uważnie czajacą się postać i czekam na rozwój zdarzeń. Jedynie co robię to troszkę podchodzę w stronę tego zaczajonego osobnika, ale tak aby nadal być niewidocznym. Na bezpieczną odległość.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Do VL

Sądząc po sylwetce osobą która czai się za rogiem jest mężczyzna. Podchodzi powoli ewidentnie starajac się robić jak najmniej hałasu do rogu zza którego ktoś nadchodzi. Po chwili dostrzegasz, że tym kims jest starsza kobieta niosąca lampę. W momencie kiedy wyłania się zza winkla mężczyzna zrywa się i doskakuje do niej. Wytrąca jej lampę z ręki która upada i gaśnie. Sądząc po odgłosach, uniemożliwił kobiecie krzyknięcie przez zablokowanie jej ust. Słyszysz, że chwilę się z nią szamocze po czym głuche uderzenie (jakby ciała o mur) sprawia ze zapada cisza. Postępujesz krok do przodu by móc lepiej widzieć. Nadeptujesz na stertkę zeschłych liści które wydały suchy trzask... (Mężczyzna napewno to usłyszał)


Do Devilusa

Czaisz się za rogiem obserwując zbliżającu się krąg światła na ziemi. W momencie w którym widzisz wyłaniającą sie zza rogu lampe zrywasz się i wytrączasz ją kobiecie z ręki (lampa gaśnie). Chwytasz kobiete uniemozliwijąc jej krzyczenie po czym uderzasz nią o mur. Była lżejsza niż ci się poczatkowo wydało. Uderzyła o mur dosyć mocno po czym opadła na ziemie jak szmaciana lalka. Kiedy schyliłes się by sprawdzić czy żyje usłyszałeś suchy trzask (jakby liści) dobiegajacy zza twoich pleców. Odwracasz się ale widzisz jedynie zarys kępy drzew jakieś 8-10m od ciebie.
Cholera! przeklinam w myślach wiedząc, że narobiłem za dużo hałasu. Stoję jak zamrozony w miejscu. W bezruchu obserwując ruchem głek ocznych wszystko co jest w okół mnie. Szczególnie obserwuję miejsce skąd doszłedł do mnie odgłos głuchego uderzenia.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
W miare mozliwosci jak nakszybciej wbiegam do domu zabieram wszystko przydatne i wybiram sie w umowionym kierunku gdzie mialem sie spotkac z Ramizesem.
Do VL

Czekasz przyczajony w cieniu. Wsłuchujesz się w otaczające cię odgłosy. Mięśnie napiete w oczekiwaniu zaczynają nieprzyjemnie boleć. Po chwili doceira do twoich odgłos jakby ktoś szybko się zerwał i odbiegł za dom. Domyślasz się, że to mężczyzna zostawił swoją ofiarę. Po cichu, starając się unikać suchych liści podchodzisz do ściany budynku. Widzisz wyraźnie jakąś leżącą postać na ziemii. Podchodzisz bliżej. To kobieta, starsza, na oko 60 letnia. Jest żywa choć musiała zostać mocno ogłuszona. Leży pod oknem. Nagle zaczynasz słyszeć dobeigające z domu skrzypienie podłogi. Przywierasz do ściany poniżej okna. Ktoś jest w pomieszczeniu i trzyma świeczkę. Nasłuchujesz w napięciu. Nagle słyszysz skrzypnięcie podłogi, kocie miauknięcie i czujesz jak coś wbija ci coś ostrego w plecy. Zrywasz się na równe nogi, kot spada na ziemie i ucieka w noc...

Do Devilusa

Szybko zrywasz się i biegniesz za dom do wejścia. Wbiegasz do środka. Po ciemku o mało nie przewracasz się o próg. Podłogi skrzypią nie miłosiernie. Wchodzisz do pierwszej izby, to pomieszczenie w którym widziałeś kobietę. Na stolę ciągle pali się świeca. Chwytasz za świecznik i przyswiecając sobie zaczynasz oglądać pomieszczenie. Podchodzisz do leżacej skrzyni. Otwierasz ją i zaczynasz przeglądać jej zawartość. Jakaś książka, kilka motków wełny i odświętne stroje. Nic specjalnie wartościowego. W następnym pomieszczeniu znajdują się 2 łóżka, i 2 małe szafeczki. Przetrząsasz ich zawartość. Fajka, troche tytoniu, jakieś papiery i przybory piśmiennicze. Przetrząsasz sienniki. Brzęk moent świadczy o tym, ze trafiłeś. W małej sakiewce znajduje się troche miedzianych monet (bardzo mała kwota). Ostatnim pomieszczeniem jest kuchnia. Lustrujesz szybko jej wnętrze. Piec kaflowy, dwie duże skrzynie najprawdopodbniej na zieminiaki i cebule. Na fajerkach stoją jakieś garnki i upragniona patelnia. Wchodzisz omijają mały stół i... niemiłosierne skrzypnięcie podłogi budzi kota śpiącego na piecu który wyskakuje przez okno. Nagle widzisz jakąś postać zrywająca się spod okna. Stoi do ciebie plecami...
Staram się nie wydać z siebie żadnego głosu Przeklęty kot! Nie miał co robić! chwilkę stoję zastanawiając się co robić...Ofiara stoi tuż pod nogami. To zbyt niebezpieczne. Ktoś jest w pobliżu. Ta kobieta mi nie zagraża. Zostawię sobie ją na później....Teraz trzeba się zajać tym kims kto jest w domu... podchodzę do wejścia i bardzo ostrożnie zaglądam do śodka.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Biore tyton, fajke, ksiazke, w jedna reke patelnie w druga wkladam noz z pasa, i wybiegam, jezeli postac mnie zaczepi uderze patelnia i dzgne nozem, w przeciwnym wypadku staram sie ja wywalic barkiem wybiegajac z domu.
Do VL.

W momencie w którym zaglądasz do środka ktoś na ciebie wypada. Bolesne uderzenie patelnią w głowę które kwitujesz: "cholerą" lekko cię otumania. Wtem postać staje i mówi: "Ramizes?!"

Do Devilusa

Wybiegasz z domku. W momencie w którym przekraczasz próg wpadasz na kogoś. Bez większego namysłu uderzasz patelnią. Słyszysz: Cholera!. Już dobywasz noża by zakończyć sprawę kiedy dociera do ciebie, że znasz ten głos. "Ramizes?!" - pytasz się postaci.


Od tej pory piszecie wspólnie.
To Ty? Auuuu...Bedę miał guza hehehehe zaczynam się chichotać z całego tego zdarzenia. Powiem, że patelnia jest całkiem mocna..
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Zdziwiony.Ups to Ty byles... Przepraszam... Piles juz? Tam za chalupa lezy kobieta. Zajmij sie nia, to zadecydujemy co robimy dalej.
Wiem, widziałem ją. Rozumiem, że nie ma tu jusz nikogo innego? to pytanie brzmiało raczej jak stwierdzenie Stary dobry Dev...najpierw bije potem pyta hehehe...Dobra ja zajmę się kobietą, a Ty czatuj czy czasem ktoś tu nie idzie. po czym oboje wyszli z domu. Dev poszedł w cień skąd widział dobry kawał otoczenia. Ramizes podszedł do ciała, podniósł trzymając ją plecami do siebie. Wbił kły w tętnicę i poczuł o wiele wiele lepszej jakości krew od ostatniej. Krew jak wino, im starsze tym lepsze...
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Po zaspokojeniu apetytu i brawurowemu zdobyciu patelni ruszyliście w drogę powrotną. Wesoło rozmawialiście o tym co się wam przydarzyło kierując się w stronę traktu. Kiedy się do niego zbliżyliście usłyszeliście jakiś niepokojący dzwięk. Jakiś jeździec jechał konno powoli gościńcem. Szybko zamilkliście i schowaliście się w zarośnietym rowie odprowadzającym wodę. Jednak jeździec zatrzymał się kilkanaście metrów przed waszą kryjówką. Koń zaczął parskać i boczyć się na dalszą jazdę.
(Ramizes domyślasz się czemu. Bestia wyczuła cię.)

Jeździec zszedł na ziemie i zaczął uspokojać konia dotarły do was strzepki słów:

- poczekajmy...coś z tego...wyjdzie...

Jeżdziec stoi i patrzy w waszymi kierunku. Wydaje się wam jednak że patrzy w stronę chaty weselnej. (ok. 100m) a nie na waszą kryjówkę.
Postać pogładziła konia po szyi po czym chwilę szukała czegoś w sakwie.

....Albo nie....uciekniesz, ....dziwnie się zachowujesz.

I koń zniknął... Jeszcze przed chwilą widzieliście jak stał na trakcie a teraz nie został po nim nawet ślad. Wstrzymując oddech siedzicie w krzakach i obserwujecie dziwnego jegomościa. Wolicie nie ryzykowac przebiegania przez trakt na drugą stronę. Ostatnio różne dziwne typy włóczą się gościńcami a do tego pojawiły sie drużyny królewskie.

Nagle postać jak gdyby nigdy nic siada ze skrzyżowanymi nogami na gościńcu (tam gdzie jeszcze przed chwilą stał koń) i zamiera w bezruchu. Obserwujecie tego człowieka z coraz większą ciekawością. Kiedy wydaje się wam, że zasnął, z jeszcze większym zdziwieniem dostrzegacie jak kontury postaci zaczynają się rozmazywać. Po chwili w miejscu gdzie siedział widzicie tylko ziejącą pustą przestrzeń.

Kiedy już się otrząsneliście z osłupienia i chcieliście ruszyć w dalsza drogę zaczeło się dziać coś dziwnego.
Ramizes, jesteś absolutnie pewien, że ktoś żywy zbliża się w waszym kierunku. Nikogo nie widzisz ale nauczyłeś się już ufać swoim nowym zmysłom. Ktoś idzie gościńcem. Po chwili słyszycie cichutki odgłos jakby ktoś coś wyjmował z sakwy i odgłosy kroków zblizające się w waszym kierunku.

Co robicie?

(tylko nic długiego)
← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...