[ekhp1] Początek - Terion i VL

To wynajmijmy jakiś pokój na dzień. Kup sobie jakieś piwo na rozluźnienie hehe dawno nie piłeś powiedział do przyjaciela równie cichym szeptem kątem oka zerkajac na 2 zwykłych ludzi. "Może by tak.." przeszło mu na myśl Idź zrób co musisz a ja zajmę stolik rzekł a następnie spojrzał po kątach za wolnym stolikiem. Wpatrywał się w 2 osobników. Postanowił coś z nimi ( a raczej z nim) zrobić. Uruchomił swój wampirzy zmysł aby ocenić, który jest "krwawszy". Obaj byli w sumie tak samo "krwiści". To polepszało sytuację. Czekał kiedy ruszą do kwater.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Devilus kiwnął porozumiewawczo głową i z usmiechem spowodowanym zbliżającym się piwem, pospieszył w kierunku baru. Kiedy dotarl pod ladę rozejrzał się po połkach wiszących za kontuarem, było na nich porozstawiane mnóstwo alkocholi róznego rodzaju, poczynając od piw z róznych stron świata a kończąc na dziwnych, czarnych flakonach opisanych krasnoludzkimi runami. Kiedy juz nacieszył oczy tym widokiem skinął na barmana a kiedy ten podszedł powiedział:

- Dobry wieczór.

Devilus uśmiechnął się przyjaźnie co nieco kłuciło się z jego zwykłymi wyrazami twarzy.

- Chciałbym wynająć pokój dla dwóch osób, zatrzymamy się tutaj do jutra wieczór. A póki co chętnie napiję sie któregos z tutejszych specjałów, co mi polecisz? Drogi przyjacielu...


Devilus czuł lekki niepokój związany z Ramizesem, wiedział że musi coś "zjeść" jednak znał go na tyle aby wiedziec że nie zrobi nic głupiego. W zasadzie popełnianie głupst było domeną jego samego...
Ramizes

Dwaj mężczyźni ciągle rozmawiając wstało od stolika. Kiedy przeszli obok ciebie by zapłacić karczmarzowi wyraźnie wyczułeś słodki zapach krwi połaczony z zapachem alkoholu. Mieli najwyraźniej juz lekko w czubie. Twój wzrok padł natomiast na rycerzy. Potężnie zbudowany, jak byki emanowali energiem i.. krwią. Widać, że nie byli z tych którzy to tylko na turniejach się pojawiali...


Terion

Karczmarz wydawał się byc dużo bardziej przyjazny od wartownika. Nie ma się czemu dziwić w końcu. Krasnolud który ma pod swoją pieczą taką baterie trunków musi być wesoły z 'urzędu'.

- Dwa pokoje? Jasne. Mogą być na pierwszym piętrze? Zaraz kogoś poślę by napełnił balie wody, po podróży w taką pogodę pewnie byście się wygrzać chcieli. Ano właśnei. Jak juz przy grzaniu jesteśmy. - Krasnolud pochylił się za kontuarem, wyciągnął gąsiorek i nalał ci ciemnobrunatnego płynu. - A co bym polecił poza tym? Ostatnio dostaliśmy z gór dobre miody pitne. Lać?
- Muszę najpierw sprawdzić jak moj łeb zniesie tą gorzałkę


Devilus usmiechnął się przyjaźnie do barmana, a nastepnie zdecydowanie pociągnął z kufla. Wódla była tak mocna że Devilusowi zawirowało w głowie a po gardle spłynął mu palący strumień cieczy. Devilus otrząsnąłsię i z uśmiechem na twarzy napił się znów. Tym razem wódka juz tak nie paliła i dało się wyczuć jej niepowtarzalny smak.

- A co do pokoi to wszystko nam odpowiada. jednak z tymi baliami proszę nieco zaczekać, nie wiem kiedy udamy się na spoczynek.

Mówiąc te słowa Devilus zerknął na Ramizesa kątem oka. Ognista woda wprawiła go już w zabawowy nastrój...
Terion

Po chwili poczułeś szturchniecie w bok. To jakiś krasnolud dźgnął cię pod zebro szczerząc się do ciebie (brak mu apru zębów) i wymachując małym skórzanym kubeczkiem w którym coś grzechotało.

- Zagramy? - sądząc po oddechu ma już porządnie w czubie. - W kości?

Dwaj mężczyźni wchodzą po schodach i wkrótce znikają wam z widoku. Słyszycie ich ciężkie kroki dudniące na drugim piętrze.
Devilus lekko zaskoczony dokladnie przyjrzałsię krasnoludowi. Kiedy usłyszał propozycję gry stwierdziłże zapewne jakis salonowy wyga chce go ograć ab y miec na kolejne piwo, jednak stwierdził także że może się od niego czegos dowiedzieć.


- Czemu nie, zagrajmy.


Devilus uśmiechnałsie tajemniczo i poszedłza krasnoludem do stolika.
Terion

Przy stoliku siedział jeden krasnolud który sądząc po czerwoności był albo bardzo pijany albo bardzo zły. Biorąc pod uwagę z jaką zaciętością patrzył na tego co ci zaproponował grę musiał chyba trochę przegrać. Drugim graczem, który już lepiej się maskował, był gnom w okularach które powiększały jego oczy chyba ze dwukrotnie.

- To o co zagramy panie...? - krasnolud zasiadł do stołu.

VL

Kroki na górze ucichły. Ciągle stojąc niezdecydowany po środku ściągnąłes na siebie uwagę karczmarza.

- A panu co polać? Czy może kopnąć kogoś na góre by przyszykował nocleg?
Devilus rozsiadł sie wygodnie przy stoliku, potarł ręce a następnie po krótkiej ocenie współgraczy powiedział:

- Zaczynajmy, tylko na jakich zasadach?
http://www.republika.pl/gplewniak/strony/kosci_opis.html

- Zasady są proste. Rzucamy 6 koścmi po czy możemy podniesc dowolna liczbe kosci i rzucic jeszcze raz. I potem jeszcze raz. Nastęopnie sumujemy punkty (patrz tabelka) i wygrywa ten kto ma ich wiecej. Prościej sie nie da, co prawda niektorzy maja z tym problemy, prawda Mirni? - zwrocil sie do naburmuszonego kolegi.
- A idź piorunie bo jak cie...
- Dobra Mirni spokkooojnie. To panie... jak mam do pana mówić? O co zagramy?
-O tak, bardzo bym prosił. Jestem tak zmęczony, że ledwo kojarzę gdzie jestem...Podróż była męcząca... powiedział nawet nie musząc udawać. Był zmęczony...brakiem krwi I mam małą prośbę, niech to będzie jakiś człowiek...bez obrazy ale mam pewne...niechęci względem waszej rasy... powiedział to już na szept karczmarzowi -Niech się pan pośpieszy, zaraz padnę... powiedział przytrymując się ściany. To już było grane lecz napewno prezentowalo się naturalnie.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
- proponuję najpierw zagrac o browarek, tego precież nigdy dość.
- Mądrze prawicie gościu - krasnolud wyraźnie zaprzestał dopytywania się ciebie o imię. - Browarek dobra rzecz. To jazda!

Wrzucił 6 kostek do kubeczka i rzucił na stoł.

4 5 5 3 1 1

- Ha! Podnoszę 4 i rzucam do nieparzystych.

Chwycił kostkę w dłoń i chuchnął.

2

- Eh, szlag. Jeszcze raz!

3

- Nieparzyste! To mi daje razem 18 punktów. Teraz ty.

Podał ci kostki.

[odezwij się do mnie na gg (moge sie ukrywać), będzie wygodniej]
- Cóż, zobaczymy jak mi pójdzie.

Devilus wziął kości do ręki i wrzucił je do kubeczka, następnie szybko wstrząsając wyrzucił kości na stół.
Do VL

- Już przygotowali pokój dla pana. Proszę się nie krępować i iść na górę. Ostatnie drzwi na lewo w korytarzu. Życzy pan sobie czegoś? Balia wody? Kolacja? - co jak co ale karczmarz wypełniał swoje obowiązki pierwszorzędnie.

Kątem oka widzisz, że rycerze chyba powoli zbierają się od stolika.

Do Teriona

Kostki chwilę się toczą po stole po czym się zatrzymują na nierównym blacie.

20

- No ładnie. Dobry rzut. Ej ty - krasnolud zaczepił jednego z pomocników karczmarza - skocz po piwo dla tego jegomościa. Dla mnie też coś przynieś! Ale migiem.
-Nie, dziękuję, to wszystko odpowiedział milo, chociaż głos był zmęczony. Myślał nad tym gdzie udadzą się rycerze. Zwlekał z wejściem na górę zerkąjąc na rycerzy. "Ostatnie drzwi...No nic...Mam pomysł..."pomyślał po czym udał się na górę do swojego pokoju. Rozglądnął się po nim. Stanął pod drzwiami, nasłuchiwał czy ci ludzie tu idą lub kto kolwiek idzie po korytarzu.
Jestem Wampirem.
Jestem jedynym istniejącym Bogiem.
Jestem dumny z tego, iż żeruję na ludziach i oddaję honor moim zwierzęcym instynktom.
Do VL

Na piętrze panuje cisza. Słyszysz tylko pochrapywanie zza drzwi, najwyraźniej za tych vis a vis twoich. Rycerze najwidoczniej postanowili jeszcze pozostać na dole albo zbierają się bardzo powoli.

Jesteś w typowym karczemnym pokoju. Jedno okno, dwa łóżka, stół, krzesła. Wszystko z drewna, porządne i schludne. Widać, ze budynek stoi od niedawna. Drzwi osadzone są na porządnych zawiasach (mimo to przy otwieraniu nie wydały, żadnego zgrzytu). Zamek to klasyczny mechanizm który może byłoby ciężko wyważyć ale pewnie dałby się otworzyć kawałkiem drutu.

Do Teriona.

Po chwili stoi przed tobą solidny, brzuchaty kufelek piwa. Z podobnego juz 'ciągnie' twój gracz.

- To o co teraz zagramy?


Nagle słyszysz jak rycerze wybuchają gromkim śmiechem. Coś najwyraźniej ich bardzo rozbawiło (śmieją się z prowadzonej ze sobą rozmowy a nie z was, chyba nawet was nie zauważyli). Siadają przy stole i wołają karczmarza.
- Myślę że jak na pierwszy dzień gry w kości już mi wystarczy, ale miło było zagrać. Udam się niebawem do kwatery, podróż zmęczyłą mnie solidnie. Bywajcie Panowie!


Devilus bez pośpiechu wstał od stołu i skierował swe kroki do wyjścia. Chciał zaczerpnąć świeżego powietrza, żołnierze w karczmie nie obchodzili go specjalnie. Postanowił przejść się kawałek a potem udać się do kwatery, był okropnie zmęczony.
Do Teriona

Krasnolud najwyraźniej chciał cię jeszcze zatrzymać ale, ponieważ wybrałeś odpowiedni moment, nie był w stanie ci odpowiedzieć. (właśnie opróżniał kufel jednym haustem i zanim go opuścił już cie nie było).

Zamknąłeś drzwi karczmy i wziąłeś głęboki wdech. Mroźne powietrze kłuło twoje płuca. Już po chwili rozczmuchałeś sie z senności. Zacząłeś iść w kierunku skalnej ściany do której cała wioska wydawała się jakby być 'przytulona'. Idziesz drogą po której obu stronach znajdują się niskie krasnoludzkie chaty. Praktycznie każda ma dobudowany jakiś warsztat. Widzisz kowadła, piece różnych wielkości i kształtów oraz hałdy węgla. Co ciekawe wszystkie okna są ciemne. Jak widać brodacze śpią uczciwym snem. W oddali słyszysz wycie jakiegoś psa. W pewnym momencie usłyszałeś metaliczny chrzęst w jeden z bocznych uliczek kilka metrów przed tobą.
Devilus przystanął i cichym krokiem podszedł do rogu najblizszej chaty po czym skrył się w jego cieniu. Oczy Devilusa nawykłe do mroku spojrzały w miejsce skąd dochodził dzwięk. Był nazbyt ostrożny aby ryzykowac sprawdzenie źródłą dzwięku osobiście. Stał i czekał w skupieniu gotów zareagować natychmiast, jakakolwiek miała by to być reakcja.
Do Teriona

Słyszysz wyraźne odgłos kroków połączony z charakterystycznym chrzęstem zbroi dobiegający z prawej strony, z uliczki która zbiega do drogi na której stoisz. Po chwili słyszysz podobny odgłos dobiegający z lewej strony ale cichszy. Jakby ktoś albo coś zbliżało się z większej odległości.
← [ekhp] Sesja 1
Wczytywanie...