Sesja Krixa

[ Ilustracja ]

Poszliście w milczeniu wzdłuż linii drzew, coraz bardziej stromo po jednej z głównych dróg. Poza chrzęstem piasku i kamieni pod waszymi stopami, cały czas towarzyszył wam jednostajny szum lasu, wzdychającego wokół was swoją mroczną obecnością, z drugiej zaś - cichy, miarowy, delikatny, a zarazem wszechobecny szept rozlewającego się tam w dole morza. Zdawało ci się, że tuż tuż, lada chwila, a atramentowy, falujący księżycowym srebrem bezkres przechyli się jeszcze ostrzej i załamie, zalewając senną kaskadę świateł, jaką stanowiło teraz rozciągające się pod wami miast Velen.
Nic takiego jednak się nie działo. Szliście równo przed siebie, obserwowani jedynie przez połyskujące nad wami spojrzenia gwiazd, migocących do was w milczeniu. Choć teoretycznie nic na to nie wskazywało, czułeś się coraz dziwniej, niezwyklej, czy to za sprawą posępnego sąsiedztwa stumilowej puszczy, czy też monumentalnej sylwetki rosnącego przed tobą zamczyska.
Widziałeś teraz wyraźnie wszystkie baszty, mury i wieże Millvuthan. Nie była to bynajmniej największa ani najpotężniejsza twierdza, jaką zdarzyło ci się oglądać, jednak bez wątpienia gotowa była przetrwać niejeden sztorm i szturm. Największe wrażenie robił na tobie sposób, w jaki górowała nad okolicą, niemalże zwieszając się ze skarpy i spoglądając w dół klifów, od strony których dobiegał już znacznie groźniejszy, choć wciąż odległy pomruk rozbijanych o skały fal.
Tymczasem twą uwagę przykuło coś innego. Mała, biegnąca wzdłuż skał, niejako pod właściwą skarpą zamku ścieżka, której nie miałbyś prawa zobaczyć nawet w świetle dnia, gdyż na tyle nie wyróżniała się na tle okolicy. Dlatego też nie tyle dostrzegłeś, co nabrałeś dziwnego przeświadczenia, że tam właśnie się ona znajduje, prowadząc gdzieś wokół skalnej półki klifu, jakby do wnętrza samego urwiska.
- [font=\"Courier New\"]Aaaarooooniieeee......[/font] - zagwizdał wiatr skaczący wokół skał, napełniając twe serce lodowato zimnym, gryzącym do głębi szeptem.
Odpowiedz
Zatrzymuję się i nasłuchuję. Czy był to wiatr? Druidzi i ich magia? Czy coś innego. To uczucie... nie podoba mi się to. Staram się skupić na tym lodowatym głosie. Czy cokolwiek mi przypominana? Głupia niepamięć by nawet odczucia trzeba sobie przypominać. Głowy kiedyś zapomnę czy jak się oddycha.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Nie potrzebowałeś więcej, niż paru sekund na definitywne wykluczenie możliwości wystąpienia jakichkolwiek omamów. Śpiew lasu i szept morza zdecydowanie zbyt różniły się od usłyszanych przez ciebie słów, zarówno charakterem, jak i dogłębnym wpływem, jaki na ciebie wywierały.
Przed oczami mignęły ci obrazy niezidentyfikowanych, skutych błękitem, bielem i zimnem krajobrazów, przez które wciąż przewijał się ten sam, wołający cię głos.
Głos władczy, potężny i groźny. Przerażający i fascynujący zarazem, poruszający ze wszech miar pewną część ciebie, jakiej zdecydowanie wolałeś nie ruszać.
Wiedziałeś jednak, że na to już zbyt późno. Ktokolwiek to był, wiedział też, że już tu jesteś.
Odpowiedz
-No to się wpakowałem.-Szepczę do siebie pod nosem. No cóż nie ma co uciekać. Teraz warto się zastanowić komu pomóc. -Długo jeszcze? Chciałbym zobaczyć łóżko w jakiejś gospodzie. To był długi dzień. Przy okazji nie mieliśmy okazji być zapoznani. Możesz mówić mi Aron. Mogę wiedzieć komu, w tak niewspaniały sposób, ratowałem zad przed spaleniem?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Mężczyzna zatrzymał się, odwrócił twarzą do ciebie i odsłonił skrywaną dotąd pod kapturem głowę.
- Brat Sator, uniżony sługa Umberlee i jego Lordowskiej Mości Clovisa Greystöra. - uścisnął ci dłoń krótkim, mocnym uściskiem. Krótkie, chyba ciemne włosy, trochę kanciasta twarz, ciemny, krótki zarost. Niby nic niezwykłego, a jednak coś dziwnego...
- Jego Lordowska Mość zapewne wieczerza teraz wśród znamienitych gości, ale nie mam wątpliwości, że przyjmie cię z należytym szacunkiem i odwdzięczy się za pomoc, której mi udzieliłeś, przyczyniając się tym samym do przekazania bardzo ważnych informacji. - mówił, gdy ruszyliście dalej. Bramy zamku były już wyraźnie widoczne, ciebie jednak zastanowiło, że nigdzie, zarówno na gościńcu jak i przy mijanym wcześniej wjeździe do miasta nie dostrzegłeś żadnych wart ani patroli. Zaskakująco spokojne miejsce...
Odpowiedz
-Proszę, nie musicie się kłopotać bracie Sator, jest to zbędne. Wystarczy mi kawałek podłogi w gospodzie i ciepły gulasz. Cieszę się iż opuściliśmy las i to mi wystarczy. Spotkanie z jego lordoskością możemy spokojnie odłożyć na jutro, po tym jak znajdę choćby balię z wodą i nową koszulę. Wraz z koniem uciekło sporo moich podróżnych rzeczy.
[Co mi pozostało?]
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
[Wszystko, co podręczne - jakaś sakiewka, broń, co tam sobie wymyślisz w jakichś kieszeniach przy pasie itd.)

Brat Sator zgodził się z twoją propozycją.
- Jeśli tak, to droga nam tędy. - wskazał odchodzącą w bok i w dół ścieżkę. - Tuż za bramą znajduje się gospoda prowadzona przez życzliwego nam człowieka, który z pewnością przyjmie cię na noc i ugości wieczerzą. O nic nie musisz się martwić.
Zeszliście w dół po zboczu, a ciemna plama nocnego miasta, przetykana iskierkami domowych i portowych świateł, rozlała się jeszcze szerzej przed twoimi oczami. Jednak sylwetki najbliższych domów i bramy do miasta otoczonego kilkumetrowym murem były już dla ciebie dosyć wyraźne.
- Chcę tylko przestrzec cię przed nocnymi eskapadami. - dodał kapłan, gdy po wejściu między gęstą, najwyżej dwupiętrową zabudowę stanęliście przed domostwem, na którego frontonie kiwał się leniwie szyld "Gospoda pod Cieniem". Choć ziemia w wąskich alejkach między budynkami była rozdeptana i błotnista, główna droga, którą przyszliście i która prowadziła dalej w dół do portu była starannie i możliwie równo wybrukowana, zaś jako takie oświetlenie zapewniały jej rzędy ciągnących się w dal latarni.
- Choć trudno pojąć takie barbarzyństwo, druidzi zesłali na mieszkańców niebezpieczną zarazę. Port i miasto objęto już kwarantanną, a moi bracia pracują bez wytchnienia, organizując pomoc. Lord Greystör niemalże zdławił już całą zarazę, jednak nie byłoby wskazane, byś sam po zmroku wędrował w te dzielnice, które mogłyby być dla ciebie w jakiś sposób niebezpieczne.
Odpowiedz
-Nie wiedziałem iż zaraza atakuje tylko po zmroku. To te morowe powietrze?-Staram się to mówić jak najbardziej przekonywająco. Widać, już zaczynają się kłamstwa. Wątpię by druidzi atakowali miasto zarazą. Wiele zła się tu czai. Trzeba będzie pomyśleć co w ogóle jestem w stanie zrobić. -No trudno, postaram się zastosować do twej rady bracie Sator. Czy coś jeszcze winnym wiedzieć?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- Nie, myślę że to wszystko.
Kapłan zapukał dwukrotnie w grube, ciężkie drzwi gospody, które otworzyły się po czasie równym dziesięciu uderzeniom serca. W szparze między drzwiami a framugą pojawiła się potężna, nalana twarz z malującym się na niej złowieszczym wyrazem koszmarnej krzyżówki zaspania i oburzenia. Gdy jednak dojrzał kapłana, szybko otrzeźwiał i bez pytań wpuścił was do środka. Stanęliście w dość obszernej izbie, wyposażonej w kilkanaście drewnianych ław i kilkadziesiąt krzeseł, najzwyczajniejszy w świecie wyszynk i standardowy aromat rozlanego piwa, wgryzającego się w beczki wina oraz czegoś na podobieństwo skwaśniałej soli. Sator w kilku słowach wyłożył gospodarzowi istotę tego nocnego najścia, zaś obszerny i zwalisty mężczyzna z podwójnym podbródkiem bez szemrania przyjął cię w gościnę. Ująwszy swój kaganek poprowadził cię na piętro po wąskich, nawet nie tak znowuż przeraźliwie skrzypiących schodach i otworzył przed tobą jeden z ostatnich wolnych pokoi, prosząc o zachowanie ciszy, przepraszając, że nie zaoferuje ci już o tej porze żadnej godnej strawy i obiecując sute śniadanie nazajutrz. Następnie życzył ci dobrej nocy i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi z dwiema zasuwami po twojej stronie, zostawiając klucz na kredensie.

[ Ilustracja ]
Odpowiedz
Kroczę cicho po pokoju by deski zbytnio nie skrzypiały. Podchodzę do okna i patrze przez nie chwilę. Oglądając co jest za nim. Ciężko wypuszczam powietrze.
-W co ja się najlepszego wpakowałem tym razem?- Szepczę do pustej przestrzeni. Jak nie ma nikogo światłego w pobliżu zostaje rozmowa z samym sobą. Podchodzę do łóżka odpinając pas z mieczem. Kładę je blisko. Siadam na łożu i zaczynam Ściągać kolczugę. Po takich dniach to cholerstwo wydaje się dwa razy cięższe. Staram się położyć ją jak najciszej na podłodze. Teraz buty. To będzie zabawa. Najpierw wyciągam mały nuż z jednego z butów i chowam go pod poduszkę. Teraz zaczynam się szarpać. Bliski jestem poddania się i pójścia spać jak jestem, ale siłuję się jeszcze i w końcu schodzi, jeden. Teraz na drugi równie dużo poświęcenia. Koszula w dół i do łóżka. Byle mi się rodzinka nie śniła.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Położyłeś się jak na jeżu, lecz łóżko jedynie mruknęło przeciągłym, acz cichym skrzypnięciem. Leżałeś tak bez ruchu, nasłuchując odgłosów nocy i otoczenia, aż cisza zaczęła piszczeć ci w uszach, w jedno z których ugryzła cię pchła. Zakląłeś mimowolnie, łapiąc się za zaatakowany organ, co wzbudziło wyraźniejszy sprzeciw wysłużonego posłania, które zaprotestowało drewnianym jęknięciem. Znieruchomiałeś ponownie, wyrażając w myślach najgorsze opinie na temat tego miejsca i jego właściciela, lecz niedługo potem stwierdziłeś, że twa ocena była zbyt wczesna. Po pierwsze, nikt nie próbował cię zamordować, gdy tylko można było sądzić, że zamknąłeś oczy. Po drugie, nikt nie próbował cię okraść we śnie. Po trzecie izba, choć wyraźnie naznaczona śladami użytkowania, była jakoś wyposażona, nie przepuszczała niechcianego chłodu, nocnego wiatru czy innych odgłosów ulicy, a pchła, jak miałeś nadzieję, wiodła w tym posłaniu raczej pustelniczy żywot.
Tak czy inaczej, upewniwszy się tyle o ile, że nie zostaniesz zabity ani pożarty, pozwoliłeś sobie wreszcie na sen po długiej, aż nazbyt pełnej przygód podróży.
Czy śniłeś długo i spokojnie o miłych lub nieistotnych miejscach i zdarzeniach?
Trudno powiedzieć, jak to zwykle po przebudzeniu. Zwłaszcza, gdy jedyną zapamiętaną rzeczą jest coś, co niekoniecznie można uznać za jeden z wielu kolorowych snów.

[ Ilustracja ]

Tak oto stoisz pośród nocy. Chłód, wiatr i szum otaczają cię zewsząd, targając włosami i rękawami koszuli. Rozglądasz się w ciemnościach, wpatrując się co sił w srebrzysty, gwiezdny blask. Wszystko wskazuje na to, że znajdujesz się na klifie i masz przed sobą wielką, wysoką skałę. Po twej prawej stronie - niezgłębiona, atramentowa ściana mroku, z horyzontem zatopionym w miejscu, w którym nocne niebo wlewa się do uśpionego morza. Po twej lewej - skały, kępy zielska, byś może jakaś ścieżka. Znacznie dalej i nieco wyżej kolejna ściana czerni odznaczająca się na tle gwieździstego blasku. Las.
Spojrzałeś wstecz. Znajomy widok, który oglądałeś już dzisiaj. Milczący, senny blask miasta i portu, rozciągającego się we śnie szeroko pod tobą.
Odwróciłeś się ponownie. W nierównej, zimnej powierzchni skały rozciągającej się przed tobą zabłysnęły kontury czegoś, co mogło być jedynie drzwiami. Było, bo jak nietrudno się spodziewać, właśnie otworzyło się przed tobą z charakterystycznym, cmentarnym, mozolnym łoskotem, ukazując zarys schodów do nieokreślonego światłem korytarza.
Odpowiedz
Sen? Dzień? Nie noc. Patrzę w niebo. Patrzę na drzwi. Podchodzę. Schody? Schody. Innej wyraźnej drogi brak. Celu brak. Czemu nie? Co złego może być. Krok na schodek, potem drugi i tak dalej.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
I tak dalej, krok po kroku, dotarłeś do jednych, drugich i kolejnych drzwi prowadzących do kolejnych rozgałęzień wąskiego, kutego w skale korytarza. Im dalej szedłeś w ten labirynt, tym silniejsze miałeś przeczucie, że na drugim końcu lochów ktoś na ciebie czeka. Ktoś, kto prowadził cię dotąd w niemal zupełnych ciemnościach, przetykanych sporadycznie mdłym światłem zapalonych nie wiadomo przez kogo pochodni. Ktoś, kogo wcale niekoniecznie miałeś ochotę spotkać.
Odpowiedz
Problem w tym, że jak go nie znajdę to to błądzenie się nie skończy. Lepiej mieć to za sobą. Ciekawe jak długo byłem prowadzony. Ktoś z cienia sterujący moją drogą... może już z północy? To było to dziwne uczucie które mnie ciągnęło? Dużo pytań, mało odpowiedzi. Miło byłoby gdyby na końcu tej wycieczki był ktoś z odpowiedziami i choć raz na wszystkich bogów chciał się tym podzielić. No cóż, czas ruszać dalej. Schodek po schodku.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
Korytarz nie ciągnął się daleko w przód, więc i wędrówka nie trwała długo. Gdy dotarłeś do kamiennych schodów, prowadzących oczywiście w dół, zrobiło się już naprawdę chłodno i wilgotno. Na tyle, że zapalone pochodnie piszczały co pewien czas i trzeszczały drewnem, które zdążyło nałykać się wilgoci.
Schodziłeś wolniej, schodek po schodku, tym ostrożniej, że stopnie systematycznie poszerzały się, a ty mogłeś posłużyć się jedynie poszarpanym światłem pochodni. Po dobrych czterdziestu stopniach, gdy końca wciąż nie było widać, pokonałeś ostatni schodek, u stóp którego rysowała się niewyraźna linia, rozchodząca się dalej w szeroki okrąg skomplikowanych znaków i run. Wahałeś się długo, nie wiedząc jakiego niebezpieczeństwa się spodziewać, jednak ostatecznie zdecydowałeś się na krok. Nic się nie wydarzyło.
Nie wiedziałeś jak wielkie jest pomieszczenie, w którym się znalazłeś, bo żadna z pochodni nie oświetlała ani jednej ściany, a nie zamierzałeś oddalać się w mrok. Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt kroków dalej - kolejna linia z kolejnymi znakami, tym razem jednak było ich znacznie więcej, a ich wzory były jeszcze bardziej wymyślne.

Za moment usłyszałeś równe, miarowe echo odległych kroków, zbliżających się w twoim kierunku.
odskoczyłeś o parę kroków. Zanim rozwiązałeś dylemat - uciekać, czekać, walczyć, a jeśli tak, to czym - na samych krańcach kręgu światła dawanego przez żagwie pojawiła się postać. Nie widziałeś dokładnie, stał o dobre dziesięć kroków od ciebie. Długie, ciemne szaty, toga lub coś podobnego, chyba mężczyzna, chyba człowiek... Choć czort wie. Stanął i patrzył bez słowa, a cisza wokół ciebie napięła się jak cięciwa.

[ Ilustracja ]

Ciemność wokół wybuchła ogniem i wszyscy poruszyliście się nerwowo, rozglądając się za nadchodzącym atakiem. Nic takiego jednak się nie stało, okazało się, że to tylko pochodnie rozmieszczone na ścianach koncentrycznie w równych odstępach zapaliły się nagle, rozświetlając swym blaskiem całe pomieszczenie. To było naprawdę imponujących rozmiarów, na pierwszy rzut oka dałbyś mu pięćdziesiąt metrów średnicy. Na jego przeciwległym końcu widziałeś kilkoro drzwi przeróżnych rozmiarów i kształtów, rzędy regałów, stołów, kilkanaście obrazów, niewyraźny kształt przypominający zawieszoną na stojaku zbroję i niskie, szerokie podium z kamienną katedrą.
Okrąg magicznych znaków przed którym stałeś tworzył szczelny pierścień o średnicy jakichś dziesięciu metrów, nakreślony na połyskliwie gładkiej powierzchni kamiennej posadzki.
Odpowiedz
-Taaak, naprawdę piękne przestrzenie. Nawet nie przypuszczałem, że mogę coś takiego wyśnić. Jak będę budować wielkie gniazdo zła na pewno napiszę z prośbą o podpowiedzi. Więc czemu mnie tu sprowadziłeś?-Początkowo błądząc wzrokiem po całej tej przestrzeni wreszcie sprowadzam go na osobę przed sobą. Licząc na odpowiedzi.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- Ponieważ byłeś jedynym, kogo mogłem sprowadzić tutaj w obecnej sytuacji. - odezwał się stojący przed tobą mężczyzna o krótkich włosach i nieludzko bladej cerze. - Ponieważ jesteś jedynym, kto mógł usłyszeć moje zaproszenie, a wobec fortunnego zbiegu okoliczności dostać się w pobliże dworu lorda Greystöra i mojego więzienia. - mówił spokojnie, niskim dźwięcznym głosem. Miał na sobie czarną, prostą, choć w jakiś sposób niebywale kunsztowną togę z szerokimi, długimi rękawami, sięgającą samej ziemi. - Na koniec zaś, ponieważ jesteśmy związani, choć bardzo słabo i niezobowiązująco, więzami krwi, których ty raczej dość mocno się wypierasz.
Odpowiedz
-To nie jest do końca wypieranie. Tak po prostu wychodzi. W domu kłótnie i inne takie. Poza domem, co nawiedzę jakąś twierdzę w poszukiwaniu przygody trafiam na bandę, albo kult prowadzony przez kogoś z rodziny. Gdy rozmawiam z kimś to zaraz słyszał o moim bracie, wielkim bohaterze. Ciężko w takich warunkach działać. Albo sprostać oczekiwaniom ojca. Ale pan zapewne nie ma takich problemów.- Wzdycham ciężko lekko kiwając głową.-No dobrze. Do czego jestem panu potrzebny? Miałbym pana wypuścić stąd? Nie wygląda tu tak źle. Dla pana spędzić w takim miejscu parę stuleci to chyba nie problem.
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
- Ujmując rzecz teoretycznie: nie. Limit czasu, który mogę spędzić w tym lub innym miejscu, jest raczej nieograniczony. - zbliżył się o cztery kroki do linii znaków, dzięki czemu jeszcze lepiej mogłeś przyjrzeć się jego obliczu. Nie miało wieku, choć i tak było starsze od wszystkiego, co kiedykolwiek widziałeś. Przypominał ci wampira z popularnych przedstawień dla dzieci i prostaczków, lecz w nim samym nie było nic z ordynarnego straszydła, jedynie nieludzko zimny spokój. I oczy. Oczy, w które mimo wszelkich starań nie byłbyś w stanie dłużej patrzeć, nawet gdybyś chciał. - Rzecz w tym, że gościłem tu wystarczająco długo, bym zdążył się znużyć tym miejscem i jego mieszkańcami, którzy na domiar złego usiłują wykorzystać moje niezręczne położenie do swych prywatnych, dalece trywialnych interesów. Dlatego też, jeżeli chcę oswobodzić się sam, nie licząc na niczyją nieszczerą łaskę, okraszoną mnóstwem prywatnych zachcianek, muszę wykorzystać wszelkie dostępne mi, obecnie mocno ograniczone środki. Jednym z nich możesz być ty.
Odpowiedz
-To teraz będzie ważne pytanie.-Poważnieje i równocześnie znika uśmiech, który próbowałem okazyjnie wcisnąć, by przedstawić się jakoby byłbym spokojny w całej tej sytuacji. -Co zamierzasz zrobić z otrzymaną wolnością? Hasać po krainach czy udać się do domu gdzieś na inne plany? No i oczywiście co się stanie w mieście jak stąd znikniesz?
Nie liczy się cel a droga do niego

Who's the more foolish: the fool, or the fool who follows him?- Obi-Wan Kenobi
Odpowiedz
← Sesja FR

Sesja Krixa - Odpowiedź

 
Męczą Cię captche? , a problem zniknie. Zajmie to mniej niż rozwiązanie captchy!
Wczytywanie...